Było późno. Yaxley wyjątkowo spędzała ten wieczór w domu. Ostatnio działo się dużo, bardzo dużo i nie do końca jeszcze potrafiła sobie z tym poradzić. Astaroth gdzieś polazł, cóż było ciemno, mógł opuścić swoje więzienie, nie dziwiło jej wcale, że korzysta z tych nocy, skoro tylko wtedy mógł być wolny. Nie potrafiłaby się odnaleźć w takiej sytuacji, każde ograniczenie wolności wydawało jej się być ogromnym cierpieniem. Nie móc wyjść na słońce? Brzmiało jak prawdziwa tragedia, także naprawdę doceniała to, że jej młodszy brat jeszcze się nie poddał.
Ten rok nie był udany, zdecydowanie, zastanawiała się, co jeszcze się spierdoli, chociaż pewnie nie była w stanie przewidzieć kolejnych cudownych wiadomości, tak jak nie spodziewała się tego, że stanie się ofiarą, kto to w ogóle widział, żeby na łowcę coś polowało?
Siedziała na parapecie w kuchni, było to jej ulubione miejsce w tym mieszkaniu, trzymała w dłoni szklankę whisky, ostatnio piła sporo, alkohol skutecznie pomagał jej radzić sobie z myślami przeróżnymi. Gdy chlała przestawała się przejmować, życie wydawało się jakieś takie lżejsze, przyjemniejsze. Nie był to może odpowiedni sposób na radzenie sobie z problemami życia doczesnego, ale innego nie znała. Korzystała więc z najprostszej metody.
Zapaliła sobie szluga, otworzyła okno na oścież, nie wyglądała przez nie jednak, tylko pozwalała, aby wiatr przyjemnie plątał jej włosy. Wieczór był całkiem ciepły, jak to lato. W sumie może powinna zawinąć się stąd i pójść gdzieś w pizdu, być może spotka jakąś znajomą twarz, w którejś z knajp, w których była stałym bywalcem. Nie był to wcale taki głupi pomysł, pewnie konkretniej zacznie się nad tym zastanawiać przy kolejnej szklance whisky.
Przeniosła wzrok na swoje psy, które były jej jednym towarzystwem. Wyglądały na znudzone, powoli zaczynały chrapać. Może faktycznie powinna sobie stąd pójść. Zaciągnęła się dymem i czekała na jakiś znak od losu, który zadecyduje, co powinna zrobić.