• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[4 VIII 72, Potańcówka] Qui peut croire que l'été nous reviendra | S & S & M

[4 VIII 72, Potańcówka] Qui peut croire que l'été nous reviendra | S & S & M
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#1
11.03.2024, 14:44  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.10.2024, 23:03 przez Król Likaon.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Morpheus Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic I

4 VIII 1972, Potańcówka
Septima, Samuel & Morpheus

Podczas przyjęć czas płynie szybko i płynie bardzo wolno. Zwłaszcza gdy cała zabawa wygląda jak wyjęta z baśniowej krainy, a światełka i magiczne pyłki w powietrzu tylko upiększają świat, pozwalając umysłowi otworzyć się na doznania wyobraźni, nadpisać to, co tylko zasugerowane i zmętniać osądy. Morpheusa nieco nosiło, więc, zamiast usiąść przy stolikach, poprowadził pannę Ollivander  ku mniej formalnym przestrzeniom, podobnym rzymskim zabawom, gdzie ciało mogło odpocząć na siedząco. Spotkali przy tym Samuela, który już wcześniej chciał zagaić do towarzyszki Longbottoma, więc razem stworzyli mały, faeryczny dwór Księcia Kniei, wypoczywający pośród roślin, pod pięknym rozgwieżdżonym niebem.

— Więc, oczywiście, Samuel uznał, że nie umiem pływać — opowiadał znad kieliszka Morpheus o pierwszym spotkaniu z McGonnagalem po latach. On, Książę Kniei oraz Septima siedzieli na jednym z udawanych koców piknikowych, to znaczy, siedzieli było bardzo oględnym stwierdzeniem, bo Morpheus leżał, z głową ułożoną na kolanach Septimy, na brzuchu trzymając talerz z owocami, które podawał swoim rozmówcom. Bardzo próbował nie pochlapać się winem.  — A to naprawdę topił się Neil, w sensie, chyba ktoś deportował do jeziora syrenę i ona próbowała go zjeść... — Morpheusowi trochę plątał się już język. — Znalazłeś tę Syrenę?

Czarodziej na szczęście był na tyle przytomny, że nie wspominał o tym, jak skończył się wieczór ratowania francuskiego wilkołaka, lata ukrywania pewnych faktów ze swojego życia sprawiały, że nawet upojony magicznymi drinkami umysł nie zdradzał pewnych rzeczy. Nie opowiadał o pracy, o miłości i czasozmieniaczu nawet całkowicie odcięty od świadomości. Przypomniał sobie o Neilu i szukał go pośród imprezowiczów, może też by dołączył do spotkania na leśnej polanie, na wiecu wróżek? Nie znalazł go jednak i myśl zaraz uleciała z głowy, zgnieciona jak zjedzone przez niego winogrono w oczekiwaniu na odpowiedź. Zapomniał, że już o tym pisali, w lipcu.



And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
przybłęda z lasu
The way to get started is to quit talking and begin doing.
wiek
26
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
stolarz
Jasne jak zboże włosy, jasnobłękitne oczy. 183 cm wzrostu, szczupła ale dobrze zbudowana sylwetka. Ubiera się prosto, choć jego rysy zdradzają arystokratyczne pochodzenie. Ma spracowane ręce i co najmniej kilkudniowy zarost.

Samuel McGonagall
#2
01.04.2024, 14:43  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.04.2024, 14:43 przez Samuel McGonagall.)  
Samuel siedział na tym udawanym pikniku pośród udawanych drzew udawanej Kniei i próbował nadal udawać Księcia, skoro posrebrzany diadem lśnił mu mocno osadzony między jasnymi, przyciętymi kosmykami. Przyjął zaproszenie, głównie jednak z powodu Septimy Ollivander, aniżeli Morpheusa, który co prawda zaprosił go na tę potańcówkę, ale samym tym zaproszeniem wprowadził na tyle dużo zamieszania... Teraz to już nie było tak istotne jak godzinę czy dwie temu, teraz można było jeść z patery, sięgając po owoce lub wysuwając je z palców leżącego mężczyzny.

– Tak było. Syreny na szczęście nie odnalazłem, istnieje szansa więc, że trafiła niedługo potem do swojego habitatu. – tak to było z pół dzikim mężczyzną, który całe życie spędził w tej prawdziwej Kniei. Czasem zdarzało mu się sięgnąć po specjalistyczną wiedzę pozostawioną mu przez matkę i brzmiał nienaturalnie dobrze. – Zazdroszczę trochę, chciałbym zobaczyć syrenę w pełnej okazałości, miałem szanse widzieć je tylko na rycinach w książkach pozostawionych przez dziadka. – westchnął patrząc w kierunku parkietu, choć nie interesował się ruchami zebranych tam par, ani ich strojami, a raczej mirażem zmrożonego jeziora.

Kolejne winogrono znalazło się w ustach, zamyślony, trochę nieobecny, przypominał jak nigdy wcześniej swojego ojca, choć nie robił tego w żaden sposób świadomie.
– Brenna cały czas mnie namawia na wyjazd poza Dolinę. Ostatnio dała mi nawet przewodnik po magicznym Londynie. Zupełnie jakby nie wiedziała – powiedział być może więcej niż chciał powiedzieć, nawykiem kogoś, kto zbyt wiele czasu spędził w samotności mówiąc do siebie.
Ćma
So here we are reinventing the wheel
Ambition tearing out the heart of you,
Carving lines into you
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Smukła, dość wysoka jak na kobietę (172cm), niewyróżniająca się z tłumu. To co zapamiętasz po kilkusekundowej migawce, to jej ciemne włosy i jasne oczy. Jakiego koloru? Tutaj już poeci i ewentualni adoratorzy mogą się popisać, my sobie nie będziemy tym głowy zawracać. Włosy, naturalnie przypominające puchową szopę, ujarzmia zaklęciami wygładzającymi. Niewielu wie, że jest pół-człowiekiem pół-pudlem, bo ten rytuał pielęgnacyjny odprawia już od 10 roku życia (dziękuję ci, świętej pamięci mamo!!) W półmroku całkiem ładna, ale dużo traci w starciu z bezlitosnym słońcem. Ujawni sińce pod oczyma i bladą, nawet trochę szarą cerę. Czasami nakreślą się na licu jakieś inne kolory, ale musiałbyś kazać jej się przebiegnąć, albo porobić kilka pajacyków (może też wtedy zemdleć, więc to ryzykowna gra). Nie potrafi ubrać się stosownie do okazji. Jeżeli widzisz ją paradującą w drogiej, czarodziejskiej szacie i długich kolczykach, to całkiem prawdopodobne, że nie idzie na randkę, ale po ziemniaki na ryneczku. Głos ma raczej niższy, niż wysoki, ale wyjątkowo młody, trochę nawet dziecinny. Uśmiecha się często, ale raczej nie do ludzi. Trochę ekscentryczna, może nawet dziwna, ale JESZCZE nie świr, którego omija się okrągłym łukiem. Zawsze pachnie wiśnią. Prawdziwą czy jakimś syntetykiem magicznym, nikt nie jest w stanie stwierdzić.

Septima Ollivander
#3
25.05.2024, 01:02  ✶  
Ach, czym był ten zdrowy rozsądek?
Poczciwym głosem wiodącym po niepojętych ścieżkach? Stróżem, który pilnował przed roztrzaskaniem dobytku konsekwencji? Ocaleniem? Przeszkodą?
Dla Septimy był przeszkodą. Cholernie zbędnym ciężarem umocowanym do kruchości jej barków. Rozsądek był zbiorem przykazań, według tyrady których powinno wyglądać jej przyzwoite życie. Rozsądek nie popierał jej obecnych myśli, rozsądek nie przyklaskiwał jej gestom. Rozsądek siedział stłamszony, w milczącym odosobnieniu, jak samotny rozbitek. Rozsądek... był już nieistotny.
Gdzieś pomiędzy wyparowującą powoli topornością jej tańca, a kolejnymi kieliszkami z mieszaninami przeróżnych pstrokatych drinków, tych gorzkich, kwaśnych, cierpkich i słodkich, topniała jej niesalonowa trema. Krok zelżał nabierając chwiejnej taneczności, okalana mokrymi od potu kosmykami buzia nabrała również prawdziwych kolorów, przeobrażając Septimę z Królowej Lodu w pełnoprawną, urokliwą Królewnę Śnieżkę. Uśmiechniętą i zadowoloną, z głową Morpheusa spoczywającą na jej kolanach. 
Przecież nie było w tym nic złego! 
– Słusznie uznał...– przebąknęła rozbawiona, bo za nic w świecie nie mogąc sobie wyobrazić Morpha męczącego się żabką na ratunek chłopakowi. Ach...mówiąc o żabach i Francji, a raczej francuskim (?) winie, ona winem się jeszcze co prawda nie oblała, ale granica przekroczenia magicznego punktu rąbka lampki z trunkiem, była bliska.
– Ale absolutnie powinieneś, Samuelu! – zerwała się podniecona, gdy tylko pijane sploty mózgowe zaczęły kreować ekscytujące obrazy jeszcze bardziej ekscytujących wypraw. Nie znała kontekstu. Nie wiedziała co tak naprawdę miał na myśli Sam, o co chodziło, po co chodziło, jak chodziło, nic. Neurony tańczyły do rytmów disco-dance.
– Jeśli nie Londyn, to powinniśmy wybrać się gdzieś RAZEM, byłoby cudownie!
W jej ustach zamiast alkoholu, znalazło się winogrono. Hm. Czy ona sama właśnie po nie sięgnęła? Hm. Chyba nie?
Ale przynajmniej było smaczne!
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#4
25.05.2024, 15:00  ✶  

Na dworze księcia kniei szumiało. W blasku księżyca, wiszącego na suficie, nocne cienie tańczyły na granicy jawy i snu, wróżki wirowały z eteryczną gracją pośród srebrzystej mgły. Ich ruchy, subtelne jak najdelikatniejszy powiew wiatru, tworzyły skomplikowane wzory kolejnych kroków tanecznych, niezrozumiałych w upojeniu, alkoholem i chwilą, które zdają się układać w pradawne runy i tajemne inskrypcje. Wróżki. W tym tańcu, pełnym mistycznej harmonii, kryła się esencja magicznego realizmu, gdzie każda chwila jest nieuchwytna, a każda wróżka, strażniczką pradawnych tajemnic. Na przykład ta, na której kolanach leżał.

Wygodnie mu się tak odpoczywało, w pięknym otoczeniu, z pięknymi ludźmi. Bardzo nie chciał myśleć o tym, że za kilka dni znajdzie się na tajemniczej wyspie, aby zdobyć mroczną broń z proroctwa. Ani o tym, że wieszcz, który to przepowiedział, zległ właśnie w uścisku że śmiercią, w łożu sześć stóp pod ziemią. Oby jego grób obrosły niezapominajki.

— Wszyscy przeciw mnie! Umiem dobrze pływać... Chociaż teraz to chyba nie jest dobry pomysł. Syren nie ma, ale na pewno są jakieś wiły, które będą chciały zrobić ze mnie utopca — oburzył się, ale zaraz mu przeszło. Oczywiście wcale to nie było tak, że był pijany i po prostu by się utopił, od szoku temperatury, braku kontroli nad ciałem i przez zdradliwe prądy.

— Może... może do Rumunii? Podobno jest piękna o tej porze roku. Dużo roślin i zamek wampirów... — myślał na głos rozmarzonym tonem, nieświadom zupełnie, że nawet jeśli Septimę byłoby stać na tę podróż, to na pewno nie Sama, stolarza z Kniei. Popatrzył na tańczące pary, minęła mu Brenna i ujrzał, jak wszystko dookoła niej płonie, a jej partner jest trupem, który zaciska na jej szyi szponiaste palce z wystającymi kośćmi. Mrugnął. Wizja zniknęła. Westchnął ciężko.

— Samuelu, byłeś kiedyś poza Anglią? — nasunęło mu się pytanie, a coś w jego spojrzeniu sugerowało, że zdecydowanie nie chodziło o podłoże palcem po mapie.



And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
przybłęda z lasu
The way to get started is to quit talking and begin doing.
wiek
26
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
stolarz
Jasne jak zboże włosy, jasnobłękitne oczy. 183 cm wzrostu, szczupła ale dobrze zbudowana sylwetka. Ubiera się prosto, choć jego rysy zdradzają arystokratyczne pochodzenie. Ma spracowane ręce i co najmniej kilkudniowy zarost.

Samuel McGonagall
#5
27.05.2024, 20:17  ✶  
– Ja...emmm.... znaczy...tego... – zapeszył się straszliwie, słuchając ich ćwierkania. Widział ich taniec, wiedział cóż on oznacza i jakie zapewne plany przyświecają nocą. Wiedział i winszował, ale te pytania wprawiały go w zakłopotanie. Mało było zwierząt, które decydowały się na żywot trójkami. Mało to było efektywne. Jeśli już gatunek stawiał na wiele partnerów, to całe stado zebrane wokół rozpłodowego samca, a próżno było szukać w tłumie innych, podobnych ubarwieniem ptaszków, tak przynajmniej się Samuelowi wydawało.
– Przepraszam ale w jakim... w jakiej roli miałbym z Wami jechać? Nie chciałbym przeszkadzać Wam w godach a też nigdy nie uprawiałem seksu w wiecej niż dwie osoby — nagle sobie przypomniał o innym gatunku naczelnych. No tak, to może być to. W końcu byli tylko nagimi małpami. Znaczy nie on, on miał szcześliwie jeszcze dwie formy. Może nie do seksu, ale do funkcjonowania. – Nie musiałem nigdzie jechać, tu mam wszystko czego potrzeba i jeszcze wiecej czego nie potrzeba. Na przykład upiory w moim domu. Tego zdecydowanie bym się chciał pozbyć. — podrapał się po brodzie, z żalem odkrywając, że jest krotsza niż była. Westchnął rozżalony, w żałobie za swoimi włosami. Błękitnymi oczyma wodził po sali w poszukiwaniu Nory. Pewnie bawiła się doskonale w objęciu Erika, pewnie już zapomniała o ich umowie, o tym że obiecała mu rozmowę po potańcówce.
– Mmmm... moze mi pan wywróżyć przyszłość panie Morpheusie? Mam... mam potem ważną rozmowę i.. i nie wiem, chciałbym, żeby w ogóle się odbyła. Boję się, a nie lubię się bać. – szczegónie ostatnio, gdy ataki się nasiliły a najdrobniejszy huk mógł wywołać zalew okolicy kolczastymi pnączami. Taki był już ten książę kniei. Przeklęty.
Ćma
So here we are reinventing the wheel
Ambition tearing out the heart of you,
Carving lines into you
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Smukła, dość wysoka jak na kobietę (172cm), niewyróżniająca się z tłumu. To co zapamiętasz po kilkusekundowej migawce, to jej ciemne włosy i jasne oczy. Jakiego koloru? Tutaj już poeci i ewentualni adoratorzy mogą się popisać, my sobie nie będziemy tym głowy zawracać. Włosy, naturalnie przypominające puchową szopę, ujarzmia zaklęciami wygładzającymi. Niewielu wie, że jest pół-człowiekiem pół-pudlem, bo ten rytuał pielęgnacyjny odprawia już od 10 roku życia (dziękuję ci, świętej pamięci mamo!!) W półmroku całkiem ładna, ale dużo traci w starciu z bezlitosnym słońcem. Ujawni sińce pod oczyma i bladą, nawet trochę szarą cerę. Czasami nakreślą się na licu jakieś inne kolory, ale musiałbyś kazać jej się przebiegnąć, albo porobić kilka pajacyków (może też wtedy zemdleć, więc to ryzykowna gra). Nie potrafi ubrać się stosownie do okazji. Jeżeli widzisz ją paradującą w drogiej, czarodziejskiej szacie i długich kolczykach, to całkiem prawdopodobne, że nie idzie na randkę, ale po ziemniaki na ryneczku. Głos ma raczej niższy, niż wysoki, ale wyjątkowo młody, trochę nawet dziecinny. Uśmiecha się często, ale raczej nie do ludzi. Trochę ekscentryczna, może nawet dziwna, ale JESZCZE nie świr, którego omija się okrągłym łukiem. Zawsze pachnie wiśnią. Prawdziwą czy jakimś syntetykiem magicznym, nikt nie jest w stanie stwierdzić.

Septima Ollivander
#6
30.05.2024, 01:25  ✶  
Samuel McGonagall miał szczęście, że w swej pechowej loterii genetycznej Septima nie wylosowała choroby osłabiającej serce, bowiem w takim właśnie przypadku, kobieta padłaby przed nimi na rozległy zawał i to taki bez możliwości ratunku i ewentualnego przywrócenia do życia. Przed oczyma wyjaskrawił się nieprzyzwoity obraz rzekomych godów, które zostały im zainsynuowane; obraz dzikich nieprzemyślanych, impulsywnych, godzący w obraz dobrej i stabilnie klarownej przyszłości, obraz bardzo dalece odbiegający od intencji i usposobienia panny Ollivander, która absolutnie utonęła w zażenowaniu oraz świeżej, jak krew baranka czerwieni zdobiącej jej policzki.
— Ale co pan mówi! — aż zadyszała z przejęcia, usta machinalnie zakrywając dłonią. Ups, chyba wylała wino na biednego Morpheusa, którego głowa musiała teraz wibrować równie intensywnie, co każda inna cząstka jej ciała.
— Miałam na myśli zupełnie zwyczajną wycieczkę krajoznawczą, poza tym to wyjątkowo nieodpowiednia sugestia, jako że ja i Morpheus nie jesteśmy parą — dodała naprędko, czując wewnętrznie, iż musi się facetowi wytłumaczyć, bo o ile nie była wysoko urodzoną, wychowaną w marmurach arystokratką, to wciąż należało jej na względnie dobrej opinii publicznej.
Cóż, jej oraz jej ojcu.
— Panie Samuelu, czy ja wyglądam na pannę lekkich obyczajów?— nie dawała za wygraną, śmiertelnie poważne, nawet nieco przestraszone spojrzenie wlepiając w błękit jego ślepi. Nie śmiała nawet zerknąć na Morpha, którego głowa wciąż wibrowała, chyba nawet w rytmie wygrywanej muzyki.
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#7
11.06.2024, 00:00  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.06.2024, 00:06 przez Morpheus Longbottom.)  

Zamarł, wpatrując się intensywnie w leśniczego, zaprzestając całkowicie i tak zdawkowego mrugania, po czym powiódł wzrokiem na Septimę, spoglądając głównie na jej podbródek. Nawet kiedy alkohol spłynął mu po części twarzy i przekroczył jego koszulę, jak krawat rana, której dalszy symbol miał nosić następnego dnia, podczas Czarnego Wesela, nie poruszył się. I jego głowa wypełniła się absolutnie nie odpowiednimi wizjami, które nijak miały się do profetycznego widzenia przyszłości. Musiał przełknąć ślinę, gdy myślał o tym, że mógłby nie tylko błądzić dłońmi po jej skórze, ale dzielić ją z McGonagallem w obłokańczej i pijanej orgii. Już miał się odezwać, powiedzieć coś absolutnie nieodpowiedniego, gdy Septima oburzyła się karmazynem, a on zakrztusił się własną śliną, przez co zsunął się na bok, żeby uderzyć pięścią w klatkę piersiową. Adekwatna reakcja, znaczenie bardziej, niż to co działo się w jego głowie, wędrującej daleko od odpowiednich zachowań i monogamii.

— Nie powinno rozmawiać się z damą o... Spółkowaniu. A już na pewno nie poza parami, Samuelu — powiedział cicho Morpheus. — Ludzie nie czują się z tym komfortowo.

Skoro i tak spadł z kolan Septimy, usiadł obok Sama, krzyżując nogi, chwycił w obie ręce spracowaną dłoń mężczyzny, kciukami naciągnął skórę na jej wnetrzu, a później sięgnął po leżące obok nich zasuszone kwiaty, będące częścią dekoarcji, skruszył je w pięści, modląc się do Bachusa, aby napełnił jego umysł jasnością gwiazd. Ty, co wina słodkiego tajemnicę znasz, co w każdym kielichu ducha swego dajesz. Niechaj nasza uczta z Twoim darem będzie, by w radości i śmiechu płynęły nasze dni. Niechaj moje oczy ujrzą przez pryzmat upojnego rubiny i niech moje obłąkane usta mówią tylko prawdę.

Posypał dłoń Samuela drobinkami. Spojrzał w przyszłość. Przejdź przez lustro... Nie. Czarna para na parkiecie, królowa pachnąca wiśniami i król trefl o smocznej skórze dookoła czarno-czerwonych róż. Nie. Umysł błądził, ale była tutaj nić. Nić czerwona, pulsująca. Krwią i namiętnością. Próbował odczytać tę sieć.


Wróżba dla Samuela
Rzut Symbol 1d258 - 65
Insekt (drobne problemy do rozwiązania)

Widział odnóża. Widział grupową pracę, współpracę. A może tylko mnożyło mu się w oczach?

— To tylko drobne problemy. Jak... Szkodliwe robaki. Jeśli dostatecznie prędko się nimi zajmiemy, znikną szybciej, niż się pojawiły.

Poklepał Samuela po dłoni uspokajająco. Nie chciał jeszcze chwilę patrzeć na Septimę, aby nie widzieć oczami wyobraźni jej odchylanej do tyłu głowy, wieczornego kwiecia opadającego na szyję i dekolt, nie słyszeć wyimaginowanych westchnień i ciepła, którego tam nie było. Musiał trochę ochłonąć, więc sięgnął po jakąś butelkę, na szczęście zakorkowaną i ją otworzył, aby napić się z gwinta. Wino smakowało jednak podejrzanie, jakby było jednak rumem. Może to tylko jego wyobraźnia i obawy.



And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
przybłęda z lasu
The way to get started is to quit talking and begin doing.
wiek
26
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
stolarz
Jasne jak zboże włosy, jasnobłękitne oczy. 183 cm wzrostu, szczupła ale dobrze zbudowana sylwetka. Ubiera się prosto, choć jego rysy zdradzają arystokratyczne pochodzenie. Ma spracowane ręce i co najmniej kilkudniowy zarost.

Samuel McGonagall
#8
14.06.2024, 11:38  ✶  
– Nie jesteście? – Uniósł brwi wysoko w zaskoczeniu, wzrokiem wodząc od twarzy oburzonej kobiety do twarzy leżącego na jej udach mężczyzny. – Znaczy lekkich nie lekkich, obyczaje mogą być lekkie? To nie jest tak, że to jakiś takie nie wiem... mów dzień dobry jak wejdziesz do sklepu, albo proponuj gościom wodę, jak przyjdą do Ciebie? To w sumie nie jest zbyt ciężkie do robienia, nie rozumiem... – Powiedział chłopak zapodziany w zarzucie, bo choć umiał bardzo płynnie wymienić wszystkie kilkaset gatunków roślin znajdujących się w Kniei, bo jednak świat ludzi pozostawał dla niego niemałą zagadką, a przez to i język i związki frazeologiczne zdające się bardzo oczywistymi umykały mu.

– Nie można rozmawiać z damami, więc z Tobą już mógłbym o tym rozmawiać? I poza parami nie można rozmawiać, czy nie można uprawiać seksu? Ja tylko.. po prostu nigdy tego nie robiłem, ale Lysander tłumaczył mi kiedyś, że jest to fizycznie możliwe. Próbował nawet mi to rozrysować, chociaż przyznaję byliśmy wtedy obaj bardzo pijani i niewiele pamiętam, a może on nie szkicował aż tak dobrze.

Potem tym bardziej się zdziwił, że Morpheus wziął go za rękę, daleko było mu do zachustowanej cyganki na ryneczku. Jego kciuki gładziły skórę trochę jak kciuki Lysandra, a nagle Samowi przypomniało się, że przychodząc tutaj w sumie myślał, że Morpheus ma co do niego zupełnie inne plany. W końcu wysłał mu poezję. Ostatecznie zgodnie ze słowami Brenny tak nie było, a Nora gdzieś krążyła za jego plecami z Erikiem deptając jego serce po tysiąckrość zielonooką, toksyczną zazdrością, napięcie w nim prawdziwie było olbrzymie.

– Robaki nie są szkodliwe. I na pewno nie są przejściowe. – skrzywił się – Krąg życia musi być zachowany, bez robaków już bylibyśmy martwi. – No dobrze, wróżba była dobra. Odwrócił jasnągłowę szukając swojej dawnej księżniczki, zupełnie zapominając o tej całej sprawie z seksem na wycieczce krajoznawczej. Nie znalazł jej wzrokiem i zestresował się momentalnie. Może już sobie poszła? Może nie chce z nim jednak rozmawiać? Poruszył się niespokojnie i wziął swój kubek by zalać nerwy alkoholem. – To stara sprawa, może nie powinienem w tym grzebać. – Powiedział trochę w powietrze, trochę do siebie. W sumie mógłby zapytać Morpheusa czy jego krewniak jest już z Norą, albo czemu się jej jeszcze nie oświadczył ale nie chcąc zaburzyć Boskiej Choronologii nie zapytał. Głupio mu było się może przyznać do tego co chował w swoim sercu. – Ale dobrze rozumiem, że to nie będzie nic wielkiego, to może dobrze, bo... bo nie chciałbym problemów, kto by normalny chciał problemy prawda? Dlatego Lizzy mówi, że mam pytać jak czegoś nie rozumiem, więc proszę nie gniewajcie się na mnie, ja nie uważam, żeby pani była lekka pani Septimo – może takiej odpowiedzi potrzebowała?
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#9
26.06.2024, 16:53  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.06.2024, 16:56 przez Morpheus Longbottom.)  

Morpheus zmarszczył zabawnie nos. Robaki obrzydzały go niezmiernie, ich oślizgłe, wijące się ciała powodowały u niego torsje. Żył swoje życie nie myśląc o tym, że istnieją i są zawsze gdzieś w jego otoczeniu. Mogły być niezbędne daleko od niego, poza tym on był zbyt piękny na rozkład. Zachichotał na tę myśl na głos, szybko zaś przeszło to w rozbawiony rechot, którego nie mógł opanować przez dłuższą chwilę. Był pijany i to dość mocno. Alkohol uderzał do głowy szybciej, niż by tego chciał, na dodatek dręczyły go inne myśli. Morpheusie. Znajomy nieznajomy głos próbował się przedrzeć w jego wizje. Nie. Nie teraz. Nie mógł się teraz rozkleić. Dlatego utkwił wzrok w przyszłości kogoś innego. Samuela. Tak, jego proste życie i proste problemy.

— Spójrzmy jeszcze raz. Może coś przeoczyłem... A propos tych problemów. Zdecydowanie lepsze są małe problemy niż te duże. Małe można rozwiązać, a tamte tylko pęcznieją i rosną i gdy pękają, zalewają... Czymś.


Wróżba dla Samuela
Rzut Symbol 1d258 - 196
Skrzydła (wiadomość)

— Widzę skrzydła. Jakąś wiadomość. Czekają cię jakieś nowiny. Oby jednak nie były tymi małymi problemami.

Morpheus uśmiechnął się krzywo, odsłaniając zęby, nie lubił wróżyć z symboli, ale tak często to robił, bo były wszędzie. Omeny, zwiastuny. To przychodziło do niego samo, bez udziału jego umysłu. Widział znaki w kamieniach, w układzie piór i w prądach rzeki. Paskudne błogosławieństwo.



And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
przybłęda z lasu
The way to get started is to quit talking and begin doing.
wiek
26
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
stolarz
Jasne jak zboże włosy, jasnobłękitne oczy. 183 cm wzrostu, szczupła ale dobrze zbudowana sylwetka. Ubiera się prosto, choć jego rysy zdradzają arystokratyczne pochodzenie. Ma spracowane ręce i co najmniej kilkudniowy zarost.

Samuel McGonagall
#10
28.06.2024, 13:18  ✶  
Poruszył się niespokojnie na swoim miejscu. Skrzydła... przywodziły mu na myśl nawet nie swoją drugą, tajną formę. Skrzydła przywodziły mu na myśl postać z przeszłości, postać jego matki, która według tego w co wierzył, w co bardzo chciał wierzyć, była jego opiekuńczym duchem przez te wszystkie lata. Wyleciała po śmierci ojca fakt, trauma związana z jego ostatnim tchnieniem uwolniła bestię, ale przecież jej silny charakter nie poddałby się zupełnie, nie umknąłby w niebyt, w pustkę, nie opuściłaby swojego syna nie po tym jak ukradła go światu, zagarniając tylko dla siebie. Nie nie... nie zagarniała, nie kradła, ona chroniła go i ukryła w Kniei przed złem tego świata, przed krwiożerczym systemem, który zachłannie wyciągałby po niego swoje mechaniczne palce ociekające smarem, śmierdzące londyńskim rynsztokiem.

Samuel uciekł wzrokiem ku sali i dostrzegł Norę. Pozornie spokojną, tak, nie był w stanie odczytać jej intencji, nie był w stanie dostrzec szarpiących ją rozterek. Wydawała się być szczęśliwa, rozmawiała z Erikiem, śmiała się, droczyła z nim w lekkości jaką zapamiętał z dawnych lat. Może nie powinien ładować się sobą w jej życie? Może nie powinien nagle tłumaczyć się, spowiadać, szczególnie, że przecież nie zrobił tego osiem lat temu. Wtedy powiedział jej tylko "odchodzę", wtedy nie zająknął się chorobą ojca, klątwą matki, nie zająknął się, nie zdradził jej czemu sam ma taki problem z przebywaniem w Londynie, nie mówił o więzi z zaborczą Knieją, która nie chce wypuścić go ze swoich rąk.

To było niemożliwe do połączenia – zasępił się mocno, a wszystkie dawne rozterki uderzyły z całą mocą. Czy to były te małe problemy, czy to były te skrzydła, wieści? Może ona też chciała mu o czymś powiedzieć? Może nad jej głową też ciążyła klątwa, o której w młodości sobie nie powiedzieli, nie odsłonili się.

– Zarodniki. Pękają i wypuszczają zarodniki. Część grzybów działa w ten sposób. Purchawki z tych najbardziej znanych. – podsunął Morpheusowi odpowiedź, ale głos wskazywał jasno na fakt, że był już myślą i duchem nieobecny. Tak na prawdę w swojej głowie zmienił się w małego krogulca, który wzleciał pod sufit magicznie ustrojonej remizy tylko po to, by przysiąść na ramieniu Nory, by patrzeć swoim zlocisto-pomarańczowym oczkiem na konkurenta i skrzeczeć za każdym razem, gdyby Longbottom cokolwiek próbował powiedzieć. Miał go za swojego przyjaciela, za swojego opiekuna, od pierwszych chwil ufnie podchodził do jego słów i gestów. Ale czy nie była to ułuda? Dziedzic pozostawał dziedzicem, gdy on był tylko jego sezonowym pracownikiem. Od czasu wspólnego wyjścia na ryby nie rozmawiali, wymienili ledwie parę uprzejmości tylko po to by zniknąć ze swoich żyć. Z Brenną chociaż łączyły go dawne psoty i eksploracja głuszy, ale z nim?

W sumie mógłby tu i teraz zapytać Morpheusa, czy wie może czy jego bratanek ma plany matrymonialne z panną Figg. Wróżbita raczej nie miałby powodów, żeby go w tej kwestii okłamać. Z drugiej strony... czy w ten sposób nie naruszyłby woli Nory, aby to wszystko było sekretem? Czy nie odsłoniłby się zanadto, czy jego rozmówca nie zacząłby dopytywać o to zainteresowanie? Już dzisiaj dość naplótł bzdur o tych ptakach, co tak rozsierdziło Neila, teraz o tym spółkowaniu w trzy osoby. Może już wystarczyło jak na jedną małą potańcówkę?

– Mmmm.... przepraszam, ale... hmmm.... dziękuję za wróżby, ale na mnie już pora. – powiedział nieoczekiwanie, dźwigając się z koca. – Bardzo mmm.... bardzo mmiło było spędzić z Wami czas tutaj ee... dziękuję. – wzrok i tak mu uciekał do chichoczącej jasnowłosej nimfy, twarz pokryła mu się rumieńcem, chłodne oczy gorzały zazdrością, która niegdyś popchnęła go do zerwania tej znajomości. Z nim będziesz szczęśliwsza – myślał sobie kiedyś, płakał, zawodził, ale wierzył w to i otulał się myślą, że to wszystko co czyni to dla jej dobra. Czy tak było w rzeczywistości? Czy pisałaby do niego po pijaku, gdyby była szczęśliwa? Czy drżałaby w jego ramionach słuchając piosenki o rozstaniu, o szczęsliwej przeszłości, o obwinianiu się...

Najchętniej by uciekł całkowicie, ale zrobił to tylko połowicznie. Podziękował Brennie za zaproszenie i pomoc w doborze ubrania i wyszedł przed szopę by poczekać. By poczekać na nią. By spróbować zdjąć z jej barków myśli, że to kiedykolwiek była jej wina. To nigdy nie była jej wina. Tylko jego.

Postać opuszcza sesję
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Morpheus Longbottom (1512), Samuel McGonagall (1652), Septima Ollivander (488)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa