08.05.2024, 14:44 ✶
- ...słyszałeś, że otworzyli nowy sklep na Horyzontalnej?
– To skandal jak bardzo zdrożały różdżki. Za moich czasów...
– Brygada Uderzeniowa ostatnio przeszukiwała mieszkanie starego Scarge'a.
- ...podobno na jesieni ma być kolejny bal...
Głosy rozbrzmiewały gdzieś w tle: zwykły szum Pokątnej po południu. Przez kawiarnię przewalał się tłum ludzi, w ciepły, sierpniowy wieczór szukających tutaj ochłody, porcji lodów oraz szklanki lemoniady. Strzępy rozmów docierały do uszu Florence, nie poświęcała im jednak wiele uwagi. Mieszała właśnie łyżeczką w filiżance swojej kawy, do której dodała mleka i wyglądała na ruchliwą ulicę przez okno, przy którym miejsce zajęła. Obok filiżanki leżał notes w skórzanej oprawie i naszykowane już pióro, zaczarowane tak, że napełnione atramentem chwilowo nie wymagało dostępu do kałamarza. W notesie znajdowały się najważniejsze notatki na temat klątwy żywiołów: oczywiście nie wszystkie. Z wszystkimi nie chodziłaby tak po prostu po ulicach, bo cenniejsze były dla niej od galeonów w kieszeni. Ale wszystkie, jakich mogła potrzebować do dzisiejszej rozmowy.
Florence czekała.
Nie była to w stu procentach spotkanie biznesowe, ale można było uznać je za „spotkanie w interesach”. Bulstrode postawiła więc na strój prosty, jak zwykle u niej mało strojny, niemal pozbawiony ozdób, ale za to elegancki tą elegancją wyrażającą się starannym doborem jego elementów i wysoką jakością szycie. Lniana, biała koszula z rękawami do łokci, dobra na sierpniowe upały, dobrze komponowała się z jasnoniebieską spódnicą, kompozycji zaś dopełniały torebka i buty w tym samym kolorze. Twarz Florence, blada mimo pełni lata, nie nosiła choćby śladu makijażu, a jej kasztanowe włosy związano w ciasny kok – użycie Ulyzanny Potterów gwarantowało, że żaden kosmyk nie wymknie się z tej misternej fryzury.
W swoich badaniach nad klątwą żywiołów, potrzebowała historyka. Tak się przypadkiem złożyło, że pewien historyk, z którym miała wspólnych znajomych – nic specjalnie dziwnego, bo był zaledwie dwa lata niżej od niej w Hogwarcie, zresztą na tym samym roczniku, co kuzyn Florence oraz jedna z jej nielicznych przyjaciółek – niedawno przybył do kraju. On był skłonny zainteresować się sprawą, a Bulstrode była skłonna zapłacić parę galeonów (nie całą masę, nie była bogaczką, nie korzystała z rodowego skarbca, ale i nie wymagała nie wiadomo czego, a tylko drobnego ukierunkowania) za wskazanie, gdzie należałoby szukać potrzebnych źródeł…
– To skandal jak bardzo zdrożały różdżki. Za moich czasów...
– Brygada Uderzeniowa ostatnio przeszukiwała mieszkanie starego Scarge'a.
- ...podobno na jesieni ma być kolejny bal...
Głosy rozbrzmiewały gdzieś w tle: zwykły szum Pokątnej po południu. Przez kawiarnię przewalał się tłum ludzi, w ciepły, sierpniowy wieczór szukających tutaj ochłody, porcji lodów oraz szklanki lemoniady. Strzępy rozmów docierały do uszu Florence, nie poświęcała im jednak wiele uwagi. Mieszała właśnie łyżeczką w filiżance swojej kawy, do której dodała mleka i wyglądała na ruchliwą ulicę przez okno, przy którym miejsce zajęła. Obok filiżanki leżał notes w skórzanej oprawie i naszykowane już pióro, zaczarowane tak, że napełnione atramentem chwilowo nie wymagało dostępu do kałamarza. W notesie znajdowały się najważniejsze notatki na temat klątwy żywiołów: oczywiście nie wszystkie. Z wszystkimi nie chodziłaby tak po prostu po ulicach, bo cenniejsze były dla niej od galeonów w kieszeni. Ale wszystkie, jakich mogła potrzebować do dzisiejszej rozmowy.
Florence czekała.
Nie była to w stu procentach spotkanie biznesowe, ale można było uznać je za „spotkanie w interesach”. Bulstrode postawiła więc na strój prosty, jak zwykle u niej mało strojny, niemal pozbawiony ozdób, ale za to elegancki tą elegancją wyrażającą się starannym doborem jego elementów i wysoką jakością szycie. Lniana, biała koszula z rękawami do łokci, dobra na sierpniowe upały, dobrze komponowała się z jasnoniebieską spódnicą, kompozycji zaś dopełniały torebka i buty w tym samym kolorze. Twarz Florence, blada mimo pełni lata, nie nosiła choćby śladu makijażu, a jej kasztanowe włosy związano w ciasny kok – użycie Ulyzanny Potterów gwarantowało, że żaden kosmyk nie wymknie się z tej misternej fryzury.
W swoich badaniach nad klątwą żywiołów, potrzebowała historyka. Tak się przypadkiem złożyło, że pewien historyk, z którym miała wspólnych znajomych – nic specjalnie dziwnego, bo był zaledwie dwa lata niżej od niej w Hogwarcie, zresztą na tym samym roczniku, co kuzyn Florence oraz jedna z jej nielicznych przyjaciółek – niedawno przybył do kraju. On był skłonny zainteresować się sprawą, a Bulstrode była skłonna zapłacić parę galeonów (nie całą masę, nie była bogaczką, nie korzystała z rodowego skarbca, ale i nie wymagała nie wiadomo czego, a tylko drobnego ukierunkowania) za wskazanie, gdzie należałoby szukać potrzebnych źródeł…