Nie, nie, to wszystko nie było za dużo. To, z czym przychodziła do niego Geraldine ot nie było zbyt wiele. Wiele, tak, to się zgadza. Lecz nie ZA wiele. Możliwość przyniesienia pomocy Geraldine była niemal jak wyłowiona czarna perła z małży - jaka była na to szansa? Nawet jeśli brzmiało to zabawnie, to przecież Geraldine była jedną z tych samowystarczalnych Zosi-samosi, które nie lubiły zawracać komuś głowy i nie lubiła, kiedy jej ciężar przekładał się na czyjeś ramiona.
- Nie, nie... miałem ciężki dzień. - Chętnie się z nią podzieli tą opowieścią, tylko może nie dzisiejszego dnia. - Żaden człowiek nie potrzebuje weekendu bardziej niż człowiek, który wrócił właśnie z urlopu. - Odkrył malutki sekrecik - żaden sekret! Ale nie chwalił się nikomu specjalnie, że wziął wolne, ON! Pewnie jak wróci dobrze do biura to zaraz zobaczy zmrużone oczy Alastrona i będzie widział, jak węszy pytanie, czy w końcu wyjechał za jakąś dziewczyną. Nie to, że kuzyn chciał go swatać, ale część jego rodziny chyba a i owszem. Ewentualnie jego bezcenny krewniak liczył na to, że kiedy on się ożeni to rodzina przestanie nagabywać jego samego na ożenek. Nieistotne. Istotne było to, że pierwszy raz wyjechał na tego typu urlop i to na parę dni. Wypoczął i zarazem nie bardzo przez felerny powrót. - Dobrze, że noce są nadal chłodne. - Odetchnął, kiedy wyszli z tej przeklętej knajpy na zewnątrz po dopiciu swoich trunków. Nie bolałoby nawet szczególnie zostawienie ich tam - to przez to, jakie były, ekhem... pyszne. Cain był nieco do tego smaku przyzwyczajony, bo przecież sam nie przebierał w nadmiernej ilości galeonów.
- Nadal mam złe wspomnienia, jak kiedyś zgubiłem się bez ciebie w tym lesie. - Uśmiechnął się lekko, wciskając dłonie w kieszenie płaszcza, którym mocniej się opatulił. Tutaj dopiero było chłodno - przyjął to z ulgą. Możliwość oczyszczenia zmysłów od niedawnego bombardowania. I ta cisza. Zaczął ją doceniać. Aż piszczała w uszach. - Próbowałaś go zaprowadzić przed oblicze ojca? - Zapytał jeszcze apropo tego, bo w sumie skoro jej brat i tak kręcił się po ich posiadłości, to może takie zetknięcie z rzeczywistością cokolwiek by pomogła na ten syndrom wyparcia, jakim odznaczył się Gerard.