- Po co ma być bogaty skoro ma bogatego alfonsa? - zapytał bez mrugnięcia okiem, sięgając po stojącą przed nim szklankę i upijając odrobinę alkoholu. Jej krótką przemowę skomentował w pierwszym momencie rozbawionym uniesieniem brwi. - 'Ta jedyna' to co najwyżej jego prawa ręka, ale oprócz tego brzmi na całkiem przyjemnego jegomościa. Ale muszę ci przyznać, bardzo ładnie ci wychodzi podsumowanie tego typu rzeczy, powinni cię zatrudnić do pisania ulotek na tego typu wydarzenia. Ludzie waliliby drzwiami i oknami. Ale też niestety nie, nie musisz nawet kiwnąć małym paluszkiem w przypadku Matthiew, a ja dzisiaj się tutaj cudownie bawię - co prawda fakt, że tutaj obydwoje ze Stanleyem byli, było trochę jednym wielkim nieporozumieniem, bo Borgin powinien zostać z miejsca wzięty za rączkę i odprowadzony przed oblicze sprawiedliwości (no chyba że pójdzie jakiś retcon XD).
Kiedy Lorraine zachichotała i mówiła dalej, Atreus na moment ściągnął usta w delikatnym grymasie, jakby przyłapała go właśnie i wypowiedzianym zdaniem uderzyła w punkt. Westchnął, a potem uśmiechnął się do niej znowu, palcem wskazującym przejeżdżając po nosie w wymownym geście.
- W życiu nie posunąłbym się do czegoś takiego, nawet jeśli brzmiałoby to jak idealna robota dla niej - powiedział sucho, jakby czytał podsunięty naprędce tekst napisany na kolanie przez kogoś innego.
Cokolwiek natomiast padało ze sceny, przelatywało mu gdzieś koło ucha jak co najwyżej natrętna mucha. Bulstrode'a niekoniecznie interesowało to jak ustawione na scenie dziewczyny próbowały jak najlepiej zaprezentować się Matthewowi, bo po trochu był zdania że nikt kto nie brał udziału w tym całym przedsięwzięciu ironicznie nie był warty uwagi.
Z całkowitej ignorancji wobec przedstawienia na scenie wyrwały go oklaski i podekscytowane okrzyki. Jasne spojrzenie najpierw przeniosło się w kąt sali, gdzie rozanielony Mulciber darł się do... córki? Atreus zmarszczył na moment brwi, znowu spojrzał na rudowłosą dziewczynę, a potem parsknął rozbawiony. Ale potem wzrok zogniskował się na twarzy towarzyszącego jej mężczyzny i już nie było mu tak do śmiechu. Przez moment, bardzo krótki z resztą, miał szczerą nadzieję że faktycznie była to Maeve, głupio bawiąca się w podszywanie Borgina, ale wokół stojącej na scenie osoby nie malowała się szaro-zielona aura Changówny. W sumie to nic się nie malowało.
- Robert chyba dostał udaru - rzucił złośliwie, osuszając zaraz do końca swój alkohol. Pewnie gdyby wuja tutaj nie było, to w ogóle by się nie zorientował co to za dziewczyna stoi na scenie. Brakowało mu jednak trochę rezonu, bo myśli pędziły teraz tylko w stronę znajdującego się na scenie osobnika.