Z pewnym trudem Brenna ustała na miejscu, nie chcąc upuścić Victorii, a gdy ją odstawiła, wodziła wzrokiem w tę i z powrotem pomiędzy Lestrange, a kratką wentylacyjną, czekając na wyjaśnienia. A ilekroć spoglądała w górę, to minę miała taką, jakby spodziewała się, że zaraz wyskoczy stamtąd całe stado ruchomych świeczek kutasów albo coś takiego.
– Poltergeist – powtórzyła za Victorią, a potem znowu zadarła głowę, utkwiwszy wzrok w niewielkiej dziurze. – W twojej kratce wentylacyjnej.
W jej głosie nie było niedowierzania: nie zdawała się nawet jakoś zdziwiona. Chociaż zdziwiona była, a raczej… no to nie było normalne, i w życiu by się nie spodziewała… ale zaczynała chyba przyjmować coraz bardziej zasadę: nie dziwić się niczemu.
– Nie, Victoria, nie zabijesz go, bo zamordujesz Thorana, a pójdziesz siedzieć jak za człowieka – przypomniała, po czym przeczesała włosy palcami, też od razu zastanawiając się, co zrobić. Wypuszczenie poltergeista wcale nie było dla niej takie oczywiste, bo miała z nimi trochę do czynienia, a tym najbardziej… godnym zapamiętania przypadkiem był Irytek. O bogowie, Thoran za ścianą i drugi Irytek nawiedzający mieszkanie? Victoria mogłaby uznać, że już lepiej wrócić do matki z takim towarzystwem! – Cholera – podsumowała, kręcąc głową. – Masz kogoś, kto może coś na to poradzić? Znam jednego egzorcystę, ale Sebastiana wyciągnąć o tej porze z domu to będzie trudno, no i jak zorientowałby się, że to ja, to by nie wpuścił mnie za próg, a jakbym mu powiedziała, że znowu to poltergeist, to pewnie zamknąłby się w łazience. I… zaraz, w Ministerstwie jest jeszcze jedna, ale nie znam jej adresu…
Nie pomyślała w pierwszej kolejności o Flincie. Nie z powodu niechęci do niego: chyba nigdy tą tak naprawdę go nie darzyła. Ale Dægberht nie był kimś, o kim pomyślałaby, szukając pomocy. Nie był kimś, na kogo kiedykolwiek by liczyła, i to nie tylko dlatego, że lwią część roku spędzał z daleka od Anglii, i niby wiedziała, że wrócił, miała nawet się z nim spotkać, ale jakoś nie zakodowała sobie w głowie, że ten znowu przebywa w Londynie.
- Jak ten drań w ogóle to zrobił?
I tym razem w jej głosie zabrzmiała odrobina niedowierzania.