Wycieczka do Windermere przyniosła jej kolejne wątpliwości. Wiedziała o tym, że musi pojawić się u Esmé i z nim porozmawiać, bo wydarzyło się sporo. Niekoniecznie zakładała, że wszystko potoczy się w ten sposób, nie wydawało jej się jednak, że powinna jakoś specjalnie przejmować się tym, co tam zaszło. Właściwie wypadałoby, żeby wyjaśniła mu kilka spraw, między innymi to, że jej młodszy brat jest wampirem, bo nigdy dotąd mu o tym nie wspominała, a nie chciała, żeby pojawiły się między nimi jakieś niedopowiedzenia. Zastanawiała się też, czy wspólne popołudnie spędzone na pomoście nie zmieni ich relacji, a jako, że Yaxley była prostym człowiekiem to wolała wyjaśnić wszystko od razu. Ten typ tak miał. Przy okazji stwierdziła, że Esmé może być osobą z którą mogłaby się podzielić swoim kolejnym problemem, jakim był jej brat bliźniak. Miała nadzieję, że nie będzie to dla niego za dużo, że go nie wystraszy, ale był jedną z nielicznych osób, z którymi chciała być szczera. Zależało jej na tym, aby ich stosunki nadal układały się jak dotychczas, bo zależało jej na tej współpracy. Lubiła go jako człowieka, do tego był naprawdę świetnym kaletnikiem, nie chciała tego wszystkiego zaprzepaścić jednym głupim wyskokiem. Miała nadzieję, że wybaczy jej tą chwilową niesubordynację nad jeziorem. Do tego wszystkiego dochodził fakt, że podczas zwiedzania odmętów jeziora w Windermere nie do końca popisała się przed nim swoimi umiejętnościami, wręcz przeciwnie, miała wrażenie, że była niczym dziecko we mgle i trochę nie do końca wszystko poszło po jej myśli.
Może i trochę bała się tego spotkania, jednak nie chciała go odwlekać. Dlatego postanowiła wybrać się do niego niemalże od razu, kiedy udało jej się wylizać rany. Może była jeszcze nieco poobijana po starciu z trytonami, jednak wcale nie przeszkadzało jej to w tym, aby pojawić się w Pracowni Kaletniczej "Skóra i Kości".
Przyszła tutaj na piechotę, mieszkała w końcu przy Horyzontalnej, nie miała więc zbyt daleko. Poranek okazał się przyjemnym, pogoda dopisywała, a spacer był całkiem niezłym pomysłem, aby wrócić do pełni sił. Nie mogła zasiedzieć się w mieszkaniu, wiedziała, że jej to nie służyło.
Nim weszła do środka skończyła palić papierosa, którego przygasiła swoim ciężkim butem tuż przed drzwiami. Wiedziała, że Esmé palił w środku, jednak trochę bała się tego spotkania, właściwie chyba odwlekała przekroczenie progu, jakby to miało coś zmienić. Nie miała jednak innego wyjścia, skoro postanowiła się z nim spotkać twarzą w twarz to musiała odważyć się wejść do jego pracowni.
Poprawiła jeszcze swoje jasne włosy, właściwie to niedbale spięła je w coś, co miało przypominać koka, po czym wreszcie otworzyła drzwi. Rozejrzała się po pomieszczeniu, żeby sprawdzić, czy w środku nie ma klientów. Nikogo jednak nie zauważyła. Zamknęła za sobą drzwi. Wyglądała właściwie jak zawsze, ubrana w nieco zbyt dużą koszulę i skórzane spodnie.
- Cześć. - Rzuciła dosyć nieśmiało jak na siebie, szukała wzrokiem znajomej twarzy. Zaczęła się zbliżać do lady, aby nie stać w wejściu.