-Hm... Ma to sens - przyznał, bo gdyby przecież nie lubił zwierząt, to po co miałby się trudzić i ryzykować, by zostać animagiem?
Nie zamierzał trzymać Neila za długo wbrew jego woli, ale kto lubił pić zimną kawę lub herbatę, kiedy zimne wcale nie powinny być? Fujka i tyle. A tak mogli normalnie rozmawiać, szklanki przecież same się napełniać nie będą, więc nie będzie możliwości przedłużania, a napoje będą cały czas ciepłe.
Czarów było naprawdę dużo i z pewnością jeszcze o wielu nie słyszeli. Wielu uczono się w szkole, niektórych przez przypadek, natrafiając na jakąś książkę z zaklęciami, a innych można było się nauczyć od dawno niewidzianej ciotki, która nauczyła jej matka, która poznała zaklęcie od swojej matki i tak cztery pokolenia wstecz. Zaklęcia były przydatne, ale nie oznaczało to, że trzeba było posługiwać się nimi cały czas, w każdym możliwym aspekcie życia. Warto było się uczyć życia bez nich, bo przecież zdarzały się sytuacje, w których wyjęcie różdżki i użycie magii było niewskazane, a wręcz zabronione. I co wtedy? Jeśli całe życie zawiązujesz buty czarami, to wśród mugoli będziesz łaził z rozwiązanymi sznurówkami i będziesz się mogło, żeby na jedną nie stanąć i nie rozkwasić sobie nosa na ulicy? Nah! Równowaga była złotem.
Neil poradziłby sobie z bólem, ale Kol wołał nie testować jego progu tolerancji, i delikatnie czyścił ranki, maczając waciki w specyfiku, dopóki rany nie były oczyszczone ze wszystkiego, o czym świadczył koniec pienienia, gdy Nikolai po prostu polał rankę specyfikiem. Nie lał go na tyle dużo, by zalać całą rękę, kanapę i podłogę, ale było go już więcej, niż był w stanie wchłonąć wacik. W sumie powinien był wziąć ręcznik. Przywołał jeden z kuchni, podłożył go po dłoń Neila i maczając kolejny już wacik w wodzie, delikatne przetarł skórę wokół rany i tam, gdzie po dłoni rozlał się specyfik. Nikt mu nigdy nie mówił, czy było to potrzebne, ale on sam miał zawsze wrażenie, że po tym specyfiku skóra tak niefajnie się kleiła, dlatego zawsze przemywał jeszcze skórę wodą.
-Gdyby lała się krew, musiałbym zabrać cię do Munga - powiedział, odkładając waciki i sięgając po maść i bandaż. -Ja bym się cieszył, że skończyło się tylko na takim "nic". I dlaczego chciałbyś, żeby się nad tobą litowali?
Maść miała przyjemnie ziołowy zapach i śmieszną, galaretowato-piankową konsystencję. Nikolai nabrał maść na palce i rozsmarował ją po ranie, zakrywając ją i zaczerwienione miejsca. Następnie wziął bandaż, najpierw złożył go kilka razy, by zrobić taką "poduszkę", na nią również nałożył trochę maści, położył "poduszkę" na ranie i otoczył dłoń kilka razy bandażem, by unieruchomić opatrunek, a jednocześnie nie krępować Neilowi ruchów. Skończone. Druga ręka.
Czy wsiadanie na hipogryfa było bezpieczne? Hm... Nikolai upił łyk swojej kawy.
-Wsiadanie na jakiekolwiek zwierzę, tym bardziej magiczne, nie jest pozbawione ryzyka - zaczął, oczyszczając ranę na drugiej ręce. -Wszystko też zależy od tego, jak bardzo hipogryfowi ufasz i czy ona ufa tobie. Czy cię szanuje. Jeśli tak, poleci tam, gdzie go pokierujesz i będzie leciał tak, byś był na jego grzbiecie bezpieczny. Jeśli spadniesz, będzie próbował cię złapać. Jeśli natomiast nie będziesz okazywał mu szacunku, jeśli nie będzie ci ufał, to mało prawdopodobne, by pozwolił ci się dosiąść. Jeśli go zmusisz, może nawet próbować cię zrzucić na ziemi, a nawet pod chmurami. Czy z końmi nie jest podobnie?