• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Little Hangleton v
« Wstecz 1 2 3 4 Dalej »
[18.08 Philip & Anthony] Trą­bi tru­nek na fra­su­nek

[18.08 Philip & Anthony] Trą­bi tru­nek na fra­su­nek
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#1
16.05.2024, 09:54  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.11.2024, 22:49 przez Baba Jaga.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Anthony Shafiq - osiągnięcie Badacz tajemnic I

—18/08/1972—
Anglia, Little Hangleton
Philip Nott & Anthony Shafiq
[Obrazek: 0zLKHs2.png]

Do­bra wód­ka nie jest zła
Czło­wiek z niej po­cie­chę ma
Trą­bi tru­nek na fra­su­nek
Z bu­te­lecz­ki aż do dna

Al­ko­ho­lik, al­ko­ho­lik
Pro­szę wie­rzyć, roz­kosz­ny to fakt
Gdy się czło­wiek ubz­dryn­go­li
Nie wie, co to jest smu­tek i strach



Ów gość był niezapowiedziany, nawet jeśli się zapowiedział. Anthony Shafiq nie nawykł do tego, aby podejmować kogokolwiek poza ściśle wyznaczanymi datami spotkań klubu Złotej Karty, a sierpień zdecydowanie nie był miesiącem kiedy chciał organizować cokolwiek, zwłaszcza, że szykowanie delegatury do Kambodży wskoczyły w ostatni, najostrzejszy etap planowania. Oczywiście do dopinania guzików miał ludzi, ale ten konkretny wyjazd był istotny na kilku dodatkowych płaszczyznach, które wyskoczyły dość nieoczekiwanie, dlaczego też Shafiq nie szczędził swoich sił przerobowych na to, by doglądać tego osobiście. Tymczasem sowa od Philipa zastała go w sytuacji w której rzeczywiście dysponował godziną, czy dwoma i mógł poświęcić ten czas na jednego z klubowiczów. Mógł to zrobić, choć czuł, że jego karty społeczne są na wykończeniu.

Dlatego gdy Nott pojawił się wieczorową porą, ubrany w elegancki strój lokaja dostosowany do rozmiarów skrzata domowego Wergiliusz zaprowadził go od razu ku ogrodom. Sierpniowy wieczór nie był najcieplejszy, odrobina magii kształtowania utrzymywała jednak odpowiednią temperaturę w pawilonie w którym gospodarz zdecydował się podjąć gościa. Pod kolumnową arkadą znajdowały się obszerne marmurowe tarasy, ale Anthony czekał w sali wspólnej utrzymanej w stylizacji na przestrzenie starożytnego Rzymu. Nie była to dla Philipa nowość, pawilon został hucznie otworzony przed kilku laty, kiedy na zewnątrz jeszcze nie szalała wojna, a największym zmartwieniem był Minister Magii mugolak.

Anthony siedział na jednym z obszernych puffów w centralnej części tuż pod pomnikiem bohaterskiego legionisty, czy może mitycznego herosa, wypuszczając z ust kółka z dymu, ćmiąc shishę, wypełniając przestrzeń zapachem tytoniu i brzoskwini. Źródłem światła były porozstawiane kamienne misy wypełnione wonnym olejem, które płonęły niczym olimpijskie znicze, dając wrażenie przytulności pomimo przestrzeni przewidzianej na kilkanaście, kilkadziesiąt nawet osób. Zmyślnie ustawione parawany, ciężkie kotary zdobiące ściany, to wszystko tłumiło wrażenie zbyt dużej ilości miejsca, na rzecz ułudy przytulności. Anthony przywitał się skinieniem głowy i wskazał miejsce po stronie swojej głowy, drugą puffę, choć stał tam też szezlong dla tych, którzy woleli bardziej formalne siedzisko. Shafiq w gronie swoich gości i sąsiadów i tak uchodził za ekscentryka, ostentacyjnie więc mógł pokazywać jak nie dba o to by jego legowisko miało drewniane nóżki. Ubrany był w czerń indyjskiego churidar, swobodnych spodni o szerokich biodrach i nogawkach zwężających się przy kostkach. Wygodna kurta wyszywana była w połyskującego błękitem wijącego się azjatyckiego smoka, a stopy okryte miał srebrnymi alladynkami z zakrzywionymi ku górze dziubkami.

Na stoliczku czekał dzbam palmowego wina, butelka francuskiego słodkiego, ale też ognista, na wypadek gdyby gusta, tudzież problemy z którymi przyszedł Nott wymagały zintensyfikowanej uwagi. Po wymianie uprzejmości i zainicjowaniu alkoholizowanego spotkania, Anthony wsparł się na ramieniu przypatrując się Nothowi zza przymrużonych oczu. Z uwagą, z oceną ukrywaną pod maską życzliwości.
– Cóż więc Cię do mnie sprowadza przyjacielu. Dawno nie miałem od ciebie wieści, a dziś proszę, pijesz ze mną, palisz... Masz ochotę? Każe przynieść drugą dla Ciebie – zaciągnął się, a woda w zbiorniku głośno zagulgotała, gdy powietrze rozżarzyło do czerwoności mały węgielek podgrzewający tytoń.
Lew Salonowy
Seeking to be whole
Driven by passion
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Philip to mierzący 173 cm wzrostu wysportowany mężczyzna. Niebieskooki blondyn, którego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach i promienny uśmiech. Jego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach oraz promienny uśmiech. Przywiązuje dużą uwagę do swojego wizerunku, dopasowując swój ubiór do każdej sytuacji. Roztacza wokół siebie aurę niezachwianej pewności siebie.

Philip Nott
#2
19.05.2024, 21:07  ✶  

Philip, mając za sobą ogrom negatywnych doświadczeń związanych z mającą miejsce podczas tego rejsu katastrofą statku, na którego pokładzie się znajdował, oraz na tle osobistym w związku z zakończeniem pewnej znajomości - pierwsze odcisnęło na nim swoje piętno, drugie nie spłynęło po nim jak woda po kaczce. Doświadczył tragedii, jaką była śmierć tak wielu ludzi, zabranych przez okrutną kochankę, którą było morze. Ludzi, którym starał się na miarę swoich możliwości pomóc. Został samemu rannym, pogarszając swój stan zdrowia - w trakcie tego rejsu dochodził do siebie po odniesionej podczas treningowego meczu kontuzji. Był gotów narazić swoje nadwątlone zdrowie dla kogoś, kogo powinien był wyciągnąć z wody tylko dlatego, że tak należy postąpić.

Doświadczył również osobistego dramatu, jaki wiązał się z zakończeniem istotnej dla niego relacji. Poza tymi wszystkimi uczuciami, jakie gwarantował pierdolnik w sercu, kiełkowała w nim uraza i poczucia bycia wykorzystanym. Na to sam pozwolił, otwierając się przed drugim człowiekiem, starając się naprawić wszystko to, co udało mu się spierdolić. Za późno zrozumiał, że to był daremny trud, że powinien to dawno zakończyć i nie pozwolić się tak wykorzystać komuś, kto zachowywał się tak jak on przez te wszystkie lata zanim wpłynęło na niego w ten sposób tegoroczne Beltane. Pozwalał sobą manipulować. Przez to wszystko, co wydarzyło się między nim a Laurentem, przygasiło jego wewnętrzny ogień. Stanie się to cenną lekcją na przyszłość. Przestrogą w przyszłych relacjach z drugim człowiekiem.

Po przybyciu do posiadłości swojego przyjaciela, odziany niczym lokaj skrzat domowy przykuł jego uwagę. Służący mu Błysk nosił typową dla skrzatów togę uszytą z grubego ręcznika, choć teraz zamierzał zakupić dla niego belę materiału w szkocką kratę. Ogrody, przez które został przeprowadzony, i tym razem zrobiły na nim odpowiednie wrażenie. Przypominał mu ogrody okalające posiadłość jego rodziców i jednocześnie przemierzanie tego ogrodu skłaniało go ku rozważaniu, czy sam powinien zakupić taką właśnie posiadłość - rozległe ogrody, pawilony i tarasy. Posiadany przez niego domek w Dolinie Godryka wydawał się być całkiem mały, jednak jak dotąd lubił panujący tam klimat. Dla niego tegoroczne lato było zupełnie inne, niż wszystkie poprzednie i zdawał sobie sprawę z tego, że powoli dobiegało końca. Należało je odpowiednio pożegnać. Spoglądając o pozostałe do końca lata tygodnie miał nadzieję, że jesienią będzie mu się wiodło lepiej.

Dotarcie do sali wspólnej utrzymało go w przekonaniu, że gospodarz ma naprawdę świetny gust co do stylu architektonicznego swojej posiadłości. Jego spojrzenie padło na górujący nad nim posąg legionisty albo mitycznego herosa, a następnie na siedzącego Anthony'ego na jednym z obszernych pufów i ćmiącego shishę. Wyczuwał charakterystyczny zapach tytoniu i brzoskwini. Podobało mu się to, jakie wrażenie tworzyły poustawiane tutaj misy z wonnym olejem, stanowiące źródło ciepłego światła. Na to powitanie odpowiedział lekkim skinięciem głowy i podążył ku wskazanej przez Anthony'ego pufie. Ekscentryczność gospodarza w zupełności mu nie przeszkadzała. Nie pozostawiało jednak złudzeń to, że ten czarodziej wyróżniał się strojem, zwłaszcza na tle samego Philipa noszącego w tym dniu jeden ze swoich czarnych garniturów, zestawionych z białą koszulą. Nie uczestniczył w tym momencie w bankiecie, aby postawić na tak ekstrawagancką stylizację.

Uzdrowiciel odradził mu spożywanie alkoholu do czasu wyleczenia się z kontuzji, jednak nie przewidział tego, co miało miejsce w jego życiu i na to w tym momencie alkohol stanowił swoiste remedium. W tym momencie chciał jedynie utopić w nim to wszystko, co ciążyło mu na duszy i sercu. Nie było to długofalowe rozwiązanie. Wiedział, że nie będzie mieć teraz satysfakcji z picia. Doskonale wiedział, że nie może wpaść w sidła tego nałogu. Za wiele miał do stracenia. Oprócz tego chciał zrobić coś, co pozwoli mu poczuć się żywym. Musi to zrobić przez to, że omal nie zginął podczas tamtego rejsu.

— Zdaję sobie sprawę z tego, że dawno nie dawałem znaku życia. Mam zajmującą pracę i pewne rzeczy nie układały się po mojej myśli. Teraz zamierzam więcej czasu poświęcić swojej rodzinie, znajomym i przyjaciołom. Niech nie zdziwi cię to, jak powiem że muszę... odreagować. Możliwe, że czytałeś artykuł w Proroku Codziennym dotyczącym katastrofy statku, którym płynąłem. Potrzebuję zrobić coś, co pozwoli mi poczuć to, że żyję skoro omal nie zginąłem. — Odpowiedział na słowa swojego przyjaciela, który zasługiwał na wyjaśnienia z jego strony i w dużej mierze je dostał. Nie spotykał się z nim po to aby wyłącznie odreagować, skoro dawno się nie widzieli. Możliwe, że uda mu się znaleźć to, czego szukał i dostać to, czego potrzebował w tym momencie właśnie w domostwie swojego przyjaciela.

— Zwykle odmawiam sięgnięcia po używki zawierającego tytoń, tym razem jednak nie odmówię. Chętnie napiję się ognistej whisky. — Stwierdził po postanowieniu, że ten jeden raz złamie swoje zasady. Anthony proponując mu palenie fajki wodnej oferował mu to, czego w tym momencie poszukiwał - uczucie pełnej relaksacji i możliwość odcięcia się od codziennych problemów. Doskonale wiedział, że potem będzie musiał narzucić sobie żelazne postanowienie - łatwo było ulec temu uczuciu i wpaść w objęcia nałogu. Po tym wieczorze wszystkie swoje problemy będzie musiał rozwiązać w inny sposób. Dzisiaj mógł się temu poddać.

the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#3
28.05.2024, 07:14  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.05.2024, 21:08 przez Anthony Shafiq.)  
Słuchał z uwagą tego co Philip ma do powiedzenia, wciąż taksując go stalowymi oczyma, jakby chciał w przejrzystości spojrzenia przesłoniętego obficie produkowanym teraz tytoniowym dymem, przebić się przez te warstwy, przez maski i dotrzeć do sedna. Anthony nie był przyjacielem od zwierzeń. Od wypadów na piwo. Od zaśmiania się razem na meczu quidditcha. Anthony był przyjacielem od problemów, od spraw, od przysług. Anthony był jak woda, która była wszędzie i wszędzie mogła się wcisnąć. Woda, która obmywała, woda, która zalewała łącząc pozornie sprzeczne ze sobą elementy. Może jednak nie należało o tym wspominać, skoro to woda niemalże zabiła Philipa Notta.

– Ależ oczywiście, częstuj się.– Otwartą dłonią wskazał na stolik, gdzie alkoholi było całkiem sporo i nawet jeśli w trakcie degustacji, sięgnął po różdżkę i podpalił węgielek tak, że w żaden sposób nie trzeba było go rozdmuchiwać. Sztuczka przywieziona z Indii, niezwykle istotna dla kogoś, kto spośród używek tytoniowych nie znosił, gdy zapach dymu wżerał się w strój. To co wydmuchiwali z siebie było jednak bardziej parą wodną, a więc i efekt na odzież był mniejszy.

– Doświadczenie śmierci bliskiego, lub otarcie się o własną tak właśnie działa... zmieniają się nasze systemy wartości, weryfikują podejmowane decyzje, tak działają nasze ludzkie mózgi, aby nas chronić Philipie. Nie chcesz na co dzień rozważać swojej śmiertelności, więc w jej obliczu nagle wszystko wywraca się do góry nogami. – Anthony poddawał się rozmyślaniom, gdy jego różdżka powróciła do przepastnej szaty. Och, jakżeby wolał to uczynić ledwie pstryknięciem palcami. Jakżeby chciał napawać się tym uczuciem, możliwością spełniania życzeń bez jakiejkolwiek zależności. Z oczywistych względów było mu szkoda cisowej witki, głównie przez wzgląd na smocze jadro i jej bliźniaczkę, którą dzierżył ukochany przyjaciel. Zaciągnął się znów, myśląc o tym czy i jego nie dotknęła śmierć, ach tak... umarł mu brat, a potem lękał się, że Morpheus popełni samobójstwo. Tak było.

– Nie myślałeś o tym, żeby pójść po pomoc do Lecznicy Dusz? Mają tam dobrych specjalistów, którzy pomagają nie tylko w ostrych stanach, ale właśnie przy doświadczeniu traumy. To mogłoby Ci pomóc, jeśli czujesz się bardzo rozbity. Oczywiście nie tak jak ognista...– wyraźnie w ostatnim zdaniu rozbrzmiał zachęcający do picia uśmiech Anthony'ego. – Na co czekasz, butelka jest cała dla Ciebie. zasugerował. – Masz ochotę na muzykę? Coś w klimacie, czy preferujesz nowożytnie harmonie? – uświadomił sobie nagle brak dźwiękowej tapety i już znów, och znów musiał wziąć różdżkę, bo bez niej jak bez ręki. Ale niedługo, na szczęście niedługo...
Lew Salonowy
Seeking to be whole
Driven by passion
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Philip to mierzący 173 cm wzrostu wysportowany mężczyzna. Niebieskooki blondyn, którego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach i promienny uśmiech. Jego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach oraz promienny uśmiech. Przywiązuje dużą uwagę do swojego wizerunku, dopasowując swój ubiór do każdej sytuacji. Roztacza wokół siebie aurę niezachwianej pewności siebie.

Philip Nott
#4
07.07.2024, 21:42  ✶  

Philip znał ten rodzaj spojrzenia - różniło się wyłącznie kolorem oczu posiadacza. Były szare, nie niebieskie. Wszystkie maski, warstwy były na swoim miejscu, pomimo widocznych w nich pęknięć. Musiał wznieść na nowo swoją gardę, po tym jak ją opuścił i dopuścił kogoś do siebie. Nie wyniknęło z tego nic dobrego dla niego pod wieloma względami. Mógł żałować tak wielu rzeczy, począwszy od tego, że wszystko potoczyło się tak a nie inaczej. Znacznie prościej było, zwłaszcza przez kiełkującą w nim urazę, było żałować tego, że... poznał Laurenta. Nie doszukiwał się winy tylko w samym sobie - to zawsze powinno być dzielone na pół.

— Wspaniały z ciebie gospodarz, przyjacielu. — Powiedział do niego z uznaniem w głosie. Tego akurat nie mógł zarzucić temu właśnie mężczyźnie. Po podejściu do stolika suto zastawionego alkoholami sięgnął po jedną z pękatych szklanic i nalał do niej ognistej whisky. Zajął uprzednio opuszczony mebel i dopiero wtedy dopił pierwszy łyk tego trunku, który podrażnił swoją ostrożnością jego przełyk.

— W ostatnim czasie... sporo i tak się zmieniło w moich systemach wartości i nie mogę powiedzieć, aby w następstwie tych wszystkich zmian zaczęło mi się żyć znacznie lepiej, niż dotychczas. To, co miało miejsce, ta katastrofa podczas tego rejsu... to wręcz pogorszyło sprawę. — W głosie Philipa wypowiadającego te słowa pobrzmiewała gorycz. Życie, które wiódł do czasu Beltane, może i było pozbawione głębi, ale cechowała je przyjemna prostota. Od tamtego momentu pragnął zupełnie nowych rzeczy, których dotąd nie poszukiwał i których nie doświadczył w tamtej relacji. Od tego wszystkiego nie było tak łatwo się uwolnić.

— Myślałem przez pewien czas o tego rodzaju pomocy, tylko nie w Lecznicy Dusz. Udanie się tam mogłoby być bardzo trudno utrzymać w tajemnicy przy moim poziomie rozpoznawalności, nawet jak to mogłoby pomóc mi sobie z tym poradzić. — Poza oczywistymi wewnętrznymi oporami przed udaniem się do Lecznicy Dusz, Philip oczami wyobraźni widział te nagłówki w prasie po tym, jak ktoś życzliwy, którykolwiek z pracowników przekazałby prasie tego rodzaju informacje o przyjęciu go do Lecznicy Dusz w charakterze pacjenta. Musiałby też wycofać się na jakiś czas z aktywnej gry w barwach Zjednoczonych z Puddlemere. Istniała uzasadniona obawa, że mogłoby na jaw wyjść znacznie więcej, niż chciałby to wyjawić.

— Na razie zostanę przy ognistej, nawet jak to nie jest cudowne remedium na wszystkie problemy tego świata. — Philip tym razem nie wzbraniał się przed oferowaną mu przez przyjaciela ilością alkoholu. Niewykluczone, że w ciągu tego wieczoru opróżni całą butelkę i wyjdzie stąd dopiero o własnych siłach, jak trochę wytrzeźwieje i przestanie znajdować się pod działaniem nikotynowej chmury. Nie zamierzał nadużywać gościny Anthony'ego dłużej, niż powinien.

— Tak. Preferuję taką muzykę, która nie będzie przeszkadzać w rozmowie. Tym razem zdam się na twój dobry gust. — Wyraził potrzebę słuchania muzyki, tak aby tutaj nie panowała cisza przerywana jedynie ich rozmową. Przynajmniej do momentu, w którym przestanie to mieć znaczenie. Podniósł do ust szklankę, tak aby upić kolejny łyk tego trunku.



Before I'm back to my defenses
I delight in waiting here
To watch the whole thing escalate
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#5
17.07.2024, 11:42  ✶  
Komplement przyjął skinieniem głowy i ponownym zaciągnięciem się shishą. Philip był cennym gościem. Popularnym, przyjemnym w obyciu. Nie miał za dużego wglądu w jego życie osobiste, starczyło mu to, że nie jest bohaterem skandali, które ciągnęłyby się za nim, jak odór papierosów za czarnoksiężnikami. Nawet ten niewielki incydent na Lammas nie był w stanie tego zmyć. Zdawał sobie sprawę z tego, że jakiś konflikt istniał między Nottem a chrześniakiem jego niedawno zmarłego brata, ale w sumie nie chciał zawracać sobie tym głowy, licząc, że sprawa utonie równie szybko i wybuchowo, jak się pojawiła.

– Ach systemy wartości, od tego one są żeby się zmieniać. Dotknięcie własnej śmiertelności... tak, nie zazdroszczę Ci tej sytuacji, niemniej powinieneś mimo wszystko i przyjmij to, jako moją
w najlepszej wierze przedstawianą radę, skorzystać chociaż z konsultacji. Nie miałeś przypadkiem w Dolinie letniej rezydencji? Cóż za problem byłby zaprosić któregoś z magipsychiatrów na lampkę cherry, a przy okazji zupełniej porozmawiać o swoim problemie. Polecam Ci młodego Blacka. Zdaje się być dość zaangażowany, a jego dyskrecja była już próbowana przez kilkorga z naszych znajomych.
– Anthony nie wyobrażałby sobie jakkolwiek oddawać swojego umysłu w ręce Perseusza, nie w układzie sił, który został ustalony lata temu, podczas bardzo specyficznych wakacji w Prowansji. Z resztą nie potrzebował tej pomocy. Dawno już nie doświadczał takiej stabilności i osadzenia w ziemi.

Uśmiechnął się na widok nalewanej whisky i nie zamierzał punktować, że grzechem było pić whisky w domu winiarza. Uniósł różdżkę.
– Niech więc nam potowarzyszy Francesco z Mediolanu. Nic tak nie odpręża jak renesansowe harmonie. A Ty pij i opowiedz mi o tym rejsie. Nie śledziłem tej sprawy zbyt dobrze – przyznał otwarcie, pociągając znów ze swojej smoczej fajki przy dźwiękach brzdękającej harfy.
Lew Salonowy
Seeking to be whole
Driven by passion
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Philip to mierzący 173 cm wzrostu wysportowany mężczyzna. Niebieskooki blondyn, którego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach i promienny uśmiech. Jego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach oraz promienny uśmiech. Przywiązuje dużą uwagę do swojego wizerunku, dopasowując swój ubiór do każdej sytuacji. Roztacza wokół siebie aurę niezachwianej pewności siebie.

Philip Nott
#6
22.07.2024, 22:01  ✶  

— Lubiłem swoje dotychczasowe dotychczasowe życie i przeważającą w nim prostotę... tylko, że od pewnego czasu wszystko zaczęło wydawać mi się... ogólnie mówiąc puste, zwłaszcza kiedy dojdzie się do wniosku, czego brakowało mu w życiu i ja doszedłem do takiego właśnie momentu i jednocześnie zrozumiałem, że chcę mieć wszystko. Moja kariera nie powinna stać z tym w sprzeczności. Ani to, że chcę dbać o swoją reputację. — Wszystkie te zmiany, jakie miały miejsce w jego życiu i związane z nimi komplikacje w końcu zebrały swoje żniwo. Dotychczasowa refleksja nad swoim życiem w jego wykonaniu miała swoją nazwę, która bardzo nie przypadła mu do gustu. W tym wszystkim, co teraz powiedział, mógł rozmywać się cały kontekst.

Życie wymagało od ludzi kompromisów i wydawać by się mogło, że nie jest wyjątkiem - najwyraźniej problem tkwił w tym, że trudno było przystać na kompromis, kiedy chciało się mieć ciastko i zjeść ciastko. Rezygnacja z własnej kariery i porzucenie starań o zachowanie wypracowanej przez lata reputacji po to aby mieć to, czego zapragnął nie było dobrym wyjściem. Owszem, kiedyś przyjdzie ten czas, w którym przyjdzie mu odwiesić do szafy przeznaczoną do gry w Quidditcha szatę w barwach Zjednoczonych z Puddlemere.

Powinien sam wiedzieć, że to ten właściwy moment na zakończenie swojej kariery. Nie powinno to być uczynione pod presją, skoro może spędzić w tej branży jakieś dziesięć lat. Czas biegł nieubłaganie dla każdego. Niezależnie od tego, czy sam zdecyduje się zakończyć swoją sportową karierę czy wpłyną na to czynniki zewnętrze, będzie musiał zadać sobie to samo pytanie. Co dalej? Miał wstępny plan, ale nie potrafił przewidzieć czy jego realizacja będzie możliwa.

— To nie był pierwszy raz, kiedy mogłem stracić życie, jednak wtedy byłem w powietrzu i tak o tym nie myślałem. Z żywiołem jest inaczej, morze to okrutna kochanka, która bierze wszystko to, czego zapragnie. Przyjmuję twoją radę, przyjacielu i zaproszę takiego specjalistę do swojej letniej posiadłości. Nadal jestem jej właścicielem, choć myślę nad zmianą otoczenia. Dolina Godryka nie jest już tym samym miejscem. Spróbuję się skontaktować z panem Blackiem, skoro jest wart polecenia. — W swojej wypowiedzi nawiązał do swojej potyczki z wrogo nastawionym czarodziejem. Po nim doskonale wiedział, czego się spodziewać. Z rozszalałym żywiołem znacznie trudniej się walczyło, niż z żywym człowiekiem manifestującym swoje intencje. Na taką katastrofę, jaka miała miejsce podczas tamtego rejsu nie dało się w żaden sposób przygotować.

— Wspaniale, przyjacielu. Może sam w ten sposób odzyskam... harmonię. Zostałem zaproszony na ten rejs... organizował go William Avery. Wyruszyłem na pokładzie statku pasażerskiego "Emperor" z portu Stornoway i miałem dotrzeć do islandzkich fiordów. Rejkiawik, Thorshavn na Wyspach Owczych i Wyspy Svalbard. Poza oczywistymi atrakcjami dla bogatych pasażerów to spróbowałem swoich sił w malowaniu - z oczywistych względów obraz nie przetrwał. Zrobiłem także sporo zdjęć, których nie mam jak tobie pokazać. — Postanowił zacząć od początku, nawet jak postanowił go poddać pewnym modyfikacjom. Tak było poniekąd łatwiej. To jednak nie pozwalało mu w pełni zamaskować goryczy w swoim głosie, za którą stały znacznie poważniejsze rzeczy, niż utrata swojego cennego aparatu, którym dokumentował tamtą podróż.

— Potem było przyjęcie... alkohol, dobre jedzenie i muzyka oraz jeszcze lepsze towarzystwo. Ja wyjątkowo stroniłem od alkoholu, którego picie odradził mi uzdrowiciel. Niedane było mi przespać całej nocy - ze snu wyrwała mnie wszechobecna wilgoć w powietrzu i odgłosy dochodzące z głębi statku... który zaczął się niebezpiecznie przechylać. W pierwszej chwili chciałem po prostu się ewakuować, jednak ostatecznie zacząłem przeszukiwać pokoje i pomagać ludziom. W końcu do środka wdarła się woda. Załoga również ratowała pasażerów, zwłaszcza kobiety z dziećmi. Kierowałem też innych do łodzi i wyciągnąłem innych z wody. Nawet wskoczyłem w tę lodowatą toń... teraz będę dłużej leczyć wszystkie swoje kontuzje. — Sytuacja wymagała aby raz jeszcze znalazł się na pokładzie tego statku, aby raz jeszcze usłyszał te przerażające dźwięki z jego wnętrza i doświadczył kruchości ludzkiego istnienia. Doświadczył też ponownie wielu rzeczy, na które spuścił żelazną kurtynę milczenia. Wszystko to musiał zaakceptować.

— Opisano to wszystko w gazecie przedstawiając mnie jako kogoś, kto wykazał się brawurową odwagą. W pierwszej kolejności chciałem jako pierwszy opuścić pokład tonącego statku. Przecenili moje możliwości i zaangażowanie - podczas katastrofy utonęło ponad dwustu ludzi i drugie tyle zostało rannych.  — Na tym postanowił zakończyć swoją opowieść. W swoim mniemaniu powiedział wszystko co był w stanie powiedzieć, co chciał i co mógł wyznać. Nie był to czas ani miejsce na chełpienie się tym, że jest najlepszy. Gdyby faktycznie uratował tych wszystkich ludzi to można byłoby o tym mówić. Rozsądek nie podpowiadał tego, że gdyby nie jego starania to ofiar śmiertelnych mogłoby być znacznie więcej.

— Jedyne morze, w którym zamierzam teraz utonąć, to morze alkoholu. Muzyka nawet przy tonięciu. — Po wypowiedzeniu tych słów zamilkł na długie minuty i dopiero po tym czasie, kiedy jego żyły wypełnił tak zacny trunek, dojrzał do tego aby zrobić coś, co pozwoli mu poczuć się żywym. Było to błędne założenie, bo przy tylu odczuwanych emocjach powinien czuć się żywy. W końcu to wszystko było częścią życia.

— Co mógłbym zrobić, abym poczuł się... żywy? — Zastanawiał się na głos w stanie dalekim od trzeźwości. Nie będzie w stanie wsiąść na swoją miotłę. W jego otoczeniu brakowało kobiet, z którymi mógłby się przespać. Na razie nie znalazł na to sposobu.



Before I'm back to my defenses
I delight in waiting here
To watch the whole thing escalate
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#7
27.07.2024, 21:18  ✶  
Dał przestrzeń Philipowi wylać, o zgrozo dosłownie, swoje żale. Słuchał opowieści o tragedii na statku, poklepując się w duchu i utwierdzając w przekonaniu, że sam nigdy na taki statek nie wejdzie z własnej woli. Co prawda dostał zaproszenie na jacht, ale szczerze wierzył i liczył na dobrą wolę swojego gospodarza, że nie wypłyną z portu... Nieświadom zupełnie, że nawet na tę łajbę nie dotrą, popijał wino, a właściwie moczył usta, co jakiś czas gdy Philip nie patrzył wylewając za puffę na której siedział. Alkohol nie był sprzymierzeńcem umysłu, a on widząc swojego gościa w takim stanie rozkładu, zamierzał maksymalnie wykorzystać jego stan. Szczególnie, przez wzgląd na konflikt z jego chrześniakiem, otrzymanym awansem po zgonie starszego brata...

– Jeśli jakkolwiek Cię to pocieszy, bohaterowie z rzadka kiedy czują się bohaterami. Nawet, gdy otrzymują podziękowania, zawsze z tyłu głowy pozostaje pytanie ile osób dałbyś radę jeszcze uratować, ile żyć ocalić, gdybyś tylko bardziej się postarał... – sączył jad tonem, który powinien być pocieszający, ale był taki sam jak whisky, którą dolewał Nottowi. Butelka zmieniła swój kolor, smak stał się nieco słodszy, jego gość nawet nie zauważył kiedy żołądek rozpoczął taniec z kolejnym alkoholem, takim, który pije się szybciej. Łatwiej. Anthony dbał o odpowiednie schłodzenie, doglądał, żeby szklanka nigdy nie była pusta. I nawet jeśli gdzieś w swoich myślach chciałby identyfikować się z Hadesem, władcą podziemi, nie miał w swoim asortymencie wody z rzeki Léthé. Musiał wystarczyć alkohol, musiał wystarczyć procent wgryzający się w umysł, pozbawiający woli i sprawczości. Tłumiący wszelkie zgryzoty, ale też radości i wspomnienia.

– Jeśli pytasz mnie o radę to... – życie jest bezwartościowe, jeśli nie ma w nim miłości, a najcenniejszą i największą nagrodą ludzkiego żywota, jest miłość odwzajemniona. – tak powinien, tak pewnie by dokończył, rozłożony na sofie z palcami kreślącymi w powietrzu magiczne wzory losu, jakby sam chciał sięgnąć po nić życia Philipa i sprawdzić cóż też na niej jest zapisane. Uśmiechnął się do własnych myśli i dokończył miękko. – żeby coś poczuć, koniecznie musisz przelecieć się na smoku. Nie ma, zaręczam Ci, na całym świecie nic, absolutnie nic bardziej satysfakcjonującego, niż lot na tej rozumnej bestii, czucie jej intencji, poddanie się w tańcu z gadem, który jednym kłapnięciem paszczy mógłby zamknąć Twoją opowieść na zawsze.
Lew Salonowy
Seeking to be whole
Driven by passion
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Philip to mierzący 173 cm wzrostu wysportowany mężczyzna. Niebieskooki blondyn, którego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach i promienny uśmiech. Jego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach oraz promienny uśmiech. Przywiązuje dużą uwagę do swojego wizerunku, dopasowując swój ubiór do każdej sytuacji. Roztacza wokół siebie aurę niezachwianej pewności siebie.

Philip Nott
#8
01.08.2024, 21:58  ✶  

Tego rodzaju ekshibicjonizm emocjonalny nie był dla Philipa naturalny - nawykł do tego aby wszystko zachowywać dla siebie i nie obnażać się w ten sposób przed drugim człowiekiem. Próba zmiany swojego postępowania w postaci otworzenia się przed drugim człowiekiem w perspektywie czasu przyniosła mu zarówno dobre rzeczy, jak i złe - w obecnej sytuacji skupiał się wyłącznie na tych wszystkich złych rzeczach, widząc w tym swoją słabość i wrażliwość na jakiekolwiek ataki ze strony innych ludzi.

W teorii rozmowa o tym powinna pozwolić znaleźć ukojenie, uzyskać nową perspektywę. To nie powinno mieć miejsca - tego rodzaju rozmowa nie powinna mieć miejsca, gdyż wystawiał się kolejnej osobie. Alkohol pozostawał złym doradcą, przełamującym jego wewnętrzne opory. Złym doradcą także okazywał się także gospodarz - nie odmawiał mu alkoholu w momencie, kiedy należało odstawić trunek poza zasięg jego wzroku i rąk. Dostawał to, czego pragnął - chciał utonąć w alkoholu.

— Taak... to właśnie to. Gdybym bardziej się postarał... to ile mógłbym dokonać... gdybym wszystko zrobił lepiej, zgodnie z czyimiś oczekiwaniami... — Philip przytaknął. Słowa Anthony'ego trafiły na podatny grunt. Starał się dostrzec w tym coś więcej,  Nie chodziło już o to, co miało miejsce na rejsie. Bez wdawania się w szczegóły odnosił się do swoich skomplikowanych relacji z drugim człowiekiem. Wszystkich tych, które zawsze starał się uprościć do granic możliwości.

— A skąd... ja wezmę... smoka, na którym da się polatać? Pod... podoba mi się ten pomysł... latałeś kiedyś? — Utonąwszy już w alkoholu uznał to za doskonały pomysł i zarazem za wart zrealizowania. Brawura nie była mu obca, tak jak podejmowanie tego rodzaju zachowania mając w poszanowaniu swoje bezpieczeństwo, zdrowie i życie. Zdrowy rozsądek nie miał możliwości dojścia do głosu. Najbliżej było mu do rezerwatu Rowle'ów.

— Chyba... muszę wstać... — Wymruczał podczas stawiania swojej szklanki z alkoholem na podłodze, przypadkiem ją przewracając. Zaczął się podnosić niezgrabnie z tego pufa z zamiarem dostania się do łazienki. Nie dość, że wypił za dużo, to jeszcze nie w swoim domu. Powrót do swojego domu będzie prawdziwym wyzwaniem. Poza tym stał się marnym kompanem. Teraz daleko było mu do duszy towarzystwa, jaką był podczas tego feralnego rejsu.



Before I'm back to my defenses
I delight in waiting here
To watch the whole thing escalate
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#9
13.08.2024, 11:04  ✶  
Może i lepiej, że Philip nie był takim towarzystwem jak podczas rejsu, bo zgodnie z jego słowami ów rejs nie skończył się najlepiej.

Z resztą, ostatecznie nie taki cel był tej wizyty, choć w gruncie rzeczy jaki on był tak na prawdę? Anthony obserwował swojego gościa z rosnącym współczuciem skrywającym się za stalową ścianą pozornie zobojętniałych tęczówek. Nie zazdrościł mu ostatniego czasu, bardzo nie chciał być na jego miejscu. I z pewnością by nie był, bo kto normalny wchodzi na statek, który może z taką łatwością zatonąć?! Jego strach przed wodą skutecznie pozbawiał go tej wątpliwej przyjemności pływania, a słowa Notta tylko i wyłącznie go w tym utwierdzały.

– Ambicja to potężna pani. Pozwala nam sięgnąć gwiazd, ale też niejednokrotnie wodzi nas na pokuszenie, by potem widowiskowo zgnieść jak robaka w poczuciu niższości wobec otoczenia – stwierdził fakt, kołysząc swój kieliszek niespiesznie. – Jeśli nie nauczysz się jej kiełznać, dosiadać jak jednego z Twoich rumaków ale też pozostawiać w stajni gdy potrzeba... To trudna lekcja, ale nie do odrobienia, nawet w naszym wieku. – Tym razem wypił zawartość, widząc, że spotkanie dobiega końca. Philip ledwie trzymał się na nogach, może nie była to woda zapomnienia, jedna z odnóg Styksu, ale niewątpliwie dobry jej zamiennik.

Shafiq podniósł się z poduchy, wygładzając zagniecenia. Okryty czernią, zdawał się być jeszcze wyższy i jeszcze szczuplejszy, nieprzystępny, nawet jeśli przystojną twarz zdobił łagodny uśmiech. Dłonie złożył za sobą i kiwnął głową na złocisty dywan, który leżał przez ten cały czas spokojnie obok nich.
– Dzisiaj na pewno nie polatasz, przynajmniej nie na smoku. Rano dam Ci namiary na odpowiednie miejsce, a na razie czas odpocząć. No już, nie kwestionuj, przejdź na dywan – popędził go, a gdy Philip zajął miejsce, gest różdżką pozwolił temu niecodziennemu środkowi transportu wznieść się na pół metra i podążyć za spowitą w czerń postacią.

– Byłbym złym przyjacielem, gdybym pozwolił Ci w tym stanie wyjść. Na szczęście pokoi gościnnych tu pod dostatkiem. Z resztą wiesz przecież, dobrze kojarzę, że już kiedyś tu spałeś, prawda? – bankiety, bankieciki, cały pawilon, cały kompleks wokół ogrodów zbudowany był po to, by nie wpuszczać gości do głównej rezydencji, której piętro dźwigało prywatną kolekcję rzeźb i wspomnień Anthony'ego, zaś piwnica skrywała skarby tego smoczego lorda.

Zamiast do głównej siedziby, dywan poleciał do najbliższych drzwi, które otworzyły się oczywiście wspierane magią i odsłoniły niewielki, acz przyjemny pokój w stylu rzymskim co było oczywiste w stosunku do całości ogrodu. Łóżko nie było wielkie, ale materac wygodny. Na niego też Philip zostałz dywanu sturlany. Obok na szafce czekała karafka wypełniona wodą i szklanka, którą gospodarz właśnie postanowił napełnić.

– Śpij i nie śnij. Dziś nie musisz pamiętać – wybrzmiało spod drzwi jak zaklęcie, jak spełnienie życzenia, urok, który Anthony mógł rzucić, a może tylko dobrze życzyć umęczonemu nieprzychylnym losem zawodnikowi. Dywan powrócił do stóp swojego właściciela i przemknął na miejsce z którego przyleciał przed momentem.
Lew Salonowy
Seeking to be whole
Driven by passion
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Philip to mierzący 173 cm wzrostu wysportowany mężczyzna. Niebieskooki blondyn, którego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach i promienny uśmiech. Jego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach oraz promienny uśmiech. Przywiązuje dużą uwagę do swojego wizerunku, dopasowując swój ubiór do każdej sytuacji. Roztacza wokół siebie aurę niezachwianej pewności siebie.

Philip Nott
#10
20.08.2024, 23:05  ✶  

Przez długi czas zawsze ciągnęło go ku ciepłym krajom, w których pobrzmiewały krzyki mew i szum fal. Teraz nie słyszał tego zewu morza, tylko krzyki tych wszystkich ludzi, które ono zabrało tamtego dnia. Nie widział złotego piasku i lazurowej wody, do których tak go ciągnęło przed tym wszystkim. Jest człowiekiem lata. Dla niego ta pora roku już przeminęła, nawet jeśli tak naprawdę nie zaczęła się już jesień. Pewne było to, że kolejne lato nadejdzie następnego roku, jednak nowy on nie wyczekiwał nadejścia tej pory roku z zapartym tchem. Swoje "nowe ja" nie przypadło mu do gustu, tak jak nie był zadowolony ze swojego poziomu życia. To bardzo mu doskwierało.

— Nigdy... nie uważałem ambicji... coś złego, choć teraz... jest przekleństwem. — Zawsze cechowała go ta ambicja, gotowość do osiągania postawionych sobie celów - czy to zawodowych, kiedy przesuwał poprzeczkę coraz wyżej i wyżej, jakby naprawdę miał się wnieść do nieba, czy prywatnych jak chociażby zdobycie towarzystwa na kolejną noc. Teraz picie z różnych pucharów przechodnich straciło dla niego swój blask i pomimo podjętych decyzji, to właśnie ta ambicja też miała swój udział w tym wszystkim, z czym się zmagał. Z samym sobą i wszystkimi swoimi błędami.

— Zawsze... wykorzystywałem ją w ten sposób, ale... dotąd nie umiałem przestać. Nie wiem, czy potrafię. Wiesz... ten nowy "ja" mi się nie podoba. — Może właśnie w tym tkwił problem, jeden z wielu. Skoro pragnął mieć wszystko to tak musiało być, musiał to osiągnąć. Nie podobało mu się to wszystko, co się z nim działo i pomimo, że pewne zmiany jakie w nim zaszły, nie uczyniło jego obecnego życia lepszym. Nie było idealnie, ale było stabilnie. Teraz wszystko było dalekie od znanej mu normy, pozbawione znanej mu stabilności i wszystko to uczyniło go nieszczęśliwym.

Nie podobało mu się to, co robił ze sobą w takich momentach jak ten. To nie było żadne rozwiązanie. Tak naprawdę nie znajdzie w ten sposób zapomnienia ani siły do poradzenia sobie z tym. Nie rozpali to jego wewnętrznego ognia na nowo. Pewne było to, że tak jak wschodzi słońce, on będzie mieć bardzo trudny poranek. To jeden z tych momentów, w których zwykł zwracać się do Matki o to, aby nie rzygał do sedesu w nieswoim domu. Posiadany przez niego skrzat domowy zawsze podawał mu szklankę soku pomidorowego i odpowiednie śniadanie.

— Piłeś... nie leć. Tylko nie zapomnij... to bardzo ważne. Wygląda na wygodny. — To była jedna z tych zasad, które starał się przestrzegać. To było dla niego ważne. Prawdopodobnie nie będzie pamiętać tej rozmowy, ewentualnie jej strzępki i to ważne, aby ktoś pamiętał najważniejszą rzecz. Zdecydowanie chciał odbyć taki lot na smoku. Jeśli chodzi o latające dywany, to jakiś czas temu rozmawiał ze swoim przyjacielem o tych środkach transportu i możliwe, że musiał na nowo zweryfikować swoją wiedzę odnośnie ich legalności w Wielkiej Brytanii. Możliwe, że Anthony posiadał taki dywan w myśl zasady, że bogatemu i czystokrwistemu czarodziejowi można więcej.

— Powrót Błędnym Rycerzem... to zły pomysł. Dziękuję... tak, zdarzyło mi się i to nie sam. Nie miej mi tego za złe. — Wymruczał do swojego gospodarza. Philip podczas bankietów ograniczał spożycie alkoholu, ale wtedy nie ograniczał się, jeśli chodzi o poszukiwanie przygodnych uniesień. Teraz nawet w tej materii było inaczej. Philip powoli odpływał i nie był w stanie zwrócić uwagi na wystrój pokoju. W chwili przenoszenia na materac już spał, przychylając się do tego życzenia aby zapomniał o tym dniu i aby nie był nękany przez wszystkie koszmary senne.

Koniec sesji


Before I'm back to my defenses
I delight in waiting here
To watch the whole thing escalate
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Anthony Shafiq (2067), Philip Nott (3096)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa