• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Little Hangleton v
« Wstecz 1 2 3 4 Dalej »
[20 czerwca 1972] Dlatego rudych nie zabiera się na wycieczki | Penny & Terry

[20 czerwca 1972] Dlatego rudych nie zabiera się na wycieczki | Penny & Terry
Ruda Złośnica
Kto nie wie, dokąd zmierza, nigdy nigdzie nie dojdzie.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Długie, rozpuszczone, nieco niesforne włosy w kolorze rudym. Penny nigdy ich nie związuje. Twarz upstrzona licznymi piegami, na której zawsze widnieje uśmiech. Brązowe oczy. Sylwetka szczupła, a do tego około 165 cm wzrostu. Będąc blisko, można wyczuć delikatny, owocowo-kwiatowy zapach, w którym mieszają się ze sobą różne nuty - gruszka, irys, czarna porzeczka, kwiat pomarańczy...

Penny Weasley
#11
27.04.2024, 19:42  ✶  

- Ej! Moich kanapek w to nie wciągaj! - zaprotestowała, obejmując się przy okazji rękoma. Jakby w ten właśnie sposób mogła zapewnić sobie nieco więcej ciepła. Odrobinę więcej komfortu. Może i nie była mistrzem kuchni, dużo bezpieczniej było jej nie dopuszczać do garnków, ale to nie znaczy, że nie potrafiła przygotować prostych kanapek. A do tego nawet całkiem niezłych.

Nie wracała do tematu pyłku. Nie traciła czasu na tłumaczenie Terry'emu tego, co właśnie widziała. Przed chwilą. Nawet nie przyszło jej przez myśl, że może Trelawney byłby w stanie jej to wytłumaczyć. W końcu wychował się w tej okolicy. Trochę ją znał. Co za tym idzie, musiał to i owo na jej temat wiedzieć.

- Ten cmentarz... może lepiej sobie odpuśćmy? Albo zostawimy na sam koniec?- zawahała się. Jakoś tak nieszczególnie przemawiało do niej zwiedzanie akurat cmentarza. Może jeszcze mieli zabrać ze sobą jakiś kocyk, rozłożyć go obok jednego z nagrobków i zjeść w takim miejscu kanapki? Nie brzmiało to dobrze. Nie brzmiało to przede wszystkim odpowiednio. - Przejdźmy się po prostu po miasteczku. Pokaż mi najciekawsze zakątki Little Hangleton według Terrance Trelawneya.

Pozwoliła na to, żeby ruszył przodem, wskazując właściwy kierunek. Obierając drogę. Bardziej niż na okolicy, skupiona była jednak na swoim stanie. Na tym uczuciu chłodu, które uparcie nie ustępowało. Nie zdążyli zajść zbyt daleko, kiedy w głowie zakiełkowała jedna myśl - może powinna spróbować rozgrzać się przy pomocy kubka herbaty? Jeszcze tego brakowało, żeby po tej wycieczce się rozchorowała. Nabawiła katarku. Bólu gardła. Może nawet gorączki? A na dokładkę, przez tydzień albo nawet dwa, nie była w stanie wydostać się z własnego łóżka.

- Znasz jakieś miejsce, w którym moglibyśmy się zatrzymać i napić herbaty? Jest mi strasznie zimno, przydałoby się trochę rozgrzać. - wreszcie się tym podzieliła. Wreszcie zapytała. Przystanęła w miejscu, czekając na odpowiedź. Terry zaś miał w tej sytuacji pełne prawo spojrzeć na nią z pewnym powątpiewaniem. Może zdziwieniem? Niedowierzaniem? Bo przecież było naprawdę ciepło. Słońce momentami wręcz zbyt mocno dawało się we znaki. I gdyby tylko pora nie była aż tak wczesna, to i temperatura zapewne okazałaby się znacznie mniej znośna. Dużo mniej przyjemna.

Zapowiadał się naprawdę piękny, czerwcowy dzień.

Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mniej więcej jeden metr i osiemdziesiąt centymetrów wzrostu, szczupłej budowy ciała. Włosy brązowe, zazwyczaj nieco zbyt długie i pozostawione w stanie mniej lub bardziej artystycznego nieładu. Niebieskie oczy, ze spojrzeniem najczęściej rozbawionym; często ze znaczącymi się pod nimi cieniami, zdradzającymi ewidentny niedostatek snu.

Terrance Trelawney
#12
22.07.2024, 20:42  ✶  
Nie to, żeby jakoś bardzo mocno wątpił w ewentualne – najpewniej bardzo głęboko ukryte – zdolności kulinarne Penny. Fakt, zmontowanie zwykłych kanapek pewnie rzeczywiście jej nie przerastało, ale… pewnie można byłoby się zastanowić, czy aby na pewno całkowicie wykluczone były ich potencjalnie halucynogenne właściwości. Bo przecież każdemu w chwili roztargnienia mogły tak po porostu pomylić się składniki. Na pewno każdemu przynajmniej raz zamiast sałaty zdarzyło się dodać do kanapek… no właśnie – czegoś, po czym efekty były zdecydowanie bardziej interesujące niż po tej pospolitej, nudnej sałacie. Lepsze to niż przypadkiem zapodziana pomiędzy plasterkami pomidora trucizna.
Chociaż… nigdy nic nie wiadomo, może te zwidy były ledwie wstępem do kolejnych, niewątpliwie bardziej interesujących objawów.
– Czyli jednak to faktycznie przez kanapki… – westchnął przeciągle, pamiętając o tym, by w swoją wypowiedź włożyć odpowiednią ilość dramatyzmu. Bez tego efekt byłby niepełny. Jednocześnie jednak nie zamierzał nawet dociekać, czego tak właściwie Penny do nich dodawała. Po prostu zanotował w pamięci, żeby przypadkiem ich nie jeść – nawet, jeśli pusty żołądek miałby usiłować przekonać go, że wcale nie był to taki najgorszy pomysł.
Zamiast tego czekał ich spacer po Little Hangleton. Bez jakiegoś większego planu, bo… w gruncie rzeczy i tak nie było czego planować. Mieścina naprawdę była żałośnie mała, a większość tych rzekomo interesujących miejsc w rzeczywistości nie oferowała nic ponad powtarzane na ich temat, coraz to mniej prawdopodobne historie.
– No to zapowiada się porywający spacer. Mam nadzieję, że nie planowałaś niczego konkretnego na najbliższe kilkanaście minut – gdzieś pomiędzy słowami zawieruszyła się cierpka ironiczna nuta, jasno – po raz kolejny – sugerująca, że zdaniem Terry’ego niewiele było tutaj miejsc wartych większej uwagi.
Kolejne słowa Penny zmusiły go jednak do tego, żeby zatrzymał się i zerknął ze zmarszczonymi brwiami w jej kierunku. Zimno…? Dla pewności krótkie spojrzenie posłał też w górę, gdzie nieliczne chmury nawet nie usiłowały zakrywać słońca, które – nawet mimo dość wczesnej pory – grzało naprawdę nieźle. Na pewno na tyle, by niemożliwym było to, by komukolwiek w podobnych warunkach było jakkolwiek zimno. A już na pewno nie strasznie zimno.
– Poza kanapkami jadłaś coś jeszcze? – zanim mogłaby mu odpowiedzieć, machnął lekceważąco ręką dając jej tym samym znać, że mogła to pytanie po prostu zignorować. Nadmiernie przeciągany żart nie miał już prawa nikogo bawić. – Jest tu co prawda pub, ale jakoś nie wydaje mi się, żeby ktokolwiek w nim zaproponował ci herbatę. I, swoją drogą, piknik na cmentarzu mógłby okazać się jednak przyjemniejszym doświadczeniem.
Tak, to zdecydowanie nie było miejsce, w którym mogliby jakkolwiek przyjemnie spędzić choćby kilka chwil. Jeśli nie przez wzgląd na stałych bywalców, którym pora dnia i nocy najpewniej nie robiła żadnej różnicy, to… po prostu przez warunki panujące wewnątrz. Powiedzmy, że zagrożenie ze strony podejrzanych kanapek Penny było niczym w porównaniu z tym, co mogłoby znaleźć się na stołowych blatach.
– No i może lepszą opcją byłoby własne łóżko i koc? Jesteś pewna, że niczego nie złapałaś? – to mówiąc, dla pewności odsunął się nawet od niej o krok, może dwa. Jak przystało na troskliwego przyjaciela. – Cokolwiek by to miało być, naprawdę nie musisz się tym ze mną dzielić. Ale może lepiej będzie po prostu wrócić?
Ruda Złośnica
Kto nie wie, dokąd zmierza, nigdy nigdzie nie dojdzie.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Długie, rozpuszczone, nieco niesforne włosy w kolorze rudym. Penny nigdy ich nie związuje. Twarz upstrzona licznymi piegami, na której zawsze widnieje uśmiech. Brązowe oczy. Sylwetka szczupła, a do tego około 165 cm wzrostu. Będąc blisko, można wyczuć delikatny, owocowo-kwiatowy zapach, w którym mieszają się ze sobą różne nuty - gruszka, irys, czarna porzeczka, kwiat pomarańczy...

Penny Weasley
#13
25.07.2024, 17:45  ✶  

Darowała sobie jakąkolwiek reakcje na stwierdzenie, jakoby jej kanapki miały wywoływać halucynacje lub coś podobnego. Przez chwilę co prawda cisnęło jej się na usta coś w stylu, że kiedy wreszcie Terry zgłodnieje, to z troski o jego zdrowie żadnej kanapki mu nie zaoferuje. W końcu nie chcieli, żeby również jego dopadły te całe halucynacje, prawda? Chodziło tutaj o ich zdrowie! O bezpieczeństwo. Jak na dobrą przyjaciółkę przystało, a taką przecież była, Penny troszczyła się o Trelawneya.

Pocierając rękoma swoje ramiona, starając się choć trochę rozgrzać, szykowała się na spacer. Na wizytę w miejscowości, o której krążyło tak wiele opowieści, że jeszcze kilka godzin temu naprawdę bardzo się cieszyła na samą myśl, że będzie mogła zobaczyć to wszystko na własne oczy.

- Odzywa się w Tobie Pan Maruda, niszczyciel dobrej zabawy, pogromca uśmiechów dzieci. - tak naprawdę to maruda odezwał się w tym momencie w Penny, ale była to reakcja na ten cały brak optymizmu, którym Terry wręcz śmierdział. I to śmierdział na dobry kilometr. Widziała, że nieszczególnie podobał mu się pomysł tego całego spaceru. Mimo tego nie chciała odpuszczać.

Chociaż może... chociaż może tym razem odpuścić powinna?

- Tylko czytałam książkę. - odpowiedziała, marszcząc przy tym brwi. Od książki przecież by jej się nie zrobiło tak zimno i nieprzyjemnie. Prawda? Nie słyszała jeszcze o takim przypadku. Nie to, żeby informacji o takich zdarzeniach kiedykolwiek szukała, no ale...

Wysłuchała wszystkiego, co Terry miał do powiedzenia. Jego sugestii. Możliwych rozwiązań. Najlepszych rozwiązań w obecnej sytuacji. W efekcie tego co usłyszała, zrobiło jej się trochę przykro. Bardzo przykro? Niewątpliwie, Weasley nie odebrała tego najlepiej. Tylko dlaczego nagle w ogóle się czymś tak bzdurnym przejęła?

- Jeśli nie chcesz pokazywać się ze mną w Little Hangleton, to przynajmniej powiedz mi to wprost. - wypaliła, starając się przy tym nie rozpłakać. Czuła, że niewiele jej do tego brakowało. Niby Terry zgodził się ją tutaj zabrać, ale teraz starał się ze wszystkiego wykręcić. I jeszcze przekonać, że to dla jej dobra powinni wrócić do domu. A ona tak bardzo nie chciała... nie chciała zostawać sama. - Taki z Ciebie przyjaciel. Już nawet Regina bywa milszy.

No i oczywiście stało się. Nadal czując, że jest jej zimno, nadal czując się źle, zaczęła na dokładkę płakać. Odwróciła się bokiem, tak żeby osłonić twarz włosami; tak żeby Terry zbyt wiele nie widział. Ale czy tego dało się nie widzieć? Nie zauważyć? Oczywiście, że nie. Rudej, stosunkowo dużej kupki nieszczęścia nie dało się w żadnym przypadku przeoczyć.

Podniosła rękę, ocierając łzy, które spływały po policzkach.

- Poradzę sobie sama. Nie musisz się mną przejmować. - rzuciła lekko łamiącym się głosem, choć w rzeczywistości nie czuła się na siłach. Nie czuła, żeby miała sobie poradzić sama z czymkolwiek. Nawet najprostszymi rzeczami. Sprawami. Nie dzisiaj i nie w tym momencie. Nawet trochę się tego bała. Zostania całkiem samej. Niewiele brakowało, żeby złapała Terry'ego za rękę i zaczęła prosić, żeby jej na taki samotny dzień nie skazywał. I tylko resztki dumy ją przed tym powstrzymywały. Dumy oraz tego typowego dla niej uporu.

Uporu iście oślego.

Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mniej więcej jeden metr i osiemdziesiąt centymetrów wzrostu, szczupłej budowy ciała. Włosy brązowe, zazwyczaj nieco zbyt długie i pozostawione w stanie mniej lub bardziej artystycznego nieładu. Niebieskie oczy, ze spojrzeniem najczęściej rozbawionym; często ze znaczącymi się pod nimi cieniami, zdradzającymi ewidentny niedostatek snu.

Terrance Trelawney
#14
11.08.2024, 14:01  ✶  
– Jest gorzej, dopiero się rozkręca – na jej uwagę odpowiedział z uśmiechem, nawet nie zamierzając w jakikolwiek sposób jej zaprzeczać. Tak samo, jak nie zamierzał zaprzeczać temu, że od samego początku nie podzielał do końca optymizmu przyjaciółki w kwestii tego, by jego krótką wizytę w Little Hangleton zamierzać w jakąś wycieczkę turystyczno-krajoznawczą. Przede wszystkim dlatego, że jakiekolwiek próby zaprzeczania w tym wypadku pozostawałyby zupełnie bezsensowne. I przy okazji bardzo mało wiarygodne – z tym mógłby nie poradzić sobie nawet Terry, choć pewnie miałby jednak pewne opory co do tego, by wprost przyznać, że jego doświadczenie w oszukiwaniu innych nie było wystarczające, by temu sprostać.
– Tak, dokładnie o to… – z rozbawieniem zaczął odpowiadać na jej absurdalną sugestię, jakoby miał podobno wstydzić się pokazywać z nią w wiosce, kiedy – z pewnym opóźnieniem – dotarło do niego, że ze strony Penny nie był to żart. Zamiast więc jakkolwiek dokończyć swoją wypowiedź, po porostu zostawił ją w tym zawieszeniu. Przyjrzał się za to uważniej przyjaciółce, z którą ewidentnie działo się coś niedobrego i nie do końca zrozumiałego. Tłumiąc lekkie ukłucie paniki – towarzyszące chyba nieodmiennie większości ludzi, którym przyszło zmierzyć się z niespodziewanymi łzami całkiem bliskiej osoby – zerknął również ponad ramieniem Penny, w miejsce, od którego zdążyli się już nieco oddalić. Zgodnie z przewidywaniami, nie znalazł tam oczywiście żadnego racjonalnego wyjaśnienia dla obecnego stanu rzeczy.
– Rozmawiałaś z kimś w trakcie tego czytania? – wprawdzie nie oddalał się przecież od niej aż tak bardzo, a nawet jeśli przez dłuższy czas w trakcie zbierania swoich roślin niespecjalnie dbał o to, by mieć oko na przyjaciółkę, dość mało prawdopodobnym wydawało się być to, by ktokolwiek podszedł do niej na krótką pogawędkę, a następnie ulotnił się bez śladu. Mało prawdopodobne nie oznaczało jednak niemożliwe, a stan, w jakim znajdowała się Penny zdecydowanie nie pasował już nie tylko do jej normalnego zachowania, ale też do jakiegoś banalnego przeziębienia.
– Albo bawiłaś się ostatnio jakąś nową biżuterią…? – nie czekając nawet na odpowiedź na swoje poprzednie pytanie, sięgnął do jej ręki, by tę nieco unieść i przyjrzeć się jej w poszukiwaniu wspomnianych, potencjalnie podejrzanych błyskotek.
Przy tym wszystkim nie zwrócił najmniejszej uwagi na ostatnie słowa Penny, najwyraźniej nawet nie biorąc pod uwagę tego, że miałby teraz zostawić ją samą i nie przejmować się nią. Bo przecież nie było wątpliwości co do tego, że coś się z nią działo. Główny problem polegał jednak na tym, że nie miał bladego pojęcia co i jak wobec tego miałby temu zaradzić. Wciąż najrozsądniejszym rozwiązaniem wydawał się być powrót do Londynu, ale niewiele wskazywało na to, że Weasley miałaby ten pogląd podzielać. Trudno też byłoby całkowicie zignorować obawę, że próba teleportowania się z nią dokądkolwiek w tym momencie mogłaby co najwyżej dołożyć im kolejnych problemów. I, tak zupełnie przy okazji, umocnić w Penny niechęć do tej metody przemieszczania się. W tej sytuacji wymruczane przez Terry’ego przekleństwo może i nie było najpiękniejsze, jednak powinno być jak najbardziej uzasadnione.
– Dobra, może jednak przyda ci się coś do picia. Może nawet niekoniecznie ta herbata… – wprawdzie przeszło mu przez myśl, że nie był to wcale najlepszy pomysł – może nawet to, że było mu bardzo daleko nawet do ledwie niezłego pomysłu – jednak postanowił ją całkowicie zignorować. Zamiast tego otoczył Penny ramieniem, zamierzając faktycznie odwiedzić z nią ten nieszczęsny pub. Bo przecież istniało jakieś – bardzo niewielkie, jednak ten fakt można było taktownie przemilczeć – prawdopodobieństwo, że właśnie tam mogłoby znaleźć się sensowne rozwiązanie obecnej sytuacji.
Ruda Złośnica
Kto nie wie, dokąd zmierza, nigdy nigdzie nie dojdzie.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Długie, rozpuszczone, nieco niesforne włosy w kolorze rudym. Penny nigdy ich nie związuje. Twarz upstrzona licznymi piegami, na której zawsze widnieje uśmiech. Brązowe oczy. Sylwetka szczupła, a do tego około 165 cm wzrostu. Będąc blisko, można wyczuć delikatny, owocowo-kwiatowy zapach, w którym mieszają się ze sobą różne nuty - gruszka, irys, czarna porzeczka, kwiat pomarańczy...

Penny Weasley
#15
11.08.2024, 20:44  ✶  

Sugestia może i była absurdalna, ale niestety - Penny właśnie w ten sposób się czuła. Wydawało jej się, że dla Terry'ego była obecnie jedynie problemem. Kimś, kogo u swojego boku nie chciał widzieć. Kimś, kto uparcie zawracał mu głowę i ciągle przeszkadzał. Zarazem Trelawney nie mógł się jej tak po prostu pozbyć. Może nie był w stanie tego zrobić? Nie potrafił powiedzieć jej tego wprost? Mogła mu w tym pomóc.

Może nawet pomóc mu w tym powinna?

Była przy tym jak najbardziej poważna. Naprawdę czuła ten cały smutek. Odrzucenie. I inne, niezbyt przyjemne emocje. Całą ich gamę. Nie trzeba było wiele, żeby zauważyć, że coś było z nią nie tak. Nie w porządku. Być może właśnie dlatego.

– Tak, dokładnie o to… - te słowa ją cholernie zabolały. Nie odebrała tego jako żart. Zamiast tego wzięła to do siebie. Potraktowała aż nadto poważnie. I to mimo tego, że Trelawneya znała przecież od dawna. Wydawało się, że powinna być w tym przypadku po prostu... po prostu mądrzejsza? Niestety, Penny wcale taka nie była.

I właśnie z tego powodu, tak trudno było teraz się z nią porozumieć. Terry zadawał pytania, a ona skupiona pozostawała na swoich emocjach. Na tym, co właśnie czuła. Jak się czuła. Nie chciała współpracować. Chciała płakać. A może nawet rzucić się na prosto na trawę i płakać. Z tego też powodu na pierwsze pytanie nawet nie odpowiedziała. Czy ona je w ogóle zarejestrowała? Można było mieć co do tego wątpliwości. Nie wyglądało bowiem na to, żeby do Weasley docierało zbyt wiele.

Zareagowała dopiero w chwili, kiedy sięgnął do jej ręki. Odwróciła się w jego stronę. Spojrzała na przyjaciela. Ten zaś mógł zauważyć spływające po policzkach łzy oraz błyszczące wręcz od nich oczy. Zarejestrować zaczerwieniony lekko nos, którym ruda pociągała. Starała się nad sobą zapanować? Nawet jeśli, to z dość marnym skutkiem. Ot, nie za bardzo jej to wychodziło.

- Co? Co to ma do... - nie dokończyła. Nie była też pewna jak powinna na to zareagować. Zabrać rękę? Cofnąć się? Posłać Terry'ego w diabły? Tak bardzo chciała, żeby się nie odsuwał. Tak bardzo chciała, żeby nie pozwolił jej się odsunąć.

Zainteresowany tym, jakie błyskotki Penny na sobie miała, mógł dostrzec na jej nadgarstku i palcach to, co nosiła zwykle. Na szyi też nie było nic nowego. Ot, tylko wisiorek z jaspisem. Bransoletkę miała z jakimiś kamieniami. Czy to istotne? Kilka pierścionków na palcach. Naprawdę nie wyglądało na to, żeby do tego dość licznego grona dołączyło coś nowego. Ale może wcale dołączyć nie musiało?

- N-nie ch-chce Twojej litości. - nadal zasmarkana, nadal zapłakana, nie chciała tak po prostu się na to zgodzić. I to pomimo tego, że wszystko w niej zdawało się wołać, że właśnie tego teraz potrzebowała. Jego wsparcia. Bliskości. Ciepłego napoju, który nie tylko ogrzałby ręce, ale też rozgrzał rudą od środka. Może jeszcze warto byłoby dodać do tego koc, którym mogłaby się po prostu otulić. Tak dla większego komfortu.

Mimo wypowiedzianych słów, nie protestowała szczególnie gorąco. Nie próbowała się Terry'ego pozbyć. Odsunąć od siebie. Odepchnąć. Nie była w stanie tego zrobić. Pociągając kolejny raz nosem, pozwoliła mu otoczyć się ramieniem. W zasadzie, to przy tej okazji nawet sama się w Terry'ego wtuliła. I jeśli tylko zaczął ją prowadzić w znanym zapewne sobie kierunku, to niczego mu tutaj nie utrudniała.

A przynajmniej nie utrudniała na tyle, żeby to stanowiło faktyczny problem.

Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mniej więcej jeden metr i osiemdziesiąt centymetrów wzrostu, szczupłej budowy ciała. Włosy brązowe, zazwyczaj nieco zbyt długie i pozostawione w stanie mniej lub bardziej artystycznego nieładu. Niebieskie oczy, ze spojrzeniem najczęściej rozbawionym; często ze znaczącymi się pod nimi cieniami, zdradzającymi ewidentny niedostatek snu.

Terrance Trelawney
#16
12.08.2024, 19:55  ✶  
Może i nie pomyślał odpowiednio wcześnie o tym, żeby w porę ugryźć się w język – żadna nowość… – ale przynajmniej w najmniejszym stopniu nie zaprzątał sobie głowy tym drobnym niedopatrzeniem. Co, tak w zasadzie, również żadną nowością nie było. Choć tym razem nie wynikało to tak po prostu z natury Terry’ego, a raczej z faktu, że póki co za bardziej istotne uważał dojście do tego, co tak właściwie działo się właśnie z Penny. Bardzo pobieżny przegląd biżuterii niespecjalnie tutaj pomógł. Co chyba nie powinno nijak dziwić. Po pierwsze – Weasley miała stanowczo zbyt dużo błyskotek, by można było spamiętać je wszystkie. Zwłaszcza, że te mnożyły się najwyraźniej całkiem sprawnie, w dość zastraszającym tempie, którego nawet szczury mogłyby im pozazdrościć. Po drugie – nawet gdyby jakimś cudem Terry rzeczywiście był w stanie zapamiętać wszystkie te świecidełka, i tak nie było sensu się łudzić, że ot tak na pierwszy rzut oka miałby zidentyfikować któreś z nich jako potencjalnie podejrzane. Z kolei próby zdejmowania ich z Penny nawet nie zamierzał podejmować. Widocznie nawet mimo zaniepokojenia stanem przyjaciółki, zostało mu dość rozsądku, by nie próbować zbyt pochopnie pozbywać się własnych kończyn.
– Świetnie się składa, bo wcale się nad tobą nie lituję – zdążył się już wprawdzie zorientować, że zdolność Penny do wyłapywania właściwego wydźwięku wypowiedzi najwyraźniej uległa jakiemuś upośledzeniu, ale… trudno byłoby całkowicie zmienić styl komunikacji w zaledwie chwilę. Tym więc, czy tym razem miałaby wyłapać zawarty w swobodnym stwierdzeniu przekaz, niespecjalnie się przejmował. Zamiast tego wolał nacieszyć się krótką chwilą współpracy z jej strony – jeśli tak można było nazwać fakt, że w drodze do tego nieszczęsnego pubu postanowiła w sposób mniej lub bardziej świadomy potraktować jego ubranie jak chusteczkę. Podobno jednak tego typu niedogodności można było uznać za coś, co powinno się natychmiast wybaczać przyjaciołom.
Ewentualne wypominania można było przełożyć na nieco bardziej dogodny moment.
Wspomniany wcześniej przez Terry’ego pub, do którego dotarli po niezbyt długim spacerze, rzeczywiście można byłoby określić mianem niezbyt przyjemnego miejsca. Zwłaszcza, jeśli porównałoby się go z jakimś znacznie bardziej przytulnym lokalem w Londynie. Niestety, na podobne luksusy w Little Hangleton liczyć nie mogli, toteż konieczne było skierowanie się do jednego z wolnych stolików – a tych przynajmniej nie brakowało, nawet jeśli zgodnie z wcześniejszymi przypuszczeniami Trelawneya, mimo dość wczesnej pory, w pubie znajdowało się już trochę osób. Przynajmniej część z nich mogłaby wyglądać na takich, którzy raczej nieczęsto bywali widziani gdziekolwiek indziej.
– Jesteś pewna, że nie stało się nic dziwnego w czasie, kiedy siedziałaś tam z książką? – zajmując miejsce na jednym z krzeseł przy stole, nie zamierzał tak po prostu odpuszczać tematu. Nawet, jeśli wcześniejsze próby wyciągnięcia czegoś sensownego z Penny… no, raczej nie poszły najlepiej. – Skup się, to dość istotne. Może coś cię ugryzło? Albo… nie wiem, zrywałaś jakieś rośliny?
Strzelał w zasadzie na oślep, nawet nie zdając sobie sprawy z tego, że przynajmniej raz – poniekąd – udało mu się trafić. Póki co starał się też nie przejmować jakoś szczególnie tym upierdliwym głosikiem ulokowanym gdzieś wewnątrz czaszki, który co jakiś czas uprzejmie przypominał mu, że nawet jeśli już uda mu się ustalić co się stało z Penny, to i tak nadal niespecjalnie będzie wiedział jak można byłoby to odwrócić. Pobieżne rozejrzenie się po wnętrzu pubu zdecydowanie nie było tu zbyt pomocne – niespecjalnie wierzył, że gdzieś obok miałoby znaleźć się cudowne rozwiązanie aktualnego problemu – ale i tak trudno byłoby się przed tym powstrzymać.
Ruda Złośnica
Kto nie wie, dokąd zmierza, nigdy nigdzie nie dojdzie.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Długie, rozpuszczone, nieco niesforne włosy w kolorze rudym. Penny nigdy ich nie związuje. Twarz upstrzona licznymi piegami, na której zawsze widnieje uśmiech. Brązowe oczy. Sylwetka szczupła, a do tego około 165 cm wzrostu. Będąc blisko, można wyczuć delikatny, owocowo-kwiatowy zapach, w którym mieszają się ze sobą różne nuty - gruszka, irys, czarna porzeczka, kwiat pomarańczy...

Penny Weasley
#17
12.08.2024, 21:02  ✶  

Jednym Matka dała tę odrobinę empatii, drudzy natomiast, w tym obszarze, zdawali się poruszać niczym przysłowiowy słoń w składzie porcelany. Weasley i Trelawney, pod tym względem byli do siebie podobni. Można nawet powiedzieć, że byli siebie warci. Trochę zbyt bezpośredni. Trochę zbyt lekko podchodzący do pewnych spraw. Niekoniecznie silący się na nadmierną delikatność. Przyzwyczajeni do dość konkretnego sposobu komunikacji. Biorąc to wszystko pod uwagę, ciężko było w tej sytuacji przyczepić się... w zasadzie do czegokolwiek. Choć nie był przy tym delikatny, szczególnie empatyczny i tak dalej, to Terry starał się jej pomóc. Nie pozostawał w żadnym razie bierny w stosunku do tego co miało miejsce. Gdyby tylko Penny była w stanie normalnie na to wszystko spojrzeć, na pewno by to dostrzegła oraz doceniła. Cóż - może zrobi to później.

Na ten moment była w stanie ograniczyć się jedynie do posłania przyjacielowi spojrzenia mówiącego mniej więcej: bajki, to wciskaj innym. Możliwe, że towarzyszyły temu jakieś dodatkowe, niecenzuralne i oczywiście niewypowiedziane słowa. A skoro były to słowa niewypowiedziane, to nie miały też większego znaczenia.

Nie było czym się tutaj przejmować.

Kiedy wreszcie dotarli na miejsce, do pubu, Penny nie zwracała szczególnie dużej uwagi na to, jakiego rodzaju był to lokal. Choć wcześniej chciała poznać Little Hangleton, teraz nie wydawała się miasteczkiem zainteresowana. Choć w międzyczasie przestała płakać, przestała też pociągać nosem, to jednocześnie wydawała się odrobinę apatyczna. Obecna bardziej ciałem, niekoniecznie natomiast duchem.

No cóż. Przynajmniej nie była oporna, kiedy mowa o współpracy. Nie oponowała. Niczego mu nie utrudniała. Pozwoliła wybrać stolik i nawet usiadła na znajdującym się przy nim krześle. Była grzeczna. Zbyt grzeczna i potulna w stosunku do tej Penny, którą towarzystwem Trelawney mógł cieszyć się w zasadzie każdego dnia.

Na jego pytanie nie zareagowała od razu. Nadal zmarznięta, przez chwilę po prostu siedziała bez słowa. Prawie jakby niczego nie usłyszała. Prawie jakby nic do niej nie dotarło. Wreszcie jednak poruszyła głową. Delikatnie. Nieznacznie. To w prawą, to w lewą stronę. Pokręciła nią w odpowiedzi - przecząco.

- Ty zrywałeś rośliny, ja tylko siedziałam koło tych krzewów. - mówiła cicho, trochę słabo. Nie wydawała się chętna do poszukiwania rozwiązania czy jakiejś pomocy dla samej siebie. Wyjaśnień odnośnie stanu, w którym się znajdywała. Jeśli jednak Terry się nad tym zastanowił, cofnął trochę w czasie i przeanalizował jej zachowanie, słowa które wcześniej padły... czy Penny nie wspominała czegoś o pyłku? - Zimno mi. Może dałoby się dostać tutaj jakąś herbatę? - zapytała, spoglądając w kierunku baru. I stojącego za nią, starszego mężczyzny. Bardziej niż na poszukiwaniu problemu, zależało jej na tym, żeby się rozgrzać. Potrzebowała poczuć choć trochę ciepła. Przede wszystkim wewnątrz siebie. - Naprawdę chciałabym napić się herbaty. Ciepłej herbaty.

Marudziła. Oczywiście, że marudziła. Aczkolwiek może właśnie na to jej marudzenie należało zwrócić uwagę. Było jej zimno. Chciała herbaty. Ciepłej herbaty. Czyli czegoś, co pomogłoby się jej rozgrzać. Może to właśnie tutaj był pies pogrzebany i zamiast szukać problemu, należało jakoś pomóc rudej poradzić sobie z tym, jak się czuła. Złagodzić objawy?
Tylko co, jeśli nie okaże się to pomocne, a nawet więcej - w ostatecznym rozrachunku dziewczynie zdoła zaszkodzić?
Kiedy tak siedzieli przy stoliku, stojący dotąd za ladą mężczyzna z wydatnym brzuszkiem, wygniecioną i nie najczystszą koszulą, zdecydował się do nich podejść. Pozbył się wcześniej trzymanej w ręku ścierki. Odstawił też przecierany nią kufel. Jakoś trudno było oczekiwać, że stał się on za jego sprawą choćby odrobinę czystszy.
- Najpierw zamawiamy, potem siadamy. Chyba że przyszliście tylko posiedzieć? Bar jest tam. Drzwi w drugą stronę. Sami wybierzcie. - wskazał im kolejno obydwa kierunki, wyraźnie niezadowolony z tego, że musiał się do nich osobiście pofatygować. Nie wyglądało na to, żeby zamierzał przy okazji przyjmować zamówienie tutaj. Przy zajętym przez nich stoliku. Podobnie jak i również kontynuować tę rozmowę.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Penny Weasley (4456), Terrance Trelawney (4160)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa