2 sierpnia 1972r.
Niemagiczny Londyn / Kamienica Mulciberów
Dzień następny, po niespodziewanych zdarzeniach na Lammas. Richard był tak wykończony całym dniem, że w końcu tej nocy zasnął. Bezsenność mu tym razem łaskawie odpuściła. Organizm potrzebował zregenerować się. Obudził się z rana. Ogarnął się na tyle, aby chociaż zejść na rodzinny poranny posiłek. Atmosfera mogła być nieco napięta, biorąc pod uwagę ostatnie działania Charlesa przy stoisku. I choć Richard z nim już porozmawiał, miał nadzieję, że od teraz sytuacja się nieco poprawi. Nie liczył, że nastąpi to szybko.
Gdyby mogło się tylko na tych problemach skończyć. Byłoby zapewne zbyt wspaniale.
Po śniadaniu, udał się do siebie i do łazienki doprowadzić w końcu do funkcjonowania. Miał umówione spotkanie z klientem w sprawie kadzideł. Udał się na nie zgodnie z planem, skoro nie zostało odwołane.
Wrócił przed obiadem. Dokumentację ze spotkania zakończonego z powodzeniem, zostawił bratu w gabinecie na biurku. Włącznie z nową listą zamówień. I wtedy usłyszał stukanie o szybę okna. Odwrócił się dostrzegając sowę. Zmarszczył brwi. Podszedł do okna i otworzył. Odebrał od niej list a ta odleciała. Podążył za nią wzrokiem, po czym zamknął okno. Spojrzał na wpisanego odbiorcę, że zaadresowane było do niego. Otworzył i spojrzał na zawartość. Bardziej spoważniał, widząc iż przyszło z Norwegii. Sama treść, napisana po Norwesku. Czytając treść aż musiał usiąść. "Dwa tysiące... Galeonów?" – nie wierzył w to co czytał. Ręce mu opadły z listem w dłoni, patrząc przed siebie.
- Leonard w coś Ty się kurwa wpakował.Zagadał do siebie. Nie docierało do niego. To była poważna sprawa. Znał Guldbrandsena. Czy jego syn zarywał do pracownika Departamentu Skarbu?
Dopiero, co miał nadzieję, że problemy z Charlesem miał za sobą. Pojawiły się związane z Leonardem.
Spojrzał na zegarek. Leonard powinien być jeszcze w Mungu na pracy próbnej czy coś. Bądź miał dzisiaj załatwiać inne sprawy. Cokolwiek. To jednak musiał z nim dzisiaj o tym porozmawiać. To nie mogło czekać.
- Leonard, chciałbym z Tobą porozmawiać. Za chwilę w gabinecie.Poprosił syna, podczas kończenia posiłku obiadowego przy stole. Co znaczyło, że na jakiś kwadrans chciał pożyczyć gabinet brata. Przez cały czas udawał że nic się nie stało, choć te cholerne dwa tysiące galeonów wciąż dudniły mu w głowie. Z bratem nie chciał jeszcze tego problemu poruszać, póki usłyszy od syna jego wersji.
Jeżeli zaś Leonard się zgodził. Richard czekał na niego w gabinecie. Stojąc opartym o tył biurka, nie siadał w zaszczytnym miejscu za nim. List miał w kieszeni. Zapalił sobie papierosa, aby ukoić swoje nerwy i obawy.
- Powiedz mi synu. Dlaczego chciałeś przyjechać do Anglii? Tutaj pracować i zamieszkać?Zapytał spokojnie, kiedy Leonard znalazł się w gabinecie. Proste pytanie ku przypomnieniu im obojgu.