• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 12 13 14 15 16 Dalej »
[06/05/1967] Łazienka Jęczącej Marty, Hogwart || Cameron & Nicholas

[06/05/1967] Łazienka Jęczącej Marty, Hogwart || Cameron & Nicholas
Nieoceniony Stażysta
god gives his silliest battles to his most tragic of clowns
wiek
20
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
stażysta, szpital św. munga
zdezorientowane spojrzenie; ciemnobrązowe oczy; ciemnobrązowe włosy w wiecznym nieładzie; cienkie usta; przeciętny wzrost 174 cm; dobrze zbudowany, jednak wynika to raczej z diety i ciągłego latania z jednego zakątka szpitala św. Munga w drugi niźli intensywnym ćwiczeniom fizycznym; wada wymowy (jąkanie się) objawiające się w sytuacjach stresowych

Cameron Lupin
#1
10.01.2023, 00:28  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.01.2023, 00:28 przez Cameron Lupin.)  

—06/05/1967—
Łazienka Jęczącej Marty, Hogwart
Cameron Lupin & Nicholas Figg



Okres przedwakacyjny w Hogwarcie był dla wielu czasem wyjątkowym. Niektórzy przedwcześnie odpowiadali na zew lata i już w pierwszych cieplejszych dniach roku udawali się na błonia, aby tam oddać się błogiemu odpoczynkowi na łonie natury. Inni zaś zaszywali się w bibliotekach i dormitoriach, poświęcając całą swoją uwagę spisywanym pieczołowicie przez cały semestr notatkom i zapiskom na długich rolkach pergaminu i szkolnych podręcznikach. Była też trzecia grupa ludzi, do której zaliczała się całkiem spora grupa ponadprzeciętnie wręcz uzdolnionych uczniów z różnych roczników, którzy postawili sobie za punkt honoru odkrycie szkolnych tajemnic skrywanych pośród pozamykanych sal i dawno nieużywanych schowków na miotły.

Nie wierzę, że dałem się na to namówić, pomyślał z przekąsem Cameron, obrzucając Nicholasa pustym spojrzeniem. Czy spotkanie z Martą w ogóle miało szanse dojść do skutku? W Wielkiej Sali mówiono, że ostatnio jest nadzwyczaj wygadana, nawet, jak na siebie. Po chwili jego wzrok spoczął na zestawie do warzenia eliksirów. Miał jeszcze w tym roku zaliczenie u tutejszego Mistrza Eliksirów i nie mógł sobie tego po prostu odpuścić. Planował zdawać Eliksiry jako swój główny przedmiot na SUMach, więc musiał ćwiczyć. Chociaż tyle, że na dzisiejszą przygodę, wybrali sobie akurat Łazienkę Jęczącej Marty. Biorąc pod uwagę, że większość uczniów miała lepsze zajęcia, szanse na to, że ktoś ich tu przyłapie były bliskie zera.

— Na gacie Merlina, jesteś pewny, że nie da się tutaj otworzyć okna albo lufciku? — rzucił z Cameron, krążąc to w jedną to w drugą stronę, odliczając czas do dodania kolejnego składnika do magicznej mieszanki. Westchnął ciężko, zaczesując włosy do tyłu i wachlując się kartą pergaminu z instrukcjami. — Nie myślałem, że będzie dzisiaj tak cholernie gorąco. Chyba nawet naszą drogę Marcię gdzieś wcięło.

Podszedł bliżej części komnaty przeznaczonej na toalety, nie przestając się wachlować. Może i zdołał sobie znaleźć dodatkowe zajęcia w formie przygotowywania eliksiru, ale co z panem Figg? On raczej tak łatwo nie da się zwieść i nie usiądzie na tyłku. Koniec roku szkolnego zbliżał się nieubłaganie, więc należało zadbać o to, aby na konto wleciało kolejne osiągnięcia w formie odbycia małej przygody. Czy jeśli tutaj im nie wyjdzie, to Gryfon był gotowy przekraść się w środku nocy pod Zakazany Las, żeby szukać jednorożców lub centaurów?

— Nie podpuszczam Cię, ale jeśli postukasz różdżką w kolanka od kibli, to może wyjdzie z którejś z rur i — zaczął Lupin, trącając kolegę ramieniem, jednak w tym momencie usłyszał charakterystyczny dźwięk kipienia. — No nie! Nienienienienienienie!

Rzucił się do swojego miniaturowego kotła, prawie potykając się o własne nogi. Skierował różdżkę na naczynie, starając się wyregulować za pomocą magii temperaturę przygotowywanej mieszanki. Te składniki były drogie, przecież nie spuści tego wszystkiego w kiblu. Świetnie idzie, pomyślał z przekąsem, Cameron, zmniejszając płomień i oddychając z ulgą. Dodał powoli kilka suszonych ziół i zaciągnął się zapachem eliksiru. Może i lekko się przypaliło, ale chyba uda mu się jeszcze odratować miksturę.

— W-wszystko g-gra! — podniósł głos, co by poinformować Nicholasa o tym, jak się sprawy mają. Podniósł obie ręce w górę w geście małego zwycięstwa nad działającym przeciwko niemu siłom wyższym.

Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Nicholas Figg
#2
10.01.2023, 20:42  ✶  
Początek maja był jeszcze zdecydowanie zbyt wczesną porą, aby ktoś tak nadpobudliwy i ciekawski w formie osoby Nicholasa mógł porzucić swoje eksploracyjne zapędy na rzecz uczenia się do egzaminów. To nie tak że nie zależało mu na dobrych ocenach (no chyba że mowa była o eliksirach, których nie cierpiał), ale na tym etapie ograniczał przygotowywanie się do absolutnego minimum, a przycisnąć z wkuwaniem zamierzał dopiero za około dwa tygodnie. Zupełnie inaczej od Camerona, który tego ważnego dnia zabrał ze sobą nawet kociołek i zaczął przygotowywać coś, co zapewne było zbyt skomplikowane, żeby Nicholasowi chciało się jeszcze próbować to zrozumieć. Musiał jednak przyznać, że ogromna wiedza i pracowitość przyjaciela mu znacznie imponowała, a nawet czasem zazdrościł mu wiedzy alchemicznej, której Gryfon sam nie miał. Możliwe że gdyby przysiadł do nauki intensywniej, bez negatywnego nastawienia za każdym razem jak zapalał ogień pod kociołkiem i upartego powtarzania sobie jaki to jest beznadziejny w tej kwestii, to nawet uwarzyłby jakiś prosty eliksir na ból brzucha. Dobrze że Cameron cierpliwie znosił jego marudzenie podczas korepetycji, a przynajmniej sprawiał takie wrażenie.
- Wszystko się da, jeśli jesteś dostatecznie odważny. - odpowiedział mu szerokim uśmiechem, ale wcale nie chodziło mu o otwieranie okien tradycyjnym sposobem. - Ale to chyba zły pomysł. Na zewnątrz jest jeszcze gorzej, serio. - dodał szybko, niecierpliwym i żwawym krokiem odbijając się od kabiny do kabiny w poszukiwaniu jakichkolwiek śladów bytowania Jęczącej Marty, które nie byłyby przy tym śladami bytowania innych istot. Niestety, w żadnej z nich nie znalazł niczego, co mogłoby go naprowadzić na jakikolwiek trop. Ktoś, kto sprzedał im informację jakoby Marta była ostatnimi czasy gadatliwa, musiał ich zrobić w konia, bez dwóch zdań.
- Cholera... Myślisz że ją zamęczyli? To w ogóle możliwe, zmęczyć ducha? - spojrzał pytająco na Camerona, wyczekując odpowiedzi. Nie wiedzieć czemu, zdawało mu się że jeżeli ktoś miałby znać odpowiedź na to pytanie, to byłby to właśnie on. Czy tak miała się właśnie skończyć ich przygoda ze spotkaniem, albo raczej nie-spotkaniem Jęczącej Marty? Szkoda że nie jest tak towarzyska jak Sir Nicholas..., przeszło mu przez myśl nim Cameron podsunął mu genialny pomysł. W zasadzie pomysł ten był tragiczny i Figg doskonale o tym wiedział, ale potrzeba odkrycia tej tajemnicy była na tyle silna, że zamierzał spróbować wszystkich sposobów na przywołanie ducha - nawet tych pozornie najgłupszych.
- Lepiej żeby to zadziałało Cam! - rzucił do towarzysza zupełnie ignorując jego roztrzęsione wołania nad kipiącym eliksirem. Czemu Nicholas miałby się tym przejmować, skoro doskonale wiedział że eliksiry jedynie kipią, duszą i wybuchają?! Podczas kiedy Krukon uskuteczniał misję ratunkową nad kociołkiem, Gryfon stukał kilkukrotnie w kolanka toalet, przeskakując żywo od kabiny do kabiny. - Halo halo Marto, jesteś tam?! - jego głos roznosił się echem po łazience i prawdopodobnie jeszcze po rurach w kierunku innych, podejrzanych pomieszczeń skrytych w Hogwarcie. Nic to jednak nie dało, Jęcząca Marta chyba nie zamierzała dzisiaj z nikim porozmawiać ku wewnętrznej rozpaczy i zawiedzeniu Figga. Dobrze że przynajmniej jego przyjacielowi udało się uratować zupę przed wykipieniem.
- Przynajmniej tobie się udało... - mruknął bez entuzjazmu zawiedziony swoimi poszukiwaniami i oparł się o ścianę, krzyżując ręce na piersiach. Od razu było po nim widać, że nie podoba mu się taka sytuacja, ale jednocześnie też intensywnie i uparcie myślał nad jakimś alternatywnym planem. O dziwo nie trwało to długo, bo jeden z kolejnych, absurdalnych pomysłów zrodził mu się w głowie w błyskawicznym tempie. Spojrzał na Camerona z zawadiackim uśmiechem, ponieważ to właśnie jego przyjaciel miał być ważnym ogniwem tego zadania.
- Słuchaj mnie uważnie Cam, bo mam świetny pomysł. Nie podpuszczam cię, ale musisz wejść do kabiny zrobić siku. Myślę że Marta może mieć słabość do Krukonów. Sama też nim była, nie? - zaproponował śmiertelnie poważnie, łapiąc się pod boki z nieukrywanej dumy. Miał co prawda jeszcze inne pomysły, ale z tego był wyjątkowo dumny!
Nieoceniony Stażysta
god gives his silliest battles to his most tragic of clowns
wiek
20
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
stażysta, szpital św. munga
zdezorientowane spojrzenie; ciemnobrązowe oczy; ciemnobrązowe włosy w wiecznym nieładzie; cienkie usta; przeciętny wzrost 174 cm; dobrze zbudowany, jednak wynika to raczej z diety i ciągłego latania z jednego zakątka szpitala św. Munga w drugi niźli intensywnym ćwiczeniom fizycznym; wada wymowy (jąkanie się) objawiające się w sytuacjach stresowych

Cameron Lupin
#3
11.01.2023, 20:43  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.01.2023, 20:45 przez Cameron Lupin.)  

Westchnął ciężko. A więc nie pozostawało im nic innego, jak dalej się tutaj kisić. Że też magia utrudniała korzystanie z mugolskich urządzeń. Przydałby się tutaj taki wiatrak. Wprawdzie pewnie szłoby osiągnąć podobny efekt przy pomocy jakiegoś zaklęcia, ale to było męczące i wymagało intensywnych ruchów nadgarstka, machania różdżką wte i we wte i jeszcze dbania o odpowiednią intonację. Eh, ci niemagiczni to jednak czasem potrafili ułatwić sobie życie.

— A cholera je wie — powiedział zgodnie z prawdą. — Skoro Binns potrafi zanudzić nas na śmierć, to sprawiedliwie by było, gdyby duchy dało się zamęczyć. Może jak je połaskoczesz w odpowiednim miejscu, to się zamieniają w taką szaroburą mgiełkę?

Na dźwięk słów „mam świetny pomysł” padających z ust Nicholasa, przeważającej większości uczniów zapewne od razu zapaliłaby się czerwona lampka w głowie. Byłaby to swego rodzaju sugestia, że najwyższy czas przypomnieć sobie o zaległej poprawce testu z Historii Magii, zostawionym włączonym żelazku w dormitorium czy innej irracjonalnej wymówce. Cameron jednak podniósł tylko wzrok i pokiwał ochoczo głową, wyraźnie zachęcając przyjaciela do tego, aby zdradził mu, co też zrodziło się w jego gryfońskiej łepetynie.

— Tylko tyle? Nie takie rzeczy się robiło, kolego — przyznał z tajemniczym błyskiem w oku, mrugając porozumiewawczo. — Marcia ma słabość do każdego chłopaka, który ma za sobą trzynaste urodziny. Czy to Krukon, czy to Gryfon... Chyba to jej nie robi różnicy, dopóki ktoś słucha jej jazgotu. Ale punkt dla Ciebie, solidarność domów może zadziałać!

Obrzucił zatroskanym spojrzeniem płomień buszujący pod kociołkiem. Miał opory przed tym, aby zostawić miksturę bez nadzoru, ale nie był też kompletnym idiotą, żeby pchać się na minutę czy dwie z całym zestawem do kabiny. Z drugiej strony, powierzenie Figgowi sprawowania pieczy nad eliksirem mogło się skończyć poparzeniem lub wypaleniem brwi. A idźcie z tym do diabła, pomyślał i machnął parę razy różdżką, zmniejszając nieco płomień. To będzie musiało wystarczyć.

— No dobra, wchodzę w to — poinformował, klepiąc mocno chłopaka po plecach. — Pilnuj, żeby nikt mi nie przeszkadzał. A i nie grzeb przy eliksirze! Nie jest gotowy, może Ci wypalić przełyk, a jeszcze nie przeczytałem tego rozdziału w podręczniku. Wylądowałbyś u tej wariatki ze Skrzydła Szpitalnego.

Machnął podirytowany ręką, jakby naprawdę nie był w stanie zrozumieć, czemu dyrektor trzyma osobę tego pokroju w szkolnych murach. Skoro już jako nastolatek dostrzegał bardzo konkretne błędy i niedociągnięcia w jej pracy, to chyba logiczne było, że coś było z tą babą nie tak, co nie? Wymamrotał pod nosem nieprzychylny komentarz względem pielęgniarki, po czym zamknął się w kabinie. Rozległo się charakterystyczne dzwonienie strumienia moczu o starą muszlę klozetową, a chwilę później ten jakże podniosły koncert został dopełniony pociągnięciem uchwytu od spłuczki oraz szumem spuszczanej wody.

— No dalej, Marta. Rusz się. Goście do Ciebie przyszli — rzucił głośno Lupin, stukając czubkiem buta o kibel.

Gdzie indziej miałby się podziewać ten duch, jeśli nie w szkolnej kanalizacji? Na pewno się tam chowała. W końcu kto by wytrzymał długo w jej towarzystwie? Z Szarą Damą raczej nie byłoby jej się łatwo dogadać. Chcąc podkreślić swoje żądania względem wieloletniej lokatorki zamku, Cameron ponownie pociągnął za spłuczkę i dopiero potem wrócił do głównej części łazienki, poprawiając pasek od spodni. Uśmiechnął się półgębkiem do Nicholasa.

— Jeśli faktycznie gdzieś tu jest, to na pewno tu usłyszała — rzucił, rozglądając się na boki. Wyraźnie oczekiwał, że jego starania nie pójdą na marne i duch faktycznie przybędzie na to ekhm wezwanie.

Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Nicholas Figg
#4
22.01.2023, 21:01  ✶  
- Duchy i łaskotki? Może jest jakieś specjalne zaklęcie, którym dałoby się coś takiego zrobić? Ciekawe gdzie Marta miałaby łaskotki... - zamyślił się na chwilę, poważnie zastanawiając się nad jej słabym, łaskotkowym punktem. Nie wiedzieć czemu, pierwsze do głowy przyszły mu stopy i nie był już w stanie pozbyć się tej myśli, ani zamienić ją na inną. To z całą pewnością musiały być stopy, każdego przecież dałoby się w ten sposób złamać. Pozostawało jednak jedno pytanie - jak mieliby to sprawdzić? No i oczywiście związany był z tym najważniejszy problem, a mianowicie taki, że Marty nadal nigdzie nie było ani widać, ani słychać.
- To jest AŻ tyle, Cam. Możemy nie mieć drugiej okazji więc musisz się przyłożyć, dać sobie czas, najlepiej jak najwięcej czasu żeby Marta mogła cie usłyszeć. - poinsturował jeszcze przyjaciela, ciesząc się że ten rozumiał powagę sytuacji i wagę planu, na jaki wpadła gryfońska czupryna. To że Marta miała słabość do każdego chłopaka powyżej trzynastki nie zabrzmiało Nicholasowi za dobrze, zwłaszcza uwzględniając kontekst zadania, na jaki Cameron zgodził się bez żadnego marudzenia. Figg sam w tym momencie trochę zwątpił w słuszność swojego planu, nie wiedząc czy chce narażać kolegę na atak podnieconej, martwej nastolatki. Myślał nawet czy się z tego pomysłu nie wycofać, ale Krukon zdawał się być na tyle pewny siebie, że Gryfon odrzucił swoje wątpliwości. A kiedy jeszcze przypomniał sobie jego słowa o tym, że "Nie takie rzeczy się robiło., uwaga Nicholasa całkowicie skupiła się na tym jednym zdaniu.
- Co za rzeczy niby robiłeś, huh? Ja cię zawsze miałem za ułożonego i przykładnego! - mówił z dużym zaciekawieniem, bo tajemnicze spojrzenie przyjaciela było na tyle tajemnicze, że wzbudziło w Gryfonie ciekawość kilkukrotnie silniejszą, niż sprawa Marty. Czy mogło mu chodzić o coś, czego Nicholas nie wiedział? Pikantne sekrety z intymnego życia Krukona, czy może liczne przygody w badaniu sekretów Hogwartu? Potrzebował tych odpowiedzi teraz, dopóki uwaga nie rozproszyła się w innym kierunku.
- Spokojnie, przypilnuję ci tej... zupy. - zapewnił go z małym jednak entuzjazmem, kiedy padały słowa o wypalaniu przełyku. Już miał niejeden incydent z wybuchającymi eliksirami i wolał nie mieć z nimi kolejnych przygód. Kuknął z odpowiednim dystansem do garnka profilaktycznie, upewniając się że z jego zawartością nie dzieje się nic niebezpiecznego. Ciecz, czy cokolwiek to było, zabulgotało dwukrotnie potężnym bomblem, co sprawiło że brunet odsunął się jeszcze kilka kroków na bezpieczniejszą odległość. W ten sposób doglądał eliksiru z bezpiecznej, kilkumetrowej odległości, gdzie nic nie mogło mu zrobić krzywdy.
- Cam, to się chyba chce urodzić. Bulgocze strasznie. - zawołał do przyjaciela kiedy ten wygrywał toaletowe serenady ku, miejmy nadzieję, uciesze Marty. Jeżeli to nie zadziała będzie trzeba sięgnąć do innych kroków. Wolał jednak pozostawić je póki co w sferze pomysłów i liczyć, że mniej inwazyjne kroki okażą się skuteczne. Kiedy wreszcie Cameron skończył się załatwiać, nie pozostało im nic innego jak tylko czekać na reakcję ich, miejmy nadzieję, nowej koleżanki. Przyłożył palec do ust nakazując chłopakowi zachować ciszę i nasłuchiwać, lecz po minucie wsłuchiwania się w bulgotanie mikstury i przelewających się cieszy w rurach szkolnych toalet doszedł do wniosku, że... chyba plan nie wypalił. Westchnął ciężko i podszedł do jednej ze ścian, opierając o nią czoło w chwilowym spadku determinacji i wzmagającym się poczuciu rezygnacji.
- Ty... a na pewno dobrą toaletę wybrałeś? - wolał się jeszcze upewnić nim złapie chwilowego doła. Jeżeli by się okazało, że nie wybrali poprawnej toalety, będą musieli ten plan powtórzyć, ale... co jeśli Marta caly czas tu jest i śmieje się z ich starań? Co jeśli ich plan już nie zadziała, bo jest na niego przygotowana?
Nieoceniony Stażysta
god gives his silliest battles to his most tragic of clowns
wiek
20
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
stażysta, szpital św. munga
zdezorientowane spojrzenie; ciemnobrązowe oczy; ciemnobrązowe włosy w wiecznym nieładzie; cienkie usta; przeciętny wzrost 174 cm; dobrze zbudowany, jednak wynika to raczej z diety i ciągłego latania z jednego zakątka szpitala św. Munga w drugi niźli intensywnym ćwiczeniom fizycznym; wada wymowy (jąkanie się) objawiające się w sytuacjach stresowych

Cameron Lupin
#5
28.01.2023, 18:57  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.04.2023, 20:52 przez Cameron Lupin.)  

Może przy nauce z konkretnych dziedzin nie odstawał zbytnio od idealnego obrazku reszty rodzeństwa, czyli Cedrica i Cecylki, ale pod wieloma innymi względami mógł być równie dobrze podrzutkiem z taboru cyrkowego. Miał wrażenie, że za każdym razem, gdy wpadał w kłopoty, a wieści o nich docierały do innych członków rodziny, wszyscy patrzyli się po sobie, zastanawiając się, kto mu zaszczepił takie zachowania. Nie zdziwiłby się, nawet gdyby rodzice rozważali uczenie go w domu, co by go nieco utemperować. To znaczy, gdyby powodziło im się nieco lepiej. Apteka była dobrym źródłem zarobku, ale daleko było im do milionerów.

— Brudne rzeczy. Gdybym Ci powiedział, musiałbyś zrobić jedną z tych rzeczy, żebym miał na ciebie haka — rzucił wymijająco. Nie miał zamiaru odkrywać wszystkich kart, ale nie miał nic przeciwko temu, aby nieco rozpalić wyobraźnię kolegi. — Jestem ułożony i przykładny? — Zmarszczył brwi. — Powinienem o tym napisać matce, bo nie uwierzy.

Słysząc jedną informację za drugą odnośnie do stanu eliksiru, Cameron od razu po opuszczeniu toalety ruszył do swoich wyrobów, klękając przed nim i machając różdżką to w lewą to w drugą stronę. Jakby tego mało mruczał pod nosem dodatkowe inkantacje, co by ustabilizować mieszankę. Nie miał zamiaru wyrzucić do kosza ostatnich kilku godzin. Doprowadzi tą sprawę do końca, choćby nie wiadomo co!

— Tak jestem pewny. To musi być tutaj w końcu... — Zamilkł, podnosząc wzrok znad kociołka i wbijając wzrok tuż pod nogi Gryfona.

Czy naprawdę widział, to co mu się wydawało? Zamrugał parę razy i przetarł oczy. Może to wina oparów z eliksiru? Cholera, czyżby coś jednak sknocił i wytworzył jakiś specyfik halucynogenny? Cóż, gdyby tak było, to zapewne by się tym szybko pochwalił u nauczyciela, jednak prawda szybko okazała się nieco inna.

— Toaleta Marty to najlepsza toaleta — odezwał się do Nicholasa skrzekliwy, nieprzyjemny na dla ucha głosik, który dobiegał do chłopaka z... płytek podłogowych?

Wystarczyło jedno spojrzenie w dół, aby zobaczyć prześwitującą twarz Jęczącej Marty, która uśmiechała się do Gryfona z płytek podłogowych. Ponad ich poziom wystała tylko jej głowa, ledwo powyżej podbródka, co z jednej strony mogło się wydawać komiczne, ale też nieco... przerażające. Gdyby latała tak po całym Hogwarcie, to co chwilę uczniowie słyszeliby jej piski, jak to nikt jej nie szanuje, wszyscy po niej depczą i psują jej fryzurę, która od lat nieprzerwanie funkcjonowała w formie dwóch bujnych kucyków.

— Dawno nie miałam tu takich ładnych gości — kontynuowała nastolatka, wylatując z podłogi i ukazując się dwójce uczniów w pełnej okazałości. — Wszyscy unikają Marty. Myślą, że Marta jest głupia, a czasem nawet, że przeklęta! Że Marta przynosi pecha, bo umarła w łazience!

Cameron zbliżył się do przyjaciela, ignorując chwilowo eliksir, który dalej stał na ogniu. Cóż, jakimś cudem udało im się wezwać tutaj tego duszka, więc chyba byli na dobrej drodze, żeby Nikoś spełnił swoje marzenie na ten semestr. Trącił go ramieniem.

— Słyszysz? Powiedziała, że jesteś ładny. Istny z ciebie pies na baby. Nawet jeśli są martwe — skomentował, zanim zdążył ugryźć się w język. Na reakcję Jęczącej Marty nie musiał długo czekać, gdyż ta momentalnie wydała z siebie donośny pisk, jakby zamierzała doprowadzić do pęknięcia luster wiszących nad umywalkami. Za dużo gadasz, pomyślał Krukon.

— Wszyscy nienawidzą Marty! Uważają, że Marta zmyśla, że wcale nie widziała tych czerwonych ślepi w łazience! — zawodziła zjawa.

Dopiero ta informacja wzbudziła w nim zainteresowanie. Czyli... Ktoś z nią tutaj bym w chwili jej śmierci? Ale czerwone oczy? Kto mógł mieć czerwone oczy?, pomyślał Cameron. Człowiek? Wątpliwe. Wprawdzie mógł to być wynik zakażenia lub niepoprawnie rzuconego zaklęcia, ale chyba żaden uczeń nie urządziłby drugiego ucznia w taki sposób? Nawet Lupinowi nie mieściło się to w głowie. Bądź co bądź, uczniowie Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie lubowali się w psotach i płataniu dowcipów, ale żeby wystraszyć biedną dziewczynę na śmierć lub... Naprawdę ją zabić?

Skrzywił się na samą myśl. Nie... Przecież to by się od razu wydało, a sprawa byłaby głośna na cały kraj. A przecież Jęcząca Marta była po prostu swego rodzaju ciekawostką. Plotką wręcz. Jej historia była tajemnicza, ale nigdy nie pojawiły się żadne konkretne dowody, które wskazałyby, co konkretnie jej się przytrafiło. Równie dobrze mogła się poślizgnąć na mokrych kafelkach, a wizja czerwonych oczu stanowiła ostatni wytwór jej wyobraźni. Sądząc po jej wyglądzie, nie należała do uczniów, którzy przepadali za rówieśnikami.

— No dobra, a co właściwie... Ci się stało, że umarłaś? — rzucił, spoglądając na Nicholasa. To on przede wszystkim chciał się z nią spotkać, jednak teraz siedział cicho, jak zaklęty. Czyżby dalej był w szoku?

— To się stało w tej kabinie! — odrzekł duch dziewczyny, lecąc w stronę kibli. Cameron spojrzał na wskazaną przez nią kabinę, jednak nie zauważył w niej niczego interesującego.

— I co jest w niej takiego specjalnego?

— Umarłam w niej. — Marta spojrzała na Lupina takim wzrokiem, jakby to wszystko wyjaśniało, nie widziała potrzeby, aby wyjaśnić wyjątkowość tej kabiny. Cameron uśmiechnął się niemrawo. — Pamiętam to bardzo dokładnie. Schowałam się, bo ta cała Hornby wyśmiewała się z moich okularów. Płakałam, a potem usłyszałam kroki. Myślałam, że przyszła się nade mną znowu poznęcać, ale potem zobaczyłam te straszne oczy i... Puff! Koniec!

— Puff — powtórzył Cameron, strzelając oczami na boki.

Było to niepokojące, ale co mógł powiedzieć? Może zaatakowało ją jakieś zwierzę? Albo stworzenie pokroju wilkołaka lub wampira? Hogwart może i znajdował się blisko Hogsmeade, ale w okolicznych lasach można było pewnie znaleźć parę kryjówek, w których mogły się poukrywać jakieś straszydła. Niewykluczone, że coś mogło dostać się do środka i faktycznie pozbawić dziewczynę życia. Tylko, czy ówczesne władze szkoły faktycznie mogłyby tak łatwo zamieść wszystko pod dywan? To była szkoła. Uczniowie pisali listy, nauczyciele plotkowali... Jakieś wiadomości na pewno wypłynęłyby ze szkolnych murów!

— Wiesz co? Mój przyjaciel na pewno z chęcią cię pocieszy. On bardzo chciał poznać Twoją historię i więcej się o Tobie dowiedzieć. Praaawda, Nicholas?

Krukon zachęcił Figga do tego, aby podszedł bliżej, po czym sam wrócił do swojego eliksiru. Mimo to z tyłu głowy cały czas kołatały mu słowa Marty. Może Hogwart wcale nie był tak bezpiecznym miejscem, jak im się wydawało? Wprawdzie co poniektórzy mieli przeświadczenie, że to uczniowie i ich magiczne popisy były największym zagrożeniem, czy stworzenia żyjące w Zakazanym Lesie, ale co jeśli czaiło się tu coś innego? Większego, niebezpieczniejszego i bardziej... morderczego?


Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Cameron Lupin (2112), Nicholas Figg (1221)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa