Był taki dzień w to lato, kiedy zdał sobie sprawę z tego, że kiedy cokolwiek poszło nie tak, jak powinno, Flynn spodziewał się skarcenia, gniewu, krzyku, złości... uderzenia. To było w nim już zakorzenione - Alexander nie mógł się tego wyprzeć i teraz było widać dlaczego. Zatoczyli koło do 1969 roku, do tego pięknego sierpniowego poranka, kiedy znów pojawił się w Fantasmagorii i pokazał się od swojej najgorszej strony. Nie, nie lubił być niczyim rozczarowaniem i zabijało go to, wmawiał sobie ciągle, że nie chciał tu być, chociaż gdyby faktycznie nie chciał tu być, to by stąd odszedł. No i co? Myślenie w ten sposób nie czyniło go wcale kimś zdolnym do zmiany.
Nigdy nie dorósł. Przyłapał się na tym już dawno. Nigdy nie dorósł. Płakał sobie nad tym swoim żałosnym losem, narzekał na zły obrót spraw, robił słodkie miny do złej gry, coś tam paplał o chęci zmiany, a na końcu i tak zawsze wracał do tego miejsca. Do bycia rwącą rzeką, burzą emocji w formie wody porywającej ze sobą wszystko i innych na fali obelg i wulgaryzmów. Wtedy zalewał nimi Laylę, dzisiaj - Alexandra. Darł się, bo odreagowywał to co go dusiło. Nie mógł już chować głowy w piasek i manipulować, więc przelewał to na innych. On, garbusek i jąkała, niecierpliwy, zmienił w ciągu ostatniego słowotoku ułożenie ciała jakieś siedem razy. Z tą swoją miną, jakby przed tym uderzeniem chciał mu jeszcze napluć w twarz: przypomnij sobie.
Próbował się przed tym ciosem
bezskutecznie uchylić.
- Pamiętasz jak jebnąłeś mi tak ostatnio? To dopiero była kurwa noc. - Wysyczał, łapiąc się za gębę w miejscu uderzenia. Najwyraźniej go to bawiło. I znowu był tym człowiekiem, który się tam wtedy pojawił znikąd i prosił o drugą szansę, a później... A później wrzeszczał i robił cholerny teatrzyk. Bo nienawidził siebie przez większość czasu, ale istniały też takie momenty - urywki bycia zakochanym w sobie skurwysynem, czerpiącym dziwną przyjemność z tego, że udało mu się kogoś sprowokować. Znowu kogoś wkurwił. Wkurwiał swoim ubiorem, swoim maniakalnym spojrzeniem, swoimi chamskimi odzywkami. Wzbudzał emocje. I chociaż wolał doprowadzać do wybuchu takie osoby jak Cain, bo w nagrodę dostawał najlepszy seks swojego życia, to wciąż...
Halo, to co było widać w jego oczach to była wciąż euforia. Za kilka godzin przykryje ją olbrzymi smutek kiedy zorientuje się w tym, co znowu odpierdalał. Znowu rujnował własne życie. Ale teraz? Teraz widział go prawdziwego, widział to co Alexander w sobie dusił. Byli tacy sami. Byli sobie równi.
Nawet nie próbował się bronić. Osłonił się tylko rękoma tak, żeby nie wyrżnąć twarzą o bruk.
Wstał, odwrócił się w stronę wozu i kopnął zamknięte już drzwi.
- Będziesz za mną ryczał, rozumiesz to? BĘDZIESZ ZA MNĄ KURWA RYCZAŁ.
To on miał nad tym wszystkim kontrolę. I to on postanowił stąd odejść.
Nigdy nie dorósł. Przyłapał się na tym już dawno. Nigdy nie dorósł. Płakał sobie nad tym swoim żałosnym losem, narzekał na zły obrót spraw, robił słodkie miny do złej gry, coś tam paplał o chęci zmiany, a na końcu i tak zawsze wracał do tego miejsca. Do bycia rwącą rzeką, burzą emocji w formie wody porywającej ze sobą wszystko i innych na fali obelg i wulgaryzmów. Wtedy zalewał nimi Laylę, dzisiaj - Alexandra. Darł się, bo odreagowywał to co go dusiło. Nie mógł już chować głowy w piasek i manipulować, więc przelewał to na innych. On, garbusek i jąkała, niecierpliwy, zmienił w ciągu ostatniego słowotoku ułożenie ciała jakieś siedem razy. Z tą swoją miną, jakby przed tym uderzeniem chciał mu jeszcze napluć w twarz: przypomnij sobie.
Próbował się przed tym ciosem
Rzut PO 1d100 - 54
Sukces!
Sukces!
bezskutecznie uchylić.
- Pamiętasz jak jebnąłeś mi tak ostatnio? To dopiero była kurwa noc. - Wysyczał, łapiąc się za gębę w miejscu uderzenia. Najwyraźniej go to bawiło. I znowu był tym człowiekiem, który się tam wtedy pojawił znikąd i prosił o drugą szansę, a później... A później wrzeszczał i robił cholerny teatrzyk. Bo nienawidził siebie przez większość czasu, ale istniały też takie momenty - urywki bycia zakochanym w sobie skurwysynem, czerpiącym dziwną przyjemność z tego, że udało mu się kogoś sprowokować. Znowu kogoś wkurwił. Wkurwiał swoim ubiorem, swoim maniakalnym spojrzeniem, swoimi chamskimi odzywkami. Wzbudzał emocje. I chociaż wolał doprowadzać do wybuchu takie osoby jak Cain, bo w nagrodę dostawał najlepszy seks swojego życia, to wciąż...
Halo, to co było widać w jego oczach to była wciąż euforia. Za kilka godzin przykryje ją olbrzymi smutek kiedy zorientuje się w tym, co znowu odpierdalał. Znowu rujnował własne życie. Ale teraz? Teraz widział go prawdziwego, widział to co Alexander w sobie dusił. Byli tacy sami. Byli sobie równi.
Nawet nie próbował się bronić. Osłonił się tylko rękoma tak, żeby nie wyrżnąć twarzą o bruk.
Rzut PO 1d100 - 83
Sukces!
Sukces!
Wstał, odwrócił się w stronę wozu i kopnął zamknięte już drzwi.
- Będziesz za mną ryczał, rozumiesz to? BĘDZIESZ ZA MNĄ KURWA RYCZAŁ.
To on miał nad tym wszystkim kontrolę. I to on postanowił stąd odejść.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.