Nie czekały na większą zachętę i ruszyły jedynym dostępnym korytarzem, ciszę wypełniając swoją rozmową. Kogoś szukano? No nic, Millie w końcu nie było a służbie, Millie miała po Lammas przede wszystkim odpoczywać co było bardzo, bardzo trudne. A teraz poodpoczywała i proszę jak to się skończyło!
– Mapa z zaznaczonym miejscem? Ale to było gdzieś w lesie czy jakaś wyspa na jeziorze? – beef z Alexandrem o to czy rośliny nakurwiają ludzi czy jezioro nakurwia ludzi przybrał taki odwrót, że ona sama już nie pamiętała po której jest stronie, ważne że nie po tej samej co Mulciber. – Ciekawe czemu ją zniszczył, jakby mu zależało, żeby nikt inny tam nie dotarł. Może on tam właśnie przepadł? – zastanawiała się na głos, żałując że po pierwsze nie ma swojego notesu, po drugie bardzo, ale to bardzo chciała wypełnić ciszę i nerwy związane z faktem, że wchodzą coraz głębiej.
– No patrz, korzeni nie ma, wody też nie wiele, przynajmniej tej co nas próbowała zalać z góry. – Uśmiechnęła się nawet mówiąc to i obejrzała się na koleżankę, żeby sprawdzić jej ogólny stan na ile była w stanie wyczytać z jej twarzy jak bardzo było źle. Znaczy jak bardzo było już dobrze. – Może tu jest jakaś podziemna rzeka, może uda nam się albo znaleźć jej ujście, albo odejść od ośrodka na tyle, by dało radę się teleportować! – dorzucała drewek do ich ogniska nadziei. I nawet odnaleziony szkielet nie był tak deprymujący jak się stało.
– Czekaj, kolejny trup pójdę go obczaić. – szkielet bielił się, ale gdy już nad nim stanęła od razu było widać, że to nie był człowiek. – Em... to chyba syrena? Ale to dobrze, bo to znaczy, że jakoś musiała się tu dostać, bo jak nie ma tych roślin to ziemia jej raczej nie zeżarła. – próbowała dedukować mając oczywiście za mało danych, była Mildred Naczytałam Się Za Dużo Sherlocka i Poirota Moody, więc nie byłaby sobą, gdyby nie snuła swoich teorii spiskowych. Czasem trafiała, ale ponieważ miała myśli bardzo dużo, zbyt łatwo było przegapić jej tą, która była rzeczywiście zgodna z rzeczywistością. Tymczasem próbowała ocenić czy potencjalna syrena umarła w podobny sposób co kobieta z samego początku ich podziemnej wędrówki, czy może jednak rośliny jakoś dziwnie się zachowywały, na jak stare wyglądało truchło i czy miało przy sobie coś interesującego, świecąc sobie różdżką i przesuwając kości ewentualnie jakimś znalezionym patykiem czy podłużnym kamieniem w ostateczności butem. .
– Jak u Ciebie z pływaniem tak w ogóle? – próbowała ją cały czas zagadywać, pamiętając, że jej pomagało to bardzo udawać, że wszystko jest normalnie przez pierwsze kilka lat służby. Grunt to normalizowanie doświadczeń o tak. Strach zabijał dusze.