Miłość miała co prawda skomplikowaną definicję, albo niejednoznaczną, często pisana pozytywnie, ale odczuwana negatywnie. Albo może to Nicholas nie do końca pojmował jej znaczenia. Nie akceptował jej, nie doświadczał. Nie zamierzał, doświadczyć, dopuścić do tego, aby nim owładnęła. Zrozumiałymi dla niego były co prawda takie pojęcia jak przywiązanie, pożądanie czy fascynacja a nawet sympatia. Lecz miłość, potrafiła być także niszczycielska. Mieszała ludziom w głowach, nie tylko w sercu. Najlepszym lekarstwem tego było jej pozbyć, nie dopuszczać do siebie.
Obserwując Rodolphusa, zadając mu proste pytanie, nie spodziewał się takiej odpowiedzi. Tym samym, czarodziej zbliżył się do niego jeszcze bardziej. Mocno zminimalizował dystans. Był tuż obok. Wsunął bardziej swoją dłoń pod jego rękaw swetra, lewego przedramienia. Tam, gdzie spoczywał jego mroczny znak. Czuł jego dotyk. A po chwili szept do ucha. Nicholas Trawers.
Odwrócił głowę, aby spojrzeć mu w oczy. Nie mieli problemu ze wzrostem, gdyż różniło ich kilka centymetrów. Niby próbował doszukać się jakiegoś podstępu, ale chyba takowego nie było. ”Czyżby Rodolphus uruchomił swoją grę?” – przeszło Nicholasowi przez myśl. Podobne rozegranie partii miał z Laurentem. Choć z Prewettem powinien ograniczyć kontakt, tak z Lestrange’m nie widział takiej potrzeby. Miał w sobie wszystkie niemal cechy, jakie Traversowi odpowiadały. Mieli podobne poglądy, gusta. Ten sam angaż w zadaniach. Ta sama osoba, dla której pracują. Ta sama organizacja, której oddali swoją lojalność do pewnego stopnia. Co mogło ich różnić? Czy było coś tak istotnego?
- Chcesz się z tego wyleczyć?Zapytał. Najwyraźniej rozumiejąc przypadek choroby Rodolphusa. Przypadłość, którą można wyleczyć, ale z pewnymi kosztami. Nie, żeby Nicholas mu sugerował podjęcie takiej decyzji. Nie miał nawet nic przeciwko, aby Rodolphus zamieszkał z nim kolejny miesiąc. Do samej jesieni. Do końca roku. Nie wyrzucał go, a mógł w każdej chwili. Po co? Skoro podświadomie wiedział, że będzie potrzebować czyjej pomocy z powodu swojej choroby, gdyby zaatakowała znów niespodziewanie.