• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 4 5 6 7 8 … 16 Dalej »
[13.03.1970] Sorry, we're cursed!

[13.03.1970] Sorry, we're cursed!
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#1
02.08.2024, 08:30  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.11.2024, 21:39 przez Baba Jaga.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic VI

Był piątek trzynastego.
Brenna, jak większość piątków, spędzała w pracy i chyba podświadomie czekała na jakąś katastrofę. Ta jednak nie nastąpiła rano, gdy przesłuchiwała świadków w pewnej sprawie, ani po południu, gdy grzebała w archiwach, szukając informacji do śledztwa. Tuż przed teoretycznym końcem jej dyżuru została jednak zgarnięta, by pomóc w pewnej akcji w Little Hangleton, i chociaż o dziwo, sama akcja przebiegła bez problemów, to... już dwie godziny później dwóch kolegów odprowadziło ją do Munga.
Uznali, że próbując dotrzeć tam sama, prawdopodobnie nie przeżyje.
Z dużym prawdopodobieństwem mieli rację.
Nie była ani trochę zdziwiona, kiedy weszli do poczekalni, omal nie zderzyła się w drzwiach z Basiliusem Prewettem, pewnie mającym zaraz rozpocząć własny dyżur albo wracającym po przerwie. Odkąd wzięli kierunek na klinikę, była pewna, że go tu spotka. I na jego widok odczuła pewną ulgę, bo podejrzewała, że teraz przydarzy się jakiś wypadek, albo dwa wypadki, albo trzy, ale jak już się spotkają w tę szczególną datę, to świat poczuje się tym usatysfakcjonowany, i pech piątku trzynastego wreszcie ją opuści.
Nie próbowała nawet już udawać, że nie dzieje się tutaj nic dziwnego.
- Cześć, Basilius - przywitała się, posyłając mu uśmiech. Na pierwszy rzut oka nie było żadnych podejrzanych plam, ostrych rzeczy wbitych w ciało, gnicia, braku kości ani wielkich robaków ciągniętych na noszach. Ale na drugi dało się już dostrzec, że Brenna była bardziej rozczochrana niż zwykle, że nabiła sobie jakiegoś siniaka na czole, że spodnie ma brudne na kolanach, koszulę przeciętą na ramieniu... Nic co zdawałoby się potrzebować pilnej wizyty w Mungu, ale wskazującego na to, że to był trochę ciężki dzień. - Obawiam się, że potrzebuję klątwołamacza, bo świat próbuje mnie dziś zabić. Dosłownie - powiedziała, tym samym pogodnym tonem, jakim się przywitała, zupełnie jakby to nie było nic wielkiego.
Brenna wcale nie wyolbrzymiała.
Najwyraźniej w Little Hangleton oberwała klątwą, a przynajmniej tak orzekł pewien auror, gdy był świadkiem tego, jak najpierw omal nie spada na nią drzewo, potem jak wpada do zamaskowanej zaklęciem, starej studni, później jak furtka urywa się pod jej dłonią, a wreszcie gdy dotarli z powrotem do biura, jak jeden podejrzany wyrywa się trzymającym go Brygadzistą i rzuca prosto na Brennę. Z porwanym z czyjegoś biurka nożykiem do otwierania listów. Wszystko w ciągu zaledwie dwudziestu minut.
W pechowy piątek trzynastego oberwała klątwą pecha.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#2
03.08.2024, 02:39  ✶  
6 marca 1970 roku, dokładnie tydzień przed kolejnym piątkiem trzynastego, Basilius zrozumiał, że chyba przegrał z losem. Nie dlatego, że Brenna jakoś wyjąkowo przedwcześnie wpadła do jego gabinetu, ani nie dlatego, że jemu przydarzył się jakiś pech. Oj nie. Było znacznie gorzej powiem 6 marca 1970 roku, czyli dokładny tydzień przed kolejnym piątkiem trzynastego, przepracowany Basilius szedł Pokątną i na widok nowej kawiarni przyszło mu na myśl, że musi kiedyś tutaj wpaść z jakimiś znajomymi, co nie byłoby niczym dziwnym, gdyby nie to, że jego druga myśl brzmiała "Za tydzień widzę się z Brenną, to może, jeśli żadne z nas nie będzie zbyt umierające, przejdziemy się razem, gdy już będzie po wszystkim." I to było dla niego za dużo, bo jednak pogodzenia się z losem, z którym nie chciał się pogodzić nie planował. I właśnie wtedy postanowił, zebrać się na desperacką próbę wyrwania się z tego chichotu życia. Dlatego też tydzień później, był już umówiony z innym magimedykiem, że jeśli Brenna Longbottom przekroczy dzisiejszego dnia próg szpitala świętego Munga, to on przejmie jej przypadek za niego. Wystarczyła do tego tylko jedna wygrana przez Prewetta partia pokera. Oszukiwał, ale kto by tego nie robił, gdy w grę wchodził kolejny trzynastopiątkowy ból głowy, jak i eksperyment naukowy, bo Basilius tym zabiegiem, chciał przetestować, co się stanie, jeśli spróbuje tak oszukać ich wspólny los.
Oczywiście zawsze istniała szansa, że to jemu coś się przytrafi, lub spotkają się po jego godzinach pracy. Najgorsze w tym wszystkim było to, że minął dopiero miesiąc od chyba jego najbardziej żenującej wizyty w Ministerstwie Magii, o której niewątpliwie jego mózg będzie mu przypominał przed zaśnięciem.
Zobaczył ją akurat wtedy, gdy sam wchodził na własny dyżur.
– Brenno – przywitał się grzecznie, czekając aż zaraz mu powie, że coś transmutowało jej serce w brokuła, czy coś takiego. Tak się jednak nie stało. Zamiast tego tylko cały świat próbował ją zabić. – Słucham? – spytał, marszcząc brwi.
Najgorsze było to, że Brenna się uśmiechnęła, a Basilius czasami miał wrażenie, że uśmiech Brenny był uniwersalnym narzędziem tortur, zaprojektowanym tak, by nieświadoma ofiara raz po raz, wpadała w pułapkę jego czaru, tylko po to, by chwilę później usłyszeć, że cały świat chciał Brennę zabić. A może to nie było narzędzie tortur? Może jednak jedynie mechanizm obronny, który ochraniał ją przed sfrustrowany uzdrowicielami, bo przecież jak to tak posłac do wszystkich diabłów kogoś o uśmiechu Longbottomów?
A najgorsze, że chyba to działało. Kątem oka dostrzegł, jak podchodzi do niego tamten magimedyk, aby bohatersko zająć się przypadkiem Brenny, ale Basilius jedynie uniósł rękę, aby go powstrzymać. Eh, no nie mógł jej tak zostawić.
–  Zapraszam do mojego gabinetu  – powiedział jedynie, patrząc na Brennę, trochę tak jakby miała wybuchnąć, ale chyba na nic takiego się nie zapowiadało. I w tym momencie zgasło światło.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#3
03.08.2024, 09:12  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.08.2024, 13:27 przez Brenna Longbottom.)  
Światło zgasło.
W tych kilku sekundach, jakie upłynęły pomiędzy zapadnięciem mroku, a wyciągnięciem różdżki przez kobietę z recepcji i rzuceniem lumos, rozległ się huk, przekleństwo, a gdy światło wróciło, Brenna wciąż stała, Basilius wciąż stał, dwie kobiety siedząca w poczekalni dalej siedziały, za to bohaterski uzdrowiciel zbierał się z podłogi. Brenna w pierwszym odruchu ruszyła w jego stronę, chcąc mu pomóc, ale zamarła zaraz, uświadamiając sobie, że ciążąca na niej klątwa i ktoś, kto najwyraźniej potknął się w mroku i rozbił sobie głowę, to złe połączenie.
Może to był tylko przypadek.
Może efekt klątwy, którą prawdopodobnie oberwała Brenna.
A może los postanowił się upewnić, że jednak mimo tej nagłej zmiany zdania, nikt tutaj przypadkiem nie interweniuje.
– Szlag – mruknął uzdrowiciel, przyciskając rękę do guza, powoli tworzącego się na czole. – Muszę iść to naprawić – powiedział, wstając i obrzucając trochę podejrzliwym spojrzeniem Basiliusa, potem Brennę, która spoglądała na niego przepraszająco. Tak na wszelki wypadek nie poruszyła się, dopóki mężczyzna nie drgnął, a dopiero potem ruszyła za Prewettem w stronę schodów.
– Jak tam ostatnio w Mungu? Atmosferę w kraju mamy trochę nerwową, to pewnie więcej ofiar pojedynków i takie tam? - zagaiła, zaczynając wchodzić po schodach, jakoś tak trochę ostrożniej niż robiła to zwykle, bo zwykle po nich wbiegała, i to czasem skacząc przez stopnie. Ale to i tak nie wchodziło w grę, bo wyprzedziłaby wtedy Basiliusa. – Znalazłeś coś w książkach o przekleństwie piątku trzynastego? Nie znalazłam nic o klątwach, ale jak w zeszłym tygodniu patrzyłam, to odkryłam, że oboje cierpimy prawdopodobnie na paraskewidekatriafobię, chociaż właściwie to chyba bardziej ty niż ja, bo ja trochę przywykłam. I że w sumie to mamy szczęście, w sensie że to tylko piątek, i dziwne daty, bo to mógłby być też piątek siedemnastego, we Włoszech uznają za pechowy właśnie siedemnasty, nie trzynasty… – plotła sobie radośnie, po swojemu, a potem nagle urwała, bo dostrzegła, że po schodach schodzi pielęgniarka, lewitująca za sobą dużo pudeł, które wyglądały na bardzo, bardzo ciężkie. I Brenna, nauczona doświadczeniami ostatnich dwóch godzin, już wiedziała, co zaraz się stanie.
– Pod ścianę – nakazała ostro Basiliusowi, akurat na ułamek sekundy przed tym, jak pielęgniarka straciła kontrolę nad czarem. Jedno pudło opadło na stopień, ale dwa kolejne poleciały w dół – prosto w Brennę, która w ostatniej chwili, chyba tylko dlatego, że się spodziewała, prysnęła na bok, wpadając na poręcz, ale uniknęła stoczenia się w dół z jakichś dziesięciu stopni. I walnięcia zapewne ciężkimi pudłami.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#4
04.08.2024, 02:19  ✶  
Prawdę mówiąc, gdy zgasło światło, a gdzieś rozległ się huk, Basilius był wręcz przekonany, że zaraz zobaczy Brennę w kałuży krwi, albo okaże się nagle, że nie ma Brenny, bo ktoś ją porwał, korzystając z okazji, że po ciemku nie mogła się do nikogo uśmiechnąć. Tak się jednak nie stało, a zamiast tego, gdy pomieszczenie ponownie zostało oświetlone, okazało się, że zły los zaatakował tamtego jednego uzdrowiciela.
Basilius posłał jedynie koledze z pracy przepraszające spojrzenie, bo chyba jednak miał za co przepraszać, i po prostu uznał, że najlepiej będzie ruszyć z Brenną do gabinetu.
– Jest... Hm, nerwowo – powiedział, idąc po schodach jeszcze wolniej, niż zwykle, by kontrolować co się działo z jego Klątwą. Rzeczywiście atmosfera w ostatnim czasie była mniej przyjemna i coraz częściej pojawiali się pacjenci po różnych pojedynkach, czy też zwyczajnych bójkach napędzanych sytuacją w kraju Nerwy chyba udzielały się każdemu. Zmarszczył brwi. Paraskewidekatriafobia, tak to słowo też pojawiło się podczas jego badań. – Nie cierpię na... to znaczy, nie mam problemów z piątkiem trzynastego, mam problem z tym, że któreś z nas ciągle sobie coś w te dni robi. To nie jest bezpieczne. – Nie martwił się tą datą, bo był przesądny. Martwił się, bo ostatnio w ten dzień dostał dziwnym proszkiem w twarz, a dzisiaj Brennę podobno chciał zabić cały świat. I czy skoro teraz Longbottom uświadomiła im obojgu, że różne kultury, miały różne pechowe daty to te daty i nich zaczęły teraz obowiązywać? Na tę myśl pobladł nieco bardziej niż zwykle. Nie. Na pewno tak nie będzie. – Ale nie, nic na ten temat nie znala...
Pod ścianę.
Uznał, że tak na wszelki wypadek ją posłucha. Nie zdążył nawet jakoś zareagować, ale na szczęście Brennie nie trzeba było w tym pomagać. Pielęgniarka krzyknęła przestraszona i od razu zaczęła ją przepraszać, a Basilius od razu przypadł, to znaczy bezpiecznie podszedł nie chcąc jeszcze bardziej aktywować jej pecha, do Brenny.
– Nic ci nie jest? – spytał, przyglądając się jej uważnie, a potem westchnął i szybko chwycił swoją różdżkę i spróbował wyczarować wokół czarownicy połę ochronnę, tak by chociaż spróbowali dojść bezpiecznie do gabinetu. – Jak to obróci się przeciwko tobie to proszę unikaj.
Rozproszenie (III)
Rzut Z 1d100 - 19
Akcja nieudana

Rzut Z 1d100 - 47
Sukces!
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#5
04.08.2024, 14:43  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.08.2024, 14:49 przez Brenna Longbottom.)  
Po prawdzie gdy zgasło światło Brenna też spodziewała się, że coś się jej stanie. Była zdumiona, gdy padło nie na nią, nie na Basiliusa nawet, a na obcego uzdrowiciela. Miało to głęboki sens, wpisujący się w schemat ich pecha, ale ona nie wiedząc, że Prewett się z mężczyzną dogadał, nie wiedziała o tym.
To było prawie jakby los pogroził im palcem, mówiąc no, no, nie ze mną takie numery.
Chwilę później jednak znowu się zaczęło, pech zaatakował ją, pod postacią tych wszystkich pudeł.
- Jasne, niech się pani nie przejmuje, nic się nie stało - zapewniła Brenna pośpiesznie biedną pielęgniarkę. Nie pomyślała na razie o tym, co Basilius: że może właśnie rozszerzyła ich pecha także na piątki siedemnastego. Brenna z jednej strony miała bogatą wyobraźnię i łatwo wierzyła w rzeczy niemal nieprawdopodobne historoe, przynajmniej swoim bliskim. Z drugiej miewała skłonności do racjonalizowania i pewnej przyziemności. - Tak, to dobry pomysł, dzięki. W każdym razie, dalej jeśli chodzi o piątki, to podobno przesąd mógł się wziąć stąd, że w piątek trzynastego wydano wyrok na templariuszy we Francji... a gdy ich wielki mistrz spłonął na stosie, miał rzucić klątwę na króla i na papieża, do trzynastego pokolenia włącznie. Może on naprawdę był magiem? Tylko nie wiem, dlaczego miałoby trafić nas, chyba że któreś z nas ma w drzewie genealogicznym wielkiego mistrza Zakonu, a drugie króla, albo któreś papieża, i się urochomiło, ale w rodach czystej krwi pilnuje się genealogii, u mnie mają zapiski az do Gryffindora, więc w sumie musiałyby tutaj być nieźle fikołki, chociaż jakby się zastanowić, ja bym się nie zdziwiła, jakby papież też był czarodziejem i żadnych ślubów czystości nie przestrzegał, a bywają zdrady i białe plamy... - plotła tak, wchodząc po schodach, na wszelki wypadek trzymając się poręczy. Jeszcze rok temu uważałaby, że to wszystko to absolutna bzdura, ale w tej chwili naprawdę musiała zacząć już patrzeć na sprawę inaczej i była gotowa szukać nawet najbardziej absurdalnych wyjaśnień.
A potem...
...rozległ się śmiech.
Dziwnie żabi.
Dokładnie w tej samej chwili, w której dotarła do szczytu schodów.
- O nie - jęknęła Brenna.
- Panie Ferdynandzie!!!
Pan Ferdynand wpadł na nią z impetem. I gdyby nie odbił się od tarczy utkanej przez Prewetta, pewnie by z tych schodów spadła, a tak tylko zatoczyła się trochę. Uzdrowicielką tymczasem dopadła pana Ferdynanda, rzuciła jakieś zaklęcie, chyba konfundujące i stanowczo ujęła go pod ramię.
- Bardzo przepraszam, uciekł z oddziału zamkniętego... chodźmy, panie Ferdynandzie...
- On wciąż tu jest? - spytała oszołomiona trochę Brenna Basiliusa. - Ucieka regularnie, czy tylko w piątki trzynastego? - dodała podejrzliwym tonem.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#6
06.08.2024, 03:23  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.08.2024, 03:26 przez Basilius Prewett.)  
Basilius spojrzał się na nią z mieszaniną zaskoczenia, jak i pewnego podziwu dla przeprowadzonego przez nią researchu, ale pokręcił głową.
– Nie przypominam sobie, abym z którejkolwiek strony miał w swojej rodzinie, ani templariusza, ani papieża – powiedział i chociaż absolutnie nie wierzył w taką teorię, to jednak na wszelki wypadek jeszcze przeleciał w głowie wszystkie rodzinne ciekawostki, o których słyszał. Z drugiej strony, czy naprawdę by się zdziwił, gdyby się dowiedział, że w którejkolwiek z jego rodzinnych gałęzi pojawił się nieprzestrzegający zasad papież? Albo, że ktoś coś sfałszował? Chyba nie do końca. No i teoretycznie Rosierowie mieli tę całą akcję z jednym królem... A Prewettowie... Kto wie co przez te wszystkie dekady kombinowali Prewettowie. Nie, to było absurdalne.
Nie zdążył jednak powiedzieć czegokolwiek więcej, bo oto usłyszał śmiech swoich koszmarów. W sytuacjach takich, jak ta dość zrozumiała jest chęć klnięcia i Basilius też pewnie wykrzyknąłby teraz kilka niecenzuralnych słów, gdyby nie to, że ten cały czas użerania się z mniej przyjemnymi pacjentami w Mungu nauczył go odruchowego pilnowania się w pracy.
Pan Ferdynard na całe szczęście nie zrobił niczego Brennie, ale gdy został złapany przez magipielegniarkę Prewett odruchowo zerknął, czy przypadkiem nie zabrał jej różdżki, a potem zwrócił się do samej Longbottom i pokręcił głową.
– Zazwyczaj mówią, że jest całkiem grzeczny i uprzejmy. I że rysuje ładne kwiatki– wymamrotał, przeczesując włosami palce. – Brenno, może chodźmy po prostu jak najszybciej do mojego gabinetu? Ale powoli. Tak, abyś się nie potknęła – zasugerował, coraz bardziej się o Brennę niepokojąc.
– Naprawdę przepraszam, zazwyczaj jest całkiem grzeczny i uprzejmy. I rysuje ładne kwiatki – Uzdrowicielka rzuciła im przepraszające spojrzenie, prowadząc ze sobą pana Ferdynarda, który wciąż śmiał się jak żaba, najwyraźniej szalenie z siebie dumny. Basilius odczekał, aż sobie pójdą, bo wolał odsunąć od nich jedno zagrożenie, a potem, gdy już ruszyli zniżył głos.
– Nikt nie ma pojęcia co mu się stało. Ale tak. Jest tutaj cały czas. Czasem, jak jest z nim lepiej to przenoszą go do Lecznicy Dusz, ale z jakiegoś powodu tutaj jest mu lepiej
Może pan Ferdynard też był kiedyś uzdrowicielem, któremu przyszło leczyć Longbottomów?
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#7
06.08.2024, 09:09  ✶  
Brenna mogła się wydawać chaosem, i przez niejedną osobę była brana za dziewczynę głupiutką, typowego krawężnika, co ten tytuł Detektywa dostał tylko ze względu na rodzinne koligacje. W istocie jednak za rozczochranymi włosami krył się umysł zwykle pracujący na wysokich obrotach, wyłączający się jedynie z rzadka, głównie wtedy, kiedy u kogoś rozsądnego krzyczałby: nie rób tego, bo zaraz zginiesz. Wszelkie analizy i badania Brenna wykonywała bardzo skrupulatnie, a dodanym tu „pierwiastkiem Brenny” był fakt, że najczęściej robiła tych analiz kilka na raz.
Gdy już zaczęła wierzyć, że coś jest w tych piątkach trzynastego, że spadło na nich jakieś fatum, i albo próbowało im zrobić na złość, albo jedynie z jakichś powodów pchało tak, by ich ścieżki się skrzyżowały, podeszła do poszukiwań odpowiedzi bardzo rzetelnie. Lubiła zresztą dawne historie: lubiła grzebać w przyszłości, bo to ona dawała pewne odpowiedzi na pytania rodzące się tu i teraz.
– A jesteś pewien, że twoja prapraprababka nie zdradziła praprapradziadka, kiedy pojechał na jakąś wojnę z goblinami? – spytała, bo i to było to: nie wykluczyłeś teorii, póki nie miałeś lepszej, a nie pojawiły się argumenty na jej obalenie. – Albo że Wielki Mistrz Zakonu nie był czarodziejem, tylko dziecko, bo był w zakonie chrześcijańskim, nie nosiło innego nazwiska, uznane za swoje przez jakąś inną rodzinę czarodziejów, w zamian za część skarbu templariuszy, którego nigdy nie odszukał król, mimo posłania ich tylu na stos? – dodała, ale zaraz wzruszyła ramionami, bo chyba zdawała sobie sprawę z tego, że trochę snuje absurdalne historie, ale… takie już były przywary widmowidzów. – Alternatywne rozwiązania… mamy po prostu pecha. Albo gdy weszłam do twojego gabinetu tamtego czerwca, był wyjątkowo niesprzyjający układ planet. Albo rzucono na nas jakieś zaklęcie w przeszłych życia. Albo kosmos na nas spojrzał i uznał, że będzie zabawnie trzymać nas jedno obok drugiego – powiedziała, omijając pana Ferdynanda i pielęgniarkę, tej drugiej posyłając uspokajający uśmiech. Pomyślała jednak, że jeśli spotkają pana Ferdynanda po raz trzeci przy okazji jakiejś dziwnej daty, to już będą musieli ostatecznie się poddać, uznać, że są tak absolutnie, absolutnie przeklęci, i zacząć występować na sympozjach naukowych dla klątwołamaczy. – Powoli, ale jak najszybciej – zgodziła się, nawet jeżeli nie była pewna, w jaki sposób wdrożyć tę instrukcję w życie. W związku z tym szła po prostu… przeciętnym krokiem. – Zdaniem naszego uzdrowiciela oberwałam klątwą sprowadzającą pecha i może mnie to zabić – dodała, zaskakująco pogodnie. W istocie to nie tak, że Brenna tym się wcale nie przejmowała: kiedy cudem uniknęła przygniecenia przez drzewo była całkiem przejęta. Ale dotarła tutaj, obok był klątwołamacz i była pewna, że nie pomoże ani jemu, ani sobie, jeżeli zacznie powtarzać, że nie chce umierać i błagać go o pomoc.
Odruchowo odsunęła się na bok, pod ścianę, gdy lewitowane korytarzem przez pielęgniarza łóżko wymknęło się zaklęciu i pomknęło do przodu z dużą prędkością, o włos mijając Brennę.
- Mordercze łóżko kontratakuje - szepnęła do Basiliusa, gdy to odfrunęło, ścigane przez pracownika. - Chyba powinniśmy wezwać ciebie na miejsce. Trochę dezorganizuję pracę szpitala. Ale w sumie w Ministerstwie Magii jest więcej ludzi, to mogłoby być gorzej...


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#8
07.08.2024, 19:20  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.08.2024, 19:21 przez Basilius Prewett.)  
Basilius spojrzał na nią, jakby chciał odpowiedzieć, że tak, był wręcz pewny, że jego prapraprababcia ni nie zdradziła praprapradziadka, ale to nie było najbezpieczniejsze stwierdzenie na temat rodziny Prewettów. Patrząc co się działo w znacznie bliższych jemu pokoleniach może nie powinien być taki pewny swoich słów. Nie mógł jednak przecież pojawić się, ani u rodziny ze strony ojca, ani u Rosierów z ciastkami dla starszych ciotek i pytaniem o rodzinne dramaty. Chociaż... Stare ciotki przecież uwielbiały plotkować, a te z rodziny matki i tak narzekały, że za rzadko widzą go na oczy.
– Ale... – Zmarszczył brwi. – Chyba w żadnej z naszych rodzin nie było wcześniej podobnych przypadków. A rodzina Wielkiego Mistrza raczej nie byłaby przeklętą, skoro to on rzucał klątwę i... – Spojrzał na Brennę. Coraz bardziej nie podobało mu się to, że w tej logice odnajdywał sens. To była jednak jedna z teorii i na razie postanowił tak tylko ją traktować. – A może to rzeczywiście tylko pech. W każdym razie gdybyś miała kiedyś ochotę siedzieć i studiować rodzinne rodowody to daj znać. Możemy też się udać do kogoś, kto zna się na układach gwiazd.
Chichot losu... Tak, to pasowało do spotkania w niefortunną datę. Kogo powinni się poradzić w takim wypadku? Cyrkowców, bo tylko oni mogli znać się na takim cyrku, jakim były te ich spotkania?
Ciekawe, czy Brenna też gdzieś tam wewnętrznie marudziła, że musiało trafić na Prewetta, tak jak on ubolewał nad faktem spotkań z przedstawicielką Longbottomów? I ciekawe, czy jeśli tak było to i ona na pewnym etapie uznała, że w sumie to ubolewanie stało się jedynie pewną tradycją, niż faktycznymi odczuciami. A jeśli tak to kiedy, bo Prewett chyba nie mógł wskazać konkretnego momentu, ale na pewno pomogło mu wspólne siedzenie w izolatce i poprzedzająca to wydarzenie sytuacja w kasynie i fakt, że Brenna nie zareagowała na jego wyznanie, tak jak obawiał się, że zareaguje, a teraz nie traktowała go inaczej.
– Wygląda na to, że zgadzam się z twoim uzdrowicielem – powiedział, bo nawet bez badań diagnostycznych, widać było, co się działo. Próbował zachować spokój, ale jednak byłoby szalenie miło, aby Brenna dzisiaj nie umarła, a wszystko było przeciwko temu prostemu życzeniu.
Gdy niemal uderzyło w nią łóżko, chciał już wewnętrznie krzyczeć, ale nic nie powiedział. Jedynie powieka mu zadrgała.
– Zaraz będziemy w gabinecie – zapewnił ją i nie zdołał nic więcej dodać, bo nad Brenną, zmaterializowała się znikąd, podejrzanie wyglądająca ciemna chmura.
– Uważaj! – krzyknął, chwytając ją za rękę i ciągnąć czarownicę do siebie z energią, jaką nie za często można było u niego zobaczyć, ale chmura, ku jego własnemu zdziwieniu, okazała się jedynie fałszywym alarmem i zaraz zniknęła bez uderzenia piorunem, którego tak się obawiał. Aby jednak nie było tak kolorowo, to Prewett na tyle nieudolnie odciągnął Brennę od "zagrożenia", którego nie było, że niechcacy puścił jej dłoń, niezamierzenie popychając ją w kierunku wózka z najróżniejszymi eliksirami. I teraz pytanie, jak to było, że był w stanie tak silnie ją pociągnąć, ale wchodzenie po schodach go męczyło?
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#9
10.08.2024, 14:02  ✶  
- A gdybyśmy byli trzynastym pokoleniem? Albo zetknięcie dwóch osób obłożonych klątwą w piątek trzynastego ją uaktywniło, a do tej pory nie miało to miejsca? Oczywiście, możemy też założyć, że to wszystko to przypadek, albo że tamtego dnia ktoś oboje dotknęliśmy jakiegoś przeklętego przedmiotu, albo że jakaś Francesca stała za rogiem, zobaczyła, jak wchodzę do twojego gabinetu i postanowiła nas przekląć... - recytowała Brenna, która absurdalne historie mogła wyciągać z rękawa jedną po drugiej, równie często te zasłyszane, jak i wymyślone na poczekaniu. - …albo wrócimy faktycznie do teorii, że wszystko jest przypadkiem… Sądzisz, że układ gwiazd faktycznie może tutaj o czymkolwiek decydować? - spytała. W jej głosie nie pobrzmiewał sceptycyzm, bo przecież sama to rzuciła, a raczej zaciekawienie, na ile był skłonny wierzyć w takie rzeczy i czy Basilius przeklinał wyroki gwiazd: zarówno pod względem pecha, jaki go ścigał, jak i tego, że najwyraźniej tkwił w tym wszystkim z Brenną.
Ona sama... właściwie reagowała na to jak większość rzeczy w życiu, a więc przyjęła do wiadomości i starała się nieco sprawę zbadać. Trochę wynikało to z charakteru, trochę z wychowania w Warowni, które uczyło nie dziwić się przesadnie niczego i albo przyjmować świat takim, jakim był, albo aktywnie działać na rzecz zmiany sytuacji - właściwie nigdy nic po środku. Za to czasem łącząc oba te, pozornie sprzeczne podejścia.
Dlatego nie złościła się o tę dziwną, piątkową klątwę czy trzynastkowego pecha. Przyjmowała do wiadomości, że w piątki trzynastego coś dziwnego ją spotka i że wpadnie na Basiliusa Prewetta, a wrodzona ciekawość kazała jej próbować dowiedzieć się, z czego ta prawidłowość może wynikać. I wolała chyba tkwić w tym z Basiliusem niż na przykład... o, ze Stanleyem Borginem. Lubiła Prewetta: był inteligentny, miał poczucie humoru, które bardzo starał się ukrywać pod maską rozważnego uzdrowiciela, dobrze się z nim rozmawiało, nie pluł nienawiścią ku „szlamom” i jeszcze ufała jego uzdrowicielskim umiejętnościom. Chociaż może nie powinna być tak samolubna i należało życzyć pecha raczej właśnie komuś, kogo nie lubiła, nawet jeśli miał to być wspólny pech?
Gdy nad głową Brenny zmaterializowała się chmura, kobieta odruchowo sięgnęła po różdżkę. Nim jednak zdążyła rzucić jakieś zaklęcie, spodziewając się dokładnie tego, co uzdrowiciel, czyli błyskawic, poczuła nagle szarpnięcie - nie podejrzewałaby Basiliusa aż o taką siłę. Pociągnięta w tył znalazła się z dala od chmury…
…tylko po to, by polecieć ku wózkowi eliksirów.
Zdołała nieco zmienić trajektorię lotu i zamiast wpaść wprost na niego, zawadziła tylko, zrzucając parę fiolek na ziemię. Jedna z nich rozbiła się, zalewając podłogę. Eliksir spienił się, parę fiolek prysnęło na buty Brenny, na szczęście skórzane – dzięki temu mikstura nie zdołała ich przeżreć, ale…
– Och, muszę chyba iść do obuwniczego – powiedziała, spoglądając w dół, na ślady, jakie eliksir wyżarł w jej butach. I podłodze obok. Uderzenie o ścianę sprawiło, że obiła sobie łokieć i ramię, ale przynajmniej nic jej nie poparzyło. – Przepraszam?


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#10
11.08.2024, 22:52  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.08.2024, 22:53 przez Basilius Prewett.)  
– Ja... Chyba muszę się nad tym zastanowić – powiedział, uznając że jeśli będzie nad tym dzisiaj myślał nawet chwilę dłużej, to chyba zwariuje, potknie się przez to szaleństwo na schodach i sam zostanie kolejnym zagrożeniem dla życia Brenny. Czy któraś z tych teorii miała sens? Niby tak. To znaczy inaczej, żadna z nich nie brzmiała, jak całkowity stek bzdur, który należało zlekceważyć. O klątwach pokoleniowych siłą rzeczy się uczył, natomiast jeśli chodziło o gwiazdy, to nauka o ich niekorzystnych układach nie była raczej czymś, co go ogromnie fascynowało, ale miał przecież dokładnie zapisane daty wszystkich ich spotkań (w niektórych przypadkach zanotował nawet godzinę), więc pewnie gdyby poprosić o pomoc eksperta dałoby się temu przyjrzeć.
Jedno było jednak pewne. Z jakiegoś powodu ciągle spotykali się w te szczegolne daty i zakładał, że miało to jakąś przyczynę. I raczej nie była to kwestia tego, że już jako dziecko nie za bardzo chciał jeść mięso na co ciotka Ethel mówiła Jeśli nie zjesz całego obiadu, to przyjdzie po ciebie Longbottom i przekona cię byś nie chodził do kasyn. Zmarszczył brwi. To chyba nie była normalna rzecz do mówienia dziecku.
– Nic ci nie jest? – spytał podbiegając do Brenny. – Na Matkę, przepraszam, nie chciałem, chciałem tylko odepchnąć cię od chmury. – powiedział, obrzucając ją kontrolnym spojrzeniem. Głową? Była. Wszystko na głowie? Było. Ręcę? Żywe. Nogi? Tak samo, chociaż w butach miała dziury. A potem spojrzał na wyżartą w podłodze dziurę i zbladł jeszcze bardziej. I wtedy chmura pojawiła się znowu i walnęła piorunem tuż obok Brenny. Basilius odwrócił się jakby wstąpiły w niego nowe siły i przyjrzał się wszystkim na korytarzu, obrzucając każdego znacznie bardziej zirytowany spojrzeniem, niż planował.
– Kto czaruje te chmurę? Przyznać się.
Nikt się nie przyznał.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Basilius Prewett (3389), Brenna Longbottom (4174)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa