31.12.2022, 11:53 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 31.12.2022, 11:54 przez Brenna Longbottom.)
– Ja… nie jestem pewien. Nie widziałem jej z papierosem – powiedział Brygadzista. Miotał się wewnętrznie, spocił nawet trochę na twarzy i chociaż Ollivander właściwie nic nie robił, to chłopak czuł się prawie, jakby odpowiadał na lekcji transmutacji w Hogwarcie! A to nie było miłe spojrzenie, oj nie. – Ale jestem na szkoleniu dopiero od trzech tygodni – dodał desperacko. W dodatku większość tego czasu spędził na wkuwaniu przepisów i ćwiczeniu niezbędnych w pracy zaklęć.
Na szczęście pojawienie się Brenny uratowało go przed dalszą inwigilacją w kwestiach papierosowych.
– Jasne – zapewniła wesoło, kiedy Fergus spytał o wywoływanie demonów. – Widzisz, klucz to mieć odpowiednią przynętę. Ludzie próbują jakichś głupot, w rodzaju włosów dziewic i łez jednorożca, a żeby takiego skusić, potrzeba po prostu wieeeelkieeego tortu czekoladowego.
Nie przejmowała się specjalnie ewentualnymi plotkami, a jej szef akurat doskonale wiedział, w jaki sposób Brenna „wyciąga” informacje, więc gdyby dotarły do jego uszu, uznałby pewnie tylko, że lepiej tak niż gdyby cały Londyn się dowiedział, że BUM ma widmowidza…
– Dzięki. – Przyjęła serwetkę i wytarła krew. Ot rozwiązanie zagadki tej było prozaiczne, ta pociekła z nosa, a Brenna nieudolnie próbując się jej pozbyć wierzchem dłoni, tylko tę rozsmarowała bardziej. Serwetka z Dziurawego Kotła w usuwaniu juchy przydała się bardziej niż sama ręka. – Skontaktuję się z państwem jak najszybciej się da, panie Ollivander. Musimy sprawdzić i zrobić kilka rzeczy – wyjaśniła. Twarz kobiety widziała krótko, niezbyt dokładnie, musiała poprosić Mavelle o portret pamięciowy…
– Eee… nie szkodzi – zapewnił Sadwick pana Ollivandera, gdy ten zaczął przepraszać za swojego syna, chociaż Brygadzista jako żywo nie rozumiał, za co go przepraszają. (Godzina z Brenną zresztą wystarczyła, aby słowa Fergusa wydawały się mu jak najbardziej normalne.) Z pewną rozpaczą spojrzał za Brenną i Fergusem, gdy ci razem znikli w sklepie – bo kobieta nie szarpała się, po prostu pozwalając pociągnąć do środka. Po pierwsze, ciastek nie odmawiała, po drugie Fergus najwyraźniej bardzo chciał zniknąć z oczu ojca.
– Przykro mi, że tyle pracy poszło na marne, ale postaramy się tę parkę dorwać – obiecała solennie, posłusznie wędrując razem z młodszym Ollivanderem. Mogła pochwycić ciasteczko, zanim znikną, przy okazji dając chłopakowi pretekst do ukrycia się przed rodzicielem. Trochę cukru po tym całym transie było zresztą jak zbawienie.
Na szczęście pojawienie się Brenny uratowało go przed dalszą inwigilacją w kwestiach papierosowych.
– Jasne – zapewniła wesoło, kiedy Fergus spytał o wywoływanie demonów. – Widzisz, klucz to mieć odpowiednią przynętę. Ludzie próbują jakichś głupot, w rodzaju włosów dziewic i łez jednorożca, a żeby takiego skusić, potrzeba po prostu wieeeelkieeego tortu czekoladowego.
Nie przejmowała się specjalnie ewentualnymi plotkami, a jej szef akurat doskonale wiedział, w jaki sposób Brenna „wyciąga” informacje, więc gdyby dotarły do jego uszu, uznałby pewnie tylko, że lepiej tak niż gdyby cały Londyn się dowiedział, że BUM ma widmowidza…
– Dzięki. – Przyjęła serwetkę i wytarła krew. Ot rozwiązanie zagadki tej było prozaiczne, ta pociekła z nosa, a Brenna nieudolnie próbując się jej pozbyć wierzchem dłoni, tylko tę rozsmarowała bardziej. Serwetka z Dziurawego Kotła w usuwaniu juchy przydała się bardziej niż sama ręka. – Skontaktuję się z państwem jak najszybciej się da, panie Ollivander. Musimy sprawdzić i zrobić kilka rzeczy – wyjaśniła. Twarz kobiety widziała krótko, niezbyt dokładnie, musiała poprosić Mavelle o portret pamięciowy…
– Eee… nie szkodzi – zapewnił Sadwick pana Ollivandera, gdy ten zaczął przepraszać za swojego syna, chociaż Brygadzista jako żywo nie rozumiał, za co go przepraszają. (Godzina z Brenną zresztą wystarczyła, aby słowa Fergusa wydawały się mu jak najbardziej normalne.) Z pewną rozpaczą spojrzał za Brenną i Fergusem, gdy ci razem znikli w sklepie – bo kobieta nie szarpała się, po prostu pozwalając pociągnąć do środka. Po pierwsze, ciastek nie odmawiała, po drugie Fergus najwyraźniej bardzo chciał zniknąć z oczu ojca.
– Przykro mi, że tyle pracy poszło na marne, ale postaramy się tę parkę dorwać – obiecała solennie, posłusznie wędrując razem z młodszym Ollivanderem. Mogła pochwycić ciasteczko, zanim znikną, przy okazji dając chłopakowi pretekst do ukrycia się przed rodzicielem. Trochę cukru po tym całym transie było zresztą jak zbawienie.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.