• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 12 13 14 15 16 Dalej »
[1960] — jęcząca marta f.ollivander&i.moody

[1960] — jęcząca marta f.ollivander&i.moody
Furia
you and i
both know
this ends in blood
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Ciemny kolor włosów. Miodowe tęczówki przyćmione są czarną zasłoną, sygnalizującą dla wprawionego obserwatora genetyczną chorobę — harpie skrzydło. Pachnie mentolowymi papierosami i żywicą. Ma twardy, żołnierski krok, smukłą sylwetkę skrywa pod luźnymi ubraniami. Roztacza dookoła siebie chaos zamknięty w zmarszczonych z dezaprobatą brwiach i 170 centymetrach wzrostu.

Ida Moody
#1
27.12.2022, 16:22  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.12.2022, 16:23 przez Ida Moody.)  

1960, hogwart


fergus ollivander & ida moody
łazienka prefektów na piątym piętrze za czwartymi drzwiami



Dość. Miała po prostu dość. Nie tylko tego, że z zamkniętej toalety dobiegało się ciche i wyjątkowo drażniące łkanie Jęczacej Marty. Drżącymi rękami oparła się o misę umywalki, ściskając białą porcelanę z całych sił. Zgarbione ramiona opuściła w dół, a grube, ciemne włosy spłynęły po jej plecach, prawie zasłaniając twarz. Na starym swetrze Ravenclaw, który ojciec kupił jej z drugiej ręki, ledwo trzymała się srebrna plakietka prefekta. Tak samo zresztą, jak sama Moody. Wiedziała, że piąty rok nauki będzie tym najtrudniejszym, a obowiązki jakie na siebie położyła wymagają od niej wyjątkowego wysiłku. Nie była jedną z tych naturalnie uzdolnionych akademicko osób. Kiedy uczyli się razem z Castielem w bibliotecznej czytelni, on przeskakiwał kolejne rozdziały ksiąg, o co raz bardziej skomplikowanych klątwach, podczas gdy Krukonka pozostawała wciąż na pierwszej stronie, próbując przeczytać po raz setny, skomplikowaną definicję. Radziła sobie dobrze tylko ze względu na spryt i wyjątkową zdolność logicznego myślenia, za którą profesorowie chwalili ją równie często co karcili.
Nie dość zatem, że zamiast robić sto ważnych rzeczy, zostawać po godzinach na treningi Quidditcha, czy pomagać młodszym Krukonom, siedziała nad książkami w Wielkiej Sali i czekała tylko aż ścierpną jej pośladki, a ból pleców stanie się nie do wytrzymania. Tego dnia tak jednak się nie stało. Dużo bardziej wolałaby swoją wersję wydarzeń, od sytuacji, która faktycznie się rozegrała. Prawie już zasypiała nad podręcznikiem do eliksirów, postanowiła zatem wstać z podłużnej ławy i udać się do Pokoju Wspólnego. Wychodząc zza stołu musiała się poślizgnąć? Merlin jeden wie na czym, a może po prostu znużone już mięśnie postanowiły wreszcie poddać się instynktowi bezruchu. Upadła, a w dramatycznej próbie utrzymania równowagi pociągnęła za sobą fragment obrusu, wraz z rozłożonymi na nim przekąskami dla uczących się.
Palce jej drżały, a kłykcie zbielały od nakładu siły jaki wywierała na umywalce. Nie obchodziło jej to, że świeżo wypraną koszulę zlepiał teraz sok winogronowy, ani fakt, że we włosach i pod paznokciami miała fragmenty biszkoptów. Była zła na to, że znowu myślą o niej jak o wariatce, a to nie wróżyło dobrze na początek kadencji prefekta. Nikt oczywiście nie zapytał się o jej samopoczucie, nawet jeśli znalazły się takie osoby, nie były w stanie jej dogonić, kiedy biegła sobie znanymi skrótami do łazienki na piątym piętrze. Tu mogła być bezpieczna od tych, którzy uważali ją za wariatkę.
Zazwyczaj Ida ignorowała fanaberie Marty, ale im bardziej szumliwy jazgot się do niej zbliżał, tym więcej cierpliwości traciła.
— Na brodę Merlina, Marta czy możesz się wreszcie zamknąć i nie robić tyle hałasu?— Obróciła się na pięcie, zwijając dłonie w pięści. Musiała wyglądać jak sto nieszczęść i świeżo wypuszczona lokatorka Azkabanu, ze swoim chmurnym spojrzeniem, jeszcze niezaschniętym ciurkiem krwi, który toczył się leniwie z rozbitego o posadzkę Sali nosa i skrzywionymi ustami. — Ty. Czego tu szukasz? Uczniowie nie mają tu wstępu. — Wcześniejsze skrzypienie drzwi nie było dziełem Marty. Ida w łazience nie była już sama.



give me a bitter glory.
"Toby"
There's a starman waiting in the sky
He'd like to come and meet us
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Fergus jest dość wysoki, bo mierzy metr osiemdziesiąt wzrostu, a do tego dość chudy. Patrząc na niego, ma się wrażenie, że może się złamać na pół. Ma długie, wiecznie rozczochrane włosy, które związuje, kiedy musi się skupić lub nad czymś pracuje i brązowe oczy w odcieniu czekolady. Zazwyczaj jest dosyć nerwowy i intensywnie gestykuluje, kiedy mówi. Jest leworęczny.

Fergus Ollivander
#2
27.12.2022, 19:56  ✶  
Gdyby ktokolwiek zastanawiał się nad tym, jaki był trzynastoletni Fergus, wystarczyło połączyć charakter chochlika kornwalijskiego z zainteresowaniami profesora Binnsa. Złośliwy, niedorzecznie bezmyślny, a mimo to potrafiący przynudzić kolejnymi definicjami z podręcznika. A zdobywanie coraz to nowszej wiedzy nie było proste, kiedy przed wymknięciem z dormitorium zatrzymywał cię natrętny prefekt. Niepocieszony po nieudanej nocnej akcji nie mógł się więc powstrzymać przed daniem pstryczka w nos pannie Moody. Musiał jej jednak oddać honor, że potrafiła sobie radzić ze swoimi obowiązkami, przewidując plany kombinatorów z tych najmłodszych klas. Gorzej dla niej, że nie wyczuwała w nich skłonności do sadyzmu.
- Dla przypomnienia, też jesteś uczennicą – zauważył, unosząc brew, gdy zwróciła mu uwagę. Była w fatalnym stanie, tego nie dało się ukryć. Kiedy tak na nią patrzył, zastanawiał się, kto wygrałby konkurs na większą rozpacz: ona, czy Marta? – Szukałem cię – dodał jeszcze, krzyżując ręce na piersi w obronnym geście. Pewnie zastanawiała się, jakim cudem w ogóle tu wlazł. Nie zdołał jej dogonić, nim zatrzasnęły się za nią drzwi, jednak miał swojego asa w rękawie. To, że zazwyczaj nikt nie dostrzegał, jak się skradał, działało na jego korzyść. Nic więc dziwnego, że podsłuchał hasło, kiedy nierozmyślni prefekci naczelni wkradali się tu, szukając odrobiny prywatności w swoim uniesieniu. Tandetne, obrzydliwe, ale z korzyścią dla niego, chociaż do tej pory nie odważył się tu wchodzić, obawiając się spotkania któregoś ze starszych uczniów. Wolał zresztą nie trafić na kapitana drużyny Gryffindoru podczas gorącej kąpieli, brr.
- Przepraszam, okej – mruknął, wpatrując się w podłogę, by nie mogła dostrzec jego pełnego zażenowania dla siebie samego spojrzenia. Przeczesał palcami włosy, które opadały mu na czoło. – To poślizgnięcie się… to chyba była moja wina.
Nie żeby jakoś szczególnie czuł się winny, kiedy profesor McGonagall z wrzaskiem posyłała go za Moody, by przeprosił, wygrażając się szlabanem i odejmując Ravenclawowi punkty. Swoją drogą niezbyt sprawiedliwe, skoro był to dom zarówno sprawcy wydarzenia, jak i jego ofiary. Dopiero kiedy zauważył Idę, przemoczoną od soku i z rozpaczą przenikającą się z wściekłością, chyba coś do niego dotarło.
- Nie patrz tak na mnie, bo jeszcze pomyślę, że jesteś z nią spokrewniona – zawołał, wskazując w kierunku, z którego dobiegał jęk Marty. Właściwie to nigdy nie widział tego ducha, choć słyszał jej zawodzenie za każdym razem, gdy pojawiał się w okolicach łazienek. Co, jeśli okaże się całkiem podobna do Moody?
Furia
you and i
both know
this ends in blood
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Ciemny kolor włosów. Miodowe tęczówki przyćmione są czarną zasłoną, sygnalizującą dla wprawionego obserwatora genetyczną chorobę — harpie skrzydło. Pachnie mentolowymi papierosami i żywicą. Ma twardy, żołnierski krok, smukłą sylwetkę skrywa pod luźnymi ubraniami. Roztacza dookoła siebie chaos zamknięty w zmarszczonych z dezaprobatą brwiach i 170 centymetrach wzrostu.

Ida Moody
#3
28.12.2022, 11:26  ✶  

Jeśli to możliwe, twarz Idy wykrzywiona była w niezadowoleniu jeszcze bardziej niż wieczny grymas jaki widniał na półprzeźroczystej twarzy Marty.
Kiedy otrzymała po raz pierwszy wstęp do łazienki prefektów, nie widziała w korzystaniu z niej specjalnych korzyści. Dziewczyna nigdy nie należała do osób ceniących luksusy, ani też na siłę pragnących pokazać innym, że ma dostęp do im zabronionych miejsc. Kompletnie ignorowałaby to miejsce, gdyby nie właśnie tajemnicza postać ciemnowłosej Krukonki, snującej się po pomieszczeniu bez celu. Rzadko kiedy rozmawiały pełnymi zdaniami, zazwyczaj tylko orientując się o swojej obecności, gdzie zaraz potem wracały do swoich typowych czynności. Marta do zawodzenia, a Ida do wytężonego wysiłku opanowania swoich wizji. Tak musiało wyglądać umieranie, myślała, gdy obce obrazy bombardowały jej czułe zmysły paletą kolorów i zdarzeń, które nie miały prawa jeszcze istnieć.
Zdziwiło ją, kiedy Marta sama zaproponowała jej odstąpienie ulubionej stalli łazienkowej, tak by Moody mogła usiąść. To w niej zginęła.
— Z oczami masz tak samo nierówno, jak z mózgiem? Jestem twoim prefektem mały goblinie, więc mi wolno. — Warknęła i zaraz potem poszukała wzrokiem plakietki, szybko poprawiając jej przekrzywioną tarczę. Obróciła się do niego plecami, nabierając kilka głębokich wdechów.  Powoli irytacja mijała, a kipiąca wcześniej lawa złości ostygała, osadzając się gdzieś na dnie jej emocji.
— Nic mi z twoich przeprosin. — Powiedziała, najpierw do swojego odbicia w zaparowanym lustrze, potem zerkając przez nie za swoje ramię, tam, gdzie stał mały Ollivander. Mówiła mały, chociaż różniły ich w zasadzie zaledwie dwa lata. Oboje dość wysocy i tyczkowaci, Ida wielokrotnie słyszała od znajomych z drużyny Quidditcha, że gdyby nie długie włosy mogłaby sama pełnić funkcję pałki meczowej. Z tyłu plecy, z przodu plecy.
Zapanowała między nimi cisza, podczas której Ida powiodła nikło wzrokiem do Marty. Rzadko kiedy odzywała się na więcej niż parę zdań, zbyt zajęta swoim światem wyimaginowanych żalów i dramatów. Nagle w głowie Moody zabłysnął zalążek pomysłu, który zaraz potem wywołał na jej twarzy chytry uśmiech.
Odgarniając włosy za uszy obróciła się wreszcie, tak by stać naprzeciwko Fergusa.
— To ty… Nie wiesz nic o niej? — Zaczęła, malując na swojej twarzy mieszankę przerażenia i zdziwienia. Może nie miało być to idealne kłamstwo, ale wystarczająco długo wywijała się swoim sprytem, by nabyć zdolność naciągania prawdy i rzeczywistości do własnych celów.



give me a bitter glory.
"Toby"
There's a starman waiting in the sky
He'd like to come and meet us
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Fergus jest dość wysoki, bo mierzy metr osiemdziesiąt wzrostu, a do tego dość chudy. Patrząc na niego, ma się wrażenie, że może się złamać na pół. Ma długie, wiecznie rozczochrane włosy, które związuje, kiedy musi się skupić lub nad czymś pracuje i brązowe oczy w odcieniu czekolady. Zazwyczaj jest dosyć nerwowy i intensywnie gestykuluje, kiedy mówi. Jest leworęczny.

Fergus Ollivander
#4
28.12.2022, 22:45  ✶  
Czuł się dość niepewnie, znajdując się w tej łazience w towarzystwie rozemocjonowanej prefekt swojego domu i ducha, który zawodził gorzej niż orkiestra w rocznicę śmierci sir Nicholasa. Im dłużej na nią patrzył, tym bardziej miał wrażenie, że za chwilę przemieni się w harpię i oderwie głowę również jemu. Czy zostałby wtedy duchem? Co właściwie trzeba było zrobić, aby nim zostać? Jeśli istniała jakaś lista punktów do zrealizowania, chciał ją poznać. Ile on by miał wtedy czasu na czytanie, nie musząc martwić się przemijaniem, starzeniem i snem! To trochę niepokojące, że w tym wieku marzył o śmierci wyłącznie z pobudek naukowych.
- Jestem za wysoki na goblina – zauważył, wywracając oczami. A bycie młodszym wcale nie oznaczało, że mogła go tak po prostu wyzywać. Zwłaszcza gdy próbował okazać skruchę, co i tak kiepsko mu wychodziło. Nie był najlepszy w przeprosinach, zazwyczaj uważając, że mało kto na nie zasługiwał. Teraz jednak zaczynało mu być głupio, gdy widział Zeneidę w stanie rozsypki. Kusiło zapytać, czy te resztki ciasta zostawiła na kolację, ale ugryzł się w język wystarczająco szybko, by żaden dźwięk nie dobył się z jego ust. Nie w tym celu tu przyszedł. Pomijając, że działał głównie po to, by nie otrzymać kolejnego szlabanu. W szorowaniu nocników w skrzydle szpitalnym zaczynał osiągać poziom mistrzowski, a to zaczynało być niepokojące.
- Nic na to nie poradzę – powiedział do jej pleców, wciąż stojąc w tym samym miejscu, w którym się zatrzymał i wciąż trzymając skrzyżowane ręce, utrzymując tym samym granicę między sobą a pozostałą częścią łazienki. Syrena na witrażu przypatrywała im się z dezaprobatą, pewnie dlatego, że Fergusa nie powinno tu w ogóle być. Bardziej jednak zwracał uwagę na jęki dochodzące z kanalizacji.
- Czego o niej nie wiem? – zapytał, wyraźnie zaintrygowany, ale starał się to ukryć za otoczką sarkazmu. – Że to twoja bliźniaczka?
Zmarszczył czoło, próbując przypomnieć sobie jakiekolwiek szczegóły na temat ducha Jęczącej Marty, ale nie była na tyle intrygująca, by gdziekolwiek o niej napisano. Z całą pewnością nie w Historii Hogwartu, choć to mógł tłumaczyć tym, że podobno odeszła całkiem niedawno. Krążyły o niej durne legendy, zwłaszcza w Wieży Krukonów, bo do Ravenclawu właśnie należała.
- Umarła w łazience i najwyraźniej stara się zwrócić we łzach całą wodę, którą wychlapuje z kibli – wyjaśnił w końcu, kierując spojrzenie tam, skąd dochodziło zawodzenie. Ostatnio nawet – ku niezadowoleniu profesor McGonagall – musieli przenieść transmutację do klasy zaklęć, bo widmowa dziewczyna zalała cały korytarz i woda uniemożliwiała spokojne przedostanie się w odpowiednie miejsce.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Fergus Ollivander (800), Ida Moody (862)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa