• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 3 4 5 6 7 … 11 Dalej »
[sierpień 1972] Moth to a flame | Charles & Baldwin

[sierpień 1972] Moth to a flame | Charles & Baldwin
The Nocturn's Delight
When I grow up,
I wanna be a heretic.
wiek
20
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
malarz i aktor
Normalnie skóra zdjęta z ojca! 177 cm wzrostu, waży koło 70 kg. Szczupły młodzieniec, chodzi wyprostowany emanując pewnością siebie. Ma wyjątkowo jasne włosy, które od razu zdradzają jego pochodzenie od Malfoyów. Oczy jasne w szarym odcieniu. Można odnieść wrażenie, że jest wiecznie z czegoś niezadowolony, ale wrażenie to umyka, gdy otwiera usta - charyzmatyczny chłopiec z łagodnym, może nieco chrapliwym głosem.

Baldwin Malfoy
#1
20.07.2024, 10:38  ✶  
10.08.1972 | Mieszkanie Baldwina

Instrukcje dotarcia do mieszkania Baldwina mogły być krótkie, ale z pewnością były wystarczające. Rzeczywiście wystarczyło tylko przejść na tyły teatru, otworzyć stare drzwi na klaustrofobiczną klatkę schodową. A potem tylko kilka pięter w górę wyjątkowo stromymi schodkami, aż się nie dotarło do drewnianych drzwi oznaczonych tabliczką “rekwizytornia”. Pod spodem ktoś przyczepił z kolei ręcznie wypisaną karteczkę:

Baldwin G. Malfoy
portrecista na zlecenie.

Wystarczyło dwukrotnie zastukać, żeby z wnętrza mieszkania dobiegło głośne:
- JUŻ IDĘ.
Drzwi Charliemu otworzył… No zwyczajny czarodziej. Więc jeśli Charles wyobrażał sobie tajemniczego “BM” jako wcielenie wszelkiego zła, to niestety się przeliczył. Na starą szatę, która kiedyś z pewnością była czarna, ale dziś jej kolor można było co najwyżej określić jako “pył bruku Nokturnu” miał narzucony uwalony farbami fartuch malarski.
Baldwin wyglądał jakby nie spał całą noc, co zresztą pewnie nie było dalekie od prawdy.
Potrzebował paru sekund, żeby ogarnąć kogo to wszelkie diabli przywiali. Kiedy jednak zakodował, otarł szybko wolną rękę w fartuch, wyciągając ją do gościa.
- Mulciber!- Wyszczerzył się. I chyba nawet był pod wrażeniem - pytanie tylko czego: odwagi czy głupoty. A może obu na raz? Chłopaczyna mu zaimponował.- Jeszcze cię nie dojechali za te świeczki? Wchodź, zanim Linda ucie… Kurwa.
Nie zdążył dokończyć zdania, kiedy Charliemu między nogami przebiegła gruba szczurzyca.
ŁUP, ŁUP, ŁUP. Było jedynym co usłyszeli na starych, drewnianych schodach, gdy gryzoń zeskakiwał radośnie ku wolności. Baldwin nie wydał się ucieczką szczególnie przejęty. Najwyraźniej nie była to pierwsza brawurowa ucieczka.
- Linda jest w tym szczególnym szczurzym wieku, gdzie interesuje ją tylko jedna rzecz…- prokreacja?- polowanie na kocięta. Przysięgam, nagminnie je tu znosi. Ale nie stercz tak, wchodź.


Drzwi wejściowe prowadziły wprost do pokoju dziennego. Choć łatwiej było to określić jako koszmar perfekcjonisty. Coś co kiedyś było pewnie przyzwoitym strychem na rekwizyty, aktualnie łączyło w sobie rolę aneksu kuchennego, pracowni artystycznej, salonu i (sądząc po poduszce i kocyku na kanapie) również tymczasowej sypialni. Każdy cal powierzchni zajmowały sterty prasowanych płócien, pergaminów, książek i butelek po przeróżnych alkoholach których właściciel używał najwyraźniej do składowania pędzli. Z wysokich ścian spoglądały na wpół dokończone portrety kompletnie zapewne mu nieznanych czarodziejów i czarownic. Niektóre zupełnie zwyczajne, inne pokraczne i niemal zdeformowane. Jeżeli Charlie chciał się przyjrzeć któremuś, szybko odkrył, że trudno od nich oderwać wzrok. Pod oknem zajmującym całą południową ścianę, stała rozstawiona sztaluga. Z portretu nad którym chłopak najwyraźniej pracował spoglądała nieruchoma twarz blondwłosej dziewczyny w tradycyjnych, błękitnych szatach czarodziejów. Na stoliku obok stało kilka fiolek napełnionych srebrzystą półpłynną masą - zakorkowane wspomnienia.
sommerfugl
Although the butterfly and the caterpillar are completely different, they are one and the same.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
173cm wzrostu, smukła sylwetka, nieco zbyt blada cera, której jasny odcień potęgowany jest tylko przez ciemne włosy i oczy. Nie nosi zarostu, ubiera się zwykle elegancko. W słowach często przebija się jego skandynawski akcent.

Charles Mulciber
#2
21.07.2024, 15:52  ✶  
Charlie był głupcem. Naiwnym, lekkomyślnym głupcem, który za nic miał swoje życie. Słyszał, że w tej nędznej szkole, Hogwarcie, są cztery domy i członkowie jednego z nich, Gryffindoru, często przejawiali podobną odwagę, która równa była nierzadko głupocie. Bo jak inaczej można nazwać było fakt, że udał się na spotkanie z kimś, kto wysłał mu pokrwawiony list i zaprosił w dość niecodzienne miejsce? Mulciber prosił się o śmierć.

I mimo wszystkich czerwonych flag, które powiewały na wietrze jak sztandary na drodze życia Charlesa Mulcibera, to ten parł do przodu, najpierw przez klatkę schodową, a potem wyżej, aż do drzwi. BM zgadzało się z Baldwinem Malfoyem. Malfoy zgadzało się z nazwiskiem matki, a więc ten tajemniczy adresat był dalekim kuzynem. A może to wszystko to tylko farsa, która miała go tu zwabić?

Puk, puk i drzwi otworzyły się, ukazując... czarodzieja. Nieco roztrzepanego, nieco pobrudzonego, lecz nie takiego, który miałby wydawać się groźny. Charlie nie miał przy sobie różdżki, ale i też jej nie potrzebował. Mógł się bronić, jeśli tego wymagała sytuacja, ale najwyraźniej nie potrzebował i tego.

- Dzień dobry? - Przywitał się niepewnie, słysząc swoje nazwisko. Baldwin go rozpoznał. To dobrze, czy wręcz przeciwnie? Niepewna mina Charlesa mówiła więcej niż tysiąc słów.

Bardziej szokująca, niż sama osoba Baldwina, wydawała się Linda. Stworzenie nie przypominało szczura. Charlesowi skojarzyło się z małą świnką, może nawet borsukiem. Odskoczył, by gryzoń mógł przebiec między ich nogami bez przeszkód.

- Co to?! - Wydał z siebie zduszony okrzyk. - Jak to, kocięta?!

Szok nie pozwolił mu zastanowić się nad tym, co robił dalej. Nogi same poniosły go do wnętrza i nie miał pojęcia, czemu ktoś jeszcze nie posprzątał po tej bombardzie, która z pewnością wybuchła na środku pokoju. Wszystko było wszędzie i Charlie poczuł, że zaczyna go mdlić od tego bałaganu.

- Ja... pomyliłem domy. - Spróbował słabo wykaraskać się z problemu, w który sam wkroczył. - Dziękuję za gościnę, już pójdę!
The Nocturn's Delight
When I grow up,
I wanna be a heretic.
wiek
20
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
malarz i aktor
Normalnie skóra zdjęta z ojca! 177 cm wzrostu, waży koło 70 kg. Szczupły młodzieniec, chodzi wyprostowany emanując pewnością siebie. Ma wyjątkowo jasne włosy, które od razu zdradzają jego pochodzenie od Malfoyów. Oczy jasne w szarym odcieniu. Można odnieść wrażenie, że jest wiecznie z czegoś niezadowolony, ale wrażenie to umyka, gdy otwiera usta - charyzmatyczny chłopiec z łagodnym, może nieco chrapliwym głosem.

Baldwin Malfoy
#3
24.07.2024, 20:34  ✶  
Co to?
To tylko Linda. W sumie to Rozalinda. Jest niegroźna.- Doprecyzował. Minął Charliego w drzwiach, przechylając się przez balustradę, ale zobaczył tylko znikający szczurzy ogon.
Jak to kocięta?
Odwrócił się. Uniósł lekko brwi.
- No… Kocięta. Od pewnego czasu na nie poluje.- Zawiesił się na moment jakby przez myśl mu przeszło pytanie “czy ja ci muszę tłumaczyć czym są kocięta? Dzieci kotów znaczy się?” Małe, puchate kulki, których mnóstwo we wszystkich uliczkach. Zwłaszcza teraz jak się przybłędy bezpańskie kociły na wiosnę, to kocięta wreszcie wyłaziły o własnych siłach.- Ale to i tak lepiej niż, gdy polowała na ptaki. Potrafiła skakać po parapetach i raz wypa… Ale co ja ci będę opowiadał.- Machnął ręką.
Odległość między nimi zmniejszyła się zanim Charlie zdążył w ogóle zareagować. Jedno nerwowe uderzenie serca, a Baldwin był tuż obok, zarzucając mu rękę za kark i poklepując lekko po ramieniu.
- Charles, Charles, Charles~ - Zniżył lekko głos, siląc się nadać mu bardziej melodyjną i przyjazną nutę.- Tu nie ma innych domów. Wiesz co ja myślę?- Nie dał mu szansy na odpowiedź.- Myślę, że bardzo dobrze trafiłeś.
Wepchnął chłopaka jak gdyby nigdy nic do środka, zamykając za nimi drzwi. Pozostawił osłupiałego Mulcibera w jednym miejscu, mijając go.

Dopiero teraz Charlie miał okazję zobaczyć, że Baldwin używał swojej różdżki… w roli spinki do włosów. Kiedy ją wyciągnął z czegoś co miało być najwyraźniej koczkiem, jasne włosy chłopaka rozsypały się opadając na twarz w niesfornych kosmykach. Odgarnął je niecierpliwie za ucho.
- Siadaj.- Powiedział tylko. Machnął lekko różdżką, a wszystkie poduszki i koce zwinęły się ładnie i przeniosły w stosiku na jakieś krzesło pod oknem.- Napijesz się kawy? Herbaty? Mam trochę jeszcze całkiem niezłego wina w którejś szafce.
Nareszcie odłożył paletę na stolik przy sztaludze. Ściągnął fartuch porzucając go praktycznie w tym samym miejscu i otrzepał szatę z kurzu i kredy.
- Słuchaj, nie będę udawał, że znam się na świeczkach. Ale kurwa muszę ci przyznać, że masz tupet. Ja bym się chyba rano nie obudził jakbym odwalił taki szajs.- Wyciągnął przed siebie rękę i zatoczył nią dramatyczny łuk.- Pozostałby po mnie wpis w Proroku. Baldwin Gotfryd Malfoy. Odnaleziony we własnym mieszkaniu. Podejrzewa się samobójstwo poprzez dziesięciokrotne użycie Avady. Przesyłamy kondolencje rodzinie
sommerfugl
Although the butterfly and the caterpillar are completely different, they are one and the same.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
173cm wzrostu, smukła sylwetka, nieco zbyt blada cera, której jasny odcień potęgowany jest tylko przez ciemne włosy i oczy. Nie nosi zarostu, ubiera się zwykle elegancko. W słowach często przebija się jego skandynawski akcent.

Charles Mulciber
#4
27.07.2024, 19:21  ✶  
Charlie popatrzył za Rozalindą i właściwie to ucieszył się, że szczur uciekł gdzieś w dal i nie zamierzał wracać, choćby i miał iść żreć kocięta! Małych kotków może i było szkoda, ale Charlesowi bardziej szkoda było własnej psychiki, ostatnio i tak wystawianej na próbę. Niech szczur idzie swoją drogą, z dala od Mulciberów! Mimo wszystko, ciekawość zwyciężyła.

- Przynosi panu te... zdobycze? - Zapytał bez głębszego zastanowienia. I kiedy patrzył tak na Baldiwna, odniósł wrażenie, że ten cały Baldwin mógł robić z kociąt użytek. Wyglądał na takiego, który mógłby przerobić małe kotki na choćby... gulasz? Charlesa przeszedł dreszcz, z którego potrzebował chwili, by się otrząsnąć.

Z dwojga złego już ptaki były normalniejsze. Charlie poczuł, że sam jest takim zwierzątkiem, taką myszką, która wpadła w szpony dużo większego drapieżnika. Kiedy został objęty, a jego imię tak słodko wybrzmiało w ustach Baldwina, wiedział już, że jest stracony. Złapany jak jeszcze ślepe kocię przez wielkiego, tłustego szczura.

- Dostałem zaproszenie, ale nie wiem... nie wiem, czy nie powinienem już iść.

Potrafił się bronić. Mógł go obezwładnić ledwie uniesieniem dłoni! Ten dziwak mógł mieć jednak wiele sztuczek w rękawie i póki co Charles nie chciał sprawdzać, jak wiele z nich może okazać się śmiertelnych. Nie chciał sprawdzać, czy drzwi za nim zostały objęte ochronnym zaklęciem, które go stąd nie wypuści. Nie chciał sprawdzać, czy czerwona farba na malowidłach jest w rzeczywistości tylko farbą.

Różdżka w dłoni. Charles zjeżył się jak gotów do skoku tygrys. Już nie był kocięciem, ale bestią! Nic jednak nie zrobił, bo Baldwin tylko zrobił mu miejsce na kanapie. Mimo to, Mulciber miał się na baczności. Przeszedł parę kroków, starają się nie nadepnąć na nic, co mogło znajdować się na podłodze. Na żadne malowidło, żadną szmatkę i żadnego szczura...

- Nie chciałbym nadużywać gościnności. - Powiedział uprzejmie, odmawiając napitku. Wolał nie ryzykować.

I ostatecznie wyszło szydło z worka. Wszystko to rozbijało się o wywiad! Malfoy - czy nie chciał może bronić honoru swojej rodziny? Może Malfoyowie wysłali zakałę, by skończyła z Mulciberem, który przyniósł wstyd swojej martwej matce? Nie usiadł, za to wciąż śledził spojrzeniem Baldwina, starając się przewidzieć każdy jego ruch.

- Świeczki były nieporozumieniem, a wywiad błędem. - Przyznał siląc się na spokój. - To, co znalazło się w Czarownicy, nigdy nie powinno było ujrzeć światła dziennego. Twierdzisz, że powinienem nie obudzić się rano?
The Nocturn's Delight
When I grow up,
I wanna be a heretic.
wiek
20
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
malarz i aktor
Normalnie skóra zdjęta z ojca! 177 cm wzrostu, waży koło 70 kg. Szczupły młodzieniec, chodzi wyprostowany emanując pewnością siebie. Ma wyjątkowo jasne włosy, które od razu zdradzają jego pochodzenie od Malfoyów. Oczy jasne w szarym odcieniu. Można odnieść wrażenie, że jest wiecznie z czegoś niezadowolony, ale wrażenie to umyka, gdy otwiera usta - charyzmatyczny chłopiec z łagodnym, może nieco chrapliwym głosem.

Baldwin Malfoy
#5
02.08.2024, 11:16  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.08.2024, 11:17 przez Baldwin Malfoy.)  
Baldwin co prawda nie wiedział jak spożytkować kocięta na gulasz, ale wiedział za to, że Rozalina pewnie prędzej czy później jakąś zdobyć przyniesie. Toteż wzruszył tylko ramionami.
- Zdarza jej się. To szczur.- Stwierdził jakby samo w sobie miało to znaczyć, że polowania ma we krwi. Nie sprzedawał mu całej historii jak to ją kiedyś znalazł jako małe, niedołężne szczurzątko gdzieś na Nokturnie. On siedział na krawężniku. Ona siedziała na krawężniku. I się zakochał jak mu się ślepe dziecko wdrapało na kolana. Tak musiała się czuć za każdym razem jego Matka Boska Nokturnowska, gdy czołgał się na próg jej domu. Dumna nie-rodzicielka, że tym razem nie zarzygał podłogi.

Drzwi nie były zabezpieczone żadnymi zaklęciami, a i sam gospodarz nieszczególnie przejmował się zabezpieczeniem dobytku. Co mu mogli ukraść? Obrazy? Farby? Godność człowieka?
- Siadaj. Dopiero co przyszedłeś. A skoro przyszedłeś znaczy, że…- Co to mogło znaczyć? Że chłopakowi życie niemiłe? Że ciekawość to pierwszy stopień do piekła? - masz tupet. I to się szanuje.
Zostawił Charliego przy kanapie, machając tylko ręką, żeby siadał i opowiadał więcej. Ten jednak postanowił… Kompletnie złamać Baldwinowe serduszko. Jak to tak kończyć działalność zanim jeszcze ją rozpoczął?!

Zamarł w pół kroku, kiedy tak szedł w stronę “kuchni”.
- Nieporozumieniem?- Powtórzył powoli, odwracając się do niego. Uniósł powoli brwi jakby Charlie nie mówił po angielsku, tylko w języku skończonych debili, którego Baldwin liznął zaledwie podstawy żyjąc tyle lat ze swoją rodziną.- Och rozumiem.
Powiedział powoli patrząc na chłopaka jak na dziwaczne zjawisko pogodowe.
- Masz jakąś starą babkę, której się nie spodobała rozwiązłość seksualna, bo ostatni raz ktoś ją przeleciał przed wymarciem dinozaurów. Czaję. I nie Charles. Nie twierdzę, że masz się nie obudzić. Jak chcesz możemy nawet nie spać.- skąd to nagłe my?- Twierdzę, że jakby to była moja rodzina, to bym się nie obudził. Ale twoja?- Machnął nonszalancko ręką. Chuja o Mulciberach wiedział tak po prawdzie. Coś tam kiedyś odwalili i mieli zakaz wstępu do Ministerstwa Magii czy coś takiego. Tyle wiedział co podsłuchał od ojca, a że słuchał go tak rzadko jak się dało - to i wiedział niewiele. Ale Baldwin jak to Baldwin - jak mu brakowało opowieści to sobie ją po prostu dopisywał. W rodzinnych rozrachunkach liczyli się tylko Malfoyowie.

Kompletnie zignorował stek bzdur o gościnności. Jakby go tu nie chciał to by go po prostu nie zapraszał. Proste? Kręcąc się po kuchni, nastawił wodę w czajniku. Wygrzebał z szafki dwa kubki i opłukał je szybko z kurzu. Wrzucił do środka po torebce jakiegoś taniego earl grey'a, wsypał cukru, żeby dało się to pić. Gdy woda się tak gotowała wyciągnął z kolejnej szafki... rum? Tak. Ciemna, charakterystyczna butelka. Szybko zalał herbatę.
- Mlfie płopłofstfu, że starsfkofie potftfłafią byfć upfierdflifi.- Wymemłał, trzymając różdżkę w ustach, żeby mu nie przeszkadzała w niesieniu kubków z herbatą w rękach i butelki rumu pod pachą. Postawił naczynia na kawałeczku miejsca na stoliku- Wyfbrz sfbie.
Każdy kubek był z innej parafii. Jeden - typowo firmowy z czarnym logiem i podpisem NECRONOMICON. Pod spodem ktoś domalował krzywe literki “zakład pogrzebowy A.S. Nokturn”. Drugi kubek był bardziej fikuśny - w ręcznie malowane piękne kwiaty, poruszające się pod wpływem magii. Aczkolwiek ten z kolei był w kilku miejscach uszczerbiony.

Baldwin wreszcie wyciągnął różdżkę z ust, otarł ją leniwie o szatę i wetknął sobie za ucho.
- Artyści Charlie! Tylko artyści są cokolwiek warci! Ach sztuka! To jest nasza kochanka. Kochanka, której nienawidzą rodzice i stare baby!- Westchnął rozgoryczony wlewając solidną porcję rumu do obu kubków. Zimno było. Co z tego że sierpień?- Więc porzucisz świat kutasowych świeczek i co dalej? Dasz się stłamsić? Związać sobie dłonie? Myślisz, że im chodzi o kontrowersję? O nie nie nie! Oni chcą więcej. Chcą cię wepchnąć w sidła korporacyjnych maszyn. Wycisnąć z ciebie do cna wszystko co piękne!
sommerfugl
Although the butterfly and the caterpillar are completely different, they are one and the same.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
173cm wzrostu, smukła sylwetka, nieco zbyt blada cera, której jasny odcień potęgowany jest tylko przez ciemne włosy i oczy. Nie nosi zarostu, ubiera się zwykle elegancko. W słowach często przebija się jego skandynawski akcent.

Charles Mulciber
#6
04.08.2024, 13:34  ✶  
Wyjaśnienie szczura, jakoby był tylko szczurem i dlatego znosił do domu kocięta, nie przekonywało Charlesa, ale nie miał dość odwagi, by ciągnąć temat. Może była to wina tego, że nie miał nigdy zwierzęcia innego, aniżeli sowa, ale na wpół strawione gryzonie nie były tak złe, jak zagryzione kocięta. Chyba.

Charles odruchowo poszukał śladów resztek kociąt, lecz zamiast tego, w oczy rzucił mu się nieporządek. Ogół, który zobaczył na początku, teraz pokazywał swoje szczegóły i Charles poczuł, że mdli go coraz mocniej. Nauczony porządku, tutaj widział wszystko, tylko nie to. Może była to wina artystycznego życia Baldwina, a może po prostu jego osobowości. Nie miało to większego znaczenia.

Tupet! O tak, Charlie miał tupet, który wpędzał go w kolejne kłopoty. Tym razem też wpadł jak śliwka w kompot, jak pufek w pazury kuguchara. Jak kocię w paszczę szczura (Charles nie mógł przestać o tym myśleć). Usiadł na krawędzi sofy, jakby bojąc się, że cokolwiek zostało na materiale, może pobrudzić mu płaszcz. Charlie miał wrażenie, że każde kolejne słowo Baldwina pogłębia coraz bardziej dziurę, w jakiej się znalazł.

- Ja... mam ojca i wuja. - Przyznał, nieco zbity z pantałyku, gdy Malfoy wspomniał o konserwatywnej babce. Charles czasem miał wrażenie, że ojciec i wuj byli gorsi, niż nawet taka babka. - Ale reszta się zgadza, nie sądzę, żeby mieli... życie seksualne. - Nie, wróć! Czy on naprawdę omawiał sprawy intymne członków własnej rodziny z obcym mężczyzną?! - To znaczy...! To nie jest rodzina, która zaakceptuje coś takiego. Mulciberowie są tak dobrze ułożeni, jak i Malfoyowie. Moja mama była Malfoy, powinienem prezentować sobą więcej. - Przywołał się do porządku, a nawet wyprostował i przyjął nieco mniej wystraszony ton. - Powinienem bardziej godnie reprezentować mój ród.

Baldwin robił wszystko, by Charlie nie mógł skupić się na sprawie. Już nie tylko otoczenie go rozpraszało, ale też... herbata? To chyba była herbata. Z dwojga złego, Charles wybrał uszczerbiony kubek w kwiatki i podsunął go bliżej siebie.

- Dziękuje. Tak jak już mówiłem... - Chrząknął, wracając do tematu. - Nie powinienem się tym zajmować. Jeśli chcę być artystą, mogę robić inne rzeczy. Po prawdzie, nie chcę być artystą, tak naprawdę. Rzemieślnikiem, być może. - Dodał, starając się brzmieć przynajmniej profesjonalnie. - Nie każdy rodzi się artystą. Są tacy jak ja, którzy nie mają możliwości rozwijać artystycznych skrzydeł. Tacy jak ja muszą zostać wepchnięci tam, gdzie chcą dorośli. Wierzę, że mój ojciec chce dla mnie i dla rodu jak najlepiej. Mogę być kimś więcej aniżeli kontrowersyjnym wykonawcą erotycznych świeczek. Pan... pan już jest ustawiony. - Wskazał dłonią pracownię, lecz nie skupiał się na niczym szczególnym. Nie chciał patrzeć na nic szczególnego. Wyszczerbienia w kubku przynajmniej były w miarę... znajome. Normalne. Zaraz, czy tych uszczerbień nie zrobił szczur?! Czy Baldiwn mógł wyszkolić szczura do picia z kubka? - Należy mieć prawdziwy talent, by móc robić to, co się kocha. Ja nie mam takiego talentu, tylko pomysły małego chłopca. Zaufam ojcu.
The Nocturn's Delight
When I grow up,
I wanna be a heretic.
wiek
20
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
malarz i aktor
Normalnie skóra zdjęta z ojca! 177 cm wzrostu, waży koło 70 kg. Szczupły młodzieniec, chodzi wyprostowany emanując pewnością siebie. Ma wyjątkowo jasne włosy, które od razu zdradzają jego pochodzenie od Malfoyów. Oczy jasne w szarym odcieniu. Można odnieść wrażenie, że jest wiecznie z czegoś niezadowolony, ale wrażenie to umyka, gdy otwiera usta - charyzmatyczny chłopiec z łagodnym, może nieco chrapliwym głosem.

Baldwin Malfoy
#7
24.08.2024, 10:22  ✶  
Baldwin nieszczególnie zwracał uwagę na wszelkie wewnętrzne rozterki chłopaka – to jak przysiadł tylko na rogu kanapy, bojąc się, że cokolwiek sobie pobrudzi; jak niepewnie trzymał kubek z herbatą, jakby ten miał się mu w dłoniach rozpaść. Nie robił tego, bo Charles patrzył, ale wciąż jeszcze nie widział. Gdyby tylko poświęcił rozejrzeniu się po pokoju więcej niż parę sekund – dostrzegłby oznaki geniuszu. Nic nie znajdowało się tu na swoim miejscu, ale wszystko razem tworzyło jedną całość. Jakby Baldwin zamknął chaos w małej szklanej kulce i potrząsał nim od czasu do czasu niczym znudzone dziecko.
Wystarczyło tylko spojrzeć ponad przeżartą od farb i rozpuszczalników podłogę; plamy na starych zasłonach. Diabeł do osobowości tego czarodzieja tkwił w szczegółach. W czymś co wyglądało jak pokraczna, ale własnoręcznie uszyta poduszeczka położona w słońcu na parapecie – z pewnością przeznaczona dla szczurzycy. W stercie różnych wydań szekspirowskiego Hamleta piętrzących się na stoliku zaraz obok otwartej drewnianej szaty z kostiumem duńskiego księcia.

- Twoja matka była Malfoy’em?- Zapytał blondyn kładąc nacisk na użyty czas przeszły, starając się przy tym by w jego głosie nie pojawiła nawet nuta zdegustowania, które wypełniło mu gardło niczym źle zważone piwo. Przesunął się bliżej na kanapie w stronę Charlie’go poszukując w nim jakiś charakterystycznych cech rodu. Dziwka. Rozcieńczać ich wspaniałą krew. Parsknął śmiechem słysząc o ich „dobrym ułożeniu”; ponownie, gdy padły słowa o reprezentowaniu rodziny. Och tak. Bo przecież właśnie to widziano. Piękną fasadę, gdzie wszyscy ważni tego świata dziedzice chodzili pod ramię ze zblazowanymi dziedziczkami. Obciągali sobie nawzajem już za zamkniętymi drzwiami.
Przesunął uważnym spojrzeniem po twarzy towarzysza, rozbierając ją kawałeczek po kawałeczku. Zapamiętując koloryt, każde drobne przebarwienie, linie – i te ostre i łagodne.- Nic dziwnego, że jesteś piękny. Masz to po mojej rodzinie.
Nie zasługujesz na to piękno. Ukradłeś je.

Może i Mulciber brzmiał profesjonalnie.
Jak te wszystkie panieneczki z objazdowymi próbkami eliksirów. Wypindrzone, w różowych szatach i przyklejonym na twarz uśmiechem domokrążców, prezentowały swoje produkty w małych fikuśnych fiolkach.
Eliksir na bezsenność, na niedoskonałości, na rozdwajające się końcówki bo przecież kto by nie chciał mieć włosów jak z rozkładówki Czarownicy. Jeszcze tylko dzisiaj promocja! Trzydzieści galeonów za cały zestaw trzydziestu różnych medykamentów! Gdyby kupować osobno – każdy jeden to aż 4 galeony 99 knutów! Matka jedna widzi, że tracę na tym!
Zazwyczaj wtedy odpowiadał tym samym perlistym uśmiechem, rzucał jednym z tych żałosnych tekstów w stylu „jakież ma pani zachwycające oczy/włosy/kości policzkowe!” i zapraszał do środka. Wychodziły nad ranem w pomiętych szatach, skołowane i naćpane, dopiero na dole orientując się, że nie tylko nie pamiętają co się działo przez ostatnie kilka godzin, ale w dodatku nigdzie nie ma ich fikuśnych eliksirów. Żadne jednak nie wracała.

Tym razem Baldwin jednak słuchał – choć na takiego wcale nie wyglądał. Pogrążony we własnym świecie uciekających, skołatanych myśli, pozwalał aby słowa Charlie’go utkwiły mu w głowie. Litery składały się w wyrazy, te składały w kolejne zdania.
Zwyczajne pierdolenie o Beethovenie.
- Och ależ oczywiście, że możesz robić inne rzeczy. Takie jak… yyy… Księgowość? Czy coś. Nie wiem co robią poważni ludzie. Na pewno nie żyją. Bytują. Egzystują. Ale nie żyją. - Wzruszył lekko ramionami.- Brzmi ekscytująco jak kurwa mać. Ale to respektowany zawód. Albo nie wiem, zostań psem Ministerstwa? Idź do BUMU, dadzą ci mundurek, na który pluje pół Nokturnu.- Ziewnął i ostentacyjnie przewrócił oczami.- I błagam nie mów do mnie „per pan”. Sprawiasz, że czuję się tak staro jak mój brat!- Zaśmiał się chrapliwie, odstawiając swój kubek na podłokietnik kanapy. Upewnił się tylko, że stoi w miarę stabilnie na chropowatym, wyjątkowo tanim materiale. – A Reni ma już z ile…- Zawahał się przez moment.- … Z dwadzieścia sześć lat?
Podniósł się powoli z kanapy, kiwając lekko palcem wskazującym na Mulcibera, aby ten zrobił to samo. Na chudym, wręcz kościstym placu tkwił sygnet rodowy Malfoyów – choć to akurat nie było nic niezwykłego. Każde dziecko w ich rodzinie otrzymywało taki w dniu narodzin.
- Chodź. Pokażę ci co naprawdę w tym kocham.- Zniżył głos do niemal konspiracyjnego szeptu, robiąc krok w stronę niedokończonego portretu dziewczyny, ustawionego na sztaludze. Niczym rusałka wodna wabiąca nieszczęśnika na środek jeziora, by go zadusić i utopić w lodowatych wodach.
sommerfugl
Although the butterfly and the caterpillar are completely different, they are one and the same.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
173cm wzrostu, smukła sylwetka, nieco zbyt blada cera, której jasny odcień potęgowany jest tylko przez ciemne włosy i oczy. Nie nosi zarostu, ubiera się zwykle elegancko. W słowach często przebija się jego skandynawski akcent.

Charles Mulciber
#8
24.08.2024, 22:53  ✶  
Charles patrzył, ale nie widział i widzieć nie zamierzał, bo pracownia i chaos Baldwina wywoływały jedynie mdłości i nie miłe kręcenie w głowie. Zaczęły świerzbić go dłonie i wolał nie zastanawiać się, czy to odruch ciała na stres związany z bałaganem, czy rzeczywiście zdążył już zarazić się tymi małymi żyjątkami i teraz drążyły tunele w jego skórze. Pewnie szczur przyniósł zarazę! I zostawił ją na kubku! Charles potarł dłonie o własne spodnie, nieco zbyt agresywnie, by był to tylko odruch zdenerwowania. Nie mógł złapać świerzbu, nie teraz! Jak miałby się pokazać ojcu z tak wstydliwą przypadłością?!

Umysł Mulcibera zaczął nakręcać się w złą stronę i Charles musiał złapać kilka głębszych oddechów, by uspokoić emocje. Żadnego świerzbu tu nie było. A jeśli nawet był, to Leo będzie miał jakąś maść na szybkie ubicie dziada.

- Moja mama umarła wiele lat temu. - Powiedział, skupiając się na obrazie Rebecki w swojej głowie. Wspomnienie było dalekie i rozmyte. A skoro Baldwin był artystą, może... może mógłby ją namalować? Charlie powinien znaleźć jakieś stare zdjęcia. Był to pomysł wart rozważenia. - Czy to źle, że była z rodziny Malfoy? - Podpytał grzecznie, skoro nowy kolega tak otwarcie wyraził swoje zniesmaczenie sprawą. Nie przypuszczał nawet, jakie określenia wykluły się w głowie blondyna. - Proszę, n-niech pan nie określa tak wprost mojego wyglądu. - Speszył się, bo już któryś raz w ciągu paru dni słyszał, że jest urodziwy. - I czy nie powinien pan powiedzieć: naszej rodzinie? Jestem w równej mierze Malfoyem, co Mulciberem, chociaż nie jestem blondynem...

To było kłamstwo. Nie był żadnym. Więzy krwi były jednym, lecz wychowanie w duchu rodziny czymś zupełnie innym. Matka umarła, gdy był zbyt mały, by zdążyła przekazać mu wartości Malfoyów. Ojciec zaś nie mógł przygotować ich na zetknięcie ze światem Mulciberów, gdy przez większość życia byli bezpiecznie odcięci od nich za morzem. Ostatnie nieporozumienia tylko podkreślały to, jak on, Leonard i Scarlett byli inni od angielskiej części rodziny.

Charlie tym razem nie powstrzymał się i podrapał dłoń drugą. Ulga przyszła tylko na chwilę. Jeśli to nie był świerzb, to może pchły? Albo pluskwy spod kanapy?

- Chciałem zostać aurorem, jak mój ojciec. - Przyznał się Baldwinowi, gdy ten na nowo zaczął głosić swoje mądrości w odpowiedzi na wyznanie Charlesa, które on sam uważał za dość dobrze wyważone i ułożone w słowa. - Bycie oficerem straży to respektowany zawód, tak samo jak... bycie księgowym. Ale nie chciałbym teraz robić ani jednego, ani drugiego. - Przyznał. Przez ostatnie dni musiał przemyśleć swoje priorytety i doszedł do wniosku, że to nie byłaby praca dla niego. Potrzebował czegoś ekscytującego, ale nie za bardzo.

Charles bez wahania wstał z miejsca, zostawiając nienaruszony przez siebie, ale uszczerbiony jakimś innym sposobem kubek na stoliku. Nie zamierzał pić tej herbaty.

- Dobrze, dziękuję. Proszę mówić mi Charles. - Przypomniał nieco niezręcznie. - Kim jest Reni? Dwadzieścia sześć lat to nie tak dużo. Mój brat ma dwadzieścia pięć, ale różnica zachowania między nami jest niewielka. - Sam się oszukał. Zawołany, ostrożnie podszedł do obrazu i uniósł na niego wzrok. Nie miał pojęcia o sztuce, ale... ale ten obraz chyba był udany? - Jest bardzo dobry. - Pochwalił. - Przyciąga wzrok. To pańska... twoja klientka?

Czy przyszła tu pozować i również złapała świerzb?
The Nocturn's Delight
When I grow up,
I wanna be a heretic.
wiek
20
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
malarz i aktor
Normalnie skóra zdjęta z ojca! 177 cm wzrostu, waży koło 70 kg. Szczupły młodzieniec, chodzi wyprostowany emanując pewnością siebie. Ma wyjątkowo jasne włosy, które od razu zdradzają jego pochodzenie od Malfoyów. Oczy jasne w szarym odcieniu. Można odnieść wrażenie, że jest wiecznie z czegoś niezadowolony, ale wrażenie to umyka, gdy otwiera usta - charyzmatyczny chłopiec z łagodnym, może nieco chrapliwym głosem.

Baldwin Malfoy
#9
02.09.2024, 21:20  ✶  
- Moja mama umarła wiele lat temu.
Dobrze. Słodkie były wyroki Karmy, która ją pokarała za splugawienie czystej Malfoy'owej krwi ożenkiem z plebejuszami z innego rodu.- Odezwał się cichy, skurwiały głosik w baldwinowej podświadomości.
- Strasznie mi przykro Charles. Niech jej ziemia lekką będzie, a dusza na zawsze pozostanie w łaskawych objęciach naszej Pani Matki.- Odpowiedziały usta. W dodatku wykrzywiając całą twarz czarnoksiężnika w wyrazie całkiem przekonującym współczuciu.
W takich chwilach nie mógł się oprzeć uporczywym myślom o swojej własnej matce. Jej pięknych długich włosach koloru świeżo ściętego zboża, lodowatym spojrzeniu. Wspominał czasy, gdy brała go na kolana sącząc do ucha słodki jad. Każdy kto nie jest nami jest wrogiem Baldwinie. Lubiła powtarzać Miranda Rosier-Malfoy przeczesując palcami jego śnieżnobiałe włosy.
A może mu się tylko zdawało? Może wyobcowane dziecko zaledwie wykreowało sobie obraz matki kochającej swoje potomstwo nad życie? Czy byłaby zginąć za niego? Za jego siostrę? Za Renigalda? Bo przecież matka powinna kochać swoje dzieci - nawet gdy te stawały się potworami.
- Moja matka… Um…- Rozejrzał się po ścianach, jakby do końca nie był pewien, gdzie powiesił jej obraz. Powiódł znużonym spojrzeniem po martwych spojrzeniach swoich portretów. Charlie nie musiał wiedzieć jakie kryły za nimi historie. W końcu jednak wskazał palcem na dostojną czarownicę w bogato zdobionych szkarłatnych szkarłatach. Spała spokojnie w fotelu bardziej przypominającym tron niż zwykłe krzesło.- Tam jest. Namalowałem ten portret, gdy ona… Gdy przestaliśmy się tak często widywać. Lubię jej opowiadać historie, gdy mi źle, samotnie… Sam wiesz. Każdy ma czasem chujowszy dzień.- Wzruszył lekko ramionami, prowadząc go do obrazu. Ciężko było stwierdzić czy kłamie jak z nut.

Kwestii pozostania psem na posyłki Ministerstwa nie dostała już żadnego komentarza. Chłopak miał jakiś zjebany kompleks bohatera? Chciał ratować świat przed zepsuciem i czarną magią? Ach naiwny, naiwny chłopiec. zapewne nigdy nie poznał słodkiego zapachu świeżej krwi spływającej po palcach niczym wino o nieco metalicznym posmaku. Żałosne. Ale Baldwin rozumiał. Nie każdy słyszał słodką pieśń śmierci i otrzymał zaszczyt odwiedzania jej łoża. Niektórzy byli po prostu zbyt słabi by posiąść moc. Zrozumieć wołanie.
- Renigald? Jest moim starszym bratem. - Powtórzył to co powiedział już wcześniej. Prawdę mówiąc nie wiedział czym zajmuje się jego brat poza rozpieprzaniem pieniędzy rodziców. Może miał jakieś hobby, ale to Baldwina nieszczególnie zajmowało. Ot widywał go raz na jakiś czas, w całkiem przyjaznej atmosferze. Z dala od domu rodzinnego. Z reguły również z dala od Nokturnu.

- Jest bardzo dobry.
- Nie. To ona jest piękna.- Odpowiedział spokojnie. Coś co mogło brzmieć jak skromność zbłąkanego artysty było w odczuciu Baldwina… czystą prawdą. Choć malował ją od lat - żaden portret nie oddawał doskonałości jaką była ta czarownica. Nie odrywał wzroku od od srebrzystych włosów dziewczyny, jej wykreowanym wprawnym pociągnięciem pędzla uśmiechem. Skąpana w błękitach, z szyją otuloną sznurem niedokończonych jeszcze pereł sprawiała wrażenie delikatnej bogini Wenus.- To moja…- moje serce, moja dusza, moja muza. Pierwsza gwiazda zaranna, pieśń nad pieśniami i pierwsza z oblubienic tego świata.-... moja siostra.- Dokończył.
Ale nie o samym portrecie chciał z nim porozmawiać. W zakorkowanych szklanych buteleczkach na stoliku przelewały się nitki wspomnień i myśli. Sięgnął po jedną z fiolek i jeden z nielicznych czystych pędzi, odsunięty na bok w puszce pędzli. W przeciwieństwie do innych narzędzi wyglądał na cenny. Starannie wykonane żłobienia w ciemnej rączce przypominały liście winorośli. Delikatne włosie było czyste i przygotowane do malowania najdrobniejszych detali.
- Tkałeś kiedyś obrazy pamięci, Charlie?- Zapytał tym samym łagodnym szeptem. Niezależnie od tego jaka była odpowiedź wcisnął Mulciberowi w rękę pędzel. Odkorkował buteleczkę, podsuwając mu ją.
Baldwin stał blisko, ale nieco z tyłu. Na tyle blisko, że bez problemu pochwycił chłopaka pod łokciem.
- Zanurz pędzel we wspomnieniu. Nie martw się, nie pobrudzisz się.- Zakpił jasno dając do zrozumienia, że widział - te wszystkie drobne, irytujące gesty. Jakby Charles się obawiał, że czymś się w jego domu zarazi. Nie skomentował tego więcej, na nowo skupiając pełną uwagę na płótnie.- Kiedy nabierzesz nić - poczujesz emocje. Nie pamiętam jakie to wspomnienie. Może radosne, może smutne.- Może przelałem tam pamięć o jej doskonałości odzianej jedynie w promienie księżyca.- Możesz je smakować, ale uważaj na nie. Są niezwykle cenne. I cholernie uzależniające.- Uniósł kąciki ust w uśmiechu.- A potem po prostu przenieś ją na płótno. Na włosy, na oczy… Niech cię magia sama kieruje. Pomogę ci.
sommerfugl
Although the butterfly and the caterpillar are completely different, they are one and the same.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
173cm wzrostu, smukła sylwetka, nieco zbyt blada cera, której jasny odcień potęgowany jest tylko przez ciemne włosy i oczy. Nie nosi zarostu, ubiera się zwykle elegancko. W słowach często przebija się jego skandynawski akcent.

Charles Mulciber
#10
15.09.2024, 22:04  ✶  
- Dziękuję.

Miłe słowa, życzące matce udanego odpoczynku, zawsze były na miejscu i Charles przyjmował je z wdzięcznością. Prawdą było, że był bardzo mały, gdy matka umarła, i pamiętał ją jak przez mgłę. Jej jasne włosy w świetle poranka, czułe dłonie, miękki głos, który czytał bajki na dobranoc. Wiele mógłby oddać, by zmienić bieg wydarzeń i wrócić Rebeccę tak sobie i Leonardowi, jak i Richardowi. Choć nie miał pewności, Charles spodziewał się, że to odejście żony tak zmieniło Richarda. Mimo to, nie mógł mu niczego zarzucić.

Charles podrapał się po dłoni. Tak, z pewnością złapał świerzb.

- Twoja matka to piękna kobieta. - Skomentował, podchodząc bliżej portretu pani Malfoy. - Masz na myśli... - Zawahał się na moment. - Rozmawiasz z portretem, Baldwinie? - Przeniósł spojrzenie na mężczyznę. Ostrożne, nieco ciekawskie. Choć nie robił tego umyślnie, oceniał go. - To dobry sposób na uporządkowanie myśli. Pisujesz do niej listy? - Dopytał jeszcze, bo skoro się nie widywali, czy było to przez poróżnienie, czy przez dystans? Nie była to jego sprawa, lecz pytał, choćby z grzeczności.

Mulciber zaczął manewrować w stronę kolejnego obrazu. Ostrożnie stawiał stopy, by nie nadepnąć na żaden ze skarbów Baldwina, unikał plam, unikał wszystkiego, co nie wydawało się odpowiednim do stanięcia. Jeśli odpowiednio rozplanowałby tę podróż, może zabrałaby go do drzwi wyjściowych?

- Och... siostra. - Charlie uśmiechnął się pod nosem. - Też mam siostrę, nazywa się Scarlett. - Pochwalił się. Czy byłby w stanie zrobić coś podobnego dla Scarlett? Namalować jej portret, chwalić się nim przed gośćmi? Obecnie mógłby jej co najwyżej ulepić penisa z wosku. Zresztą, nikt nie spodziewał się po nim niczego więcej. - Ciężko mi powiedzieć, czy mogłaby być piękniejsza od twojej siostry. Jak to jest? Czy łatwo jest oddać piękno, czy trudniej skupić się na elementach brzydoty? - Zapytał z czystej ciekawości. Przedstawiani na płótnach czarodzieje najczęściej szczycili się nieskazitelną cerą, ułożonymi włosami, szlachetnie wyrzeźbionymi rysami. Rzadko można było dostrzegać niedoskonałości. Czy to artysta wybierał takie cele malowania, czy też upiększał je dla zadowolenia klienta?

Pojawienie się pędzla w dłoni było nowe, niespodziewane. Charles nie wypuścił go chyba tylko przez ciekawość. Narzędzie nie wydawało się brudne.

- ...ach? - Zdziwił się delikatnie. - Ja nie jestem artystą. Nie potrafię malować... - Zaparł się, lecz teraz, gdy Baldwin zdradził się ze swoją spostrzegawczością, Charles nie miał wyboru, by znów nie urazić gospodarza. - Nie chcę zmarnować tego wspomnienia. Wolałbym obserwować ciebie przy pracy.

A jednak dał się skusić i zanurzył pędzel, zaraz też uniósł go, spoglądając na srebrzyste nitki. Wraz ze wspomnieniem skapującym z włosia pędzla do Charlesa zaczynały docierać kolejne emocje. Chłód wieczoru i pośpiech. Szybki oddech, niepewność, gdy stopy uderzały o bruk.

- Czuję... - Potwierdził, dotykając pędzlem płótna.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Baldwin Malfoy (4901), Charles Mulciber (3497)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa