• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[05/1972] Dyskretna porada prawna - Desmond & Severine

[05/1972] Dyskretna porada prawna - Desmond & Severine
Cień Prokrusta
the stronger becomes
master of the weaker
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
187 cm wzrostu, blond włosy i niebieskie oczy. Ubrany elegancko, od linijki, głównie w beże, brązy i błękity. Pachnie subtelnymi, cytrusowymi perfumami. Rzadko pokazuje emocje, mówi szybkim, oschłym monotonem. Porusza się spokojnie, dumnie i sztywno.

Desmond Malfoy
#1
22.08.2023, 23:45  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.12.2024, 13:17 przez Eutierria. Powód edycji: poprawiam datę )  
Mieszkanie Severine Crouch
Desmond Malfoy & Severine Crouch

Za pięć dwudziesta zmaterializował się w pobliskim zaułku, odziany w standardową niebieską koszulę z brązową marynarką i równie brązowymi eleganckimi spodniami. Pomimo lekkiego ubioru było mu podejrzanie ciepło. Odczuwał dyskomfort w całym ciele (a szczególnie w plecach) po długim siedzeniu za biurkiem, w końcu to już był sobotni wieczór. Od dwóch miesięcy nalegał na pracowanie przez sześć dni w tygodniu, nierzadko po ponad dziesięć godzin dziennie, i powoli odbijało się to na jego zdrowiu.

Severine nie mogła mieć pojęcia, jaki problem sprawiła Desmondowi nakazaniem mu przyniesienia wina i kwiatów. Nie była to kwestia wstydliwości, lecz zbyt szerokiego wachlarza możliwości i absolutnego braku wskazówek. Nie wiedział, jakie wino lubi Severine, a typ preferowanych przez prawniczkę kwiatów (tj. „kwitnące zielsko z parku”) okazał się zawierać w sobie multum przeróżnych gatunków. Gdyby miał więcej czasu na decyzję, to zapewne wybrałby coś bardziej wyrafinowanego, lecz tym razem postanowił pozostać przy bezpiecznym bukiecie pomarańczowych tulipanów i równie bezpiecznej butelce umiarkowanie drogiego białego wina z odmiany Chardonnay.

Kroczył przed siebie pewnie i spokojnie - na przerwie lunchowej dokładnie przyjrzał się każdej mapie okolicy, więc wiedział doskonale, gdzie powinien pójść. Nie było możliwości, żeby się spóźnił. Minęły dwie i pół minuty a już wkraczał do niewielkiego ogródka na przedzie kamienicy, w której mieszkała siostra Oleandra. Minutę przed dwudziestą stanął przed jej drzwiami. Patrzył na zegarek na ręce i czekał, aż wybije godzina zero. Wtedy dopiero zapukał.
miss goodman
rage, maybe rage would lift me up, make me stand, make me walk—
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoka (177 centymetrów) i niekształtna; wąska talia, niemalże płaska klatka piersiowa, szerokie ramiona oraz krzywe, bocianowate nogi zaskarbiły jej w szkolnych latach niechlubne przezwisko - oset. Jej miodowe włosy, jeśli nie potargane, upięte są w niedbały kok, zaś spojrzenie błękitnych oczu kryje w sobie zmęczenie. Poza tym nosi się elegancko, choć mało kobieco, lubując się w idealnie skrojonych garniturach.

Severine Crouch
#2
25.08.2023, 16:25  ✶  
Niekiedy Severine potrafiła wyglądać jak należy; ciasno zasznurowany gorset naprawiał mankament, jakim był całkowity brak talii, a tym samym optycznie powiększał piersi i biodra, długa do kostek spódnica w kształcie litery "A" nie tylko zakrywała jej niekształtne nogi, ale też odwracała uwagę od szerokich ramion, upięte w niski kok włosy podkreślały długą szyję, cienkie czarne kreski nad powiekami oraz krwistoczerwona szminka nadawały jej nieco drapieżności, zaś stukot obcasów i unoszący się wokół niej kwiatowy zapach sprawiały wrażenie, jakoby rozmówca miał przed sobą przeciętną kobietę z wyższych sfer, aniżeli uzależnioną od laudanum wulgarną dziewuchę, która w głębokim poważaniu miała wiele ze społecznych norm.
Do tego bardzo mściwej, bowiem cały ten strój klauna - jak określała w myślach swoje ubranie - włożyła tylko po to, by utrzeć nosa wścibskiej sąsiadce, stale wypytującej ją o plany matrymonialne. Kilka dni wcześniej, zaczepiona przez nią przed wejściem do kamienicy, z udawaną troską komentując, że taka kobieta jak ona nie znajdzie sobie żadnego mężczyzny. Nie dowiedziała się, co miała na myśli, mówiąc taka, ale Severine miała wystarczająco kiepski dzień, by wybrać przemoc. Obiecała więc sobie, że baba się zesra.
W tym celu zamierzała niejako wykorzystać do tego Desmonda. Ot, taki mały niewinny żart, w który wplątała przyjaciela brata. Właśnie poprawiała niesforny kosmyk włosów, gdy usłyszała pukanie do drzwi. Jej wzrok natychmiast zatrzymał się na tarczy zegara, który wyprosiła z rodzinnego domu (odrobiną krzyków, płaczu i gróźb) i ze zdumieniem pomieszanym z podziwem stwierdziła, że młody Malfoy jest niezwykle punktualny. Otworzyła mu drzwi z przećwiczonym uśmiechem numer cztery (zwanym również "udawana radość z udawanej niespodzianki"), po czym rzuciła się młodzieńcowi na szyję. Ponad jego ramieniem dostrzegła, jak drzwi naprzeciwko się uchylają, a spomiędzy nich błyska łańcuch oraz para ciekawskich ślepiów.
— Ach, Desmondzie! Ależ nie musiałeś! — krzyknęła ostentacyjnie na widok kwiatów, po czym złożyła pocałunek na jego policzku, zostawiając na jego skórze czerwony ślad. Wciągnęła gościa do środka, zamknęła drzwi na kilka zamków, po czym wstawiła kwiaty do stojącego na komodzie w przedpokoju wazonu, niewątpliwie już przygotowanego. — Ha! Szkoda, że nie widziałeś miny, tej starej jędzy!
Roześmiała się, tym razem szczerze i podała Desmondowi chusteczkę. Sama przejęła od niego butelkę wina i poprowadziła go do salonu, gdzie wskazała mu jeden z dwóch obitych pluszem w kolorze butelkowej zieleni foteli lub kanapy w tym samym deseniu. Sama skierowała się w stronę barku, gdzie na srebrnej tacy stały dwa kieliszki. Jednym machnięciem różdżki wyciągniętej zza pasa spódnicy pozbyła się korka.
— W czym mogę pomóc? — zapytała, rozlewając biały trunek do kieliszków niemalże po sam szczyt — Przyłapali cię z dragami na nokturnie? Chcesz sobie dorobić na boku bez przypału? Tylko nie mów... — urwała, podając mu kieliszek — ...że jesteś oskarżony o molestowanie podwładnej, bo wylecisz stąd oknem. Najbardziej na świecie nienawidzę mężczyzn, którzy wykorzystują swoją pozycję dla wątpliwych moralnie uciech.
Upiła duży łyk wina, zerkając w tym czasie niby przypadkiem w stronę dwóch mugolskich szabli wiszących nad kominkiem.
Cień Prokrusta
the stronger becomes
master of the weaker
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
187 cm wzrostu, blond włosy i niebieskie oczy. Ubrany elegancko, od linijki, głównie w beże, brązy i błękity. Pachnie subtelnymi, cytrusowymi perfumami. Rzadko pokazuje emocje, mówi szybkim, oschłym monotonem. Porusza się spokojnie, dumnie i sztywno.

Desmond Malfoy
#3
04.09.2023, 15:55  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.09.2023, 23:49 przez Desmond Malfoy.)  
Wzdrygnął się, gdy Severine przekroczyła barierę jego przestrzeni osobistej. Kobieta mogła poczuć, jak jego mięśnie sztywnieją pod wpływem jej dotyku. Wydał z siebie zduszone sapnięcie, starając się nie okazać tego, jak bardzo niekomfortowa była to dla niego sytuacja. Gdzieś pod bukietem drogich perfum prawniczki wyczuł w jej zapachu znajomą nutę, która w pierwszej chwili wywołała w nim cichą nostalgię, w drugiej - ukłucie wstydu. Cóż, Severine bez wątpienia była siostrą swojego brata.
- Dzi-dzień dobry - mruknął, pozwalając się pocałować.
Szybko przekroczył próg i z ulgą zdjął marynarkę, aby odwiesić ją w holu.

Zaskoczyły go następne słowa kobiety i potrzebował chwili, żeby je przetrawić. Czy on przechodził przez to wszystko tylko dlatego, że Severine chciała utrzeć nosa jakiejś przypadkowej mugolce? Sfrustrowała go myśl o tym i poczuł się wręcz poniżony. Jeszcze gdyby wykorzystała go w jakimś szczytnym celu, to byłby w stanie to przełknąć, lecz tutaj naprawdę chodziło tylko i wyłącznie o odegranie się na czymś, co nawet nie miało na tyle rozwiniętego intelektu, żeby zasługiwać na miano człowieka. Powinien jednak spodziewać się po Severine podobnego zaangażowania płonne gierki towarzyskie, wszakże powszechnie wiadomym było, że kobiety po prostu nie mogą powstrzymać się od irracjonalnych działań prowokowanych przez histeryczne emocje, takie jak zazdrość i wstyd.

Przez dłuższą chwilę, tarł policzek chusteczką, którą podała mu prawniczka. Niezależnie od tego, jak mocno starał się usunąć ze swojej skóry ślad szminki, wciąż czuł na sobie jej gęste resztki.
- Dlaczego. Uh. Miałbym dotykać kobiety która. Nie jest moją. Żoną - odparł sucho, siadając na wskazanym przez Severine fotelu. Nie przestawał pocierać twarzy chusteczką, właściwie robił to tylko nachalniej. - Nie odurzam się. Ani. Nie. Potrzebuję pieniędzy mam ich wystarczająco zadziwia mnie jak. Bardzo. Niepochlebną opinię masz o mnie.

Milczał chwilę, patrząc, jak siostra Oleandra rozlewa wino. Upił niechętnie z wręczonego mu kieliszka i westchnął.
- Bardzo. Łagodny ten alkohol aż zapomniałem. Nie jestem przyzwyczajony czy masz coś mocniejszego - rzekł, następnie jednym sążnym łykiem zupełnie opróżnił cały kieliszek. - Moja sprawa to taka sprawa do opowiedzenia po kilku kolejkach ginu.
Właściwie wątpił, że kilka mu wystarczy. „Po co najmniej kilkunastu” brzmiało jednak dość niechlubnie, więc wolał to przemilczeć.

Spojrzał wtedy na wiszące nad kominkiem szable, którym przed momentem przyglądała się Severine. Wiedział, że subtelnie mu zagroziła, ale nieszczególnie się tym przejął. Myślami wciąż drążył temat swojego trudu i dyskomfortu, które przeżył na marne.
- Jeszcze jedno. Zanim zaczniemy - zagadnął raptownie, mrużąc oczy. - Jestem rozczarowany że to zrobiłaś. Nie powinnaś. Przecież to mugol. Jeśli. Cię drażni to można to zgnieść jak robaka.
Coś za coś, coś za coś, przysługa za przysługę. Spojrzał jej w oczy.
- Powiedz mi tylko słowo a cię wyręczę.
miss goodman
rage, maybe rage would lift me up, make me stand, make me walk—
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoka (177 centymetrów) i niekształtna; wąska talia, niemalże płaska klatka piersiowa, szerokie ramiona oraz krzywe, bocianowate nogi zaskarbiły jej w szkolnych latach niechlubne przezwisko - oset. Jej miodowe włosy, jeśli nie potargane, upięte są w niedbały kok, zaś spojrzenie błękitnych oczu kryje w sobie zmęczenie. Poza tym nosi się elegancko, choć mało kobieco, lubując się w idealnie skrojonych garniturach.

Severine Crouch
#4
10.09.2023, 23:30  ✶  
Roześmiana, z biodrami wciąż rozkołysanymi po roli, w jakiej wejście zadała sobie trud by utrzeć nosa niemalże obcej jej kobiecie, podeszła do Desmonda i pochyliła się nad nim, tak blisko, że pojedyncze kosmyki jasnych włosów spłynęły na twarz młodzieńca, którą tak rozpaczliwie pocierał chusteczką. Jakaś część jej duszy wiła się w dzikiej satysfakcji, widząc w jakim stanie jest młody Malfoy (w pierwszej chwili chciała zapytać, czy aby na pewno jest synem swego ojca) oraz mile połechtana faktem, że niejako ma nad nim w tej sytuacji władzę.
— Nie musiałeś od razu mi się zwierzać z tego, że jesteś prawiczkiem — odparła, patrząc mu przy tym prosto w oczy, jakby to w nich starała się znaleźć odpowiedź na nurtujące ją pytania — Chyba, że... — umilkła, marszcząc brwi — Nieważne.
Zostawiła zestresowanego chłopaka w spokoju i zajęła miejsce na kanapie naprzeciwko - tym razem jak przystało - i w milczeniu co kilka chwil unosiła swój kieliszek do ust, zostawiając na szkle karminowe odbicie swoich ust.
— Tu nie chodzi o ciebie, a o całe nasze... środowisko — odparła, z niezadowoleniem stwierdzając, że jej kieliszek w zawrotnym tempie stał się pusty. Odstawiła go na stolik kawowy — Zdziwiłbyś się, jak wielu twoich kolegów - synów czystokrwistych rodów, z rodzicami zajmującymi wysokie ministerialne stanowiska - wpadło w tarapaty, bo dojrzewali w przekonaniu, że wszystko im się należy. Naszym zadaniem, to znaczy prawników, są dyskretne działania, mające na celu, by wszystko rozeszło się po kościach.
Wzdrygnęła się na samą myśl o tym, ilu cynicznych chłopców w szytych na miarę włoskich garniturach broniła już w ramach swojej krótkiej pracy w kancelarii Crouchów, ile spraw zamieciono pod dywan, ile krzywd nie doczekało się sprawiedliwości. Z drugiej jednak strony, zarobiła na tym mnóstwo pieniędzy, a te były jej niezwykle potrzebne, zwłaszcza teraz, gdy chciała się wyrwać spod surowej miłości rodziców i odzyskać syna, którego istnienie zostało skrzętnie ukryte przed światem.
Pochyliła się do przodu, a jej brew mimowolnie uniosła się ku górze. Skoro nie przyszedł do niej z żadnym ze standardowych kłopotów, to w takim razie z czym? Ciekawość rozdzierała ją od środka, łącząc się jednocześnie z nieprzyjemnym uczuciem, jakim był lęk o Oleandra. W końcu obaj się przyjaźnili...
— Jeśli chcesz, żebym cię upiła, to trzeba było tak od razu — uśmiechnęła się, starając się zachowywać naturalnie, ale jakiś głos z tyłu głowy nadal krzyczał, że powinna zapytać Desmonda o swojego brata. Zignorowała go i podeszła do barku, nalewając dwie pełne szklanki ginu, po czym podała jedną z nich swojemu gościowi. Chwilę potem o mało nie udławiła się trunkiem, gdy poważna propozycja wyrwała się z jego ust. Przyglądała mu się przez chwilę, nie wiedząc, jak powinna odebrać jego słowa, lecz ten wzrok, to przeklęte przenikliwe spojrzenie utwierdzało ją w przekonaniu, że Malfoy mówi poważnie.
— Nie chcę, abyś cokolwiek z tym robił —  wyprostowała się — To moja sprawa.
Cień Prokrusta
the stronger becomes
master of the weaker
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
187 cm wzrostu, blond włosy i niebieskie oczy. Ubrany elegancko, od linijki, głównie w beże, brązy i błękity. Pachnie subtelnymi, cytrusowymi perfumami. Rzadko pokazuje emocje, mówi szybkim, oschłym monotonem. Porusza się spokojnie, dumnie i sztywno.

Desmond Malfoy
#5
09.11.2023, 20:08  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.11.2023, 20:16 przez Desmond Malfoy.)  
Gdy Severine spojrzała mu prosto w oczy, odwdzięczył się tym samym. Jego spojrzenie było chłodne i bez wyrazu, choć wewnętrznie czuł się lekko zdziwiony i mocno zniesmaczony. Dlaczego bycie prawiczkiem miałoby być złe? Jeśli od kobiet wymagało się czystości, to od mężczyzn tym bardziej powinno się, jako że to oni kontrolowali nazwiska rodowe oraz przenosili na swoje potomstwo najbardziej istotne cechy fizyczne i umysłowe. Świat byłby lepszy, gdyby ludzie przede wszystkim skupiali się poskramianiu swoich zwierzęcych żądzy. Zamiast oddawać się ślepemu podążaniu za przyjemnością, mogliby swoją potencję spożytkować w celu... Drgnął nagle, jakby coś sobie uświadomił.
– Chyba że. Chyba że co – burknął niemal gniewnie. – Jestem prawiczkiem.
Jakkolwiek przez parę sekund wyglądał na szczerze dotkniętego, postanowił nie ciągnąć tematu.

W milczeniu, ze ściągniętymi brwiami, słuchał kolejnych słów kobiety, które okazały się niewiele przyjemniejsze. Ona mogła się uśmiechać i powoli popijać wino, jakby to była błaha pogawędka, ale on nie mógł nie dostrzec, jak protekcjonalnie go właśnie traktowała. Był absolutnie świadomy, że jego rówieśnicy robią takie rzeczy. Ale on ich nie robił. Jego rodzice znacznie lepiej radzili sobie z wychowywaniem swoich dzieci, niż znaczna większość czystokrwistych rodów, łącznie z Crouchami. Wielokrotnie starał się pełnić rolę wzoru do naśladowania dla Oleandra, ale, cóż, nie był jego ojcem. Niektórych rzeczy nie da się przeskoczyć.

Dlaczego udawała teraz taką zszokowaną? Nie powiedział jej niczego złego, jego propozycja była absolutnie uprzejma i sformułowana na tyle delikatnie, żeby nadawała się nawet dla uszu damy, którą Severine nie była.
– Huh – mruknął zaskoczony, że nalała mu pełną ćwierćlitrową szklankę czystego ginu.
Tak czy siak, nie chciał wyjść na tchórzliwego, więc upił z niej na raz jedną trzecią. Musiał po tym odchrząknąć, siłą hamując twarz przed wykręceniem się w kwaśny grymas. Później znowu podjął temat swojego nieukontentowania:
– Jeśli to twoja sprawa to dlaczego mnie do niej. Użyłaś.
miss goodman
rage, maybe rage would lift me up, make me stand, make me walk—
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoka (177 centymetrów) i niekształtna; wąska talia, niemalże płaska klatka piersiowa, szerokie ramiona oraz krzywe, bocianowate nogi zaskarbiły jej w szkolnych latach niechlubne przezwisko - oset. Jej miodowe włosy, jeśli nie potargane, upięte są w niedbały kok, zaś spojrzenie błękitnych oczu kryje w sobie zmęczenie. Poza tym nosi się elegancko, choć mało kobieco, lubując się w idealnie skrojonych garniturach.

Severine Crouch
#6
10.12.2023, 23:32  ✶  
Gdy ich spojrzenia się spotkały, Severine uświadomiła sobie, że przez cały ten czas miała do czynienia z przerażonym dzieckiem. Nie wyglądała jednak na szczególnie tym przejętą; wręcz przeciwnie, bawiła się świetnie. Było to nieco okrutne i niepotrzebne, zwłaszcza gdy obserwowała jego walkę z alkoholem, ale nie mogła się powstrzymać przed odrobiną uszczypliwości. No, ale wynagrodzi mu to przecież. Jakoś. Kiedyś.
— Winszuję — odparła, po czym uniosła kieliszek do ust, zupełnie ignorując jego pytanie. Chyba że co, o nie, nie będzie sprowadzać tego miłego chłopca na manowce, informując mu, że są mężczyźni, którzy preferują innych mężczyzn - jeszcze przypadkiem namiesza mu w tej słodkiej nieskalanej główce...
— Dlaczego? Ponieważ, jeśli jeszcze nie zauważyłeś, nie jestem dobrym człowiekiem i egocentrycznie skupiam się na własnych potrzebach, zapominając przy tym o uczuciach innych osób — odpowiedziała niby szczerze, choć wcale nie zdawała się być przekonana o swoich słowach. Zupełnie tak, jakby recytowała nudną służbową formułkę w poniedziałkowy poranek. — Przepraszam. Nie powinnam tego robić, nie powinnam cię wykorzystywać to utarcia nosa tamtej babie, a już na pewno nie wciskać się w ten wkurwiający gorset. Nie no, chyba muszę się przebrać, bo mnie coś trafi...
Cień Prokrusta
the stronger becomes
master of the weaker
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
187 cm wzrostu, blond włosy i niebieskie oczy. Ubrany elegancko, od linijki, głównie w beże, brązy i błękity. Pachnie subtelnymi, cytrusowymi perfumami. Rzadko pokazuje emocje, mówi szybkim, oschłym monotonem. Porusza się spokojnie, dumnie i sztywno.

Desmond Malfoy
#7
11.06.2024, 17:06  ✶  
Gdy zorientował się, że Severine nie zamierzała odpowiadać na jego pytanie, pomyślał, że robi to ze złośliwości. Że z premedytacją próbowała zranić go przywiedzeniem na myśl tego, czym był prawdziwy powód jego wizyty. Czuł palącą gorycz, gdy kontemplował składowe przedsięwzięcia, które bezwiednie zaczął planować jeszcze wtedy, kiedy kompletnie nietrzeźwy patrzył w oczy Oleandra. Fakt, że coś takiego przyszło mu do głowy tak szybko, wywoływał u niego głęboki wstręt do samego siebie. Rozumiał jednak, że od środków bardziej liczy się cel a cel w tym wypadku wydawał się najwłaściwszym moralnie rozwiązaniem męczącego go od lat problemu.

Zwątpienie w mgnieniu oka odebrało mu chwiejnie wyintelektualizowany spokój - prawdopodobnie nie było to żadne najwłaściwsze moralnie rozwiązanie, tylko najłatwiejsze dla niego. Wyglądało na to, że samemu sobie opowiadał bajki o swojej własnej szlachetności i zaczynało go to bawić w wybitnie cyniczny sposób. Czy naprawdę aż tak poniży się dla przyjemności? Czysta desperacja. Powieka mu nie drgnęła, wypił kolejną trzecią szklanki.

Niemożliwym jednak było, aby kobieta kiedykolwiek dowiedziała się, do czego posłuży mu przysługa, o którą ją zaraz poprosi, tedy postarał się puścić ten drobny afront w niepamięć. Jej kolejne słowa były tak puste, że nie mógł powstrzymać się od okazania cienia pogardy na twarzy. 
- Nie zapominasz o uczuciach innych osób gdybyś w ogóle była do tego zdolna to byś nie odstawiała przedstawienia dla mugolki - powiedział monotonem. - Mimo wszystko wierzę. Że jednak. Jesteś dobrym człowiekiem.
Musiał pamiętać, że sianie niesnasek nie było w tej chwili rozsądnym wyborem.

Jego policzki zaczynały różowieć; wraz z uderzeniem gorąca poczuł pierwsze efekty połknęcia kilku szotów w dwóch łykach. Uśmiechnął się sztywno.
- Potrzebuję eliksiru wielosokowego - rzekł bezceremonialnie, stwierdziwszy ostatecznie, że nie powinien obdarowywać jej żadnymi zbędnymi informacjami.
miss goodman
rage, maybe rage would lift me up, make me stand, make me walk—
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoka (177 centymetrów) i niekształtna; wąska talia, niemalże płaska klatka piersiowa, szerokie ramiona oraz krzywe, bocianowate nogi zaskarbiły jej w szkolnych latach niechlubne przezwisko - oset. Jej miodowe włosy, jeśli nie potargane, upięte są w niedbały kok, zaś spojrzenie błękitnych oczu kryje w sobie zmęczenie. Poza tym nosi się elegancko, choć mało kobieco, lubując się w idealnie skrojonych garniturach.

Severine Crouch
#8
11.06.2024, 19:40  ✶  
Spojrzała na niego w taki sposób, w jaki patrzy się na człowieka, który właśnie powiedział coś niedorzecznego. Cyniczna uwaga cisnęła się na usta Severine, jakiś złośliwy komentarz, którym mogłaby zranić Desmonda, zachwiać jego niezwykle kruchą pewnością siebie (widziała to przecież w jego drżących dłoniach, jej uwadze nie umknęło to, w jaki sposób się wypowiadał - staccato - jakby płynność przynosiła mu pewne trudności) i czerpać radość z zadanego mu ciosu, ale... Po co właściwie chciała zadawać temu chłopakowi jakikolwiek cios? Młody Malfoy nie wyrządził jej przecież żadnej przykrości. Był dla niej miły, przyniósł nawet kwiaty o które prosiła - dlaczego więc zawzięcie próbowała go zranić? Czy chodziło o Oleandra? O to, by zemścić się na nim za wszystkie lata, atakując jego najbliższego przyjaciela? I znów wracała do punktu wyjścia - za co miałaby się na nim mścić? To nie na niego była przecież zła. Nie w ten wyniszczający sposób - irytował ją, jak już chyba miało w zwyczaju młodsze rodzeństwo, ale prawdziwy gniew Severine skierowany był przeciwko rodzicom.
Oleander był tylko dzieckiem. Desmond był tylko dzieckiem, nawet niewinniejszym niż jej brat, a na pewno bardziej nieśmiałym. A ona próbowała wciągać go w swoje godne pożałowania intrygi. Czy jako matka chciała, aby ktoś w taki sposób potraktował Atticusa? Oczywiście, że nie. Dlaczego więc zwracała się w taki sposób do czyjegoś syna?
Westchnęła więc, podniosła się z kanapy i podeszła do barku; nie chciała, aby teraz patrzył na jej wstyd, więc udała, że pilnie musi uzupełnić swoją szklankę z pokaźnych zapasów alkoholi, choć przecież była prawie pełna.
— Jesteś miłym chłopcem, Desmondzie — a ja jestem stara i zgorzkniała — Zupełnie nie rozumiem, dlaczego zadajesz się z tym gałganem, Olkiem...
Słowo gałgan wypowiedziała z taką czułością, że nie pozostawiało wątpliwości, że wcale nie miała tak na myśli. Ale czy chłopak to zrozumie? Kiedy stała do niego tyłem, nie mógł zobaczyć uśmiechu, jaki pojawił się na jej wargach.
Eliksir wielosokowy. Zaintrygowana odwróciła głowę w stronę Desmonda i upiła jeszcze kilka łyków trunku i wróciła na swoje miejsce. Po co, u licha, potrzebny był mu eliksir? I dlaczego przyszedł z tym akurat do niej?
Och. Czyżby planował zrobić coś nie do końca legalnego?
— Ile fiolek?
Cień Prokrusta
the stronger becomes
master of the weaker
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
187 cm wzrostu, blond włosy i niebieskie oczy. Ubrany elegancko, od linijki, głównie w beże, brązy i błękity. Pachnie subtelnymi, cytrusowymi perfumami. Rzadko pokazuje emocje, mówi szybkim, oschłym monotonem. Porusza się spokojnie, dumnie i sztywno.

Desmond Malfoy
#9
11.06.2024, 20:52  ✶  
Wyczuwał ze strony prawniczki dziwne, nieoczekiwane emocje, ale nie potrafił określić czym dokładnie one były, ani skąd się wzięły. Gdyby nie ta alkoholowa lekkość i uspokajający szum w uszach, zapewne zesztywniałby przez ten chaos mieszanych sygnałów.

Poruszył się na krześle w źle skrywanym oczekiwaniu, gdy Severine westchnęła. Spodziewał odpowiedzi, prawdopodobnie bezsensownie kąśliwej lub niewieścio wzburzonej, ale z jej ust nie padło nawet słowo. W ciszy obserwował, jak kobieta podnosi się z fotela i odwraca w kierunku barku. Ospałym spojrzeniem przesunął po jej sylwetce od stóp do głów, nagle wracając do jej bioder. Czy właśnie tam powinien patrzeć? Mężczyźni, mając okazję, lubili patrzeć na kobiece pośladki. Czy to była normalna rzecz do zrobienia w takiej sytuacji?

Spróbował duszkiem opróżnić resztę ginu i nieomal nie trafił szklanką do ust, na szczęście Severine nie mogła tego widzieć.

Nerwowo zassał powietrze, gdy wyłapał imię Oleandra w co najmniej nieadekwatnej wypowiedzi prawniczki. Używała bardzo nietypowego, niemal karykaturalnego tonu, przez co nie mógł się zorientować, czy mówi to na poważnie, czy próbuje właśnie żartować. Albo kpić. Sądząc po nagłym ukłuciu bólu w piersi, jego pierwszym instynktem było uznanie tego za idiotycznie celny przytyk z jej strony. Nie zamierzał dać za wygraną i odepchnął od siebie myśli o młodszym Crouchu.
- Dziękuję. Chyba - mruknął, opierając oba łokcie na ramionach fotela. - My teraz ze sobą nie rozmawiamy dolałabyś mi może więcej alkoholu.
Ah, jednak powiedział za dużo. Stresowi trudno było przedrzeć się przez przygniatający go bezwład upojenia. Chwiejnym ruchem wyciągnął w jej kierunku pustą szklankę.

Po chwili milczenia oderwał wzrok od miernego pejzażu na ścianie i skupił się na oczach Severine - na szczęście nie brązowych, a błękitnych. Przynajmniej tym szczegółem nie mogła zmuszać go do myślenia o jej bracie. Musiał po prostu zapomnieć o zapachu.
- Dwie - odparł na jej pytanie, skinąwszy głową.
miss goodman
rage, maybe rage would lift me up, make me stand, make me walk—
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoka (177 centymetrów) i niekształtna; wąska talia, niemalże płaska klatka piersiowa, szerokie ramiona oraz krzywe, bocianowate nogi zaskarbiły jej w szkolnych latach niechlubne przezwisko - oset. Jej miodowe włosy, jeśli nie potargane, upięte są w niedbały kok, zaś spojrzenie błękitnych oczu kryje w sobie zmęczenie. Poza tym nosi się elegancko, choć mało kobieco, lubując się w idealnie skrojonych garniturach.

Severine Crouch
#10
11.06.2024, 22:05  ✶  
Oczywiście, że była wzburzona - była jak spiętrzona fala, która lada moment miała rozbić się o port i wedrzeć na ląd. Każdy najmniejszy nawet czynnik był w stanie wyprowadzić ją z równowagi i zachwiać jej i tak mocno nadwyrężonym już zdrowiem psychicznym. Nie było to jednak nic związanego bezpośrednio ze wścibską mugolską sąsiadką, dzisiejszą wizytą Desmonda, ani faktem, że Oleander był chyba najbardziej rozpieszczonym gówniarzem Wielkiej Brytanii. Severine cierpiała. Severine była chodzącą raną, niegojącym rozcięciem, z którego bezustannie sączyła się obrzydliwa ropa. Severine całą sobą krzyczała błagalnie o ratunek, a choć wytężała bezustannie swój głos, nikt nie był w stanie usłyszeć chociażby szeptu.
Skąd Desmond miał o tym wszystkim wiedzieć? Dla niego Crouch musiała być z pewnością szalona; niegdyś wschodząca gwiazda prawniczego świata, dziś rozedrgana emocjonalnie kobieta, która ukojenia szukała w alkoholu i opium lub najlepszym połączeniu tychże - laudanum. Zakładając, że w ogóle ktoś zastanawiał się nad tym, co się z nią działo, zamiast spoglądać pogardliwie na upadłą kobietę.
Zaskoczyła ją wiadomość o Oleandrze. Była pewna, że obaj chłopcy są nierozłączni; splątani ze sobą na zawsze. Nie wyobrażała sobie brata w towarzystwie kogoś innego niż Desmond. Z drugiej jednak strony, czy ona i Loretta nie prowadziły od czasu do czasu ze sobą wojen, a mimo to ich przyjaźń trwała od Hogwartu? Ale to było coś zupełnie innego; ona była w niej zakochana.
— Dlaczego? — zapytała mimowolnie, nim zdążyła się zastanowić. Przeklęta prawnicza ciekawość; musiała znać wszystkie brudy swoich klientów, by druga strona nie zaskoczyła jej argumentacją. — Jasne.
Zdążyła już usiąść, zatem chwyciła za różdżkę, leżącą gdzieś obok niej na kanapie (omal na niej nie usiadła) i przywołała do siebie butelkę ginu, a później ponownie napełniła szklankę Desmonda.
— Postaram się załatwić na środę, najpóźniej piątek — rzuciła — Nie pij tak szybko, jeśli nie chcesz, żeby zmiotło cię z planszy.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Desmond Malfoy (2593), Severine Crouch (2575)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa