28.07.2024, 21:02 ✶
Dostałem misję specjalną. Niby prozaicznie prosta sprawa - złapanie bogina, ale odkąd stałem się wampirem, nie byłem pewny, czy od tego czasu nie zmienił mi się jego obraz, stąd też nie byłem pewny jak zareaguję, kiedy zobaczę krew u kogoś z moich bliskich czy też wampira, który mnie przemienił. Wciąż mnie skręcało na wspomnienie o mojej rozerwanej szyi, zapachu krwi, niemocy. Bałem się tego, ale też ciekawiło mnie, czy to on się tam pojawi. Chciałem się mu przyjrzeć, zobaczyć go uważnie z bliska. I czy to w ogóle będzie on...? Czy może jeszcze inna zmora? A może ta co zawsze? Chciałem się bardzo tego dowiedzieć, stając z nim twarzą w twarz. To przydatne, znać swój największy strach. Dodawało otuchy, przygotowywało na najgorsze... Ale tak bardzo nie miało być mi to dane.
Nim jednak się zawiodłem, ciągnąłem Geraldine, co wcale nie było dla mnie proste, ale Geraldine nie mogła, więc zaoferował się James. Miał ubaw ze mnie, że nie poradzę sobie z boginkiem, czy raczej przyjął to jako poważne zlecenie...? Cóż, z pewnością miał ubaw, kiedy okazało się, że rzekomym boginem okazał się być bezdomny kociak uwięziony w szafie. Zamiast podejść do tematu z rozwagą, kobieta od zlecenia po prostu spanikowała.
Wracałem zrezygnowany, zawiedziony i zawstydzony. Choć nieczęsto wychodziłem z mieszkania, to spieszyło mi się tam wrócić. Nie miałem głowy do zwiedzania pogrążonego we śnie miasta, bynajmniej w przeważającego większości pogrążonego we śnie, bo można było spotkać spacerujące osoby, jakieś odgłosy imprez...
I jak się okazało, to nie był koniec przygód... Bo jedna z tych imprez postanowiła na upartego wciągnąć mnie do wspólnej zabawy. Ciągnęli mnie na salę, bo jak się okazało, było jakieś wesele. Mylili mnie z kimś. Zapraszali, zapraszali do wspólnej zabawy.
Kiedyś bym skorzystał z zaproszenia. To co, że ich nie znałem? Impreza to impreza. Tylko że teraz... to nie wydawało się być rozważnym posunięciem. Pytanie więc, co na to James? Czy wepchnie mnie do środka? Czy sam wpakuje się pierwszy? Oni chcieli już nam polewać...
Nim jednak się zawiodłem, ciągnąłem Geraldine, co wcale nie było dla mnie proste, ale Geraldine nie mogła, więc zaoferował się James. Miał ubaw ze mnie, że nie poradzę sobie z boginkiem, czy raczej przyjął to jako poważne zlecenie...? Cóż, z pewnością miał ubaw, kiedy okazało się, że rzekomym boginem okazał się być bezdomny kociak uwięziony w szafie. Zamiast podejść do tematu z rozwagą, kobieta od zlecenia po prostu spanikowała.
Wracałem zrezygnowany, zawiedziony i zawstydzony. Choć nieczęsto wychodziłem z mieszkania, to spieszyło mi się tam wrócić. Nie miałem głowy do zwiedzania pogrążonego we śnie miasta, bynajmniej w przeważającego większości pogrążonego we śnie, bo można było spotkać spacerujące osoby, jakieś odgłosy imprez...
I jak się okazało, to nie był koniec przygód... Bo jedna z tych imprez postanowiła na upartego wciągnąć mnie do wspólnej zabawy. Ciągnęli mnie na salę, bo jak się okazało, było jakieś wesele. Mylili mnie z kimś. Zapraszali, zapraszali do wspólnej zabawy.
Kiedyś bym skorzystał z zaproszenia. To co, że ich nie znałem? Impreza to impreza. Tylko że teraz... to nie wydawało się być rozważnym posunięciem. Pytanie więc, co na to James? Czy wepchnie mnie do środka? Czy sam wpakuje się pierwszy? Oni chcieli już nam polewać...