• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
« Wstecz 1 … 5 6 7 8 9 Dalej »
[18/03/1972] Różdżka dla Godryka || Theodore & Fergus

[18/03/1972] Różdżka dla Godryka || Theodore & Fergus
Lekkoduch
Wszystko jest możliwe, kiedy kłamiesz.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Theodore Lovegood
#1
11.01.2023, 23:59  ✶  
W południe na Pokątnej panował względny tłok. Ludzie wykorzystywali w miarę dobrą, bezdeszczową pogodę do tego, by wybrać się na zakupy i pozałatwiać swoje sprawunki. Tego dnia na głównej magicznej ulicy miasta zebrała się ich spora grupa, tak jak mrówki przemieszczając się wzdłuż i wszerz tunelu sklepów oraz magicznych instytucji.
W tłumie był jeden młody człowiek, który wyróżniał się strojem. Jego szata, przyozdobiona ciekawie wyglądającym, ale zupełnie niepraktycznym płaszczem, była niezwykle staromodna. Bordowy, niemodny kolor, duża ilość ciężko wyglądającej skóry, broszki i niepraktyczne przypinki w złotawym odcieniu musiały być inspirowane nie zdjęciami ich ojców i dziadków, lecz wręcz rycinami z czasów Merlina. Co więcej, rozpięta odsłaniała co nieco pod szyją i chłopak zamiast koszuli nosił kolczugę (tak naprawdę był to zwykły płócienny materiał, do którego dodano magii, by z daleka przypominał metal). Dłonie miał ukryte pod ogromnymi, skórzanymi rękawicami, a całość dopełniała przywieszona do grubego pasa pochwa, z której wystawała rękojeść miecza.
Nie był ani podróżnikiem w czasie, ani szaleńcem. Był aktorem. Theodore wykorzystał fakt, że reżyser tego dnia zalecił wcześniej skończyć próby i gdy tylko go puścili, to przeniósł się na Pokątną. A że nakazywano im ćwiczyć, będąc przebranymi w staromodne stroje, po to, by lepiej wczuć się w postać, to Lovegood opuszczał teatr wyglądając tak, jak wyglądał.
Czarodzieje, zabiegani, zajęci własnymi sprawami, przyzwyczajeni do niecodzienności, nie zwracali większej uwagi na wyjątkowo ubranego maga. Ku jego rozczarowaniu tylko niektórzy rzucali mu dłuższe, zdziwione spojrzenia, po czym wracali do swoich spraw. Theodore liczył, że jego przemarsz wywoła większe zamieszanie, ale trudno było się wyróżnić w świecie magii, pełnym cudów oraz tajemniczych zdarzeń. Westchnął i przyspieszył kroku. W jego polu widzenia pojawiła się witryna sklepu Ollivanderów. Może chociaż Fergus będzie pod większym wrażeniem?
Drzwi otworzył z naturalną dla siebie werwą, ale nie na tyle mocno, by popsuć zamontowany przy nich dzwonek, który wydał z siebie żywe dźwięki. Zadowolony z siebie wkroczył do sklepu, który wyglądał tak samo jak wtedy, gdy jako jedenastoletni borsuczek kupował swoją pierwszą różdżkę. Zatrzymał się na środku, ułożył ręce na biodrach, wydął pierś do przodu, dumnie prezentując swój średniowieczno-gryfoński wizerunek.
- Fergusie, jesteś tutaj? - rzucił w powietrze, bo nie dostrzegł od razu byłego krukona. Miał nadzieję, że różdżkarz nie wziął sobie wolnego, bo naprawdę nie wiedziałby, jak wyjaśnić swoje wtargnięcie, gdyby za ladą zamiast Fergusa pojawił się inny Ollivander.
"Toby"
There's a starman waiting in the sky
He'd like to come and meet us
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Fergus jest dość wysoki, bo mierzy metr osiemdziesiąt wzrostu, a do tego dość chudy. Patrząc na niego, ma się wrażenie, że może się złamać na pół. Ma długie, wiecznie rozczochrane włosy, które związuje, kiedy musi się skupić lub nad czymś pracuje i brązowe oczy w odcieniu czekolady. Zazwyczaj jest dosyć nerwowy i intensywnie gestykuluje, kiedy mówi. Jest leworęczny.

Fergus Ollivander
#2
12.01.2023, 17:19  ✶  
Na Pokątnej zawsze panował harmider, zwłaszcza o tej porze dnia, gdy spora część czarodziejów kończyła już swoją urzędniczą pracę i przybywali oni do centrum pozałatwiać swoje sprawunki, ewentualnie zjeść obiad w Dziurawym Kotle lub deser u Fortescue. Przez sklepową witrynę było widać, że Florian już ustawił krzesła na zewnątrz, pozwalając ludziom cieszyć się pierwszymi podmuchami wiosennego wiatru. Fergus był tak znudzony pracą, że jego myśli odpływały kilka dni wprzód, do Ostary, na którą obiecał udać się z Norą i Mabel. Nie przepadał za tego rodzaju imprezami, a już zwłaszcza sabatami, podczas których wiedźmy, niczym mityczne Mojry, zaczepiały przechodniów i wieściły im złe sprawy. Mógł się jednak poświęcić dla przyjaciółki, prawda?
Ollivanderowie, pomimo swojej renomy, nie miewali zbyt często gości. To nawet lepiej o nich świadczyło, gdyż ich towary okazywały się na tyle solidne, że nie wymagały naprawy. Większy ruch kojarzyli już wyłącznie z wakacjami, gdy całe rodziny przychodziły, by zakupić pierwsze różdżki nowym uczniom Hogwartu. Akurat te momenty sprawiały mu największą frajdę, bo pozwalały dostrzec efekty pracy, a jednocześnie zaskoczenie w oczach tych dzieciaków, gdy rzeczywiście coś się stało i poczuli więź ze swoim artefaktem.
Kręcił się po zapleczu, starając opracować jakikolwiek plan na ułożenie różdżek tak, by jego ojciec nie spostrzegł, że cokolwiek zostało przestawione. Pokoleniowe nawyki układania ich tam, gdzie było miejsce, nie miały żadnego sensu. Tworzyły chaos, a choć Fergus lubił wszystko, co powodowało bałagan, akurat magazyn wolał mieć choć trochę uporządkowany.
Podwinął rękawy granatowej szaty roboczej, związał włosy i zabrał się za robotę, starając przy okazji nadmiernie nie kichać przy starciu z wszechobecnym kurzem. Pachniało nieco stęchlizną, zwłaszcza przy pudełkach, o których wiedział, że mogły być starsze od niego. Różdżki stworzone jeszcze przez jego dziadka. Uśmiechnął się na samą myśl, pamiętając, jak ten opowiadał mu za dzieciaka o tym, co robił i dlaczego właśnie tak. To po nim młody Ollivander odziedziczył wszelkie nawyki w pracy, co irytowało jego ojca, który starał się wypracować własne metody, był w nich skrupulatny i nie akceptował tego, że ktoś próbowałby wykonywać te same czynności w odmienny sposób.
Siedział na podłodze, przeglądając najniżej położone półki, gdy usłyszał dzwonek do drzwi, a zaraz po tym znajomy głos wołający go z głównej części sklepu.
- Idę! – odkrzyknął, podnosząc się powoli, bo zdrętwiały mu nogi. Na szacie miał sporą warstwę kurzu, tak samo jak na palcach. Nie przejął się tym zbytnio i wynurzył się z zaplecza, spoglądając ze zdziwieniem na przybysza. – Co ty masz na sobie? – zapytał, unosząc w zdziwieniu brew i przyglądając się nietypowemu przebraniu Lovegooda. Ni to rycerz, ni to czarodziej. Nawet jeśli był pod wrażeniem, raczej nie okazałby tego wprost. – To jakaś unowocześniona wersja króla Artura? Czy zamierzasz wyciągnąć mnie na polowanie na smoki? – dopytał jeszcze, zatrzymując wzrok na skórzanych rękawicach.
Lekkoduch
Wszystko jest możliwe, kiedy kłamiesz.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Theodore Lovegood
#3
12.01.2023, 18:55  ✶  
Czy przejął się zdziwionym spojrzeniem Ollivandera? Ani trochę! Z uśmiechem na twarzy przeszedł się trzy kroki w jedną, a potem drugą stronę, pokazując mu strój pod różnym kątem tak, jakby to było jego pierworodne dziecko. Zadowolony z siebie stuknął kilka razy butami o posadzkę, by zwrócić jego uwagę na tę część garderoby. Były one, jak cała reszta, obrzydliwie stare.
- Nieźle, co nie? - spytał się, pękając z dumy. Był po prostu szczęśliwy, że miał tę rolę, mógł nosić ten strój, nawet jeśli był niewygodny, i pokazywać się w nim. Udało mu się: jego kariera aktorska nabierała tempa, dostał swoją szansę na to, by pokazać swój talent. Ta okropna szata była tego symbolem.
- Lepiej. Masz przed sobą Godryka Griffindora, we własnej osobie, wersja robocza – wyjaśnił, ściągając rękawice, które nie były mu do niczego potrzebne, wręcz trochę mu teraz wadziły z powodu swoich rozmiarów. Pewnie czekały ich jeszcze krawieckie poprawki, stąd zaznaczył, że nie jest to ostateczna wersja.
- Zabieram cię ze sobą. Mamy zamek do wybudowania, w którym będziemy torturować małe dzieci. Nazwiemy go: szkoła – zażartował i odrzucił rękawiczki na ladę, które uderzyły weń z hałasem. - Ale skoro już o tym wspomniałeś, to smok też może się trafić – zaspojlerował część sztuki, bo nie mógł się powstrzymać.
Dopiero po chwili zwrócił uwagę na coś innego niż on sam i dostrzegł, że ubranie Fergusa też nie było całkiem zwyczajne. Zerknął na niego zdziwiony. Skąd wziął ten kurz? Czyżby czyścił zakamarki za szafami swoimi rękawami?
- Czyżbym obudził cię ze snu? - spróbował zgadnąć powód, dla którego jego szata nie była w nienagannym stanie. Może usnął z nudów gdzieś w kącie i osiadł kurzem? Mocno podziwiał Fergusa za to, że był w stanie wytrzymać cały dzień w sklepie, w którym nie było dużo ruchu. Theodore na jego miejscu albo by cały czas spał, albo zwariował. Raczej to drugie.
"Toby"
There's a starman waiting in the sky
He'd like to come and meet us
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Fergus jest dość wysoki, bo mierzy metr osiemdziesiąt wzrostu, a do tego dość chudy. Patrząc na niego, ma się wrażenie, że może się złamać na pół. Ma długie, wiecznie rozczochrane włosy, które związuje, kiedy musi się skupić lub nad czymś pracuje i brązowe oczy w odcieniu czekolady. Zazwyczaj jest dosyć nerwowy i intensywnie gestykuluje, kiedy mówi. Jest leworęczny.

Fergus Ollivander
#4
12.01.2023, 19:56  ✶  
Wywrócił oczami, widząc spacer Theodore’a w pełnej, na dodatek chyba sporo za dużej zbroi. Nie mógł się jednak nie roześmiać, widząc jego zaangażowanie. Emblematy, kolorystyka i obecność miecza od razu wskazywały na postać Godryka Gryffindora, jednak Fergus zazwyczaj aż za bardzo analizował i stąd wziął mu się król Artur. I na tę postać Lovegood się w tym stroju nadawał, zwłaszcza że wyobrażenia jednego i drugiego rycerza pokrywały się ze sobą. Baśnie, zwłaszcza te czarodziejskie, miały to do siebie, że im dłużej znajdowały się w obiegu, tym więcej wersji miały, w zależności od tego, w jakim regionie je opowiadano. Ewoluowały niczym plotka, jak przy tej zabawie, gdy szepczesz coś komuś na ucho, a dziesiąta z kolei osoba usłyszy coś zupełnie przeciwnego do tego, co powiedziałeś.
- Naprawdę nosili coś takiego tysiąc lat temu? – zaśmiał się, wciąż siedząc na drewnianej ladzie i nie odrywając wzroku od aktora. Nic dziwnego, że wszyscy byli wtedy wychudzeni. Poruszanie się w czymś takim musiało kosztować sporo energii, nawet jeśli wspierane było magią. – Bardzo robocza. Poprawią ci to, prawda? – upewnił się, wskazując na za duże rękawice i inne widoczne na pierwszy rzut oka mankamenty. Lepiej, żeby Theodore nie wywrócił się, idąc po scenie. Chociaż patrząc na to, jak pewnie poruszał się teraz, upadek raczej mu nie groził.
- Kim mam być, skoro budujemy razem to więzienie? Helgą? – zapytał, sięgając do tyłu dłonią, by rozplątać włosy i poprawił je dla efektu, jakoby już pasował do roli. Nie nadawał się do roli Hufflepuff, właściwie kiepski był z niego aktor, choć kłamać umiał całkiem dobrze, kiedy zachodziła ku temu potrzeba. Ze wszystkich pozostałych i tak pewnie najprędzej wcisnęliby mu Rowenę Ravenclaw, nie tylko ze względu na bycie absolwentem tego domu, ale też po prostu dlatego, że miał już na sobie niebieską szatę. – A jaki, rogogon węgierski? – dopytał i podniósł jedną z rękawiczek, które wylądowały obok niego, by im się przyjrzeć. Zaraz jednak odrzucił ją z powrotem, nie znajdując w niej nic intrygującego poza zapachem starości. Przeciągnął się, próbując rozprostować kości i zsunął z lady, by stanąć tuż obok Lovegooda. Jeszcze bardziej czuł od niego odór starości, choć znajdowali się przecież w przestarzałym, zakurzonym sklepie.
- Nie, sprzątałem na zapleczu – wyjaśnił. – Wierz mi, ze wolałbym się zdrzemnąć, ale wykorzystuję okazję, że jestem sam i nie mam nic większego do roboty – dodał jeszcze i obszedł chłopaka dookoła, przyglądając się jego bordowej szacie. – O czym w ogóle ma być ten spektakl, pomijając smoka i założycieli Hogwartu?

@Theodore Lovegood
Lekkoduch
Wszystko jest możliwe, kiedy kłamiesz.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Theodore Lovegood
#5
13.01.2023, 12:48  ✶  
- Podobno tak. Teraz już wiem, czemu każdy z tamtych czasów na kartach czarodziejów ma taką minę – W tym momencie zademonstrował, o jaki wyraz twarzy mu chodziło. Przestał się uśmiechać, zamiast tego wydął usta surowo i ponuro, tak jak czasy, w których przyszło żyć historycznym postaciom, o których wspominał - Oni wiedzieli, ile czasu i energii potrzeba, by w takim stroju skorzystać z toalety, więc gdy nachodziła ich potrzeba, to, zamiast zrobić co trzeba, głowili się, czy w ogóle warto – Schował ręce za plecy, spuścił lekko głowę i przeszedł się kawałek, udając głębokie zamyślenie. Gdy skończył ten występ, który miał być rekonstrukcją zagwozdek średniowiecznych czarodziejów, obrócił się w stronę rozmówcy i ponownie się uśmiechnął.
- Reżyser obiecał mi, że gdy przyjdzie czas, to szata będzie idealna. Podobno ma dogadane wszystko z krawcem. „Nie przejmuj się, będziesz zadowolony, rób co do ciebie należy”: tak mi powtarza – Chłopak westchnął głośno, nie był do końca przekonany w prawdomówność swojego przełożonego – A skoro mowa o poprawkach, to spójrz na to – powiedział i wyciągnął z głębokiej kieszeni kawałek drewna. Nie była to różdżka, w środku nie skrywał w sobie magicznego rdzenia, ale takową przypominał rozmiarami oraz kształtem. Gdyby ktoś nie był Ollivanderem, to nie miałby szans rozróżnić jej od tych prawdziwych. Lovegood podał mu rekwizyt.
- Czy uważasz, że to jest różdżka godna legendarnego założyciela Hogwartu? Taka zwykła, pospolita, wyglądająca tak jak moja lub twoja? – stwierdził i nasunął mu poprawną odpowiedź, kiwając niezadowolony głową. Nie podobało mu się, że była ona taka prosta, pozbawiona jakichkolwiek upiększeń, choć było to zgodne z baśniami. Według podręczników Godryk był bardzo praktyczną osobą, niedbającą przesadnie o estetykę.
- Możesz wybrać, oby tylko nie Salazar. Nie chcę, żebyś mnie zdradził – zawyrokował odrzucając tylko jednego z założycieli, jego zdaniem najgorszego. Uśmiechnął się z aprobatą, gdyż spodobało mu się, że chłopak już zaczął próbować dostosowywać swój wygląd do roli. Najbardziej według Theo pasowała do Fergusa Rowena, bo był byłym krukonem, ale Hufflepuff była świetną babką. Nie mogło być inaczej, w końcu Lovegood został przydzielony do jej domu.
- Jest wielki, groźny i bardzo przywiązany do miejsca, w którym ma powstać szkoła – opowiedział, rozkładając ręce i pokazując w ten sposób ogromny rozmiar stworzenia. Nie mógł zdradzić rasy smoka, bo nie pamiętał. Nie było to dla niego tak ważne. Miał scenę, w której przygotowywał się do walki z nim, ale nie wchodził w szczegóły.
- Nie mogę zdradzić zbyt dużo, ale będzie o przyjaźni, o zdradzie, o pokonywaniu przeciwności losu. Będzie nawet miejsce na romans. No i oczywiście na bardzo dużo efektownych pojedynków – opowiedział stojąc nieruchomo, by różdżkarz mógł dokładnie przyjrzeć się strojowi.

@Fergus Ollivander
"Toby"
There's a starman waiting in the sky
He'd like to come and meet us
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Fergus jest dość wysoki, bo mierzy metr osiemdziesiąt wzrostu, a do tego dość chudy. Patrząc na niego, ma się wrażenie, że może się złamać na pół. Ma długie, wiecznie rozczochrane włosy, które związuje, kiedy musi się skupić lub nad czymś pracuje i brązowe oczy w odcieniu czekolady. Zazwyczaj jest dosyć nerwowy i intensywnie gestykuluje, kiedy mówi. Jest leworęczny.

Fergus Ollivander
#6
13.01.2023, 19:47  ✶  
Zaśmiał się szczerze, widząc tę nadętą minę w wykonaniu Lovegooda. Rzeczywiście nadawał się na aktora, miał naprawdę bogatą mimikę twarzy i potrafił przybrać niemal każdą minę. Fergus mu tego czasem zazdrościł, bo z jego twarzy dało się czytać jak z otwartej księgi, gdy tylko na pierwszy plan wychodziły nadmierne emocje.
- Wydaje mi się, że w średniowieczu nie mieli toalet – zauważył, drapiąc się po głowie, co zrobił całkiem mimowolnie, jak gdyby nad czymś się zastanawiał. – Ale też bym się zastanawiał, czy warto, gdybym miał na sobie tyle warstw.
Szaty wyglądały na dość niewygodne, a mimo to Theodore zdawał się w nich poruszać całkiem swobodnie. Fergus aż bał się zapytać, jak długo miał go na sobie i czy w ogóle go zdejmował.
- Jeśli cie okłamuje, to mu nakopię – mruknął tylko, krzywiąc się, bo przebranie chłopaka naprawdę na niego nie pasowało. – Najwyżej pogadam z Malkin, żeby ci to poprawiła, jeśli w teatrze skopią robotę – zaproponował, chociaż nie wiedział, jak miałby to zrobić. Jego rodzina nie utrzymywała szczególnych kontaktów z projektantką mody. Czasem porozmawiali o pogodzie, czy rosnącej inflacji, która była przyczyną znacznej podwyżki za czynsz na Pokątnej. Prędzej załatwiłby Lovegoodowi nową miotłę, skoro jego ciotka wyszła za Wrighta, ewentualnie pucharek lodów u Fortescue, z którym z kolei przyjaźnił się jego ojciec. Szaty? Nuda, o wiele lepiej byłoby czegoś poszukać u mugoli, ale tam raczej ciężko o zdobycze liczące tyle lat, co postać, którą miał grać aktor.
Wziął do ręki różdżkę, którą podał mu Theodore, od razu – jak już się przyzwyczaił po tylu latach w tym miejscu – przystawiając ją do twarzy, by się jej przyjrzeć. Skrzywił się, czując potrzebę wyrzucenia jej przez okno, ale wolał nie ryzykować rozbicia szyby. Po prostu odłożył ją na blat, zgadzając się ze swoim rozmówcą, że została wykonana beznadziejnie.
- To zwykły patyk – stwierdził, chociaż logicznym było, że nie daliby mu jako rekwizyt rzeczywistej różdżki, bo nie dość, że było to za drogie, to jeszcze zbyt niebezpieczne. Źle dobrany artefakt mógł wywołać zamęt na scenie, a tego lepiej uniknąć.
- Czyli serio mam grać kobietę? – zaśmiał się, ale chyba zaczynał przekonywać się do roli Helgi Hufflepuff, chociaż nawet nie otrzymał angażu. I nie planował. Granie spektakli nie było jego działką. O wiele lepiej odnajdywał się na widowni i musiał zapamiętać, żeby pomęczyć Lovegooda o bilety, kiedy w końcu dojdzie do tego przedstawienia.
- Według tego, co mówisz, Hogwart powstał przez rozlew smoczej krwi. Brzmi brutalnie – przyznał, chociaż tylko żartował. Przeczytał Historię Hogwartu jeszcze za czasów szkolnych i nijak nie kojarzył żadnych smoków, ale czego się nie robiło dla sztuki. Zresztą, nikt nie bronił temu reżyserowi jego własnej interpretacji. Chociaż jako niedoszły historyk pewnie porównywałby wszystko i czepiał się szczegółów. Taki już miał charakter i nic na to poradzić nie mógł.
- Romans? Kto tam będzie romansował, do cholery jasnej? Slytherin ze smokiem? Wygląda na takiego, co lubi gady – zdziwił się, nieświadomie unosząc głos, bo znów odpaliła mu się znajomość faktów historycznych. Ale co to za spektakl bez miłości? Teatr się tym żywił, a wszystko pod publikę, nieprawdaż? Najbardziej podobała mu się jednak wizja pojedynków. To mógłby oglądać bez przerwy, choć sam był nogą w kwestii zaklęć obronnych.
- Ej, poczekaj, mam pomysł – zawołał nagle i zniknął na chwilę za drzwiami prowadzącymi na zaplecze. Na podłodze nadal był rozgardiasz spowodowany przerwą w porządkowaniu pudełek z różdżkami. Przeskoczył je, przy okazji ślizgając się na jednym z owych kartoników, ale w porę złapał się regału, nim uderzył z głośnym hukiem o podłogę. Wpadł do biura, gdzie znajdowały się nie tylko papiery związane z biznesem, ale również kilka książek i odszukał tej, której potrzebował. Wrócił do Lovegooda i położył na ladzie ogromne tomiszcze, otwierając je na losowej stronie.
- To stare ryciny przedstawiające średniowieczne różdżki – wyjaśnił, pokazując mu jedną z ilustracji. – Możesz wybrać, jak według ciebie powinna wyglądać ta Godryka Gryffindora i pomyślimy, co z tym faktem zrobić – dodał jeszcze, uśmiechając się przy tym tak, że przypominał nieco rozwydrzonego chochlika kornwalijskiego. Podobała mu się wizja stworzenia czegoś, co imitowałoby tak stary przedmiot. Nawet jeśli postać grana przez Theodore’a znana była z minimalizmu, różdżkaże niekoniecznie. A wątpił, by nawet tak szanowana osobistość miała jakikolwiek wpływ na pomysły ówczesnych druidów.

@Theodore Lovegood
Lekkoduch
Wszystko jest możliwe, kiedy kłamiesz.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Theodore Lovegood
#7
16.01.2023, 13:52  ✶  
- Jesteś pewien? A co, jeśli jakiemuś uczniowi na lekcji w wieży astronomicznej nagle zachciało się pójść za potrzebą? Schodził aż na parter, taki kawał drogi, i szedł do lasu? - spytał tonem naukowca sprawdzającego hipotezę swojego kolegi po fachu. Nie był już do końca pewien, czemu rozmawiali o tym, jak i gdzie sikali średniowieczni czarodzieje, ale była to bardzo pouczająca konwersacja i nie odpuści, póki nie dojdą do prawdy. - Czemu nie uczyli nas tego na historii magii? Zamiast tego były jakieś nudy o buntach goblinów. – Pstryknął palcami, nie pierwszy raz zawiedziony poziomem nauczania w Hogwarcie. Gdyby tylko nauczyciele skupiali się na tym, co ważne, to nie musieliby się domyślać, kiedy po raz pierwszy użyto toalety w szkole.
- Nie wiem, czy zdążysz. Sam to zrobię jeśli mnie zawiedzie – stwierdził, ale mimo tego zaśmiał się szczęśliwy i dodatkowo kiwnął z wdzięcznością głową. Dobrze było mieć przyjaciół, którzy gotowi byli stanąć w twojej obronie i pomóc jeśli zachodziła potrzeba. Theodore wątpił, że będzie potrzebna interwencja u lady Malkin, ale w razie czego zapamiętał, że Fergus może pomóc w dotarciu do niej.
- To nic zdrożnego. W starożytnej Grecji wszystkie role kobiece grali mężczyźni! - zaprotestował żywo. Nie chciał go obrazić i choć Ollivander nie wyglądał na zdenerwowanego, to Lovegood wolał upewnić się, że nie było żadnych wątpliwości co do braku jego złych intencji. Gdyby ktoś zaoferował mu główną rolę, to mógłby zagrać kobietę, goblina, a nawet psa!
- Co to za opowieść, w której główny bohater nie wyrywa jakieś fajnej czarownicy? - spytał retorycznie – Trzeba było historię założycieli trochę ulepszyć, dodać kilka rzeczy, w tym smoka, bo inaczej nie nadawałaby się na scenę. A wyobraź sobie, że Godryk poznał właśnie taką fajną alchemiczkę i zaproponował jej pracę w szkole. Szkopuł w tym, że jest mugolaczką, co bardzo nie pasuje innemu założycielowi… - przerwał i ugryzł się w język, uznając, że i tak już powiedział zbyt wiele. Uznał, że nie powinien zdradzać Fergusowi całej fabuły, bo w ten sposób tylko popsuje chłopakowi zabawę jeśli ten zechce obejrzeć spektakl.
Bardzo mu się spodobał pomysł Fergusa. Z entuzjazmem nachylił się nad księgą (co prawie nigdy mu się nie zdarzało!) i zaczął wertować pospiesznie strony. Z nienaturalnym dla siebie skupieniem przeglądał je, by po chwili otworzyć kolejną księgę na przypadkowej stronie i posprawdzał jej ryciny.
- No nie wiem – stwierdził po dłuższej chwili kręcąc wyraźnie nosem - Żadna z nich nie ma lwa wyrzeźbionego na rękojeści. Żeby chociaż któraś kształtem przypominała miecz… - złożył zażalenie prosto na ręce przodków Fergusa. Różdżki powoli zdoiły i troiły mu się w oczach od tego przeglądania, ale nie dostrzegł żadnej, która dawałaby „czadu” tak bardzo, jak by sobie tego życzył. Zamknął księgę i podniósł głowę, zerkając z nadzieją w kierunku różdżkarza.
- Ale po co odtwarzać coś, co było? Fergusie, masz ogromny talent, jestem pewien, że mógłbyś od zera zaprojektować wgniatającą w fotel, fenomenalną różdżkę. Możesz mieć wpływ na kształt przedstawienia. Twoja praca może stać się częścią większego dzieła sztuki, czy nie brzmi to świetnie? – zaczął go przekonywać z pasją godną natarczywego sprzedawcy magicznych garnków. „Możesz mieć wpływ na nasze przedstawienie” brzmiało o wiele lepiej niż „jesteś moją ostatnią nadzieją”. Lovegood, by wzmocnić przekaz swoich słów, położył dłoń na ramieniu Ollivandera i z niezachwianą wiarą spojrzał mu głęboko w oczy.
"Toby"
There's a starman waiting in the sky
He'd like to come and meet us
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Fergus jest dość wysoki, bo mierzy metr osiemdziesiąt wzrostu, a do tego dość chudy. Patrząc na niego, ma się wrażenie, że może się złamać na pół. Ma długie, wiecznie rozczochrane włosy, które związuje, kiedy musi się skupić lub nad czymś pracuje i brązowe oczy w odcieniu czekolady. Zazwyczaj jest dosyć nerwowy i intensywnie gestykuluje, kiedy mówi. Jest leworęczny.

Fergus Ollivander
#8
17.01.2023, 20:44  ✶  
- Robili pod siebie - odpowiedział mu z pełną powagą, wzruszając ramionami. Chciałby żartować, ale przeczytał tyle książek o społeczeństwie średniowiecznym, że cudem było, jeśli ustawili jakieś wiadro w rogu Wieży Astronimicznej. Od razu zresztą mogli uprzątnąć to magią, więc w czym problem? Z drugiej strony… Nikt chyba nie dobudowywał łazienek w szkole po fakcie. Wyprzedzali swoje czasy, czy po prostu czarodzieje byli kiepskimi historykami i mieszali fakty? - Bo Binns za życia był specjalistą od rewolucji goblinów. Gdyby uczył nas ktoś z Bagshotów, pewnie przerabialibyśmy przez kilka lat wpływ czarodziejów na Wojnę Dwóch Róż, a o ile się nie mylę to jakieś trzydzieści lat. Gobliny się napierdzielały przez setkę.
Nie miał pojęcia, czy Lovegood w ogóle wiedział, o czym Fergus do niego mówił, ani tym bardziej czy w ogóle słuchał. Ostatnimi czasy coraz rzadziej rozmawiał z ludźmi o historii, a jeśli nawet to w kontekście konfliktów podobnych do tych aktualnych - Grindelwalda sprzed ćwierć wieku i śmierciożerców. Co kogo obchodziły animozje Henryków? Od tego miał Floriana Fortescue, o ile w pobliżu nie znajdował się ojciec Fergusa poganiają go do pracy.
- Poprawisz szaty czy ukatrupisz reżysera? - upewnił się, mierząc go uważnym spojrzeniem. Nie sądził, by Theodore był zdolny do morderstwa, ale też raczej nie znał się na krawiectwie czy kaletnictwie. A może się mylił i jego własne wyobrażenia na temat Lovegooda diametralnie się różniły od tego, jaki był naprawdę?
- Kobiety ogólnie nie mogły za wiele robić. Ale do żeńskich roli brali młodszych chłopaków, co nie? - upewnił się. Teatr grecki też podchodził pod historię, a że prezentował w głównej mierze mitologiczne opowieści, dotyczył również czarodziejów. Całkiem interesujące zresztą było to, jak mugole przekształcili magię w swoje wyobrażenia na temat bogów i stworzeń.
- Już pomijając, że podziwiam tę babkę, że zdobyła jakieś umiejętności magiczne wśród mugoli i dożyła dorosłości poza sabatem - zaczął, jak zwykle szukając dziury w całym i nie przejmując się tym, że ta sytuacja miałaby tylko wzmocnić konflikt pozostałych założycieli ze Slytherinem. - Grasz głównego amanta i nie dopracowali ci stroju i rekwizytów? Co za idiota jest reżyserem, Theo?
Utknęli nad książką, którą Fergus przeglądał już setki razy, ucząc się swojego fachu. Pod czujnym okiem ojca było to przeraźliwie nudne, razem z Lovegoodem zaskakująco ciekawe. Tak, jakby on też widział ją po raz pierwszy, nie skupiając się na detalach, a jedynie na sferze wizualnej tych wszystkich różdżek. Ale Theodore nie byłby sobą, gdyby nagle chciał naśladować coś, co już w zamierzchłych czasach powstało i zostało umieszczone na rycinach.
- Co byś robił z mieczem wielkości przerośniętej wykałaczki? Szaszłyki? - Był nieco sarkastyczny, ale za nic nie potrafił sobie wyobrazić, by ktokolwiek miał rzucać zaklęcia, dzierżąc miniaturowy miecz. Z kolei wizja nabicia na niego kawałków kurczaka i bekonu już bardziej mu odpowiadała. Aż ślinka ciekła na samą myśl.
Ustąpiłby mu pewnie bez tej przemowy i nad wyraz teatralnych gestów wzmacniających jego słowa. Mimo wszystko zabieganie o jego pomoc i uwagę naprawdę mu schlebiało. Odsunął gigantyczny kodeks ze średniowiecza, poprawił splot na swoich włosach i sięgnął pod ladę po notatnik, w którym zwykle zapisywał uwagi klientów podczas napraw.
- Dobra, zacznijmy od tego, że to jest jakieś gówno. Sięganie po mahoń tylko dlatego, że jest czerwony i pasuje do Godryka to jakaś herezja, te różdżki są przereklamowane - odparł, unosząc patyk, który przyniósł ze sobą Theodore i wyrzucił go do śmietnika przy ladzie. Zrzucił z ramion zakurzoną szatę, nie przejmując się tym, że wylądowała na podłodze i pochylił się nad notatnikiem. Czuł się o wiele swobodniej bez tego płaszcza, w mugolskich dżinsach i koszulce, o które wiecznie czepiał się jego przywiązany do tradycji ojciec. - Gdyby ktoś pytał, robimy ci poważną różdżkę do równie poważnych spraw. Nie chcę znowu słuchać, że marnuję czas na głupoty. Jeśli byłbym Gryffindorem, wybrałbym ostrokrzew, pasuje do wojowników i szlachetnych ludzi. Co my w ogóle wiemy o Godryku?
Zapisał nazwę drzewa, z którego mieliby stworzyć tę różdżkę i naszkicował podłużny owal, który w ostatecznym rozrachunku stanie się projektem różdżki. Czekało ich trochę roboty, bo Ollivander nie zostawi Lovegooda z byle czym na scenie.
Lekkoduch
Wszystko jest możliwe, kiedy kłamiesz.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Theodore Lovegood
#9
19.01.2023, 21:25  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.01.2023, 21:26 przez Theodore Lovegood.)  
- Nie no, naprawdę? - odparł, próbując stłumić chichot, ale nie wytrzymał, po chwili odchylił głowę i zaczął się śmiać w najlepsze. Zadziałała tak na niego nie tylko odpowiedź różdżkarza, ale również poważny ton. Theodore wyobraził sobie salę lekcyjną pełną uczniów pilnie słuchających nauczyciela, wszystko jest podniosłe tak jak ton Fergusa, a w tle roznosił się dźwięk moczu kapiącego na podłogę z mokrych nogawek. Nie mógł powstrzymać dzikiego śmiechu. To było najlepsze, co usłyszał od dłuższego czasu.
- Kiedy przejdę na emeryturę, to chyba sam spróbuje zostać profesorem od historii. To chyba jedyny sposób, by dzieciaki miały normalne lekcje – stwierdził, wciąż chichocząc, celowo ignorując jego historyczne wywody. Trochę kojarzył, o czym Fergus opowiadał, coś sobie przypominał o tych wojnach, ale nie na tyle, by dodać coś rzeczowego o dyskusji o nich. - Nauczyłyby się czegoś o sztuce, teatrze, no i przede wszystkim nie pomijałbym takich ważnych tematów jak szkolne toalety. Wyobraź sobie, o ile ciekawsze byłyby to zajęcia. Robili pod siebie, kto by pomyślał? - dodał, powoli uspokajając się. Przestał rechotać, kiwnął głową, jakby dziękował gospodarzowi, że wprowadził go w tak dobry humor i to za pomocą prostej, historycznej ciekawostki.
- Ukatrupię go oczywiście. Robótki ręczne nie są moją specjalnością – odparł zadowolony z siebie. Wątpliwe było, czy Theodore spełni tę obietnicę. Nikt nie obiecuje zamordować kogoś mając uśmiech na ustach.
- Chyba tak, ale jak dla mnie to wyglądasz wystarczająco młodo. Nadałbyś się – zapewnił go i pokazał mu kciuk uniesiony do góry. Aktorstwo polegało na tym, że najpierw należało przede wszystkim uwierzyć w siebie, więc próbował dodać mu pewności.
- Fergusie, to nie idiota, on po prostu pracuje w teatrze - zganił swojego znajomego, który zdawał się mieć bardzo złe mniemanie o reżyserze. Lovegood w chwili obecnej też był na swojego pracodawcę trochę zły i uważał, że potrzebował on lepszej organizacji, ale jednocześnie był świadomy tego w jakim rytmie teatr funkcjonował. Pozwalało mu to z przymrużeniem oka patrzeć na obecne niedoskonałości spektaklu. - Sztuka nie jest jak prowadzenie sklepu. Bardziej przypomina jazdę bez trzymanki na wściekłym hipogryfie. To wieczny chaos, ciągle coś się zmienia, ciągle czegoś brakuje, ciągle coś jest niezałatwione, niedopracowane, ciągle ci się wydaje, że zaraz wszystko z głośnym plaskiem rozkwasi się o ziemię… A na końcu, w dniu premiery, widowisko jakoś magicznie spina się w jedną, świetną całość! - „Albo i nie”, dopowiedział sobie w myślach. Nie odważyłby się powiedzieć tego na głos, bo przecież to była jego sztuka, jego wielka szansa. Musiało się udać, nie było innej opcji. Inaczej Lovegood nakopie reżyserowi.
- A czy nie wyglądałbym nieziemsko z dwoma mieczami? - spytał, podnosząc obie ręce do góry. Udawał, że trzymał w nich broń - Jednym metalowym, na potwory odporne na magię i drugim mniejszym, wielkości różdżki, drewnianym, na czarodziei, którzy… - zawahał się. Jego kreatywność wpierw się rozpędziła, by chwilę później walnąć prosto w ścianę nie do przejścia. Wykrzywił usta, siląc swój umysł, ale żadna ciekawa kontynuacja nie przychodziła mu do głowy - Ale tak naprawdę oba są na potwory i… No dobra, głupi pomysł – powiedział zrezygnowany i machnął rękoma, poddając się w ten sposób. Skoro nie kształt miecza, to znajdzie się inny sposób, by nadać różdżce charakteru. Nie było warto się upierać, pomysł był daleki od ideału. Jeszcze widzowie by pomyśleli, że Gryffindor nosi dwa miecze, bo je gubi czy co.
- Jasna sprawa! W razie co ciężko pracujemy nad czymś ważnym – obiecał mu bardzo entuzjastycznie, szczęśliwy, że Ferg z chęcią wziął się do pracy. Był na tyle zadowolony z tego faktu, że nawet nie miał nic przeciwko, że jego różdżka wylądowała w koszu, a na komentarz o machoniu pokiwał twierdząco głową niczym jego wierny wyznawca, jakby od zawsze nienawidził tego drewna (choć tak naprawdę wydawał mu się w porządku dla Godryka ze względu na kolor).
- Wiemy, że to wojownik, który potrafi walczyć ze smokami. Wiemy, że nie lubi dzieci, bo założył szkołę. Jest nieustraszony, bardzo potężny i zjednuje sobie ludzi swoimi bohaterskimi wyczynami. To twardziel podążający za głosem własnego serca i nigdy się nie poddaje – wymieniając cechy założyciela Hogwartu zaczął chodzić w tę i z powrotem, od jednego końca lady do drugiego. W ruchu łatwiej mu było się skupić - Nasz Gryffindor ze spektaklu leci także na atrakcyjną mugolaczkę. I poświęca dla niej więź ze swoim przyjacielem. Czyli jest też trochę romantykiem.
"Toby"
There's a starman waiting in the sky
He'd like to come and meet us
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Fergus jest dość wysoki, bo mierzy metr osiemdziesiąt wzrostu, a do tego dość chudy. Patrząc na niego, ma się wrażenie, że może się złamać na pół. Ma długie, wiecznie rozczochrane włosy, które związuje, kiedy musi się skupić lub nad czymś pracuje i brązowe oczy w odcieniu czekolady. Zazwyczaj jest dosyć nerwowy i intensywnie gestykuluje, kiedy mówi. Jest leworęczny.

Fergus Ollivander
#10
22.01.2023, 20:37  ✶  
Nie spodziewał się, że z taką łatwością go rozbawi. Nie włożył w tę uwagę żadnego wysiłku, nawet nie planował obracać jej w żart, choć rzeczywiście mogła zabrzmieć dość zabawnie. W dodatku śmiech Lovegooda, odbijający się echem w niemalże pustym pomieszczeniu i perlisty w swoim brzmieniu był naprawdę zaraźliwy. Na tyle, że Fergus dołączył do tego rechotu, przytrzymując się lady, na której siedział, by z niej nie spaść. Dla niego byłoby to bolesne, a Theodore’a zapewne wprawiłoby w jeszcze większą euforię. Ollivanderowi nie przeszkadzało bycie obiektem żartów, ale nie sądził, by był wtedy w stanie opanować swojego towarzysza, gdyby w dramatyczny sposób trzasnął ciałem o podłogę.
- Aż tak ci zależy na tym, by szkoła stała się normalniejsza? - zdziwił się, opanowując śmiech, więc jego twarz przedstawiała teraz mieszankę rozbawienia i konsternacji jednocześnie. - Zamiast historii, powinieneś skupić się na teatrze. Myślę, że Dumbledore poszedłby na taki układ, żeby rozruszać dzieciaki i sam by to z radością oglądał. Opowieści o sikaniu pod siebie zostaw mnie.
Fergus zdecydowanie nie nadawał się na nauczyciela ze swoimi wszystkimi nałogami, brakiem jakiejkolwiek cierpliwości i drobnymi przewinieniami, które miał na swoim koncie. Nawet jeśli dogadywał się z siedmioletnią Mabel, raczej niespecjalnie poradziłby sobie z nastolatkami. Już jego młodsze kuzynki doprowadzały go do szewskiej pasji, a przecież skończyły szkołę kilka lat temu.
- Powiem ci szczerze, że prędzej wyglądasz na kogoś, kto by robił na drutach, niż na mordercę. Przynajmniej prywatnie. W tym czymś możesz rzeczywiście zabijać smoki i złych czarnoksiężników - mówił, wskazując rękami na imitację zbroi, którą aktor miał na sobie. Jeśli spektakl odniesie sukces i będą go grywać również latem, zdecydowanie mu współczuł. Chyba że mieli w zanadrzu jakieś jedwabie, które równie skutecznie zastąpiłyby kolczugę. - To przez te włosy, prawda? Może powinienem je ściąć? - zastanawiał się jeszcze na głos, biorąc między palce pasmo sięgających ramion loków. Lubił swoją fryzurę, ale coraz częściej ojciec czepiał się go i o to. Uwagi, że Dumbledore nosi dłuższą fryzurę na nic się nie zdawały, Prezentowanie się jak mugolski rockman „nijak nie przystoi szanowanej, czarodziejskiej rodzinie”.
- Wiesz, prowadzenie sklepu może i jest proste, ale tworzenie różdżek to taki sam chaos jak teatr. Nigdy nie wiesz, czy zadziała albo czy nie wybuchnie ci prosto w twarz - zauważył, nie do końca zadowolony z tego, że był postrzegany jak zwykły sklepikarz, chociaż oczywistym było, że niewielu ludzi zdawało sobie sprawę z tego, jak wyglądała ta robota. Zwłaszcza że Fergus oficjalnie stał tylko za ladą albo załatwiał składniki na magiczne artefakty. Kombinowanie na zapleczu ze stworzeniem swoich własnych to już tajniacko robota bez niczyjego nadzoru, ale miał przy tym wrażenie, że jako samouk wynosi z tego więcej, niż gdyby trzymał dłuta pod odpowiednim kątem wyprowadzonym przez jego ojca.
- Sugerujesz, że ludzie to też potwory. Zmyślne, jeśli spojrzymy na to, co się ostatnio dzieje na ulicach.
Zamyślił się na moment nad tym, co powiedział Lovegood. Nawet jeśli miała to być tylko zabawna historyjka, która bezmyślnie wyszła z jego ust, miał w tym trochę racji. A gdyby tak powiedzieć coś między wierszami w tym spektaklu? Chociaż nie, to byłaby profanacja, gdyby wykorzystał swoje umiejętności do stworzenia różdżki, która wyglądałaby jak miecz. Różdżka to ma być różdżka, nie broń biała.
Skinął głową, zadowolony że Theodore rozumiał tę całą przykrywkę. Nawet jeśli Fergus oficjalnie nie tworzył różdżek, to jednak marnowanie czasu na rekwizyty brzmiałoby jeszcze gorzej niż własne próby stworzenia czegoś porządnego. Naprawdę nie rozumiał swojego ojca, zwłaszcza że zmuszał go do siedzenia w tym biznesie od jakiś ośmiu lat.
- Okej, zignorujemy to, że nie lubi dzieci - zaczął, po tym jak z uwagą wysłuchał tego, co miał mu do powiedzenia Lovegood i sięgnął po mugolski ołówek, by szkicować nim plan na wykonanej atramentem różdżce. W ten sposób łatwiej było cokolwiek zetrzeć i dopracować. - Moglibyśmy na niej zrobić jakąś imitację smoczych łusek, tak jakby się chwalił tym, że je pokonuje - zaczął, rysując na rękojeści coś, co bardziej przypominało rybę aniżeli gada, zaraz jednak to zmazał. - Albo nie, bo za bardzo nawiązuje do Slytherina. Można uderzyć w ten romantyzm, ale nie za bardzo, bo wyjdzie nam Helga - wciąż się zastanawiał, drapiąc ołówkiem po brodzie i pozostawiając na skórze grafitową rysę. Podniósł wzrok znad szkicu na Lovegooda, który przecież chwilę wcześniej mówił o dzierżeniu dwóch mieczy. - Ej, a gdybyśmy w niej umieścili czerwone kamienie, które przypominałyby rubiny? Drzewo ostrokrzewu jest dość jasne, bez problemu zgrałoby się ze srebrem. Miałbyś różdżkę do kompletu miecza: potężną i romantyczną jednocześnie!
Uśmiechnął się do niego szeroko, licząc na to, że ten pomysł jakkolwiek mu się spodoba.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Fergus Ollivander (4716), Theodore Lovegood (3756)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa