• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Bliskie Okolice Londynu v
« Wstecz 1 2 3 Dalej »
[8 kwietnia 1972] Drewniane molo

[8 kwietnia 1972] Drewniane molo
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Brązowowłosy i niebieskooki mężczyzna, wyróżniający się z tłumu przede wszystkim za sprawą swojego wzrostu. Niewielka domieszka krwi olbrzymów sprawiła, że osiągnął nieco ponad 2 metry wzrostu. Łatwo z niego czytać, w przypadku Theona emocje praktycznie zawsze są wypisane na twarzy. Nie stara się z nimi kryć. Często można go spotkać z papierosem w ręku bądź wyczuć specyficzny zapach, niekiedy lekko dominujący nad pozostałymi.

Theon Travers
#1
10.01.2023, 19:05  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.04.2023, 15:09 przez Morgana le Fay.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Geraldine Yaxley - Piszę, więc jestem

8 kwietnia 1972 - Drewniane Molo
Theon & Geraldine


Miesiące mijały jeden za drugim. Więź łącząca bliźniaki słabła. Spotykali się coraz mniej, oddalali od siebie coraz bardziej. Odkąd w listopadzie 1970 roku zajęli miejsce po przeciwnych stronach barykady, wszystko zaczęło się zmieniać. Początkowo zmiany te były słabo widoczne, ostatnimi czasy stały się jednak aż nadto wyraźne. Ostara, na której Theon nie zjawił się pomimo złożonej wcześniej obietnicy, potraktowana mogła być jako punkt krytyczny. Inne sprawy okazały się ważniejsze od osoby, która powinna zajmować w jego życiu istotne miejsce.

Możliwe, że wystawienie siostry przyszło mu wówczas łatwiej niż powinno.

Nie bez powodu zjawił się tego dnia przy molo, przy którym bawili się jako dzieci. Mimo tego wszystkiego, musiał kolejny raz porozmawiać z Geraldine. Spróbować przemówić jej do rozumu. Ostrzec. Dzień wcześniej przesłał jej krótką wiadomość przy pomocy swojego Płomyka. Zwykłą prośbę o spotkanie. Pomimo braku odpowiedzi, liczył że dziewczyna pojawi się na miejscu. Ponoć nadzieja umiera ostatnia.

Ubrany w jasne jeansy, sweter, mając narzuconą na siebie skórzaną kurtkę, pozwolił sobie usiąść na drewnianym, nie prezentującym się najlepiej, molo. Wyciągnął z kieszeni paczkę fajek oraz zapalniczkę. Przy pomocy papierosa zamierzał sobie umilić czekanie na siostrę. To właśnie z nim w ręku, Geraldine ujrzałaby Theona po dotarciu na miejsce, gdyby nie zdarzenie, którego żadne z nich spodziewać się nie mogło.

Tym co odwróciło jego uwagę, był niezwykle piękny głos, zakłócający spokój zazwyczaj panujący nad jeziorem Llyn Dinas. Cudowny wokal, od którego nie można było odwrócić uwagi. Zamiast zapalić wyciągniętego papierosa, Theon upuścił zapalniczkę na drewniane deski, podnosząc się z dopiero co zajętego miejsca. W ślad za nią poleciała paczka fajek, która miała znacznie mniej szczęścia, z powodu brakującej deski lądując we wciąż zimnej o tej porze roku wodzie. Nie zwrócił na to uwagi. Nawet tego nie zauważył, ruszając na poszukiwania właścicielki głosu.

Dojrzał ją niewiele dalej. Po pokonaniu zaledwie kilku metrów, po przedarciu się przez tutejsze zarośla. Zanurzona w wodzie, blond włosa, smukła... ideał o iście anielskich rysach twarzy. Nie sposób było oderwać od niej wzroku. Pogrążał się w tym wszystkim coraz bardziej i bardziej, poddając się jej niewątpliwemu urokowi.

- Chodź do mnie - posłuchał, kiedy odwróciła się w jego stronę, przywołując do siebie gestem. Nie była speszona. Nie była zawstydzona. Ani też zdenerwowana tym, iż ją podglądał. Z uśmiechem na twarzy zachęcała, żeby do niej dołączyć. Obiecując wszystko, nie mając w planach ofiarować niczego. Chociaż w innych okolicznościach byłby w stanie ją zidentyfikować, teraz się temu wszystkiemu poddał. Zrobił krok jeden, drugi. Z każdym kolejnym jego ubranie coraz bardziej nasiąkało wodą. Organizm coraz bardziej odczuwał chłód, co w ogóle nie docierało do świadomości mężczyzny. Pozostawał odcięty od przesyłanych bodźców.

Ujął ją za wyciągniętą do niego rękę. Słuchał czarującego głosu. Składanych obietnic. Reagował na każdy jej dotyk. Odpowiadał tym samym. Nie dostrzegał w tym wszystkim niczego dziwnego. Podejrzanego. Pozwolił się objąć ramionami, dał się opleść jej ciału. Na pocałunki odpowiadał tym samym. Jednocześnie zanurzał się coraz głębiej w mętnej wodzie, gotów znaleźć się nawet i pod nią, dla kilku chwil ulotnej przyjemności.

Nawet nie zauważył, kiedy zamiast po pas, woda zaczęła z wolna sięgać do łokcia.

Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#2
11.01.2023, 10:37  ✶  

Czuła, że nie jest dobrze. Dystans, jaki się między nimi pojawił rósł coraz bardziej. Nie dało się nie zauważyć, że patrzą na świat zupełnie inaczej. Rozmowa którą odbyli dwa lata temu była dopiero początkiem. Gerry wiedziała, jaką stronę wybrał jej brat, ona uparcie twierdziła, że jest neutralna, że nie miesza się w ten konflikt. Czy jednak rzeczywiście tak było, czy nie zdarzyło jej się ratować ludzi, którzy potrzebowali pomocy przez to, że zostali zaatakowani przez popleczników Voldemorta? Jej czyny mówiły same za siebie, najwyraźniej podjęła decyzję, tylko nie mówiła o tym głośno.

Podczas Ostary poczuła rozczarowanie. Nie spodziewała się, że Theon ją wystawi, może nie było między nimi kolorowo, jednak mieli pewne tradycje, które pielęgnowali od lat. Musiała pogodzić się z tym, że przestała mieć dla niego jakiekolwiek znaczenie. Pogodzić się z tym, że gdyby miał wybierać, to pewnie nie wybrałby jej. Dla niej to wszystko wcale nie było takie łatwe, w końcu był jej bratem, bliźniakiem - od zawsze razem. Nie zamierzała go tak łatwo skreślić, wbrew pozorom naprawdę jej na nim zależało, bez względu na to, jakie miał poglądy. Liczyła na to, że kiedyś przejrzy na oczy.

Dostała wiadomość od brata, przez chwilę zastanawiała się, czy powinna się z nim spotkać. Bardzo szybko jednak podjęła decyzję - w końcu był to Theon, a jej w przeciwieństwie do niego nie tak łatwo przychodziło ignorowanie go. Ger wbrew pozorom była naprawdę mocno związana ze swoją rodziną, może nie z ich poglądami, ale uważała, że więzy krwi są bardzo istotne.

Geraldine pojawiła się przy molo w postaci skunksa. Nie chciała rzucać się w oczy. Dostrzegła brata który siedział z papierosem w ręku. Skunks powoli zmierzał w jego kierunku. Przystanęła jednak na moment, kiedy zobaczyła, że zaczyna się on dziwnie zachowywać. Uważnie się mu przyglądała, nie miała pojęcia co się dzieje, nie słyszała głosu. Brat wydawał się jej być otumaniony, zaczął wchodzić do wody. Zbliżyła się do niego jeszcze bardziej. Wtedy dopiero, stojąc na brzegu zauważyła istotę, która go oczarowała. Zmieniła się w swoją człowieczą wersję, przecież nie pozwoli mu zniknąć w głębi jeziora z syreną, chociaż może było to całkiem dobre rozwiązanie. Nie musieliby znowu dyskutować o tym, kto ma rację. Stała wyprostowana, na brzegu jeziora. W ręku trzymała swoją różdżkę, wyglądała zwyczajnie. Włosy czesane wiatrem, jakby żyły swoim własnym życiem. Ubrana była w spodnie, sztruksowe i błękitną koszulę, na wierzch miała narzucony długi, skórzany płaszcz. - Zostaw go!- Krzyknęła z nadzieją, że wystraszy istotę, nie wiedziała, czy brat otrzeźwieje, była gotowa wejść za nim do tej wody, choć temperatura i wody i powietrza wcale do tego nie zachęcała.

Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Brązowowłosy i niebieskooki mężczyzna, wyróżniający się z tłumu przede wszystkim za sprawą swojego wzrostu. Niewielka domieszka krwi olbrzymów sprawiła, że osiągnął nieco ponad 2 metry wzrostu. Łatwo z niego czytać, w przypadku Theona emocje praktycznie zawsze są wypisane na twarzy. Nie stara się z nimi kryć. Często można go spotkać z papierosem w ręku bądź wyczuć specyficzny zapach, niekiedy lekko dominujący nad pozostałymi.

Theon Travers
#3
15.01.2023, 20:06  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.01.2023, 20:07 przez Theon Travers.)  

Nieświadomy zagrożenia, z każdą kolejną chwilą znajdywał się coraz dalej brzegu. Zanurzał się głębiej w mętnej, chłodnej wodzie, zapominając o tym, że nad jeziorem zjawił się w zupełnie innym celu. Teraz nie miało to znaczenia. Teraz nie liczyło się nic więcej - tylko te stworzenie o najpiękniejszym głosie, jaki dane było mu usłyszeć.

Ocknął się w chwili, kiedy do jego uszu dotarł znajomy głos. W oczach pojawiło się przerażenie. Serce zaczęło bić tak szybko, jakby przebiegł właśnie jakiś maraton. Strach nie pomagał. On nigdy nie był dobrym towarzyszem dla człowieka znajdującego się w wodzie. Tym razem nie mogło być inaczej. Problemem było nie tylko uwolnienie się od stworzenia, ale też utrzymanie na powierzchni. Niby nie był złym pływakiem, ale w tym momencie...

W tym momencie niewiele brakowało, żeby się utopił.

Śmierć niewątpliwie godna czarodzieja.

Pociągnięty w dół, pod wodę, próbował się bronić. Bez użycia czarów. Bez różdżki, do której nie był w stanie się dostać. Wynurzył się na krótki moment, nie zdążając nawet zaczerpnąć powietrza. Zaraz coś szarpnęło go pod wodę. Brakowało tchu.

Gdyby był sam, tutaj by nastąpił koniec.

Na szczęście wszystko widziała Geraldine. Nie zostawiła go samego. Choć ich relacja przez ostatnie miesiące zdawała się coraz bardziej tracić na znaczeniu, kobieta postanowiła zjawić się w umówionym miejscu. Interweniowała, widząc całe zajście. Dzięki temu mógł raz jeszcze spróbować uwolnić się z objęć swojej niedawnej miłości, starając się wydostać na powierzchnię.

Tym razem z sukcesem.

Całkiem sporych ilości wody, które wcześniej trafiły do jego ust, teraz starał się pozbyć. Kaszlał, unosząc się na powierzchni. Starał się nabrać powietrza. Uspokoić organizm. Potrzebował chwili, zanim będzie w stanie dostać się do brzegu, zareagować na to, co w tym czasie robiła Geraldine. Był w lekkim szoku. Najpewniej potrzeba było nieco dłuższej siły, aby dał radę wrócić do siebie.

Choć może byłoby lepiej gdyby pozostał w tym stanie. Na dłużej.

- jest trochę za zi-zimno na kąpiel w jeziorze, u-uprzedzam gdybyś się nad tym za-zastanawiała. - zamiast dziękuje, przywitał się z siostrą tymi słowy, rzucając się na trawę ledwie tylko udało mu się dostać do brzegu. Znów kilka razy odkaszlnął, pozbywając się odrobiny wody z organizmu. Oddychał dość ciężko. Potrzebował chwili, żeby odwrócić się na plecy. Mógł wreszcie spojrzeć na coś więcej, niż zdecydowanie zbyt wysoka trawa. Widać było, że okolica od dawna nie cieszyła się popularnością. Pozostała zaniedbana. Dawniej wyglądało to inaczej. - chyba będę musiał Ci podziękować, ale zanim... te ubrania są cholernie mokre i ciężkie, a moja różdżka... chyba została w jeziorze. - przymknął oczy. Potrzebował chwili odpoczynku. Odrobiny spokoju. To nie tak, że tego typu atrakcje przytrafiają mu się regularnie.

Tylko co trzeci czwartek.

Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#4
16.01.2023, 13:22  ✶  

Nie do końca tego się spodziewała, kiedy wybrała się dzisiaj na spotkanie z bratem. Nie, żeby miała nie wiadomo jakie oczekiwania, wiedziała, że to nie będzie nic specjalnie przyjemnego. W końcu ich relacja ostatnio była mocno napięta, jednak to, co zobaczyła przy molo zaskoczyło ją, a myślała, że raczej trudno ją zaskoczyć. Jak widać nadal zdarzały się takie momenty.

Zareagowała szybko, nie chciała, żeby stało mu się cokolwiek. Jakby na to wszystko nie patrzeć, to nadal pozostawał jej bratem bliźniakiem, nie chciała, żeby stała mu się krzywda, choć nie do końca popierała ścieżkę, którą podążał. Wiedział o tym, że jej się to nie podoba, w końcu nie ukrywała jakie ma zdanie na ten temat, próbowała mu przemówić do rozumu, jednak nie docierało. Miała nadzieję, że z czasem otworzy oczy i zobaczy, że to, co robi nie ma najmniejszego sensu.

Widziała, że syrena zaczyna wciągać go pod wodę, szybko machnęła różdżką, aby jej to uniemożliwić. Nie pozwoli mu utonąć na jej oczach, choć chciałaby, żeby trochę dostał po dupie, należało mu się chociażby za to, że wystawił ją w Ostarę, kiedy na niego czekała, chociaż sama wolała mu wytłumaczyć, że nie było to zbyt przyjemne. Ona mogła robić krzywdę swojemu bratu, a nie jakaś tam pierwsza lepsza syrena...

Wypłynął na powierzchnię, stworzenie zniknęło gdzieś w głębi, podeszła jeszcze bliżej jeziora, żeby pomóc mu z niego wyjść. Miała świadomość, że trochę czasu spędził walcząc z syreną, na pewno nie czuł się teraz najlepiej, w końcu omal się nie utopił. Nie należało to do szczególnie przyjemnych przeżyć. - Chodź na brzeg, nie wiadomo, czy nie wróci.- Krzyknęła do niego jeszcze. Wolałaby, żeby oddalił się od wody.

Gerry zbliżyła się do tafli, żeby podać mu pomocną dłoń, nie potrzebował jej jednak, sam jakoś wydostał się z jeziora. Nie wyglądał najlepiej, to tylko utwierdziło ją w tym, że rzeczywiście jeszcze chwila, a utopiłby się tutaj. - Mamy kwiecień, zdecydowanie nie jestem fanką wiosennych kąpieli w jeziorze, nie sądziłam, że Ty tak lubisz, jak widać mało o Tobie wiem.- Podeszła do niego, w ręku nadal trzymała różdżkę, machnęła nią i mruknęła pod nosem zaklęcie, które miało go osuszyć, nie zamierzała zostawić go w potrzebie, był w końcu jej bratem, a ona w przeciwieństwie do niego o tym nie zapominała. - Chyba zadziałało, jesteś suchy, co z Twoją różdżką?- Przeniosła wzrok w stronę jeziora, nie wydawało jej się, aby dobrym pomysłem były poszukiwania magicznego patyka, czuła, że może to potrwać wieki. - Chyba będziesz musiał sobie kupić nową, nie wydaje mi się, że znajdziesz ją tutaj. - Stanęła obok niego i wyciągnęła w jego stronę rękę, aby pomóc mu wstać. Zaczynał nabierać kolorów.

- Mogłeś mnie poinformować w liście, że chcesz mi przedstawić swoją nową narzeczoną, bym się jakoś bardziej elegancko ubrała.- Rzekła jeszcze trochę uszczypliwie, w końcu spotkali się tutaj z jakiegoś powodu, nie do końce wiedziała o czym chce z nią porozmawiać próbowała więc jakoś rozładować atmosferę.

Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Brązowowłosy i niebieskooki mężczyzna, wyróżniający się z tłumu przede wszystkim za sprawą swojego wzrostu. Niewielka domieszka krwi olbrzymów sprawiła, że osiągnął nieco ponad 2 metry wzrostu. Łatwo z niego czytać, w przypadku Theona emocje praktycznie zawsze są wypisane na twarzy. Nie stara się z nimi kryć. Często można go spotkać z papierosem w ręku bądź wyczuć specyficzny zapach, niekiedy lekko dominujący nad pozostałymi.

Theon Travers
#5
22.01.2023, 00:39  ✶  

On również nie tego się spodziewał po tym spotkaniu. Wysyłając wiadomość do Geraldine, myślał o pewnych tematach, zamierzał skupić się właśnie na nich. Pojawienie się syreny nieco pokrzyżowało mu te plany. Na szczęście jednak nie zmusiło do ich całkowitego zarzucenia. Potrzebował jedynie kilku minut na to, żeby po tym wszystkim dojść do siebie. Rzecz chyba jak najbardziej zrozumiała.

Poczuł się znacznie bardziej komfortowo, kiedy siostra łaskawie zdecydowała się osuszyć jego ubrania. Łatwiej było się pozbierać, kiedy nie miało się na sobie odzieży na tyle przemoczonej, że aż z tego wszystkiego ciężkiej.

- Dzięki. - wypowiedziane niezbyt głośno, ale Theon brzmiał już wyraźnie lepiej niż miało to miejsce na samym początku. Nie szczękał zębami. - Nie jestem pewien, musiała się gdzieś zgubić w całym tym zamieszaniu. - nie brzmiał na zadowolonego, ale to raczej nie powinno dziwić. Dla czarowników różdżka stanowiła przedłużenie dłoni. Należało o nią odpowiednio dbać. Wiedziały o tym nawet dzieci. Kwestia z tych dość... elementarnych. Podstawowych. Pomimo tego nie zamierzał jej w tej sytuacji szukać. Kusić losu. Ryzykować kolejnego, bliskiego spotkania z syreną.

Nawet jeśli szanse na to, że znów zaatakuje były raczej znikome.

- Następnym razem wezmę to pod uwagę i podam więcej informacji. - odpowiedział, choć całe to zdarzenie jeszcze nie zaczęło go bawić. Może za kilka dni. Tygodni. Najpewniej lat... będzie opowiadał to swoim wnukom? Tylko pierw musiałby się takowych doczekać. Założyć znaleźć kobietę, z którą założy rodzinę, wybudować dom, posadzić drzewo. Takie tam bzdury, z którymi nieszczególnie się śpieszył. Nie zamierzał niczego w tym aspekcie zmieniać, nie odczuwał takiej potrzeby.

Oby tylko znów nie został w tym przypadku postawiony przed faktem dokonanym.

- Zapytałbym się, co u Ciebie, ale chyba obydwoje wiemy, że nie po to Ciebie tutaj ściągałem, Ger. - kiedy wreszcie się pozbierał, podniósł z ziemi i inne takie, uznał że dalsze owijanie w bawełnę nie ma najmniejszego tematu. Nie chciał zwlekać. Wszystkiego niepotrzebnie przedłużać. Dał jej gestem znać, żeby podeszli do zniszczonej ławki, która znajdywała się w okolicy molo. Dawniej ta okolica przyciągała gości, widać było tego ślady. Nadgryzione przez czas, ale nadal łatwe do zauważenia. - Musisz, przynajmniej przez jakiś czas, trzymać się z daleka od Theseusa. - rzucił bez ogródek, zaraz dając jej też znać, żeby nie przerywała, żeby go wysłuchała do końca. - Tacy jak on znajdują się na celowniku, ich bliscy również, Ger. Nie wiem jak Ty, ale ja nie chce, żebyś wpakowała się w jakieś bagno przez swój upór. Nie powinnaś się z tym afiszować.

Nie bez powodu teraz o tym mówił. Słyszał ostatnio coś na jej temat. Na temat jej przyjaciela również. Nic konkretnego, ale... ale powody do obaw i tak były tutaj uzasadnione. Wiedział w jakich kręgach się obracał. Zdawał sobie sprawę z tego, do czego Ci ludzie byli zdolni. Geraldine pewnie też przynajmniej to podejrzewała. Czy z tą świadomością była skłonna dalej ryzykować? Brnąć w to wszystko? Czy chciała ich ostatecznie postawić po przeciwnych stronach barykady, zmuszając do wycelowania w siebie różdżek?

Bo tak to się mogło skończyć.

Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#6
22.01.2023, 13:32  ✶  

Syrenka okazała się być całkiem niezłym powodem do przełamania lodów. Musieli współpracować, zareagować szybko, aby Theo nie zniknął pod wodą. Pomimo różnic poglądów i charakterów tym razem udało im się razem, wspólnymi siłami wyciągnąć go z wody, w jednym kawałku. Dobrze było widzieć, że jak chcą to potrafią współpracować.

Nie zamierzała się nad nim znęcać, wiedziała, jak bardzo nieprzyjemne potrafi być pływanie w ubraniach, szczególnie kiedy woda jeszcze była niezbyt nagrzana. Osuszenie go, to był zwyczajny, ludzki odruch, choć gdyby była trochę bardziej wredna zapewne by tego nie zrobiła, nie miała jednak, aż takiego złego serca, przynajmniej póki co, bo nie zdążył jej jeszcze dzisiaj zdenerwować.

- Nie zamierzam wchodzić do tej wody i myślę, że Ty chyba też nie chciałbyś się ponownie spotkać z tą syreną.- Trochę było jej go szkoda, sama bardzo by się zirytowała, gdyby zgubiła gdzieś swoją różdżkę, w końcu bez niej czułaby się bezbronna, może nie aż tak bardzo, bo ona jeszcze posiadała umiejętności szermiercze, jednak tak radzić sobie bez magii - trochę kiepsko.

- U Ollivanderów pewnie dostaniesz różdżkę od ręki.- Powinien jak najszybciej jakąś sobie zorganizować, w końcu czasy był niebezpieczne, a ważne, aby mógł się obronić, kiedy przyjdzie taka potrzeba. Był jej bratem, zależało jej na jego bezpieczeństwie, choć wybrał stronę, której nie popierała, to i tak łączyły ich więzy krwi.

- Cieszy mnie to, że uczysz się na błędach, chociaż ta wybranka chyba też uciekła?- Czasem lubiła tak delikatnie wbijać szpilę bratu, sprawiało jej to nawet przyjemność, szczególnie kiedy widziała, że robił co mógł, aby spełnić oczekiwania rodziców, a i tak mu to średnio wychodziło. Szkoda tylko, że nie udało jej się złapać syreny, bo pewnie mogłaby sporo zarobić na komponentach z tego stworzenia. Trudno, brat jako przynęta nie był do końca dobrym pomysłem podczas polowania.

Ruszyła więc za bratem w stronę drewnianej ławki, miała nadzieję, że się nie rozsypie kiedy na niej usiądą, bo lata świetności miała już zdecydowanie za sobą. - Tak, zastanawiam się tylko, co tym razem Ci się nie podoba.- Zdawała sobie sprawę, że wiele ich różni, że podążali zupełnie innymi drogami, wiedziała, że to spotkanie musi mieć jakiś cel.

- Słucham? Muszę?- Nie ukrywała swojego oburzenia. Jeszcze tego brakowało, żeby Theon mówił jej z kim może się zadawać. - Nie wiem, czy pamiętasz, ja i Thes przyjaźnimy się od czasów Hogwartu, mieszkamy i pracujemy razem, jak sobie to wyobrażasz?- Widać było, że się tym zdenerwowała. Czy naprawdę wydawało się mu to takie proste? Kiedy życie jej i Fletchera od lat było połączone, był jej najlepszym przyjacielem, bratnią duszą, nie potrafiłaby go ot tak zostawić.

- Afiszować się? Przecież wszyscy wiedzą o tym, że się przyjaźnimy, trudno by było tego nie zauważyć po tych wszystkich latach. Theon zaczął od Thesa, na całe szczęście nie miał pojęcia, że w jej życiu pojawił się ktoś jeszcze, w końcu skoro z Fletcherem był problem, a był on półkrwi wolała nie myśleć, jakby zareagował gdyby się dowiedział, że zaczęła się prowadzać z mugolakiem, na całe szczęście nie wiedział wszystkiego, przynajmniej tak się jej wydawało. - Czy Ty mi grozisz, czy mnie ostrzegasz?- Chciał jej oznajmić, że przyjdzie do niej w wiadomym celu? Niech przychodzi ze swoimi kolegami fanatykami czystej krwi, a już ona im pokaże gdzie jest ich miejsce.

Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Brązowowłosy i niebieskooki mężczyzna, wyróżniający się z tłumu przede wszystkim za sprawą swojego wzrostu. Niewielka domieszka krwi olbrzymów sprawiła, że osiągnął nieco ponad 2 metry wzrostu. Łatwo z niego czytać, w przypadku Theona emocje praktycznie zawsze są wypisane na twarzy. Nie stara się z nimi kryć. Często można go spotkać z papierosem w ręku bądź wyczuć specyficzny zapach, niekiedy lekko dominujący nad pozostałymi.

Theon Travers
#7
22.01.2023, 17:46  ✶  

Jeszcze było tutaj słowem-kluczem. Nie spodziewał się, że rozmowa, którą zamierzał przeprowadzić z Geraldine, okaże się łatwa. Przyjemna. Zbyt dobrze znał swoją siostrę, żeby być w tym przypadku aż tak naiwnym. Najpewniej porządnie się ona wkurwi, zanim zdąży jej cokolwiek wyjaśnić. Mimo wszystko musiał spróbować. Jeszcze jeden raz.

I kto wie - może już ostatni?

- Zajrzę do ich sklepu, skoro i tak będę musiał rozejrzeć się za nową. - westchnął. Również nie miał ochoty szukać różdżki, ryzykować ewentualnej powtórki z rozrywki. Wystarczy mu tego na najbliższy miesiąc. Tak co najmniej. Postara się natomiast możliwie najszybciej zorganizować sobie nową. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, jak bardzo była mu ona potrzebna. Zwłaszcza teraz, kiedy tyle działo się w całej Wielkiej Brytanii.

Nie zdecydował się na komentowanie kolejnej z licznych szpilek, które Geraldine wbijała mu od lat w zasadzie przy każdej sposobności. Zamiast tego przeszedł do właściwego tematu, ruszając w stronę ławki. Starej, nieco podniszczonej, ale wciąż na tyle stabilnej, żeby można było na niej usiąść bez obaw o los własnego tyłka.

Jej oburzenie nie mogło mu umknąć. Całe te zdenerwowanie. Zbyt długo ją znał, praktycznie od samego początku, żeby nie być w stanie nadążyć za ogarniającymi Geraldine emocjami. W tym przypadku w dodatku się ich spodziewał, a co za tym idzie... wyglądał pierwszych oznak wytrącenia z równowagi. Przez myśl mu nawet przyszło, że być może przydałaby mu się teraz ta nieszczęsna różdżka.

Nie to, żeby zamierzał siostrę zaatakować.

Co najwyżej poprosić o wysłuchanie wszystkiego, co miał jej do przekazania.

- Czy Ty naprawę jesteś tak głupia, że muszę Ci wszystko tłumaczyć? - zapytał, nie będąc w stanie kryć się ze swoją irytacją. Podnosząc odrobinę ton głosu. Ciężko było nie zareagować w ten sposób. Zwłaszcza, że naprawdę chciał dla niej dobrze. Sporo ryzykował ostrzegając ją. Zwracając uwagę na grożące Geraldine niebezpieczeństwo, czego ta zdawała się w ogóle nie doceniać. Nie rozumieć jakie to miało znaczenie. Gdyby wszystko przypadkiem wyszło... doskonale zdawał sobie sprawę z tego, co spotykało zwolenników Czarnego Pana, którzy mieli problem z utrzymaniem języka za zębami. Wolałby nie podzielić ich losu. - Naprawę myślisz, że zapraszałbym Ciebie na to spotkanie, żeby Ci grozić? Cholera, Ger, przecież sama widzisz co się dokoła dzieje. - a ja wiem na ten temat jeszcze więcej, choć nie mogę Ci o tym powiedzieć. - Musisz to jakoś załatwić, jakoś sobie z tym poradzić, chyba że chcesz, żebym następnym razem poszedł na Twój pogrzeb! - nawiązał tym samym do wydarzenia, w którym obydwoje brali udział ledwie kilka dni wcześniej. Simone co prawda nie była ofiarą jednego z nich, ale mimo wszystko skończyła zakopana pod ziemią. Była jeszcze taka młoda...

Nie chciał takiego losu dla własnej siostry, cokolwiek ta na jego temat sobie myślała.

- Możemy zacząć raz jeszcze? - zapytał, kiedy odrobinę ochłonął. Mówił spokojniej, nie podnosił głosu. - Od początku?

Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#8
23.01.2023, 13:15  ✶  

Geraldine dosyć emocjonalnie podchodziła do takich spraw. Miała problem, aby panować nad swoim temperamentem, szczególnie, gdy dotyczyło to jej bliskich, a nie ma co ukrywać, że Theseus był jedną z bliższych jej osób. Wcale nie tak łatwo było do niej dotrzeć, kiedy widziała jedynie swoje racje.

- Chyba nie ma lepszych od nich. - Skomentowała jeszcze wybór twórcy różdżek. Popularność Ollivanderów nie wzięła się znikąd, od lat tworzyli najlepsze różdżki na rynku i wiedział to chyba każdy sznujący się czarodziej.

Denerwowała się, kiedy ktoś próbował dyrygować jej życiem. Nie znosiła narzucania czegokolwiek, często buntowała się po prostu, żeby się buntować, żeby pokazać, że ma swoje zdanie, nie znosiła się podporządkowywać. W ogóle jakim prawem przeszło mu przez myśli to, że mógłby wymagać od niej tego, że przestanie się z kimś przyjaźnić.

Gerry się zezłościła, wstała dosyć gwałtownie z ławki, na której chwilę wcześniej usiadła. Nie mogła usiedzieć w miejscu, wolała stanąć, zaczęła spacerować przed ławką, żeby rozejść to całe zdenerwowanie. Wyciągnęła papierosa i go odpaliła, zaciągnęła się dymem. Nie sądziła, że tak szybko przyjdzie bratu wyprowadzić ją z równowagi.

- Nie jestem głupia Theon, ale nie zamierzam chować głowy w piach, udawać kogoś kim nie jestem. - Brat chyba nie potrafił zrozumieć takiego podejścia. To on z ich dwójki zazwyczaj musiał się dostosowywać, robił to, czego wymagał od niego ojciec bez najmniejszego zająknięcia, zastanawiała się czasami, dlaczego się aż tak bardzo podporządkowuje, czy jest aż taki miałki, że nie ma swojego zdania? Kto go tam wiedział.

- Widzę, ale nie chcę zostawiać przyjaciół w potrzebie, nie wyobrażam sobie, że mogłabym tak postąpić. - Czy oni zachowali by się podobnie? Gerry wierzyła, że tak, że gdyby mieli wybór, to nie zostawiliby jej w potrzebie, ona zamierzała postąpić właściwie. - Nie tak łatwo będzie im mnie zabić, mam swoje sposoby na przetrwanie. Mam jedynie nadzieję, że osobą, która będzie miała mnie zabić nie będziesz Ty, bo wtedy to się może skończyć różnie. - Zdecydowanie nie chciałaby się z nim zmierzyć, wiedziała, że wtedy musiałaby go zabić, a tego zapewne nie mogłaby sobie wybaczyć do końca życia.

- No, jak to sobie właściwie wyobrażasz, co? - Chciała dać mu dojść do słowa, jednak jej głos nadal był podniesiony, wcale nie tak łatwo było jej się uspokoić.

Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Brązowowłosy i niebieskooki mężczyzna, wyróżniający się z tłumu przede wszystkim za sprawą swojego wzrostu. Niewielka domieszka krwi olbrzymów sprawiła, że osiągnął nieco ponad 2 metry wzrostu. Łatwo z niego czytać, w przypadku Theona emocje praktycznie zawsze są wypisane na twarzy. Nie stara się z nimi kryć. Często można go spotkać z papierosem w ręku bądź wyczuć specyficzny zapach, niekiedy lekko dominujący nad pozostałymi.

Theon Travers
#9
29.01.2023, 20:37  ✶  

Nie był równie temperamentny co Geraldine, aczkolwiek w dalszym stopniu można było zaliczyć go do grona tych bardziej porywczych. Zdarzało mu się wyjść z siebie i stanąć obok. Zdarzało mu się nawet zrobić to w całkiem widowiskowy sposób. W zasadzie była to cecha, którą można było przypisać większości Yaxleyów. Niektórzy twierdzili, iż powiązane było to w jakimś stopniu z tym, iż w swoich żyłach posiadali domieszkę krwi olbrzymów. Pokrewieństwa nie dało się ukryć. Przeoczyć również.

Rzeczywiście, nie do końca potrafił zrozumieć podejście Geraldine. Siostra narażała się. W jego opinii głupio, lekkomyślnie. Mogła sprowadzić na siebie nieszczęście. W dodatku robiła to z powodu pierwszego lepszego czarodzieja półkrwi. Całe szczęście nie miał pojęcia o niektórych innych relacjach. Na pewno nie pozostałby na nie obojętnym.

Teraz jednak ten temat nie występował.

- Nie wiem. - przyznał.

W głowie nadal dźwięczały mu jej ostatnie słowa. Do tej pory starał się unikać przywoływania w myślach takiego scenariusza. Wiedział jednak, że taka możliwość istniała. Poplecznicy Czarnego Pana posuwali się nawet dalej niż do mordowania członków własnej rodziny. Wykonywania na nich egzekucji, jeśli okoliczności do tego zmuszały. Ostatecznie przecież... czy istniał lepszy sposób na udowodnienie swojego oddania sprawie, niż pozbycie się kogoś bliskiego? Ważnego?

- Sprawa wygląda tak, że oni mają na was oko i to może się dla Ciebie źle skończyć. Jeśli zostanie wydane polecenie, Ger... - tutaj spojrzał jej w oczy, na chwilę urywając wypowiedź. - ...nie wiem czy byłby w stanie Ci pomóc. Czy ktokolwiek byłby w stanie to zrobić. Ja... - szukał odpowiednich słów. Nie chciał dorzucać do ognia. Emocje nadal szalały. Zapewne niewiele było trzeba, żeby jedno z nich wybuchło. Albo może nawet odpalili się obydwoje. Tak jak to niejednokrotnie miało miejsce w czasach, kiedy byli jeszcze dzieciakami. Ona przyłożyła mu w nos, on ciągnął ją za te długie, jasne włosy. - podziwiam Twoją odwagę, naprawdę. Tylko wiem też, że czarodzieje silniejsi od Ciebie, sprytniejsi, nie dali rady sobie z tym poradzić. - ostrzegł. I naprawdę widział to w ten sposób. Sam nie wiedziałby w jaki sposób się obronić, a przecież tkwił w tym wszystkim całkiem głęboko. Od dłuższego czasu balansował na granicy, sporo ryzykował. Posunąć się dalej... tego naprawdę się obawiał. Wiedział, co spotykało zdrajców. I nie, nie zamierzał podzielić ich losu.

A czy żałował? W zasadzie to cholernie, choć daleki był od tego, aby powiedzieć o tym komukolwiek. Nie widział dla siebie drogi wyjścia. Nie widział możliwości zawrócenia ze ścieżki, na którą zaprowadzili go inni. Sam im na to pozwolił i sam musiał teraz wypić piwo, którego sobie nawarzył.

Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#10
01.02.2023, 15:34  ✶  

Geraldine nie można było odmówić tego, że jeśli chodzi o temperament była idealnym odzwierciedleniem tego, co charakteryzowało ich rodzinę. Miała w sobie dzikość, którą ponoć odziedziczyli wraz z krwią olbrzymów. Nigdy nie zdołała tego utemperować, właściwie to nawet nie chciała. Nie lubiła walczyć z emocjami, dużo większą przyjemność sprawiało jej bezmyślne odreagowywanie. Nieraz wpakowała się przez to w kłopoty, jednak niczego jej to nie nauczyło.

Może niektóre z jej zachowań mogły wydawać się lekkomyślne, jednak Gerry zdecydowała się podążać pewną ścieżką, która była zgodna z jej sumieniem. Nie zamierzała z niej zbaczać, tylko dlatego, że mogło jej to przysporzyć jakichś nieprzyjemności. Wolała stawić im czoło niż postępować przeciwko sobie. Różniło ją to od brata, który zdecydowanie starał się robić to, co wypadało.

- Ciekawe skąd wiesz o tym, że oni mają na nas oko, może chodzi o to, że WY macie na nas oko. - Przygasiła niedopałek papierosa butem, a następnie skrzyżowała ręce na piersiach. Przyglądała się uważnie bratu. Łączyła go z poplecznikami Voldemorta nie bez powodu, zdawała sobie sprawę, że jest jednym z nich, była coraz bardziej pewna tego, że nie jest już w stanie nic z tym zrobić. Najwyraźniej Theon wsiąknął, zaangażował się w ich działania.

- Najwyżej umrę, co więcej może się stać? - Śmierć w obronie swoich ideałów wydawała się być słuszna. - Nie zostawię Thesa, zresztą nie jest on jednym z moich przyjaciół, którzy mogą się nie spodobać. - Wcale się z tym nie kryła. Zresztą każdy mógł się domyślić z kim się zadaje, nie ukrywała swojego podejścia od czasu, kiedy byli dzieciakami, wręcz przeciwnie, nie miała nigdy problemu, aby stanąć w obronie tych nazywanych przez nich gorszymi.

- Zobaczymy, jak się to skończy. Czy powinnam Ci podziękować za to, że informujesz mnie, że chcecie na mnie polować? - Nie do końca wiedziała dlaczego mówi jej o tym wszystkim. Czy jednak miał dla niego znaczenie fakt, że byli rodzeństwem? Ciekawiło ją kogo by wybrał, rodzinę, czy swoich wątpliwych przyjaciół których wspierał. Przerażała ją odpowiedź na to pytanie, bo domyślała się, jak może postąpić, ona nie byłaby jego pierwszym wyborem.

- Zresztą bracie... - odetchnęła głęboko. - Wiesz, że nigdy nie jest za późno, zawsze znajdzie się wyjście, przemyśl to wszystko, czy naprawdę uszczęśliwia Cię wykonywanie poleceń jakiegoś pajaca, który sobie coś ubzdurał, czy chcesz ślepo podążać za ideałami tego wariata? - Nie mogła tego zrozumieć, choć naprawdę próbowała. Może jest jeszcze szansa, że Theon przejrzy na oczy, kiedyś.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Geraldine Greengrass-Yaxley (2224), Theon Travers (2803)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa