• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 5 6 7 8 9 … 11 Dalej »
[30.07.1972r.] Radzę sobie z tym sam | Nicholas & Rodolphus

[30.07.1972r.] Radzę sobie z tym sam | Nicholas & Rodolphus
Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#31
15.05.2024, 00:09  ✶  

Miłość miała co prawda skomplikowaną definicję, albo niejednoznaczną, często pisana pozytywnie, ale odczuwana negatywnie. Albo może to Nicholas nie do końca pojmował jej znaczenia. Nie akceptował jej, nie doświadczał. Nie zamierzał, doświadczyć, dopuścić do tego, aby nim owładnęła. Zrozumiałymi dla niego były co prawda takie pojęcia jak przywiązanie, pożądanie czy fascynacja a nawet sympatia. Lecz miłość, potrafiła być także niszczycielska. Mieszała ludziom w głowach, nie tylko w sercu. Najlepszym lekarstwem tego było jej pozbyć, nie dopuszczać do siebie.

Obserwując Rodolphusa, zadając mu proste pytanie, nie spodziewał się takiej odpowiedzi. Tym samym, czarodziej zbliżył się do niego jeszcze bardziej. Mocno zminimalizował dystans. Był tuż obok. Wsunął bardziej swoją dłoń pod jego rękaw swetra, lewego przedramienia. Tam, gdzie spoczywał jego mroczny znak. Czuł jego dotyk. A po chwili szept do ucha. Nicholas Trawers.

Odwrócił głowę, aby spojrzeć mu w oczy. Nie mieli problemu ze wzrostem, gdyż różniło ich kilka centymetrów. Niby próbował doszukać się jakiegoś podstępu, ale chyba takowego nie było. ”Czyżby Rodolphus uruchomił swoją grę?” – przeszło Nicholasowi przez myśl. Podobne rozegranie partii miał z Laurentem. Choć z Prewettem powinien ograniczyć kontakt, tak z Lestrange’m nie widział takiej potrzeby. Miał w sobie wszystkie niemal cechy, jakie Traversowi odpowiadały. Mieli podobne poglądy, gusta. Ten sam angaż w zadaniach. Ta sama osoba, dla której pracują. Ta sama organizacja, której oddali swoją lojalność do pewnego stopnia. Co mogło ich różnić? Czy było coś tak istotnego?

- Chcesz się z tego wyleczyć?
Zapytał. Najwyraźniej rozumiejąc przypadek choroby Rodolphusa. Przypadłość, którą można wyleczyć, ale z pewnymi kosztami. Nie, żeby Nicholas mu sugerował podjęcie takiej decyzji. Nie miał nawet nic przeciwko, aby Rodolphus zamieszkał z nim kolejny miesiąc. Do samej jesieni. Do końca roku. Nie wyrzucał go, a mógł w każdej chwili. Po co? Skoro podświadomie wiedział, że będzie potrzebować czyjej pomocy z powodu swojej choroby, gdyby zaatakowała znów niespodziewanie.
Syn koleżanki twojej starej
We don't have to talk, We don't have to dance, We don't have to smile, We don't have to make friends
wiek
22
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny
Ma czarne jak smoła włosy, zwykle zaczesane do tyłu, i nienaturalnie jasnoszare, przenikliwe oczy. Wyróżnia go blada cera i uprzejmy uśmiech błąkający się na ustach, który jednak nigdy nie ma odzwierciedlenia w oczach, oraz wysoki wzrost (190 cm). Jest zawsze porządnie ubrany w ciuchy z najlepszego materiału - nieważne gdzie aktualnie się znajduje i co robi. Na palcu serdecznym prawej ręki nosi duży sygnet z głową węża.

Rodolphus Lestrange
#32
15.05.2024, 11:39  ✶  
Kąciki jego ust wygięły się w lekkim uśmiechu. Czy chciał się z tego wyleczyć... Nie, nie widział takiej potrzeby. Tak, jak było, było dobrze. To, że być może odrobinę hiperbolizował w tej chwili, wcale nie znaczyło, że to była przypadłość, która uniemożliwiała mu na tym etapie normalne funkcjonowanie. Był w stanie zrobić krok w tył, zdystansować się, wziąć pewne rzeczy na przeczekanie. Dlatego też nie uważał, żeby tliły się gdzieś w nim uczucia tak destrukcyjne, jak miłość. Bo miłość nie pozwalała na to, by zrobić krok w tył i czekać.
- Nie - odpowiedział w końcu, przymykając oczy. Czy to była jeszcze gra? Kolejna partia, którą rozgrywali między sobą, czy też Lestrange po prostu założył, że nie wchodzi na planszę, nie bierze do ręki kart, bo z góry byłby skazany na przegraną? W teorii nie zawdzięczał wiele Nicholasowi, ale w praktyce wychodziło zupełnie inaczej. Nie zwykł pogrywać z osobami, od których przez chwilę był zależny, a być może starał się tutaj dostrzec pewną bezinteresowność? Być może to był błąd, ale póki w grę nie wchodziły poważniejsze decyzje czy nieprzemyślane ruchy, to myślenie w ten sposób było po prostu wygodne. W pewien sposób otulało całe ciało jak miękki, niedrapiący koc.

Zaciągnął się jego zapachem. Podobał mu się, szczególnie zaraz po wyjściu spod prysznica. Nie był to co prawda zapach amortencji, ale to był kolejny plus. Bo lubił to, co czuł, a jednocześnie to nie odbierało mu w całości rozumu. W innym przypadku zapewne znowu wyrzuciłby mózg przez okno i po prostu opanowałaby jego ciało jakieś pierwotne odruchy, a po tym wszystkim mało co by pamiętał. Teraz jednak, w tej sytuacji, mógł się tym po prostu rozkoszować. Nachylił się lekko, co Nicholas mu ułatwił, samemu obracając głowę w jego kierunku, i musnął jego usta. Delikatnie, z niemalże czułością. Bez cienia gwałtowności, którą reprezentował wcześniej, w podobnych sytuacjach. Ten pocałunek był ostrożny i lekki tak bardzo, że - o ironio - można go było porównać do muśnięcia skrzydeł motyla.
Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#33
17.05.2024, 22:23  ✶  

Zdecydowane nie, padło z ust Rodolphusa. Nie chciał wyleczyć się z tej przypadłości, jaka go dopadła. To znaczyło, że Nicholas mógł mieć go dla siebie. Nawet jeżeli z tyłu głowy pobrzmiewał głos ostrzegający, aby na niego uważał. Póki ma to pod kontrolą, nic nie powinno się wymknąć. Z Rodolphusem było inaczej, niż z Laurentem. Na tego drugiego, musiał zdecydowanie bardziej uważać. Szczególnie po ostatnim spotkaniu.

Nie odrywając oczu od Rodolphusa, Nicholas obserwował jego ruchy. Nie odsuwał się, nie reagował na nic. Nawet na to, jak ten przyciągnięty został przez świeżość i perfumy Traversa. Określające jego charakter.

Dystans między nimi zmniejszał się. Na tyle, że ich twarze były blisko siebie. Złożony pocałunek, Nicholas odwzajemnił. Tym samym tempem, tym samym sposobem, jako odpowiedź zachęcająca. Aby nie przerywał. Nicolas rozłożył swoje ręce, aby dłonie położyć na biodrach Rodolphusa. Przyciągnąć go bardziej do siebie. Działał na niego jak kojący lek. Dając swoje poczucie bezpieczeństwa na szczeblu zdrowia. W chwili słabości, był jego siłą, wsparciem. Doświadczając tego, Travers choć wierzył uparcie, że poradzi sobie z tym sam, przeliczył się dzisiaj.

Chwile przyjemności i bliskości, zostało przerwane przez gotującą się wodę w czajnikowym dzbanku. Nicholas przerwał i skierował wzrok na czajnik, po czym na powrót we wspaniałe szare oczy Lestrange’a. Przyciągające wciąż swoją uwagę. Wciąż te same, które rzadko spotykane, interesujące w swej barwie.

- Wrócimy do tego.
Zapewnił. Puszczając go, aby pozwolić mu dokończyć przygotowanie herbaty. Mieli czas. Dzień wolny od pracy. Nic im nie ucieknie. Obserwował jego czynności. Nie żeby go kontrolował. Ale obserwując, zastanawiał nad czymś. Tematem, jaki chciał poruszyć. Może i sprawdzić jego reakcję?
- Byłem wczoraj u Laurenta Prewetta.
Odezwał się w końcu. Choć nie musiał poruszać tego tematu. Tej osoby. To jednak było coś, co nie dawało mu spokoju. Informacja, jakiej się dowiedział. A dotyczyła ich organizacji.
Syn koleżanki twojej starej
We don't have to talk, We don't have to dance, We don't have to smile, We don't have to make friends
wiek
22
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny
Ma czarne jak smoła włosy, zwykle zaczesane do tyłu, i nienaturalnie jasnoszare, przenikliwe oczy. Wyróżnia go blada cera i uprzejmy uśmiech błąkający się na ustach, który jednak nigdy nie ma odzwierciedlenia w oczach, oraz wysoki wzrost (190 cm). Jest zawsze porządnie ubrany w ciuchy z najlepszego materiału - nieważne gdzie aktualnie się znajduje i co robi. Na palcu serdecznym prawej ręki nosi duży sygnet z głową węża.

Rodolphus Lestrange
#34
19.05.2024, 10:21  ✶  
To, że Nicholas nie reagował, czekając cierpliwie na jego ruchy, było czymś, co go określało. Przyciągało go do siebie jak magnes - szczególnie, gdy był z pozoru niewzruszony i chłodny, oziębły wręcz, ale chętnie odwzajemniał pocałunki. Było w tym coś tajemniczego i pociągającego. Ciche westchnięcie wyrwało się spomiędzy jego warg, gdy Travers odwzajemnił pocałunek i przyciągnął go do siebie, sprawiając że Lestrange nieco zadrżał, ale szybko zmieniło się w pomruk niezadowolenia, gdy czynność została przerwana przez czajnik. Czy można było nienawidzić rzeczy martwych tak bardzo, że miało się ochotę rzucić zaklęciem w z pozoru niewinny przedmiot tak, by ten wyleciał przez okno? Cóż, w tej chwili chyba tak.

Westchnął, tym razem głośniej, a potem rzucił nienawistne spojrzenie w kierunku czajnika. Sięgnął po niego, ale nie po to, by wypieprzyć przez okno, a by zalać przygotowane wcześniej w kubkach herbaty.
- Hm? - Rolph przeniósł wzrok na Nicholasa, marszcząc brwi. Nie bardzo wiedział, jak ma na to zareagować. Pogratulować? Milczał więc, przerywając zalewanie suszu. Widać było, że myśli nad odpowiedzią. Bo przecież informacja, jaką właśnie dał mu Nicholas, mogła być zarówno wszystkim, jak i niczym. Dodatkowo nazwisko Prewett było Rodolphusowi znane. Nieco bardziej, niż by tego chciał. Przeglądając codziennie Proroka oraz Czarownicę, i to kilkukrotnie jednego dnia, zapamiętywał informacje. Minęła krótka chwila, zanim połączył kropki. - To ten od abraksamów, prawda? Który dał dość ciekawy wywiad na temat ostatnich wydarzeń.
Zaczął dość neutralnie, ale zaznaczył, że tę wypowiedź czytał. Może niedokładnie, może nawet go rozbawiła - ciężko było stwierdzić po jego minie, bo nic nie wyrażała. Lestrange dokończył zalewanie herbaty i odłożył czajnik.
- To on cię tak zmęczył? - z pozoru niewinne pytanie, ale jeżeli dostałby odpowiedź twierdzącą... To cóż, Prewett mógłby mieć problem. Nie chodził o sam fakt, że Nicholas mógł go posuwać, bo akurat to nie przyszło Rolphowi do głowy, a nawet gdyby przyszło, to by go to niezbyt obeszło. Chodziło o fakt, że mógł narazić jego zdrowie, a to już powodowało irytację, jeśli nie złość.
Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#35
19.05.2024, 15:15  ✶  

Skoro okazał się być chorobą dla Rodolphusa, nie zamierzał pomagać mu w wyleczeniu się tego schorzenia. A nawet lepiej, pomagał mu w tym tkwić. Może miał w tym jakiś cel? Akceptował go w swoim mieszkaniu, w swoim życiu. Był wręcz wzorowym współlokatorem. I choć dostał od Roberta ostrzeżenie, nie zamierzał rezygnować z tego, co miał przed sobą. Przecież można to także wykorzystać dla swoich celów.

Mimo swojej chłodnej postawy i podejścia do tego typu spraw, pocałunki i dotyk chętnie odwzajemniał, jeżeli wiedział, że może w danej chwili sobie na to pozwolić. Tak jak teraz. Tylko niespodziewanie winnym przerwania ich bliskiego kontaktu, przerwał czajnik z gotująca się wodą. To nienawistne spojrzenie w kierunku naczynia, wewnętrznie rozbawiło Traversa. Bardzo delikatnie uniósł się jego kącik ust z ledwie dostrzegalnym uśmiechu.

Pozwolił współlokatorowi zająć się wodą i zalać kubki. Przy okazji, po krótkiej chwili namysłu, zdradził mu gdzie był dnia ostatniego. Chciał sprawdzić, jaką reakcję zobaczy na jego twarzy. Obojętność czy zazdrość? Nie spodziewałby się może czegoś innego. Możliwe, że on sam także chciał poznawać Rodolphusa od wielu stron. Nie tylko tych podstawowych.

- Tak. Ten od abraksanów i ostatniego wywiadu.
Potwierdził, że o tego czarodzieja mu chodziło. Przez wywiad, trochę uwagi zakręciło się wokół jego osoby. Lecz szybko też ucichło.
Kolejnego pytania nie spodziewał się, ale jakby zastanowić. Nie. Nie Laurent go wymęczył. Nicholas wyglądał na trochę zastanawiającego się, patrząc przed siebie.
- Nie. On nie.
Zapewnił. Gdyż nic innego poza wzajemnymi rozmowami i przeczekaniem burzy, nie robili niczego innego. Przejażdżka na Abraksanach była dodatkową atrakcją. Głównym powodem, na który został zaproszony. Podszedł do Rodolphusa, Dotknął go jedną ręką w tyłek zaczepnie, po czym ucałował skroń, jakby w podziękowaniu. Przysunął do siebie kubek z herbatą.
- Ale, zaprosił mnie na przejażdżkę na Abraksanach. Nie wiem, czy miałoby to wpływ.
Dodał, kończąc wcześniejszą wypowiedź. Cokolwiek z nią zrobi Rodolphus, to była jego decyzja. Nicholas wziął kubek i przeniósł się z nim do części salonowej, gdzie usiadł na kanapie i postawił naczynie na ławie.
- Nie to jednak jest istotne, a czego się od niego dowiedziałem.
Poruszył dalej temat sprawy Prewetta.
- Kojarzysz ten wywiad, jakiego udzielił parę dni temu? Zdradził mi, że po tym, miał atak na stadninę.
Wymownie spojrzał na Rodolphusa, czy domyśli się, skąd ten atak, przez kogo? Wywiad w końcu poruszał sprawy śmierciożerców.
Syn koleżanki twojej starej
We don't have to talk, We don't have to dance, We don't have to smile, We don't have to make friends
wiek
22
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny
Ma czarne jak smoła włosy, zwykle zaczesane do tyłu, i nienaturalnie jasnoszare, przenikliwe oczy. Wyróżnia go blada cera i uprzejmy uśmiech błąkający się na ustach, który jednak nigdy nie ma odzwierciedlenia w oczach, oraz wysoki wzrost (190 cm). Jest zawsze porządnie ubrany w ciuchy z najlepszego materiału - nieważne gdzie aktualnie się znajduje i co robi. Na palcu serdecznym prawej ręki nosi duży sygnet z głową węża.

Rodolphus Lestrange
#36
19.05.2024, 15:52  ✶  
Drgnął, czując na swoim ciele dłoń Nicholasa. Jednak bardziej od dotyku jego dłoni zaskoczyły go usta Traversa na swojej skroni. Z tego co zdążył zaobserwować, mężczyzna nigdy nie okazywał czułości w ten sposób. Co się zmieniło? Czy to, że odsłonił przed nim część swojego życia, tajemnicę którą była choroba? Czy może chodziło o coś innego? To zaskoczenie wyraźnie odbiło się w jego stalowych oczach, chociaż przecież kilka godzin temu sam wykonał bardzo podobny gest. Zaraz jednak, na wspomnienie o przejażdżce, Lestrange zmarszczył nieco brwi. Czy jazda konna potrafiła męczyć? Sam potrafił wsiąść na konia, ba - potrafił utrzymać się w siodle, ale nie potrafiłby ruszyć sam z siebie. Nie potrafiłby koniem kierować, nie mówiąc już o abraksamie. Nie był więc pewny, czy taka forma aktywności była męcząca. Zakładał, że jednak była, bo utrzymanie się na żywym stworzeniu zmuszało mięśnie do jako takiej aktywności.
- Być może nie on bezpośrednio, ale mógł się do tego przyczynić - zauważył z niezadowoleniem, zgarniając swój kubek z herbatą. Nie był zazdrosny - Rodolphus miał tak wyjebane w kosmos ego, że nie brał w ogóle pod uwagę faktu, że Laurent Prewett mógłby być od niego lepszy, bardziej ciekawy. Był za to niezadowolony z faktu, że to po spotkaniu z nim Nicholas poczuł się gorzej. Wiedział, że choroba mogła atakować bez powodu, tak po prostu, ale nie do końca ufał w to, że tak było w tym przypadku. Być może faktycznie to te abraksamy. - Kojarzę.
Lestrange przeniósł się na kanapę i usiadł w pewnej odległości od Nicholasa, otaczając ciepły kubek dłońmi. Oczywiście, że kojarzył ten wywiad, przecież przed chwilą sam się nawet do niego odniósł. Nie kojarzył jednak, żeby po nim nastąpił atak na stadninę. Wiedział, czego i kogo wywiad dotyczył, a sugestywne spojrzenie Nicholasa tylko potwierdziło jego przypuszczenia.
- Chyba nie sądzisz, że ktoś od nas postanowiłby zaatakować konie ze skrzydłami, bo bogaty gówniarz postanowił nam nawtykać w gazecie? - parsknął. Wyobraził to sobie: wielki Lord Voldemort czyta gazetę, dociera do kolumny z wywiadem. Na jego bladej twarzy pojawia się wściekłość i wysyła swoją Prawą lub Lewą rękę po to, by... No właśnie, po co? Żeby kopnąć konia? Złamać mu skrzydło? Albo nakarmić zatrutą marchewką? Sama idea była tak absurdalna, że nie mógł powstrzymać się przed pokręceniem głową z rozbawieniem. Zaraz jednak spoważniał, bo coś w postawie Nicka sugerowało, że... To nie był taki absurd. - Mówisz poważnie?
Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#37
21.05.2024, 21:05  ✶  

Nicholas także potrafił zaskakiwać, kiedy miał na to ochotę. W końcu był chodzącą tajemnicą, zagadką, która nie wiadomo kiedy zadziała niespodziewanie i jaki ruch wykona. Tutaj z kolei może w ten sposób chciał Rodolphusowi wynagrodzić pomoc, jaką mu udzielił? Podziękować tym niespodziewanym buziakiem w stron, nie musząc mówić żadnych słów? Odebrał przy tym herbatę i skierował się na kanapę. Gdzie mogliby nie tylko sobie wypić ale i porozmawiać. Nie bez powodu Travers poruszył temat Laurenta Prewetta, dopytując przy okazji czy pamiętał tamten wywiad. O którym oczywiście Lestrange wspomniał, ale może mózg Nicholasa nie zarejestrował szybko tej informacji. Widocznie jeszcze nie w pełni doszedł do siebie.

Temat przejażdżki na abraksanach, Nicholas zostawił. Nie chciał zagłębiać się w powód, dla którego nagle choroba się uaktywniła. Ale też nie przejażdżka konna na lądzie i w powietrzu, nie powinna być tego przyczyną. Choroba jest nieprzewidywalna. Ostatnio miał jej nawrót w pracy. A dzień wcześniej nie robił nic wysiłkowego.

- Też nie chciało mi się w to uwierzyć.
Przyznał szczerze, lecz znany z tego, że nie umiał w żarty, nie mógł tutaj blefować. Dlatego też spojrzał na Rodolphusa poważnie, zdecydowanie zgadzając się z jego słowami. Ale niestety to, co wczoraj usłyszał, brzmiało zaskakująco dziwnie prawdziwe?
- Tak. Mówię poważnie. Sam byłem tym zaskoczony.
Potwierdził. Westchnął i sięgnął po kubek z herbatą. Lecz nim upił łyk, postanowił dodać parę słów do tej wypowiedzi.
- Nie wiem, czy padło takie polecenie od góry, czy ten śmierciożerca postanowił zaatakować z własnych pobudek? Własnej zemsty?
Wzruszył ramionami jakby sam nie wiedział jak to ocenić. Upił łyk i odstawił kubek na ławę.
- Ciekawe jest to, że był sam. Z kolei Laurent miał obstawę w swojej posiadłości. Jakby było zaplanowane, albo przewidzieli, że ktoś postanowi go zaatakować. Laurenta. A tutaj próbowało zastraszyć? I to konie?
Oparł się plecami o oparcie kanapy i spojrzał na Lestrange’a, szukając w tym wszystkim logiki. Czy słyszał coś o tym zdarzeniu? Nie zawsze bywali w Kromlechu, ale może jemu coś obiło się o uszy?
Syn koleżanki twojej starej
We don't have to talk, We don't have to dance, We don't have to smile, We don't have to make friends
wiek
22
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny
Ma czarne jak smoła włosy, zwykle zaczesane do tyłu, i nienaturalnie jasnoszare, przenikliwe oczy. Wyróżnia go blada cera i uprzejmy uśmiech błąkający się na ustach, który jednak nigdy nie ma odzwierciedlenia w oczach, oraz wysoki wzrost (190 cm). Jest zawsze porządnie ubrany w ciuchy z najlepszego materiału - nieważne gdzie aktualnie się znajduje i co robi. Na palcu serdecznym prawej ręki nosi duży sygnet z głową węża.

Rodolphus Lestrange
#38
22.05.2024, 20:35  ✶  
A więc nie żartował. Lestrange odłożył ostrożnie kubek na blat stolika, dbając o to, by naczynie dotknęło najpierw podkładki. Nie zniósłby, gdyby na blacie pojawił się nieestetyczny okrąg z wody, skraplającej się na ściankach naczynia. W sumie nie wiedział, czemu założył, że Nick żartuje. Przecież Travers nie potrafił w żarty. Ale... To brzmiało tak cholernie abstrakcyjnie, że po prostu nie mógł w to uwierzyć. Rodolphus oparł się wygodnie na kanapie, a wzrok utkwił w suficie. Przygryzł wnętrze policzka, próbując zebrać myśli.
- Jeżeli pytasz mnie, czy coś o tym wiem, to nie - nie mam pojęcia, co się stało i czy ktoś wydał rozkaz z góry, czy była to samowolka - odparł, obracając leniwie głowę w kierunku Nicholasa. - Na pewno był to śmierciożerca? A nie ktoś, kto po prostu postanowił ściągnąć na nas uwagę, po prostu ubierając się podobnie?
Naśladowcy nie brał pod uwagę, bo przecież takowy musiałby otrzymać rozkaz z góry. A naprawdę nie chciało mu się wierzyć, że ktokolwiek z nich byłby na tyle głupi, by to zrobić.
- Był sam? A wiadomo było, że młody Prewett będzie miał obstawę? - zmrużył oczy, zmieniając pozycję. Sięgnął po herbatę, upił łyk. Jego myśli gnały teraz wokół różnych naprędce stworzonych, możliwie prawdopodobnych planów. - Dziwnie to wygląda. Opcji jest kilka. Pierwszą z nich: to faktycznie ktoś od nas i został wysłany w pułapkę. Wtedy mielibyśmy kolejnego zdrajcę w szeregach. Druga opcja: to prywatna vendetta i ten ktoś nie sprawdził wcześniej terenu. Skąd Prewett wiedział, że ktoś zaatakuje?
Zerknął na Nicholasa. Nie podejrzewał go o sprzedawanie Laurentowi informacji, ale może miał jakiś pomysł, jakim cudem pojawiła się tam obstawa? Oczywiście istniało prawdopodobieństwo, że było to niezamierzone, tak po prostu na wszelki wypadek.
- Wiadomo, kto tam był? Co do koni... Nie wypowiem się. Podobno mugole lubią zastraszać w ten sposób innych, ale słyszałem, że ucinają łby koniom lub świniom i podrzucają do łóżka - wzruszył ramionami. Dość drastyczne, ale w sumie podobała mu się ta idea. - Jeżeli nie wiedział, to musi mieć nadopiekuńczych przyjaciół lub też znajomości w Ministerstwie. To powinien być dla nas sygnał, żeby zostawić Prewettów w spokoju, dopóki nie uda nam się przeciągnąć ich na jedyną słuszną stronę.
Powiedział w końcu, kończąc swoją wypowiedź kolejnym łykiem herbaty. Odstawił ją na stół, by wesprzeć łokcie na udach.
- Niepokoi mnie to, że istnieje prawdopodobieństwo kolejnego szczura wśród naszych - odezwał się zimno, wpatrując przed siebie gdzieś w pustkę. - Wiadomo, co się stało z atakującym?
I co oni niby mieli zrobić z tą wiedzą? Najprościej byłoby zapytać, ale Lestrange nie miał ochoty iść do Mistrza z taką błahostką. Z drugiej strony zdawał sobie sprawę, że jeżeli coś działo się za jego plecami, to sam fakt, że o tym wiedzieli, mógł być odczytany jako zdrada. Mógł jeszcze zapytać kuzyna i chyba ku tej opcji by się skłaniał.
Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#39
25.05.2024, 13:53  ✶  

Rodolphus podobnie jak on, nie wiedział nic o planowanym ataku na posiadłość Laurenta Prewetta. Ta sytuacja wyglądała komicznie. Nicholas wątpił, aby takie polecenie padło od Czarnego Pana czy Martesa. Może Corvus za tym stał? Czy może to był bezmyślny samodzielny atak, urażonego śmierciożercy? Czy faktycznie to był ktoś od nich, jak zwrócił uwagę Lestrange?

- Mógł to być nawet naśladowca, jeżeli otrzymał rozkazy. Dla nich do jedno i to samo, jeżeli miał maskę i szatę. Nie mają pojęcia o wewnętrznej strukturze organizacji.
Tak napomknął, że przecież ktokolwiek bronił terenu Prewetta, nie mógłby określić kim była osoba wprowadzająca zamieszanie. Nieudany atak. Mogli przypuszczać, że był to śmierciożerca, nikt inny.
Odpowiedział, spojrzawszy na Rodolphusa.
- Podobno był sam. Ale że Prewett miał obstawę, to trudno mi powiedzieć, czy był tego świadom.
Zmarszczył brwi i spojrzał na swój kubek. Jakby tam szukał odpowiedzi.
- Zastanawia mnie jeszcze jedno. Jakby nie tylko atak był zaplanowany. Ale i obstawa była tam tylko… tego dnia? Gdy byłem wczoraj u niego, nie zastałem tam żadnego aurora, brygadzisty czy kogoś z jego rodziny. Tylko on i jego pracownik.
Dodał dla dalszej spekulacji sytuacji. To by wyglądało jak faktyczne zagranie jasnowidza, który mógł przewidzieć zdarzenie. Ostrzeżono młodego Laurenta, ten mógł powiadomić członka rodziny, wieść poszła dalej że pojawiły kolejne osoby.

Westchnął, sięgając po kubek z herbatą. Upił łyk, słuchając kolejnych słów Rodolphusa. Potrzebował chwili, aby sobie przypomnieć swoją rozmowę z Laurentem. Zadał mu to pytanie. Odpowiedź, była jakby wymijająca. O kimś wspomniał.

- Nie mam pojęcia skąd by wiedział. Ale jeżeli dobrze go zrozumiałem, to jego ojciec mógł coś przeczuwać i zadziałał? On sam by po ochronę się nie zgłosił. Sprawa podobno jest w biurze aurorów.
Stwierdził szczerze, bo i sam się przecież nad tym zastanawiał. Dwie opcje przedstawione przez Rodolpshusa miały sensowne wytłumaczenie sytuacji, ale nic nie trzymało się kupy. I faktycznie mogli mieć kolejnego zdrajcę.

Czując na sobie wzrok Rodolphusa, spojrzał na niego, oddalając kubek od swoich ust. ”Poważnie?” – pomyślał widząc jego spojrzenie. Choć nie mówiące nic o tym, że miałby być tym winnym, ale widocznie musiał się wytłumaczyć.

- Ja nic o ataku nie miałem pojęcia. Nie mówię mu nic, czego nie powinien wiedzieć.
Jakby tak, usprawiedliwił się. Był cholernie ostrożny w kontaktach międzyludzkich. Nawet w totalnej bliskości z drugą osoba. Uważał na słowa, wycofywał się dyplomatycznie. Mało gdziekolwiek mówił, tłumacząc się zawodową rangą Niewymownego.
- Nie powiedział mi, kto był na miejscu i odparł atak. Czy ktokolwiek był. Konie przeżyły. Zaś sprawca uciekł.
Udzielił odpowiedzi po wysłuchaniu uwag Rodolphusa. Który musiał mu przypomnieć ze swojej strony o ostrożności względem Prewettów. Nicholas ten problem, że wiedział po sobie iż musi kontakt mocno ograniczyć.
- Powinienem ograniczyć z nim kontakt.
Stwierdził, bardziej do siebie. Siedząc w małym zamyśleniu, trzymając kubek w dłoni. Kojarzył, że rozmowa z nim momentami zmierzała w niebezpiecznym kierunku. Prawie mógłby się zdradzić.
- Muszę o tym powiadomić Martesa.
Stwierdził, co raczej powinno być konieczne do wykonania. Martes jako lewa ręka Czarnego Pana, powinien być powiadomiony o takich sytuacjach. Jeżeli o tym wiedział, czy też nie.
Syn koleżanki twojej starej
We don't have to talk, We don't have to dance, We don't have to smile, We don't have to make friends
wiek
22
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny
Ma czarne jak smoła włosy, zwykle zaczesane do tyłu, i nienaturalnie jasnoszare, przenikliwe oczy. Wyróżnia go blada cera i uprzejmy uśmiech błąkający się na ustach, który jednak nigdy nie ma odzwierciedlenia w oczach, oraz wysoki wzrost (190 cm). Jest zawsze porządnie ubrany w ciuchy z najlepszego materiału - nieważne gdzie aktualnie się znajduje i co robi. Na palcu serdecznym prawej ręki nosi duży sygnet z głową węża.

Rodolphus Lestrange
#40
25.05.2024, 22:19  ✶  
- Kto by wydał na tyle głupi rozkaz? - zapytał retorycznie, bo wcale nie oczekiwał odpowiedzi. Wątpił, żeby to był Martes czy Corvus. Tożsamości tego drugiego nie znał, ale przecież Mistrz nie wybierał idiotów na swoje macki, prawda...? Na kolejne słowa Nicholasa zmarszczył brwi. Nie wyglądało to dobrze. Mógł to być przypadek, że była tam obstawa, ale... Nie wyglądało na to. Obrona była zaplanowana? Ktoś im dał cynk? Cholera jasna, to naprawdę źle wyglądało. Rodolphus westchnął ciężko. - Jeszcze nam aurorów na głowie brakuje.
Mruknął, przeczesując czarne włosy. Co za idiotyczny, kretyński ruch ze strony tej osoby. Prościej byłoby po prostu młodego Prewetta zabić, po cholerę komuś jego konie? Chociaż... Lestrange zamyślił się na chwilę. Czy ten Prewett przypadkiem nie miał ze zwierzętami jakiejś specjalnej więzi?
- Być może to miała być nauczka... Ten cały Laurent chyba ma jakąś specjalną więź ze swoimi końmi, prawda? Może chcieli mu pokazać, gdzie jest jego miejsce. Nie powiem, żebym to popierał, bo Prewettowie to potężny ród, bogaty. Powinniśmy raczej skupić się na przeciągnięciu ich na naszą stronę, a nie na zemście w tak... Nierozważny sposób - wyraził swoje zdanie, nieco się krzywiąc. - Przynajmniej uciekł. Gorzej by było, gdyby go złapali. Jeżeli to był ktoś z naszych, wszyscy mielibyśmy poważne problemy.
Mógłby wszystko wyśpiewać aurorom. A to było niedopuszczalne, miałoby katastrofalne skutki.
- Zdecydowanie powinieneś go powiadomić. W zasadzie nie wiem, dlaczego jeszcze nie masz pióra w dłoni i nie piszesz listu. Co do ograniczenia kontaktu... Nie wydaje ci się, że to będzie dziwne, jeśli nagle po tym ataku staniesz się bardziej oschły w kontaktach z nim, niż jesteś? - zapytał, przechylając lekko głowę. Nie wiedział, że ze sobą sypiali, założył z góry że była to znajomość zwykła, na normalnym poziomie. Ale nawet jeśli tak było, to nagłe urwanie kontaktu mogłoby wzbudzić wiele pytań. - Może zacząć coś podejrzewać.
Z tego powodu sam nie kręcił się w nie wiadomo jakim towarzystwie - bo gdyby coś się stało, takie nagłe wycofanie się mogło wzbudzić podejrzenia.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Nicholas Travers (10056), Rodolphus Lestrange (11112)


Strony (6): « Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa