• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 4 5 6 7 8 … 16 Dalej »
[listopad 1970] Cień nad Anglią

[listopad 1970] Cień nad Anglią
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#1
03.07.2024, 18:03  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.11.2024, 21:39 przez Baba Jaga.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic VI

To był jeden z nielicznych, pogodnych dni listopada, mającego się już powoli ku końcowi i chociaż świeciło słońce, a po południu zrobiło się nawet niemal ciepło, ilekroć zawiał wiatr w powietrzu czuć było nadchodzącą zimę. Większość liści z sadu przy Warowni opadła, późna odmiana róż, posadzonych przed domem powoli już przekwitała i tylko jedna z odmian bluszczu, porastającego ścianę posiadłości, pozostawała zielona.
Podmuch wiatru zmierzwił lekko włosy Brenny i szarpnął czerwonym szalikiem, gdy wędrowała przez ogród u boku Quintessy Longbottom. Clemens Longbottom mógł zniknąć z Warowni gdzieś w mroku Nokturna, a obrączka z palca jego żony, nie oznaczało to jednak, że sama Tessa przestała być mile widziana w tym domu. Pozbycie się męża mogło okazać się łatwiejsze niż wyrzucenie z życia jego rodziny, w którą przez te wszystkie lata córka Scamanderów zdążyła wrosnąć na dobre. A o ile swego czasu dziewiętnastoletnia Brenna nie miała zbyt wielkich możliwości kręcić się po Nokturnie i zadręczać swoją osobą wuja, o tyle ciotkę wciąż miała w zasięgu ręki. Nie było więc nic zaskakującego w tym, że Quintessa po raz kolejny trafiła do Warowni na weekendowy obiad i została porozmawiać chwilę z Brenną.

Rozmowa z Brenną wyglądała zwykle tak, że ta wyrzucała z siebie milion pytań i odpowiedzi, słuchała, co miała do powiedzenia druga strona, a potem mówiła dalej. Zachęcała do mówienia i drugą stronę, ale jeśli ta odmawiała współpracy, Brenna mogła mówić za dwoje. Teraz jednak słowa jakoś mniej chciały się sypać, może dlatego, że Brenna nie miała specjalnego doświadczenia w oznajmianiu członkom rodziny, że formułuje się właśnie podziemna organizacja, mająca na celu przeciwdziałanie śmierciożercom. I och, może ciocia, skoro nigdy nie lubiła tych bredni o czystej krwi – nic nadzwyczajnego zresztą, Brenna mogła sobie tylko wyobrazić, jak wiele obelg i niechętnych spojrzeń, a także drobnych afrontów oraz złośliwych szeptów musiała Quintessa znieść te trzydzieści lat temu, wychodząc za Longbottomów – to chciałaby czasem to i owo donieść, co usłyszy w antykwiariacie, złamać jakąś klątwę i takie tam…
Poza tym pewnie i tak by się zorientowała, że bracia jej męża i jego bratankowie coś knują.
I zabiłaby Brennę, gdyby pewnego dnia się dowiedziała, że ta powiedziała Woody’emu, a jej nie.
Brenna kopnęła jakiś drobny kamyk i stłumiła westchnienie.
– Spytałabym, czy czytałaś ostatnio gazety, ale pewnie nawet jeśli nie, to i tak wszystko słyszałaś i tak dalej… Co sądzisz o tym całym Voldemorcie – Nienawidzę – Mugoli – Ale – Ukradnę – Ich – Hierarchię – Szlachecką – I – Obwołam – Się – Lordem?


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Kwintesencja kobiecości
wpisano zdradę w pocałunek
w czułe spojrzenia, w szlachetny trunek
wiek
50
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
właścicielka antykwariatu
Co widzi się jako pierwsze po zauważeniu Tessy na ulicy? Na pewno to, że jest dosyć wysoka — ma w końcu 178 centymetrów wzrostu — a całe wrażenie potęgują buty na małym, ale wciąż!, obcasie. Po drugie, przenikliwe spojrzenie, które zdaje się równocześnie spoglądać prosto w duszę za twoimi oczami, a także patrzeć prosto przez ciebie. Jakby jednocześnie widziała wszystko i nic. Po trzecie, przy wizytach w mugolskim Londynie ubiera się dosyć stonowanie; świetnie skrojony komplet lub zwyczajna koszula, wciśnięta w dopasowane spodnie garniturowe. Kiedy, jednak, jest w zaciszu własnego domu lub wybiera się z wizytą do rodziny czy przyjaciół, pozwala wyjść na wierzch swojej nieco bardziej kolorowej, czarodziejskiej stronie. Po czwarte, a także, nareszcie, ostatnie, Tessa zawsze trzyma w ręku długą, staromodną lufkę z papierosem, nawet jeśli nie ma w intencji go odpalać.

Quintessa Longbottom
#2
03.07.2024, 23:13  ✶  
Warownia Longbottomów idealnie spełniała swoją nazwę. Była istną twierdzą, w której Tessa mogła się schować za każdym razem, kiedy coś działo się nie po jej myśli.
Uciekła do niej zaraz przed ślubem z Woodym, gdy jej ojciec odpisał, że: Nie, nie zamierza przyjechać na ceremonię. Uciekła do niej zaraz po rozwodzie, wypłakując sporą ilość łez przy szklance whisky z teściem. I uciekała, chowając się na ławce w sadzie, z papierosem w ręku, gdy nie potrafiła złamać bardziej złożonej klątwy na nowym artefakcie.
Chyba miała to we krwi — wycofywanie się w bezpieczne miejsce, kiedy grunt pod nogami zaczął się ledwo żarzyć. Nikt nie mógł mieć jej tego za złe, w końcu wyniosła to przecież z domu; obserwowała rodziców, jak każdą kolejną kłótnię ucinają w przeróżnych momentach, aby ukryć się przed wzajemnym, oceniającym spojrzeniem. Albo pytającą twarzą dzieci, bo te ani trochę nie rozumiały scysji matki i ojca.
Spojrzała na Brennę, już nie przelotnie, a po prostu utwierdziła w niej wzrok i obserwowała jak dziewczyna zbiera w sobie odwagę, żeby coś powiedzieć. Tessa z kolei zbliżyła się do niej powoli, zrównała w końcu krok — bo przed chwilą zwolniła, wpatrując się w bluszcz na ścianach Warowni — i poprawiła szalik na szyi chrześnicy. Wiedziała, że bratankowie nie przepadają za tym, kiedy matkowała im w wielu aspektach, w których przecież nie potrzebowali niańki.
Tak, ciociu, nie pijemy alkoholu.
Tak, ciociu, nie palimy papierosów!
Ale już:
Tak, ciociu, poświęcamy życie, pracując jako aurorzy.
Musiałaby skłamać, mówiąc, że jej to odpowiadało. Już za zamierzchłych czasów małżeństwa z Woodym powtarzała mu, żeby się przeniósł. Nie narażał się tak bardzo, jak robił to dotychczas; ruszając na kolejne akcje z dumnie wypiętą piersią i różdżką pod ręką, gotowy do pokonania każdej przeszkody, która mogłaby mu stanąć na drodze. Za każdym razem bała się, że coś może się im stać.
Wygładziła materiał śliwkowej koszuli, patrząc na Brennę z ukosa.
— Co sądzę? — powtórzyła głośno, wzdychając z lekką przesadą. — Cóż, pomijając fakt, że jego ideologia zakrawa… Nie, jego ideologia jest czystym wyrazem i wręcz naśladownictwem mugolskiego hitleryzmu, to myślę, że jest nawet spoko gościem.
Zaraz jednak parsknęła pogardliwie, zakładając ramiona na piersi.
— Brenno, jesteśmy rodziną, więc będę szczera. Widzę, co knujecie. Czytam gazety, jak normalna czarownica, a nawet jeśli nie miałabym takiego zamiaru, to każdy mój znajomy trąbi mi o tym przy popołudniowej herbacie. Voldemort jest osobą, której należy się pozbyć. W ten czy inny sposób, nawet jeśli może to zabrzmieć drastycznie albo brutalnie.


It's such an ancient pitch
But one I wouldn't switch
'Cause there's no nicer witch than you
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#3
04.07.2024, 09:15  ✶  
Nie paliła nigdy i to mimo tego, w biuro Brygady Uderzeniowej przenikał wieczny aromat dymu, a koledzy regularnie wychodzili na papierosa. Od pewnego wieczora po hogwarckich egzaminach kilka lat temu nie upiła się ani razu, a od ładnych paru tygodni jeśli tykała alkohol, to najwyżej by wypić łyka, przy ty h toastach, których nie wypadało nie wznieść. Praca Brygadzistki też nie codziennie oznaczała narażanie życia, nie co tydzień nawet, no może co dwa - i to tylko dlatego, że Brenna łatwo wpadała w kłopoty, jakby przyciągała je na podobieństwo magnesu. Nie była w końcu aurorką, nigdy nawet nie chciała zmieniać Biura. Zagrożenie istniało, godziła się z nim, ale nie uważała, by było naprawdę duże… w przeszłości przynajmniej, bo teraz robiło się coraz bardziej niebezpiecznie.
Pojawienie się Voldemorta wiele jednak zmieniało. Teraz wszyscy z Departamentu byli na pierwszej linii.
Trochę za słabo znała mugolską historię, aby w pełni zrozumieć analogię od hitleryzmu, ale ta epoka Hitlera kojarzyła się Brennie przede wszystkim z Grindewaldem, a i wspomnienia czasu wojennego starszego pokolenia, objawiające się czasem w słowach, czasem w strachach i zachowaniach, wystarczyły, aby mogła domyślać się jednego.
Historia lubi się powtarzać.
– Bardzo bym chciała się go pozbyć, ale obawiam się, że to trochę za mocny czarodziej, żeby mógł się go pozbyć jakiś Longbottom albo Potter – westchnęła, przystając przy krzewie, pokrytym późnymi, jesiennymi kwiatami, z których dopiero opadały pierwsze, brązowiejące na brzegach płatki. Brenna miała wkrótce wyrosnąć na absolutną lojalistkę, gdy szło o Zakon Feniksa, ale samą siebie oceniała dość racjonalnie: była przeciętną czarownicą i chociaż mając okazję poderżnąć gardło Voldemorta, nie zawahałaby się, nie miałaby szans w starciu z nim. Nadzieję pokładała raczej w Dumbledorze, który kiedyś wyszedł naprzeciw Grindewaldowi i zakończył już raz wiek terroru sianego przez czarnoksiężnika. – Dumbledore zwołał ludzi – powiedziała po prostu wprost, odruchowo zniżając głos, chociaż były w ogrodzie Warowni, otoczonym murami, i jak okiem sięgnąć nie było w pobliżu nawet żadnego domownika. – Uważa, że Ministerstwo nie da sobie rady i myślę, że ma rację, bo nie łamiąc nigdy prawa bardzo trudno poradzić sobie z kimś, kto to prawo łamie i co gorsza ma pewnie ludzi w strukturach.
Brenna nie była geniuszem, ale wpaść już na to, że Voldemorta pewnie poprą głównie czystokrwiści i ludzie z Nokturnu. A w Ministerstwie czystokrwiści mieli dużo wpływu. Paradoksalnie więc ta „zaraza” rozpleni się pewnie głównie na korytarzach Ministerstwa i na podziemnych ścieżkach.
– Dziadek nie jest zaangażowany, ale spora część rodziny tak – dodała, z bladym uśmiechem. Oczywiście, że Tessa zauważyła, że coś knują, a o ile taki Morpheus po prostu nie pytał, pochłonięty pracą w Departamencie Tajemnic, o tyle Brenna zakładała, że ciotka prędzej czy później te pytania i tak by zadała.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Kwintesencja kobiecości
wpisano zdradę w pocałunek
w czułe spojrzenia, w szlachetny trunek
wiek
50
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
właścicielka antykwariatu
Co widzi się jako pierwsze po zauważeniu Tessy na ulicy? Na pewno to, że jest dosyć wysoka — ma w końcu 178 centymetrów wzrostu — a całe wrażenie potęgują buty na małym, ale wciąż!, obcasie. Po drugie, przenikliwe spojrzenie, które zdaje się równocześnie spoglądać prosto w duszę za twoimi oczami, a także patrzeć prosto przez ciebie. Jakby jednocześnie widziała wszystko i nic. Po trzecie, przy wizytach w mugolskim Londynie ubiera się dosyć stonowanie; świetnie skrojony komplet lub zwyczajna koszula, wciśnięta w dopasowane spodnie garniturowe. Kiedy, jednak, jest w zaciszu własnego domu lub wybiera się z wizytą do rodziny czy przyjaciół, pozwala wyjść na wierzch swojej nieco bardziej kolorowej, czarodziejskiej stronie. Po czwarte, a także, nareszcie, ostatnie, Tessa zawsze trzyma w ręku długą, staromodną lufkę z papierosem, nawet jeśli nie ma w intencji go odpalać.

Quintessa Longbottom
#4
08.07.2024, 23:52  ✶  
Wiedziała do czego dąży Brenna. Widziała to w spojrzeniu dziewczyny, które co rusz uciekało na bok, aby zaraz wrócić prosto w stronę Tessy, jakby zbierała determinację do spojrzenia ciotce w oczy. Słyszała to w jej stopniowo cichnącym, konspiracyjnym głosie, kiedy pochylała się delikatnie w jej stronę. Czuła to w napięciu, które, nawet jeśli mimowolnie, powoli ściskało kobietę za gardło i zmuszało palce do panicznego wynalezienia papierośnicy w kieszeni spodni.
Nie chciała się do tego mieszać.
Nie chciała—
Cały czas słuchając słów bratanicy, wyciągnęła w końcu błogosławiony, nikotynowy artefakt; najlepszego przyjaciela, zawsze skłonnego do wysłuchania żalów i smutków. Ręcznie skręconą, cynamonową cygaretkę. Zapaliła szluga praktycznie od razu, wciskając go sobie do ust, a potem wciągnęła dym z wręcz błogą ulgą.
Potrzebowała tego. Musiała podejść do tego spokojnie, nie dać się ponieść emocjom i rzucać mordą od razu, jak zrobiłby to Woodrow. Wypuściła dym nosem, pozwalając mu ulecieć lekko na bok — nie chciała w końcu chmurzyć na biedną Brennę — a potem, razem z papierosem między palcami, przejechała wnętrzem dłoni po czole.
Nie zamierzała pytać, czego od niej oczekiwała. Po to się przecież tutaj spotkały; właśnie po to młoda Longbottom krążyła dookoła niej, skakała z jednego zdania na drugie, bo Tessa w żadnej chwili nie dała poznać po sobie swoich prawdziwych emocji. Chciała ją zwerbować. Kobieta była już przekonana, że prędzej czy później to nastąpi. Ale…
— Jak myślę, zaczęliście pewnie już wszystko formować? Ustawiać role, nazwy stanowisk i hierarchię? — pytała z wyraźnym przekąsem, strzepując dym.
Potem cicho wymamrotała coś pod nosem, co mogło brzmieć jak: Cholerni Longbottomowie, ale to pewnie tylko się tak wydawało.
— Wiesz, duszko… — Brzmiała dziwnie. Głos na początku lekko załamał się, co było do Tessy kompletnie niepodobne. Na takie rzeczy, niuanse i małe szczegóły (a może tak naprawdę chodziło o naturalność) pozwalała sobie jedynie w otoczeniu najbliższych. Warownia, razem z bratanicą na czele, była czymś takim. Kimś bliskiemu jej sercu. — Początkowo chciałam powiedzieć, że nie chcę się w to mieszać. Że nie zamierzam mieć z tym nic wspólnego, bo nawet jeśli świat powoli się wali, to wiem, że mury naszej twierdzy nasze będą stały. Ale wcale tak nie myślę. Nie chcę, żebyście sami narażali się na niebezpieczeństwo, kiedy ja siedzę tuż obok i nic nie robię. Chciałam, żeby… Chcę, żeby każde dziecko mogło spokojnie iść do szkoły i nie martwić się wyzwiskami czystokrwistych kolegów. Chcę, żeby każda dziewczyna mogła spokojnie przechadzać się po zmroku.
Wyrzuciła papierosa na ziemię i zdeptała go podeszwą buta. Zaraz potem chwyciła Brennę za twarz i czule przejechała kciukiem po jej policzku.
— Chcę, was chronić. Więc, proszę, powiedz mi, co mogę zrobić.


It's such an ancient pitch
But one I wouldn't switch
'Cause there's no nicer witch than you
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#5
10.07.2024, 09:37  ✶  
– Właściwie to… wszystko jest mało oficjalne – powiedziała Brenna. Nie wiedziała, w jaką stronę to wszystko się potoczy: chyba nawet Dumbledore nie wiedział, ponieważ w tej chwili nie mieli pojęcia, co dokładnie zrobi Voldemort.
A jednak Brenna nie zastanawiała się.
W jej wypadku nie chodziło nawet o bliskich ludzi. Nie umiałaby po prostu stać z boku. Nie umiałaby czytać doniesień o kolejnych zabitych mugolakach, w pracy trafiać na kolejne miejsca zbrodni, bezsilnie patrzeć, jak śmierciożercy powoli przejmują władzę i malują Anglię czernią i zielenią: nie barwą nadziei, a avady kedavry. Nie chciała żyć w takim świecie, więc jeśli mogła coś zrobić, cokolwiek, nawet jeżeli niewiele, zrobić to chciała.
– Nie musisz, ciociu – stwierdziła od razu, bez choćby śladu pretensji, bo to przecież nie tak, że chciała w to ciotkę wciągać. Nie domagała się, by dołączyła: miała wątpliwości, czy w ogóle z nią o tym rozmawiać. Ale też wiedziała, że któregoś dnia Derwin przyjdzie do niej, by po cichu ściągnęła z niego klątwę, Jeremiah zapyta o jakiegoś klienta, ona pojawi się z dziwnym przedmiotem… – Po prostu wiem, że pewnie prędzej czy później w jakiejś sprawie poprosimy o pomoc… i pomyślałam, że powinnaś wiedzieć, co się dzieje – mruknęła, spoglądając na nią z ukosa.
Trochę ściskało ją za gardło, gdy Quintessa zaczęła mówić dalej. Bo do cholery, tu też miała rację: w świecie Voldemorta małe mugolaki nie trafią do szkoły. Będą miały szczęście, jeśli od razu nie zostaną zabite. W świecie Voldemorta Quintessa mogłaby być kochanką Clemensa, nie jego żoną, bo to małżeństwo nie byłoby „godne”. W świecie Voldemorta córka mugolaka i panny półkrwi może nie zostałaby zabita, ale nie miałaby komu się poskarżyć, że napadł ją czystokrwisty po zmroku.
Ale też bo wcale nie chciała, żeby ciotka musiała ryzykować i miała wyrzuty sumienia, że w ogóle jej o tym wszystkim opowiada.
Czuły gest tylko tę gulę w gardle powiększał.
– Myślałam, że może się nam przydać klątwołamacz i ktoś, kto zna się na runach – powiedziała, spoglądając na Quintessę. Podejrzewała, że Tessa jednak nie wytrzyma po prostu siedząc w tym tylnym rzędzie, zwłaszcza jeśli się dowie, że jej mąż planuje wepchnąć się w jakąś niebezpieczną misję. Jak na Ślizgonkę pod tym względem bywała bardzo Gryfońska. Brenna nie zamierzała jednak nakłaniać ją do pchania się w ten pierwszy szereg. – Obawiam się, że możemy nie raz oberwać jakąś klątwą. Albo wejść gdzieś, gdzie taka klątwa będzie do złamania. A do twojego antykwariatu czasem na pewno trafią ludzie i przedmioty, którzy mogą nas zainteresować.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Kwintesencja kobiecości
wpisano zdradę w pocałunek
w czułe spojrzenia, w szlachetny trunek
wiek
50
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
właścicielka antykwariatu
Co widzi się jako pierwsze po zauważeniu Tessy na ulicy? Na pewno to, że jest dosyć wysoka — ma w końcu 178 centymetrów wzrostu — a całe wrażenie potęgują buty na małym, ale wciąż!, obcasie. Po drugie, przenikliwe spojrzenie, które zdaje się równocześnie spoglądać prosto w duszę za twoimi oczami, a także patrzeć prosto przez ciebie. Jakby jednocześnie widziała wszystko i nic. Po trzecie, przy wizytach w mugolskim Londynie ubiera się dosyć stonowanie; świetnie skrojony komplet lub zwyczajna koszula, wciśnięta w dopasowane spodnie garniturowe. Kiedy, jednak, jest w zaciszu własnego domu lub wybiera się z wizytą do rodziny czy przyjaciół, pozwala wyjść na wierzch swojej nieco bardziej kolorowej, czarodziejskiej stronie. Po czwarte, a także, nareszcie, ostatnie, Tessa zawsze trzyma w ręku długą, staromodną lufkę z papierosem, nawet jeśli nie ma w intencji go odpalać.

Quintessa Longbottom
#6
03.08.2024, 23:33  ✶  
Merlinie, tak bardzo nie chciała o tym słuchać.
Bolała ją sama perspektywa, że Brenna również poza pracą w Brygadzie narażała się na tak wielkie niebezpieczeństwo. I z tego, co słyszała, to znaczna większość przyjaciół rodziny czy samych krewnych już dawno wdepnęła w to bagno. Na boso. Wyglądało też na to, że ona również powoli zbierała się do przekroczenia linii brzegowej i wskoczenia tam na bombę. Ale ona zdecydowała, że zostanie w swoich ulubionych obcasach.
— Cóż, bardzo dobrze pomyślałaś — odparła momentalnie.
Była w stanie wyobrazić sobie swój gniew, jeśli dowiedziałaby się o całej sprawie z drugiej ręki albo, nie daj Merlinie, przeczytałaby o tym w gazecie. Ktoś na pewno skończyłby z monologiem na czterdzieści pięć minut i szlabanem na wychodzenie z Warowni. Choć… to chyba już nie były te czasy.
— Nie wiem jak do tego momentu radziliście sobie beze mnie. Ale teraz nie musicie już niczym martwić. Tylko uważajcie na mój grafik, bo w każdy czwartek mam wolne, nieważne czy to od pracy w antykwariacie czy od ratowania Londynu przed Jego wpływem.
Żartowanie z takich rzeczy już dawno weszło jej w krew. Z jakiegoś powodu przynosiło to dziwną ulgę; sprawiało, że odejmowało się całej sprawie tego oficjalnego wydźwięku i Tessa przez chwilę czuła się jakby zwyczajnie gawędziła z Brenną o pierdołach, tuż po obiedzie. Rzuciła to z wyraźnym przekąsem, ale była w tym też pewna nuta niepewności. Wolałaby, żeby w Zakonie było jak najmniej osób, jak najmniej ludzi, których znała i kochała, żeby…
— Brenna… — zaczęła nagle, kiedy puściła już twarz bratanicy i trzymała teraz dłonie na jej ramionach. Ścisnęła delikatnie jej barki, formując w ustach kolejne słowa. Wyglądało na to, jakby naprawdę trudno przechodziło jej to przez gardło. — Kochanie, powiedz mi czy… czy twój wujek… Czy Clemens też jest w to zamieszany?
Tessa zwyczajnie nie mogła powstrzymać się przed zadaniem tego, najwyraźniej, fundamentalnego pytania. Nie była pewna czy potwierdzenie jej przypuszczeń jakkolwiek wpłynęłoby na podjętą już decyzję. Choć… Nie, przecież wiedziała, że tak. Nie mogła pozwolić, żeby ten stary, zniedołężniały Longbottom brał wszystko na swoje barki. I nie, oczywiście, że nie mówiła o sobie.


It's such an ancient pitch
But one I wouldn't switch
'Cause there's no nicer witch than you
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#7
05.08.2024, 17:44  ✶  
Brenna uśmiechnęła się do Tessy, tym charakterystycznym dla ich rodziny, pogodnym uśmiechem, tak nie pasującym do powagi rozmowy. Może nie powinna, ale czasem było łatwiej do tych poważnych spraw podchodzić z odrobiną humoru, a przecież ciotka też nie odpowiedziała tak do końca poważnie.
Nie nawykli do bycia zupełnie poważnymi, nawet ojciec Brenny, o najsurowszym obyciu z braci. I nawet gdy upływały kolejne miesiące, gdy robiło się coraz ciemniej i straszniej, wciąż mieli uśmiech się często, nawet jeżeli byli to uśmiechy ludzi świadomych, że w każdej chwili mogą umrzeć.
- No, skoro już do nas dołączasz, Voldemort może od razu się poddać albo ukryć w jakiejś mysiej dziurze - zażartowała. - Pewnie, przekażę, gdzie trzeba, że Twoje czwartki są święte - powiedziała, półżartem, półserio. Trochę nie wiedziała jeszcze, jak to będzie wyglądać, ile Zakon będzie wymagać od nich wszystkich. Trochę domyślała się, że dni wolne często będą musiały poczekać, że nie walczysz z mrocznymi czarnoksiężnikami na pół gwizdka, ale przecież też nie zajdą daleko, jeśli od razu od każdego będą wymagali porzucenia wszystkich aspektów normalnego życia.
Na szczęście albo nieszczęście, to jeszcze nie była pełnowymiarowa wojna. Toczyła się w dużej mierze pośród cieni.
Brenna nie była całkiem pewna, czy dobrze teraz postępuje, czy nie. Ale cóż, za późno było na cofanie wypowiedzianych już słów, nie warto więc było się nad nimi więcej zastanawiać. Zrobiła to - i nie że strachu że szlabanem, bo po prawdzie takie rzadko dostawała i jako dziecko, a ich skuteczność nigdy nie była u Brenny duża.
Spodziewała się pytania o Woody, a jednak... no jakoś odpowiedzenie na nie wcale takie łatwe nie było.
Bo Quintessa i Clemens zdawali się wciąż kochać nad życie i jednocześnie absolutnie nie byli w stanie żyć ze sobą. Nie mogli przez to ani do siebie wrócić, ani rozstać się na dobre i ruszyć innymi drogami, tkwili więc w wiecznym impasie.
- Potrzebujemy oczu i uszu na Nokturnie, a on może zobaczyć i usłyszeć to, do czego my nie dotrzemy - powiedziała Brenna cicho. Nie, nie wstydziła się tego, że poprosiła Woody’ego o pomoc. Trochę dlatego, że chodziło tutaj o coś więcej, i nie było miejsca na sentymenty. A trochę z powodu tych sentymentów właśnie: gdyby mu nie powiedziała, miałaby chyba uczucie, jakby drzwi, które zatrzasnęły się za nim parę lat temu, zostały ostatecznie zamknięte na zamek. Wuj, którego znała, chciałby wiedzieć.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Kwintesencja kobiecości
wpisano zdradę w pocałunek
w czułe spojrzenia, w szlachetny trunek
wiek
50
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
właścicielka antykwariatu
Co widzi się jako pierwsze po zauważeniu Tessy na ulicy? Na pewno to, że jest dosyć wysoka — ma w końcu 178 centymetrów wzrostu — a całe wrażenie potęgują buty na małym, ale wciąż!, obcasie. Po drugie, przenikliwe spojrzenie, które zdaje się równocześnie spoglądać prosto w duszę za twoimi oczami, a także patrzeć prosto przez ciebie. Jakby jednocześnie widziała wszystko i nic. Po trzecie, przy wizytach w mugolskim Londynie ubiera się dosyć stonowanie; świetnie skrojony komplet lub zwyczajna koszula, wciśnięta w dopasowane spodnie garniturowe. Kiedy, jednak, jest w zaciszu własnego domu lub wybiera się z wizytą do rodziny czy przyjaciół, pozwala wyjść na wierzch swojej nieco bardziej kolorowej, czarodziejskiej stronie. Po czwarte, a także, nareszcie, ostatnie, Tessa zawsze trzyma w ręku długą, staromodną lufkę z papierosem, nawet jeśli nie ma w intencji go odpalać.

Quintessa Longbottom
#8
09.09.2024, 19:38  ✶  
— A żebyś wiedziała! Niech tylko poczeka aż wszyscy Longbottomowie dołączą do walki, to prędko nie utrzyma się na powierzchni. Nie poznał jeszcze siły całej naszej rodziny razem, w jednym miejscu.
Miała ochotę się zaśmiać, ale jakoś nie mogła. Uśmiechnęła się zatem. Dosyć słabo.
Brenna w końcu szepnęła kilka słów na temat Clemensa, a Tessa po prostu pokiwała, jakby spodziewała się takiej odpowiedzi. Prędzej skończyłby się świat, gdyby którykolwiek z młodych Longbottomów działał, robiąc cokolwiek niebezpiecznego, a Woody pozostałby w cieniu, nie mając o niczym pojęcia. Tak samo wyglądało to z Tessą — może nie miała własnych dzieci, ale instynkt macierzyński odzywał się zaskakująco często, gdy miała do czynienia z krewniakami. Albo Morpheusem.
— Rozumiem — powiedziała nareszcie ze ściśniętym gardłem.
Odchrząknęła, nie chcąc, aby Brenna zauważyła, że temat byłego męża jakkolwiek ją ruszył.
Bo nie ruszał. Ani trochę.
Tak jak mówiła wcześniej, po prostu zwyczajnie nie chciała, żeby cokolwiek mu się stało. Nie zamierzała potem słuchać jego narzekań o tym, jakie to trudne miał życie, jak bardzo nie rozumiała tego, co robił i że nigdy nie będzie w stanie tego pojąć.
Oczywiście.
— Rozumiem. Dziękuję, kochanie.
Powinny już dawno skończyć temat, bo zostało powiedziane wszystko to, co było do omówienia. Tessa widziała siebie przed kominkiem z kieliszkiem whisky; z gazetą na kolanach i talerzykiem tarty dyniowej na stoliku obok. Niestety pewna sprawa kłuła ją delikatnie w żuchwę i nie była w stanie obejść tego bez chociaż kilku słów. Czyżby czuła się winna? Cóż, może tylko odrobinę.
— Brenno… — zaczęła, bawiąc się plisowanym rękawem śliwkowej bluzki. Zaraz jednak spojrzała prosto w oczy dziewczyny. — Przepraszam. Przepraszam za wszystko to, co padło między mną a Clemensem, a czego musieliście słuchać.
Westchnęła ciężko, nie będąc w stanie tego powstrzymać.
— Nigdy nie sądziłam, że skończymy w ten sposób. Kłócąc się na każdym kroku, choć byliśmy bardzo szczęśliwi. Chociaż… — urwała na moment.
Spojrzała na chwilę w bok, mrugając kilkakrotnie, jakby chciała odpędzić nagromadzające się uczucia, ale kiedy spojrzała z powrotem na Brennę nie było już po tym śladu. Nie mogła się rozklejać. Nie mogła.
Wzięła bratanicę pod ramię i pociągnęła lekko za sobą.
— Chodź, napijemy się czegoś ciepłego, bo na pewno zmarzłaś. Przyniosłam ze sobą placek śliwkowy, więc ukroję ci kawałek. Poza tym, musisz opowiedzieć mi dokładnie co u ciebie. Poza całą tą zakonową oczotką.

Koniec sesji


It's such an ancient pitch
But one I wouldn't switch
'Cause there's no nicer witch than you
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Brenna Longbottom (1670), Quintessa Longbottom (1576)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa