• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 5 6 7 8 9 … 16 Dalej »
[grudzień, 1958] Jesteście tylko talią zwykłych kart?

[grudzień, 1958] Jesteście tylko talią zwykłych kart?
constant extreme
when sister and brother stand shoulder to shoulder,
who stands a chance against us?
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
snowidz
zawód
Brygadzistka na chorobowym
Drobna (157cm, niedowaga), blada i czarnowłosa, o oczach złotych jak miód.

Millie Moody
#1
08.03.2024, 19:39  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.09.2025, 11:48 przez Król Likaon.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Millie Moody - osiągnięcie Piszę, więc jestem

Grudzień 1958

Hogwart, Biblioteka


Jebać Święta - to było jej ulubione, buńczuczne hasło, pełne pogardy do kolorowych, dydnających, słodko-pierdzących, piernikowych gówien. Wszyscy tacy uśmiechnięci, wszyscy tacy grawitujacy w kierunku czerwieni, złota i zieleni, oraz OCZYWIŚCIE okazjonalnie pozawieszanych kiści jemioły, jakby sama roślina musiała zmuszać kobiety do uległości i oddawania ust komukolwiek wpadło bo to przynosi pecha.

Ten rok był jednak inny, cała energia Mildred Moody szła w oczekiwanie wakacji świątecznych. Czekała na nie jak... hmm... z braku laku należałoby powiedzieć "dziecko na Święta", choć jej największym prezentem będzie czas, który być może spędzi ze swoim starszym bratem Alastorem. Od momentu gdy Moody opuścił mury Hogwartu, wszyscy zgodnie stwierdzili, że młodej odwala, dlatego jej przyjaciele, mimo najszczerszych chęci, pozostawiali tego kaktusa samego sobie, nie chcąc ryzykować wybuchu nastoletniego gniewu, którego nikt nie był w stanie opanować, bo jedyny, który bez pudła pacyfikował Milles był setki mil stąd na ministerialnym stażu.

Ale teraz to miało się zmienić, oczekiwanie rozsadzało jej pierś, czas płynął niemiłosiernie wolno, ale miłosiernie do przodu. Nie mogła skupić się na niczym, je uwaga latała po suficie. Odprężenie i chwile wytchnienia przynosiła tylko miotła... i karty.

Otrzymane od kumpla rodziny (błagam, nikt nie nazwałby Morpheusa przyjacielem rodziny) karty, stanowiły obecnie oś zainteresowań młodej dziewczyny i choć SUMy decydujące o całym życiu były za pasem, drobna brunetka poświęcała drogocenne chwile w Bibliotece na zgłębianie sztuki wróżbiarskiej, a konkretnie tarociarskiej. W zaciszu na piętrze, pomiędzy wysokimi regałami siedziała przy stoliku oświetlonym unoszącą się kulą światła. Lampion oświetlał trzy talie rozłożone obok siebie, zaś dziewczyna krytycznie i zaskakująco metodycznie (jak na jej problemy z uwagą) porównywała ze sobą obrazy. Dwa komplety się poruszały, zaś jeden był tradycyjną talią Waite Ridera. Co jakiś czas jej pierś drżała tłumionym śmiechem, czasem nie udało jej się powstrzymać i wśród zakurzonych tomów rozlegało się głośne parsknięcie. Co jakiś czas sięgała do notesu i z pośpiechem bazgrała kilka swoich notatek. Definitywnie znajdowała się w swoim świecie, nawet nie poczuła tego, że ktoś do niej podszedł.

Widmo z Biura
The end
Of the sane world of men
Now I question all that I have seen
Is this is a spectre or a dream
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Leon to czarodziej obdarzony przeciętnym wzrostem (179 cm) i przeciętnej budowie ciała. Ciemny brąz włosów tego czarodzieja kontrastuje z jego bladą i zimną skórą oraz niebieskimi tęczówkami. Ubiera się przeważnie w ciemne i stonowane kolory szat czarodzieja, choć często nosi wyłącznie mugolskie ubrania. Na pierwszy rzut oka może sprawiać wrażenie bardzo słabowitego, co ma związek z ciążącą na nim niczym klątwa chorobą genetyczną.

Leon Bletchley
#2
01.04.2024, 19:44  ✶  

Nadejście zimy sprawiło, że Leon wyciągnął ze swojego kufra najcieplejszy sweter, jaki się tam znajdował i od razu naciągnął go na koszulę i kamizelkę stanowiące górną część szkolnego mundurku. Zimową porą Hogwart wydawał mu się znacznie bardziej przytulny, niż przez roku z powodu wesoło trzaskającego w każdym kominku ognia oraz świątecznych dekoracji. Nic nie mógł poradzić na to, że w ostatnim czasie marzł bardziej, niż zwykle i zdawał się być bledszy, niż zwykle. Leon uwielbiał świąteczną atmosferę, jaka panowała w Hogwarcie czy w jego domu rodzinnym. W końcu to był okres, w którym mógł spędzić czas z rodziną i przyjaciółmi. Wręczali sobie nawzajem prezenty.

W tym czasie również i jemu uśmiech nie schodził z ust, pomimo odczuwanego przez niego chłodu. Wiszące pod sklepieniem zamku wiązki jemioły traktował obojętnie. Nie wydawał się być zainteresowany uganianiem się za dziewczynami chcącymi całować się pod gałązkami tej właśnie rośliny. Nie oznaczało to, że nie miał ochoty na całowanie się z dziewczyną, która wpadła mu w oko, jednak ona nie była z nim w związku. Byli przyjaciółmi.

Szkolna biblioteka stanowiła dla niego jedno z ulubionych pomieszczeń w całym zamku, zaraz po pokoju wspólnym. Najmniej lubianym pomieszczeniem było dla niego skrzydło szpitalne, w którym bywał stosunkowo za często. Tak wyglądało życie z poważną chorobą genetyczną. Przekraczając próg szkolnej biblioteki niósł pod pachą książkę, którą chciał w względnym spokoju oraz ciszy poczytać przy jednym z długich stołów. Niewątpliwie wprowadziłby ten zamiar w życie, gdyby nie to, że zmierzając do stolika pomiędzy regałami zauważył pochyloną nad kartami tarota swoją kuzynkę po kądzieli. Millie, dała się temu pochłonąć bez reszty, przez co nie zauważyła jego nadejścia. Przez parę chwil przyglądał się poczynaniom kuzynki, niczym jeden z duchów. W końcu postanowił zdradzić swoją obecność.

— Cześć, Millie. Mogę się dosiąść? — Zwrócił się do uczennicy, starając się mówić na tyle cicho aby nie zakłócać ciszy panującej w czytelni.

constant extreme
when sister and brother stand shoulder to shoulder,
who stands a chance against us?
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
snowidz
zawód
Brygadzistka na chorobowym
Drobna (157cm, niedowaga), blada i czarnowłosa, o oczach złotych jak miód.

Millie Moody
#3
13.04.2024, 14:51  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.05.2024, 14:08 przez Millie Moody.)  
– No kurwa jasne, że możesz na chuj się pytasz – przywitała go serdecznie, nie podnosząc wzroku znad układu rozłożonego na stole. Zaraz potem jednak tknięta gwałtowną myślą podniosła nań spojrzenie, złociste przenikliwe oczy, jedyny cenny element w zaniedbanym ciele i rozedrganej duszy. Zdziwiła się, że go widzi, nawet jeśli przed momentem coś do niej powiedział, zamaszyście zgarnęła układ i wyrównała talię.

Leon był jej kuzynem, to było oczywiste. Najprzystojniejsi chłopcy zazwyczaj należeli do jej rodziny.

– Co tam? Chcesz gadać czy się uczyć, bo w sumie nie wiem, czy... ee... – uśmiechnęła się nieco dziko, nieco wymuszenie, nie umiejąc za bardzo w kontakty towarzyskie, nienawykła do rozmów z kimś spoza swojego stada – gryfońskiej drużyny, która mieszkała z nią w jednym gnieździe, jadła z nią z jednego koryta i miała taki sam zestaw siniaków między udami od miotły. A jednak Mildred chciała mieć kontakt zwłaszcza z tymi w których żyłach płynęła krew jej matki. Sama przekonana o tym, że jest pozbawiona daru jasnowidzenia czuła mimo wszystko to odklejenie, przenikanie się światów. Szaleństwo i intuicja kroczyły zaskakująco blisko siebie. O tym mówiła przecież karta Księżyca.

– Jaki jest w ogóle Twój sposób, żeby zapamiętać drogę głupca? – wypaliła szarpiąc stronnice książki, którą studiowała, przerzucając je gwałtownie ku rozdziałowi poświęconemu Wielkim Arkanom. Karta zero – Głupiec przemierzała Świat doświadczając go na wiele różnych sposobów. Kolejność ich ułożenia była według niektórych ważna inni wspominali że Wielkość Arkan polega na tym, że są to lekcje życiowe, a życia nie dało się ułożyć "po kolei". Wieża mogła Ci upaść w każdej chwili.

– W ogóle... może Ci powróżyć hmm? Na egzaminy? Na miłość? Masz jakieś problemy? Komuś trzeba przyjebać?– zaproponowała troskliwie, mimo że była drobniejsza od niego paliła się do młócki. Nawet teraz, nawet gdy próbowała wyczyścić swoją kartę przed egzaminami do BUma.
Widmo z Biura
The end
Of the sane world of men
Now I question all that I have seen
Is this is a spectre or a dream
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Leon to czarodziej obdarzony przeciętnym wzrostem (179 cm) i przeciętnej budowie ciała. Ciemny brąz włosów tego czarodzieja kontrastuje z jego bladą i zimną skórą oraz niebieskimi tęczówkami. Ubiera się przeważnie w ciemne i stonowane kolory szat czarodzieja, choć często nosi wyłącznie mugolskie ubrania. Na pierwszy rzut oka może sprawiać wrażenie bardzo słabowitego, co ma związek z ciążącą na nim niczym klątwa chorobą genetyczną.

Leon Bletchley
#4
04.05.2024, 22:32  ✶  

Leon wzniósł oczy do sufitu na przywitanie kuzynki, co miało związek z użytym przez nią przekleństwem. Tak ekspresywny język przez większość czasu budził jego zastrzeżenia. W skrajnych przypadkach i jemu zdarzało się rzucić zasłyszanym od rówieśników przekleństwem. W przeciwieństwie do swojej kuzynki rzadko umieszczał więcej niż jeden wulgaryzm w tak krótkiej wypowiedzi.

— Wyrażasz się niczym stali bywalcy Gospody pod Świńskim Łbem. — Tymi słowami skwitował to serdeczne powitanie. Leon nie należał do grona bywalców wspomnianej przez niego gospody, jednak nawet do niego dotarły słuchy o regularnej klienteli tego lokalu. W domu rodzinnym Leona przekleństwa miały swoją cenę, liczoną w galeonach. Osobliwość pozostawała wpisana w ich jestestwo, tak jak wyraźne przeciwieństwa i zarazem podobieństwa. Zgłębianie tajników przeszłości, teraźniejszości i przyszłości potrafiło stać się w danym momencie całym światem. On też tak miewał, zwłaszcza jeśli szukał wskazówek.

— Chciałem poczytać. W pokoju wspólnym Ravenclawu bardzo często jest za głośno, jednak skoro cię tutaj spotkałem to poczytam sobie później. O ile też chcesz. Co u ciebie? Poza stawianiem tarota. — Posłał swojej kuzynce delikatny, wręcz pobłażliwy uśmiech, doceniając starania Millie w podtrzymywaniu rozmowy. Tym samym, że chciał mieć kontakt ze swoją rodziną od strony matki. Przez rodzinne dziedzictwo czuł łączącą ich więź.

— Staram się zaakceptować to, że w życiu czekają mnie zupełnie nowe perspektywy i jeśli otworzę się na nie to mogę wiele zyskać, nawet jeśli pobłądzę na obranej w danym momencie drodze. Ona nie jest dla mnie zamknięta i mogę wrócić na miejsce, z którego zacząłem swoją wędrówkę albo mogę przeć do przodu, choć to bardzo często lekkomyślne działanie. Bo nie da się w ten sposób wyciągnąć odpowiednich wniosków. Głupiec na końcu układu może symbolizować to, że pomimo wszystkich doświadczeń i wykorzystanych szans zostały wyciągnięte niewłaściwe lekcje, a na końcu dany człowiek okaże się właśnie głupcem zamiast znaleźć cenną życiową mądrość. Jako ludzie mamy do tego wyraźne tendencje, choć nie zależy to od złej woli. — Zdaniem Leona, syna Hestii nauczającej właśnie wróżbiarstwa, podręcznikowe układy zdarzały się nad wyraz rzadko. Jego matka zwykła wykładać swoim uczniom podstawy, jednak podczas swoich zajęć stawiała na intuicję - otwarte trzecie oko. Wróżbiarstwa nie dawało się wyuczyć na pamięć.

— Na egzaminy albo na miłość. Jak każdy w tym wieku. Naprawdę powinnaś mieć założony słoik na przekleństwa, do którego byś wrzucała galeony za każde brzydkie słowo. Nie będziesz nikogo bić! — O ile egzaminy tak naprawdę wymagały tylko przyswojenia sobie odpowiedniej wiedzy, tak z pomocą kart mógł uzyskać jakieś wskazówki w ich kwestii. Podobała mu się też jedna dziewczyna, do której nie było mu tak łatwo zagadać jak się mogło wydawać. O zdrowie nawet nie zamierzał pytać kart - tutaj znacznie bardziej polegał na uzdrowicielach. Jak większość nastolatków miewał młodzieńcze problemy, o których można by napisać książkę. Leon nie był zwolennikiem rozwiązywania problemów z innymi z użyciem fizycznej przemocy.

constant extreme
when sister and brother stand shoulder to shoulder,
who stands a chance against us?
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
snowidz
zawód
Brygadzistka na chorobowym
Drobna (157cm, niedowaga), blada i czarnowłosa, o oczach złotych jak miód.

Millie Moody
#5
13.05.2024, 14:23  ✶  
– A Ty się odzywasz tak jakbyś miał kij w dupie wsunięty po samo gardło Leo weź zluzuj kurwa paski, co oni Ci w tym Ravenclaw robią, przecież to nie od wysokości, oboje mieszkamy w wieży. – Zaśmiała się zaraz po tym i zgarnęła wszystkie karty po czym wyszeptała do nich, nie spuszczając złocistych oczu z kuzyna. – Na miłość na miłość, czyli nie chodzi o ruchanie, no dobrze, zobaczmy jak tam Twoje sprawy sercowe się mają, kto Ci wpadł w oko nic nie mówiłeś! – Może słusznie że Leon nie dzielił się tak wrażliwymi informacjami z kuzynką. Nie to, że by od razu wszystkim paplała, ale czy wrażliwy intelektualista byłby w stanie znieść "porady" rozbuchanej hormonalnie Millie? Pytanie czy będzie w stanie znieść układ od niej.

– Leon, Leon, otwarte sprawy sercowe, otwarte serce szukające miłości. Co mi powiecie dupeczki w tej sprawie? – szepnęła do kart dziwnie nienaturalnie słodkim dla siebie głosem i zaczęła tasować. Jej talia była do bólu podstawowa, tradycyjny w szacie graficznej Waite'a. Nie zmęczyły ich jeszcze lata. To był świeży prezent, który dostała od swojego niepisanego nauczyciela. Pewnie obraziłby się jakby nazwała go mistrzem. Był dość wrażliwy na punkcie swojego wieku, a mistrz jednak jakoś go postarzał, przynajmniej w głowie dziewczyny.

Gdy skończyła tasować, ale nim rozłożyła karty zmarszczyła jeszcze na moment brwi i wypchnęła z siebie:
– I odpierdol się od tego jak mówię ok? Chyba że Ty będziesz mi wrzucał do tego słoika piątaka to spoko po miesiącu pójdziemy wszystko przechlać w trzech miotłach! – Cmoknęła a zaraz potem przed nią pojawiło się dziesięć kart:
[Obrazek: wCWJEwP.jpeg]

– Hmm... – zrobiła zatroskaną minę. Te miecze... one nie wróżyły nic dobrego. – No ewidentnie nie wiesz jak się do tego zabrać chłopie, ale na końcu czeka Cię as kielichów, więc... no ten... miłość znajdzie drogę – podsumowała zachowawczo.

Widmo z Biura
The end
Of the sane world of men
Now I question all that I have seen
Is this is a spectre or a dream
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Leon to czarodziej obdarzony przeciętnym wzrostem (179 cm) i przeciętnej budowie ciała. Ciemny brąz włosów tego czarodzieja kontrastuje z jego bladą i zimną skórą oraz niebieskimi tęczówkami. Ubiera się przeważnie w ciemne i stonowane kolory szat czarodzieja, choć często nosi wyłącznie mugolskie ubrania. Na pierwszy rzut oka może sprawiać wrażenie bardzo słabowitego, co ma związek z ciążącą na nim niczym klątwa chorobą genetyczną.

Leon Bletchley
#6
19.05.2024, 21:08  ✶  

— Od zawsze taki jestem, jak mam w takim razie zluzować paski? To jak często bywasz w Gospodzie pod Świńskim Łbem? — Żachnął się na słowa kuzynki. Nie powinno to być żadnym zaskoczeniem, że w dużej mierze Leonowi bliżej do dorosłego uwięzionego w nastoletnim ciele, choć też potrafił żartować i zachowywać się bardziej swobodnie w pewnych sytuacjach. W rzeczywistości nie wziął do siebie słów kuzynki i ona również nie powinna tego zrobić, w końcu nie znała go od wczoraj. Takie przytyki często pojawiały się w ich rozmowach. Uśmiech nie schodził mu z ust.

— Na wszystko przyjdzie jeszcze czas. Podoba mi się jedna dziewczyna z mojego roku i z naszego domu. Tyle powinno ci wystarczyć.  — Leon doskonale wiedział, że w życiu każdego ucznia egzaminy są pewne i ich zdanie było kwestią przeznaczenia odpowiedniej ilości czasu na na powtórzenie materiału. Na samą miłość też przyjdzie czas, tak jak na intymność o której jego kuzynka wyrażała się w ordynarny sposób. Co do jednego miała rację - pozostawał otwarty w tych sprawach, na tyle na ile powinien być otwarty człowiek w jego wieku. Po szkolnych miłościach pojawią się inne. Z niecierpliwością czekał aż ułoży przed nim tarota.

— Takie słownictwo nie przystoi dziewczynom. Mogę wrzucać ci knuta za każde przekleństwo, jakiego użyjesz w mojej obecności. Może pójdziemy, jeśli w tym słoiku uzbierasz równo trzy sykle na porcję kremowego piwa. Umowa stoi? — Zdawał sobie sprawę z tego, że zabrzmiał w tym momencie bardzo staroświecko, jednak taki już był. Wydawał się być skłonny przystać na takie warunki. Zawsze zdoła wygrzebać z portfela jednego knuta. Rodzice przysyłali mu całkiem przyzwoite kieszonkowe, a czasem nawet dodatkowe pieniądze, jeśli wypadały mu dodatkowe wydatki.

— Przy mojej matce nie powinnaś w ten sposób interpretować układów kart. Nic co dobre w życiu nie przychodzi łatwo. — Poradził jej, dobrze znając swoją matkę i sposób w jaki ona prowadziła swoje zajęcia z wróżbiarstwa. W gruncie rzeczy to nie była zła wróżba.

constant extreme
when sister and brother stand shoulder to shoulder,
who stands a chance against us?
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
snowidz
zawód
Brygadzistka na chorobowym
Drobna (157cm, niedowaga), blada i czarnowłosa, o oczach złotych jak miód.

Millie Moody
#7
03.06.2024, 11:22  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.06.2024, 11:22 przez Millie Moody.)  
Leon działał jej na nerwy. No trudno, taka była, kije w dupie działały na nią jak płachta na byka. Strofował ją i pouczał na każdym kroku, na chuj więc podchodził? Mięła w głowie jego wyrzuty i punktowanie tego jak mówi i jak wróży, ale jak już dopierdolił jej własną matką (dobrze, że nie wspomniał o tym, że Miles była półsierotą, bo wtedy by z pewnością poszła lepa w ryj), to tak jej pojechał po ambicji, że sapnęła gniewnie i skupiła złoto kocich oczu na kartach ponownie.

– Okej dupa z Twojego roku tak? Fantastycznie. Ładna chociaż? Nie, na chuj pytam, krukonka, a Ty nie lecisz na jej ryj tylko na intelekt – wywróciła oczami, opierając się na stereotypach, bo czemu nie? – Pewnie razem dostajecie zadyszki wspinając się na te swoją wieżę i nawet nie proponujesz, że poniesiesz jej książki, bo by Cię to kurwa zabiło. – sarknęła złośliwie, wciąż analizując układ, choć nie wątpiła, że zaraz Leon nie będzie wcale chciał go słuchać. Sam zaczął!

– Dobra, no to patrz, patrz jak Twoja kuzynka się na tym kurwa nie zna. Patrz! Jesteś paziem pentakli, ale wyjebanym do góry nogami, więc energia ziemi jest w Tobie przyblokowana. Jesteś głową w dół, zamiast skupiać się na swoich walorach, drążysz wady i to czego Ci brakuje. Chciałbyś o tu paziem buław coś ogarnąć, coś zacząć ale chuja nie wiesz jak się za to zabrać. Dwa paźki to prawie jak Głupiec i jego początek wędrówki, lampisz się na nią i wzdychasz, ale jeszcze nie wszedłeś na porządną drogę ku jakiejkolwiek relacji. Z resztą, to blotki, małe arkana, więc nawet nie uważasz za bardzo, żeby było to cokolwiek istotnego w Twoim życiu.

No oczywiście, że tak uważał. By krukonem, a więc emocje to były wypadki przy pracy, nic więcej. Banda parszywych robotów. Mildred lubiła ściągać od krukonów zadania domowe, podkradać im żarcie i robić kretyńskie dowcipy, ale na dłuższą metę dostawała z nimi w łeb.

– Tu w koronie proszę odwrócona dwójka buław, koleś co nie wie czy ma wyjechać czy zostać w domu więc ostatecznie nic nie robi. To tylko potwierdza mały krzyż. I w korzeniach... – przeniosła palec na mężczyznę z wagą otoczony przez złociste denary oznaczone pentagramem – Cały czas kalkulujesz ile się zaangazować, żeby jak najmniej bolało bo... – tu jej kościsty palec zasadził się na płaczącą w łóżku niewiastę. – Ktoś kiedyś już złamał Ci serce, więc sie nie chcesz kurwa angażować. I prosze trzeci pazio do kompletu, ten z mieczem, jako wpływy które rosną. Ty chcesz se te miłośc porządnie wykalkulować, obliczyć i kurwa podejść do panny z planem emerytalnym i wykazem plusów i minusów ewentualnego związku. I wiesz co mnie najbardziej w tym rozpierdala? – ujęła ostatnią kartę z kielichem nad którym latał gołąb. – Że to zadziała, bo wy krukoni jesteście kurwa wszyscy tacy sami. – żachnęła się. – To nie jest ważne ani dla niej, ani dla Ciebie, pewnie rozstaniecie się za jakiś czas żadnej życiowej lekcji, ja pierdole co za powierzchwona relacja. – sakała zupełnie jakby Leon był już po rozwodzie. – No ale dobra chuj, zyczę Ci udanych łowów Romeo, korzystaj póki los Ci sprzyja, ja muszę iść się uczyć okej? Nie wszystkim rzeczy przychodzą tak łatwo jak kurwa Tobie.

Zgarnęła karty i wrzuciła je niedbale do torby, podobnie jak notes i książkę o tarocie, którą czytała. Była wściekła, gniew rozsadzał ją, choć do końca nie wiedziała dlaczego. Może po prostu zazdrościła kuzynowi, że potrafi być taki elegancki i opanowany, jak ona nigdy. Może wkurwiała ją myśl, że - zgodnie z tym co powiedziały karty - rzeczywiście Leona czeka w miarę pogodny związek, w momencie gdy ona tkwiła tutaj w zamkowych ścianach sama jak palec. Oczywiście nie była sama. Oczywiście miała tonę przyjaciół. Oczywiście.

A jednak czuła dojmująca samotność w sercu i głód dotyku do którego niekomu nigdy by się nawet na torturach nie przyznała. Czuła, że jej serce rozrywane jest brakiem Alastora w okolicy, a wszystkie związki i miłostki przychodzą i odchodzą falami, wodą, której było bardzo mało w układzie dla Leona. Gdy jednak on miał jakieś szanse, ona nawet nie próbowała pytać kart o miłość dla siebie. O nie... to było zbyt... niebezpieczne. Znów zobaczyć bagaż przeszłości, znów zobaczyć nierozwiązane sprawy. Burcząc pod nosem coś między "na razie" a "spierdalaj" poszła sobie z biblioteki. Burza hormonów. Powiedzy. Tylko Mildred z wiekiem nie zamierzało to wcale przechodzić.
Widmo z Biura
The end
Of the sane world of men
Now I question all that I have seen
Is this is a spectre or a dream
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Leon to czarodziej obdarzony przeciętnym wzrostem (179 cm) i przeciętnej budowie ciała. Ciemny brąz włosów tego czarodzieja kontrastuje z jego bladą i zimną skórą oraz niebieskimi tęczówkami. Ubiera się przeważnie w ciemne i stonowane kolory szat czarodzieja, choć często nosi wyłącznie mugolskie ubrania. Na pierwszy rzut oka może sprawiać wrażenie bardzo słabowitego, co ma związek z ciążącą na nim niczym klątwa chorobą genetyczną.

Leon Bletchley
#8
12.06.2024, 21:25  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.06.2024, 00:14 przez Leon Bletchley.)  

Jego zamiarem nie było denerwowanie swojej kuzynki, jednak nic nie mógł poradzić na swój styl bycia. Nie było w nim ani krztyny złośliwości. Wręcz przeciwnie, chciał dobrze. Będąc synem profesor wróżbiarstwa wiedział nad wyraz dobrze, w jaki sposób jego matka prowadziła swoje zajęcia. Chciał aby jego kuzynka zdała ten egzamin. Nie zamierzał także szczycić tym, że ma obojga rodziców. Prawdą było to, że w jego przypadku to rodzice mogą go przeżyć i to będzie dla nich naprawdę trudnym doświadczeniem, gdyż rodzice nie powinni grzebać swoich dzieci, tylko patrzeć jak one zakładają swoje rodziny. To, że nie doczeka starości było wielce prawdopodobne. Sam w ten sposób starał motywować się do przezwyciężania swoich słabości i osiągania postawionych sobie celów, które nie przekraczały jego możliwości.

— Z mojego rocznika, tak. Bardzo ładna. I inteligentna. — Przyznał wprost, nieznacznie się krzywiąc na słownictwo używane przez swoją kuzynkę. Nie zamierzał zaprzeczać temu, że inteligencja jest bardzo istotna, jednak zwracał uwagę na urodę dziewczyn. Jedno powinno istnieć obok drugiego, choć dopuszczał w tym drugim aspekcie odstępstwa od normy - najbardziej nie zniósłby głupoty u swojej potencjalnej partnerki. Gdyby chciał samemu odnieść się do stereotypu to stwierdziłby, że nie jest sportowcem aby umawiać się z głupią, ale ładną lalą. — To jedna z wielu różnic, które nas dzieli. — Żachnął się, wyrażając w ten sposób swoje niezadowolenie. Ze swoją chorobą żył na co dzień, zmagając się z tym wszystkim.

— Nie powiedziałem, że się nie znasz. Powiedziałem, że taka interpretacja układów kart nie zagwarantuje tobie zdania tego egzaminu. Ja bym dał ci Powyżej Oczekiwań, ale to nie ja nauczam wróżbiarstwa. Układ jest nad wyraz trafny i dlatego ode mnie miałabyś Powyżej Oczekiwań. Zalet mi nie brakuje. Nad wadami staram się pracować, ale jest jedna, jedyna rzecz, której w żaden sposób nie mogę zmienić i jest to moja choroba. To obarczanie kogoś tego rodzaju ciężarem i ograniczanie drugiej osoby oraz świadomość, że moje życie jest pod wieloma kwestiami podporządkowane chorobie. I tak, nie wiem, jak się za to zabrać. To jednak jest dla mnie istotne. — Starał się wytłumaczyć kuzynce swój punkt widzenia oraz próbował uzupełnić postawiony mu przez nią układ. Odczuwał w takich momentach, jak ten całą gamę złożonych emocji, choć przez brak ich jawnego okazywania mogło się wydawać, że przez niego przemawia zdrowy rozsądek na podstawie dokonanej chłodnej kalkulacji. Wyrażenie wszystkich negatywnych emocji mogło mieć działanie oczyszczające, ale także wyrządzić więcej szkody, niż pożytku.

— Z powyższych względów, tak. Nie zaprzeczę. — Przyznał z ciężkim westchnięciem, splatając ramiona na piersi pod którą biło trawione chorobą serce. — Złamane serce boli znacznie bardziej, niż złamana kończyna, zrasta się jednak o wiele szybciej. Narząd o tej samej nazwie w moim przypadku nie działa prawidłowo, odgrywa dominującą rolę w moim życiu. Nie ozdrowieję pewnego dnia i muszę myśleć o przyszłości. — Wypowiadając te słowa uśmiechnął się gorzko, doświadczając niezbyt optymistycznej refleksji nad swoim dotychczasowym, choć krótkim życiem. Ono było podporządkowane tej paskudnej chorobie i to stały jego element. Czy chciałby czegoś innego? Owszem. Wszystkiego i to wszystko sprowadzało się do życia pełną piersią.

— Z pewnością nie jesteśmy tacy sami, nie mamy jakieś zbiorowej świadomości. To tylko jedna z możliwości. — W pierwszej kolejności zaprotestował z znużeniem w głosie. Na tym tle ich losy nie były tak istotne dla świata. Zamek, w którym spędzali większość roku, stał się niemym świadkiem wielu szkolnych miłości i przyjaźni na całe życie.

— A masz jakąś dla mnie radę? Pomóc ci z nauką? Kto powiedział, że mi wszystko przychodzi łatwo? — Zwrócił się do niej. Może nie powinien zatrzymywać swojej kuzynki, która chciała się iść uczyć. Karty mogły pokazać, że czeka go w miarę swobodny związek, jednak ta rozmowa ujawniła u niego niepokojącą tendencję do sabotowania własnego szczęścia i wszystkie jego słabości, więc jeśli ta miłość naprawdę znajdzie drogę to będzie to bardzo wyboista droga. Bo najtrudniej walczyło się z sobą samym. Posiadał nad wyraz chłodny umysł i zgromadził zbiór przyzwoitych notatek. Chętnie podzieli się z nią swoją wiedzą. Nie było tak, że wszystko spadało mu z nieba.

Nie doczekał się jednak odpowiedzi na żadne ze swoich pytań, ponieważ jego kuzynka postanowiła wyburczeć coś pod nosem i opuściła bibliotekę pozostawiając go samego w tym pomieszczeniu. Porozmawia z nią, gdy ona trochę ochłonie. O ile to możliwe, bo czasem ta dziewczyna przypominała mu ognistego kraba (któremu było bliżej do żółwia, niźli kraba). Czasem też potrafiła pluć ogniem.


Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Leon Bletchley (1818), Millie Moody (1668)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa