• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 4 5 6 7 8 … 16 Dalej »
[13.03.1970] Sorry, we're cursed!

[13.03.1970] Sorry, we're cursed!
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#11
12.08.2024, 09:14  ✶  
Jaka szkoda, że Brenna nie wiedziała, o czym myślał Basilius! Ona tutaj szukała, kombinowała, a tymczasem Prewett był na nią skazany, bo po prostu nie jadł grzecznie obiadów i przez to został przeklęty kręcącą się w pobliżu Longbottomówną. Jej wprawdzie nigdy nie mówiono, że jeśli nie przestanie wyskakiwać przez okna, to podczas którejś wycieczki spotka Prewetta i ten sprowadzi ją na złą drogę, ale widać tak to działało… Chociaż Basiliusa nie spotkała po wyskoczeniu przez okno, w ten sposób to wpadła raz na Vincenta.
– Nie, wszystko w porządku – zapewniła, niezbyt przejęta stanem butów, bo jeśli nie miała bardzo wielu par, to głównie dlatego, że często ulegały dziwnym uszkodzeniom, a ona i tak najczęściej biegała po godzinach pracy w mugolskich trampkach. – Naprawdę? A już myślałam, że postanowiłeś, że masz dość tej klątwy i najlepiej to się jej pozbyć, wpychając mnie w wiaderko z kwasem albo coś… to ten eliksir, przed którym mnie ostrzegałeś parę lat temu, tak? – spytała i uśmiechnęła się do niego, ale ten uśmiech bardzo szybko zbladł, kiedy chmura znów zawisła nad jej głową i tuż obok niej strzeliła błyskawica. Brenna czasem zdawała się nadmiernie beztroska, ale to nie tak, że nie nauczyła się trafnie oceniać zagrożenia przez te kilka lat pracy najpierw jako Brygadzista, a potem jako Detektyw. A walące tuż obok ciebie pioruny na liście takich zagrożeń kwalifikowały się dość wysoko. I jasne, czasem te zagrożenia ignorowała, tym razem jednak naprawdę nie chciała niepotrzebnie oberwać jakąś błyskawicą.
Odetchnęła. Wątpiła, by ktoś czarował chmurę specjalnie ku niej. Prędzej ktoś wyczarował ją niechcący, nie chciał się teraz przyznać, a klątwa pecha kierowała wyładowania prosto ku Brennie. A ona czuła się trochę winna, bo właściwie gdyby tu nie przyszła, to pewnie te eliksiry by się nie potłukły, a tę chmurę sprawnie usunięto. Niezależnie jednak od tego, jak wyglądała sprawa – nie mogła tak po prostu stać. Zwłaszcza że z chmury lunęło, prosto na nią, zalewając ją wodą, szybko przemaczając ubranie i włosy, i jakby teraz trafił ją ten piorun, to miałaby podwójnie przerąbane.
Brenna wystrzeliła po prostu przez korytarz, w stronę drzwi gabinetu Basiliusa, i wpadła tam, pozostawiając chmurę za sobą. W jej dłoni pojawiła się różdżka, i wprawdzie zaklęć na wszelki wypadek jeszcze nie rzucała, ale była gotowa to zrobić, gdyby tylko chmura podjęła niecną próbę dostania się do pomieszczenia za nią.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#12
13.08.2024, 02:16  ✶  
Basilius miał jednak pewne wątpliwości w to, czy aby na pewno wszystko było w porządku, widząc jak w butach Brenny rosną dziury. I jasne, to niby były tylko buty, ale równie dobrze roztrzaskany eliksir mógł zaatakować skórę czarownicy.
– Brenno, powiedz mi szczerze. Czy to honorowość twojej rodziny zakłada, że zabiłbym cię tak otwarcie przy świadkach, zamiast na osobności, czy też po prostu nie wierzysz w moje umiejętności planowania zabójstw? – zażartował, bo skoro Brennę chciał zabić cały świat mogła być to jedna z jego ostatnich okazji, aby śmiać się wprost z longbottomowatości Longbottomów. – Tak to ten eliksir. Może nie patrz na niego, bo jeszcze się na ciebie rzuci.
Oczywiście uzdrowiciele nakładali go zazwyczaj w sposób zdecydowanie bardziej kontrolowany w towarzystwie innych zaklęć i specyfików, ale tak. To był ten eliksir.
Jakby się nad tym chwilę zastanowić to było to nieco niepokojące, że Brenna już doskonale pamiętała, który gabinet należał do niego. Nie dziwił się natomiast, ani temu, że czarownica jak najszybciej do niego pognała, ani temu że nikt do chmury się nie przyznał. Prewett, więc po prostu rozproszył nieplanowane zjawisko atmosferyczne, które na szczęście nie stawiało żadnego oporu, i sam szybko skierował się w stronę odpowiednich drzwi. Z oczywistych powodów jego gabinet był obłożony różnymi zaklęciami, by chociaż trochę pacyfikowac efekty rozmaitych klątw, więc chyba powinno być chociaż trochę bezpieczniej.
Basilius otworzył szybko drzwi do pokoju, zamknał je i rozejrzał się podejrzliwie po pomieszczeniu, jakby spodziewał się, że kozetka zaraz wyleci w powietrze, a równo ułożone eliksiry w oszklonych drewnianych szafkach i notatki na biurku rzucą się by wyssać krew z Brenny.
– Może... Może się nie ruszaj – powiedział, bojąc się że jeśli usiądzie na krześle, lub kozetce to coś sobie jeszcze zrobi i bardzo ostrożnie zaczął rzucać zaklęcia diagnostyczne, co jakiś czas patrząc podejrzliwie na każdy obiekt w gabinecie.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#13
13.08.2024, 14:42  ✶  
- Hm... wierzę w zbrodnię w afekcie. Albo z desperacji - stwierdziła Brenna. I to nawet tak… półżartem, półserio. Nie podejrzewałaby go o mordercze intencje wobec swojej osoby: gdyby chciał jej śmierci, te parę miesięcy temu odwrócił się i poszedł w drugą stronę, kiedy krwawiła pod jego drzwiami. Ale akurat wiara w zbrodnie w afekcie była całkiem szczera: ogromna ilość przestępstw, z którymi radzili sobie w Brygadzie, wcale nie była dobrze zaplanowana. Często to był były chłopak przemocowiec, napadający na sąsiadkę czy zdesperowana matka, która rzucała o jedno zaklęcie za dużo na kogoś, kto uderzył jej syna.
Chociaż zarazem nie wątpiła, że jeśli nawet Basilius nie potrafiłby ukryć dobrze zbrodni, to na pewno potrafiliby to jego krewni. Prewettowie nie byli, przynajmniej z tego co wiedziała, zamieszani w te najgorsze zbrodnie, pleniące się w ciemnościach Podziemnych Ścieżek, ale za blichtrem ich posiadłości kryły się rzeczy nie do końca legalne. Nieoficjalne zakłady, ustawiane wyścigi, zdobywanie informacji różnymi drogami. Z pewnością umieliby pozbyć się kogoś po cichu… tyle że ona była raczej za małym pioneczkiem, aby chciało się im w to bawić, poza tym miała wrażenie, że Vincent by się wtedy trochę wkurzył.
Nie była pewna za to, czy mówił poważnie o tym eliksirze. Ale na wszelki wypadek nie patrzyła już na fiolki. Ani na nic innego.
– Przeklęte Little Hangleton – powiedziała, gdy już zatrzymała się w gabinecie i zgodnie z sugestią (bo wbrew pozorom umiała słuchać uzdrowicieli, póki nie pletli jakiś głupot w rodzaju „no tydzień wolnego to dobry pomysł”) zatrzymała się na środku pomieszczenia i znieruchomiała. Z ręką tuż przy różdżce, tak na wszelki wypadek. – Aresztowanie gościa podejrzanego o dokonanie ataku na mugoli, starszy czarodziej, jego dom jeszcze starszy. Wątpię, żeby on miał szansę coś na mnie rzucić, za bardzo by nie zdążył, ale pewnie czegoś tam dotknęłam albo stanęłam w niewłaściwym miejscu, niby rzucaliśmy zaklęcia rozpraszające i w ogóle, ale równie dobrze przeklęte mogło być jakieś drzewo, albo studia, albo coś takiego. Przepraszam, rozpraszam cię? To znaczy… mówię, bo eee, nie wiem, okoliczności towarzyszące oberwania klątwą są chyba ważne? Na pewno oberwałam tam, wcześniej byłam w biurze, jeszcze wcześniej w domu i nic się nie działo. A jak stamtąd wychodziliśmy omal nie wpadłam do sukni, runęło drzewo, furtka rozpadła mi się pod dotykiem, i jeszcze później jeden aresztowany w biurze próbował mnie zadźgać nożykiem do papieru. A resztę to już widziałeś – wyrzuciła z siebie, swoim zwyczajem mówiąc dużo i szybko, ale tym razem przynajmniej nie plotła absolutnych głupot, a faktycznie próbowała przekazać kluczowe jak się jej wydawało informacje…


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#14
15.08.2024, 12:08  ✶  
Basilius szczerze wierzył, że gdyby już miał zabijać Brennę, byłoby to z jakiegoś mniej żenujacego powodu, niż desperacja. Oczywiście i tak najlepiej by było, aby nie musiał zabijać Brenny wcale, bo pomijając te wszystkie piątki trzynastego, dziwne plamy na dłoni, gigantyczne robaki, pradawne klątwy, bójki w kasynie, zamknięcie w izolatce, wykrawanie się przed jego domem, odurzenie dziwnymi narkotykami i kolejne klątwy, to całkiem Brennę lubił, a przynajmniej darzył na tyle duża sympatią, że nie chciałby być odpowiedzialny za jej śmierć, ani musieć zjawiać się na jej pogrzebie.
I właśnie dlatego nie odpowiadał na początku na jej relacjonowanie przebiegu wydarzeń, chociaż słuchał wszystkiego uważnie. Po prostu nie za bardzo chciał się rozpraszać, gdy rzucał zaklęcia, a świat przecież w każdej chwili mógł postanowić ją tymi zaklęciami zabić.
– Dobrze, że mówisz co się stało – zapewnił ją, gdy już przeprowadził wstępne badania i opuścił różdżkę, tak by nawet przypadkiem nie wycelować jej w Brennę. Szkoda, że nie wiedział dokładnie, co wywołało tę klątwę, ale i tak będzie w stanie ją złamać, chociaż z jego oględzin wynikało, że była to naprawdę wredna klątwa.
– No dobrze Brenno. Musiałaś dotknąć czegoś naprawdę mocno przekletego. Wydaje mi się, że był to przedmiot, który mógł przekląć raz, ale porządnie stąd... twoja dzisiejsza przypadłość. Wiesz, czasem ktoś nie jest w stanie wytworzyć tak silnej klątwy, aby przyczepiała się do każdego, ale jednorazowo już tak. Złamanie jej zajmie mi trochę czasu, zwłaszcza że patrząc na to co się z tobą dzieje, muszę zrobić to bardzo powoli i używać spokojniejszych zaklęć, tak by nie obróciły się one przeciwko tobie. – Więc pewnie trochę tutaj posiedzisz. – Potem jeszcze przepisze ci jeszcze eliksiry na dolecznie i pewnie będzie konieczna przynajmniej jedna wizyta kontrolna. Jednak usiądź na kozetce. To chwilę potrwa. Proszę mów mi jeśli cokolwiek będzie się działo. I nie idziesz jutro do pracy. Nie ma co ryzykować. – Basilius przybrał ton profesjonalnego uzdrowiciela, który chciał po prostu udzielić jak najlepszej profesjonalnej pomocy medycznej i powoli zaczął tłumaczyć Brennie co dokładnie planuje zrobić i jakie jest postępowanie w takich przypadkach. Szkoda tylko, że przy tym nie zauważył, jak lampa w jego gabinecie powoli zaczyna się ruszać.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#15
16.08.2024, 11:05  ✶  
Brenna nie miała problemu z przyznaniem, że lubi Prewetta, chociaż doskonale wiedziała, że gra mu na nerwy - a nawet jeśli do niej się przyzwyczaił, to już na pewno nie do tych wszystkich piątków trzynastego. Jeśli szło o nią, to po prawdzie te piątki przyjmowała zwykle z dobrodziejstwem inwentarza, ale ten konkretny trochę ją jednak męczył. Klątwa była uciążliwa i dla niej, i dla otoczenia, dezorganizowała jek wydział, a potem Munga, a i wbrew pozorom Brenna naprawdę rozumiała, że tym razem może stać się jej jakaś poważniejsza krzywda. Próbowała więc zachować czujność i oczy mieć wokół głowy.
- Trzeba będzie wrócić tam z klątwołamaczem, tak na wszelki wypadek - mruknęła bardziej do siebie niż do Basiliusa, gdy przedstawił diagnozę. Jeśli coś przyczepiło się do niej, wcale nie było powiedziane, że na pewno jest jednorazowe, a jeżeli nawet było, to że w domu czarownika nie kryło się więcej takich rzeczy. A przecież ten dom wyglądał zupełnie zwyczajnie i Brenna była pewna, że nie dotknęła tam niczego, co wydawałoby się podejrzane. Nosiła rękawiczki i używała czarów rozpraszających, wszystko zgodnie z procedurami. A jednak Little Hangleton - albo piątek trzynastego - zdołało ją przechytrzyć. - Hej, czy przeklęta może być cała miejscowość? Bo słuchaj, jak to się dzieje, że to praktycznie zawsze Little Hangleton? Może Gauntowie zrobili coś, co zakłóciło tam magię albo coś? I ludziom odbija? Albo jakieś wyziewy? I wiesz, ja nie chcę wpaść pod jakieś auto, więc tu z tobą chętnie posiedzę ile trzeba, ale no jak to już przejdzie, to po co jutro wolne? Mogłabym grzecznie wypełniać papiery. Wcale nie będe bezpieczniejsza siedząc w domu.
To było swojego rodzaju ustępstwo, ale papierkowa robota nie robiła się sama, a Brenna nigdy nie należała do tych osób, które unikały dokumentów. Raporty i archiwa były ważne. Może nie aż tak jak robota w terenie, ale informacje o sprawach mogły przydawać się w przyszłości i Brenna patrząc na to oczyma kogoś, kto był widmowidzem, bardzo dbała o tego typu rzeczy, ładnie układając wszystko w teczkach i segregatorach.
Posłusznie przemieściła się w stronę kozetki. I tylko to, że tę czujność próbowała zachowywać, sprawiło, że dostrzegła drobny szczegół, który umknął uwadze uzdrowiciela, skupionego na diagnostyce.
Lampa zadrżała.
Brenna rzuciła się w bok.
Lampa runęła z hukiem na ziemię, dokładnie tam, gdzie chwilę temu stała Brenna, a sama Brenna wylądowała kolanami na podłodze i czołem walnęła się o kozetkę. Ale przynajmniej nie przygniotła ją lampa.
- Wyślijcie proszę do mnie rachunek za tę lampę - powiedziała Brenna jak gdyby nigdy nic, zbierając się z podłogi, by zgodnie z poleceniem usiąść na kozetce.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#16
20.08.2024, 12:24  ✶  
Basilius skinął głową na znak, że się zgadzał. Nawet jeśli szanse na to, że ten kolejny przedmiot ponownie kogoś przeklnie były niskie, tak nie warto było ryzykować, zwłaszcza że przecież takich przedmiotów, lub innych o podobnym działaniu, mogło byc zawsze znacznie więcej. Nie wspominając już o tym, że przecież to wszystko wydarzyło się w Little Hangleton. Hm... Czy przeszłoby, gdyby wypisał Brennie zwolnienie z chodzenia na akcje do tej konkretnej miejscowości w przeklętej daty? Miał dziwne wrażenie, że Longbottom za nic by się na to nie zgodziła, a patrząc, że nie chciała nawet wolnego na jeden dzień, to chyba miał rację.
– Wolałbym się upewnić, czy klątwa na pewno zniknęła i nic takiego nie powtórzy się jutro, a jak sama zauważyłaś to bardzo wredna klątwa – powiedział, bo jeśli to była klątwa z Little Hangleton, rzucona w ten konkretny dzień, a on jeszcze nie będzie mógł używać od razu tak silnych zaklęć, jakby chciał, to uważał, że lepiej by było zminimalizować ryzyko wypadków. Spojrzał na nią podejrzliwie, zastanawiając się jak w ogóle doszło do sytuacji, w której musiał z nią negocjować warunki zwolnienia lekarskiego, o którym przecież decydował on, a potem westchnął. – Dobrze. Jeśli pod koniec upewnię się, że szanse na powrót klątwy są minimalne, będziesz mogła jutro wykonywać robotę papierkową. Byle nie w Little Hangleton. Nie wiem co jest z nim nie tak, ale nawet nie wiesz ilu magimedyków potrzebowało urlopu zdrowotnego na nerwy, pisząc o nim prace naukowe.
Trzask.
Najgorsze było to, że Basilius nawet nie był w stanie zareagować i chociaż Brenna radziła sobie doskonale z unikaniem śmierci (Prewett podejrzewał że to jednak nie był jej pierwszy raz) tak nie chciał jedynie stać bezradnie gdy ona walczyła z życiem.
– Jesteś cała? – spytał, podchodząc do niej, ignorując informacje o rachunku, a zamiast tego upewniając się, czy nie zrobiła sobie czegoś w głowę, co o jeszcze, Matko uchroń nas, sprawiłoby że straciłaby swoją Longbottomowatość. Może powinien po prostu zaprowadzić ją do izolatki, ale po pierwsze oboje wiedzieli, że w izolatkach też zdarzały się wypadki, a po drugie wymagałoby to wyjścia z gabinetu i minięcia zdecydowanie zbyt dużej ilości potencjalnych niebezpieczeństw.
Dlatego też po prostu roztoczył nad nimi silne pole ochronne, rzucić naprawczę na lampę, upewnił się czy kozetka nie została nadpiłowana, ściany na przykład zaraz się nie posypią, a eliksiry nagle nie wywołają pożaru i zabrał się do pracy, prosząc ją by informowała go gdy tylko wydarzy się coś, co będzie zwiastować kolejną katastrofę.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#17
21.08.2024, 08:54  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.08.2024, 09:24 przez Brenna Longbottom.)  
– Jasne. Będę siedziała w Biurze. Żadnego Little Hangleton – obiecała Brenna solennie, bo nie chciała brać dnia wolnego, ale ostatecznie jeśli nawet nie pojmowałaby wcześniej, że ta klątwa naprawdę była bardzo wredna, to w ciągu ostatniego kwadransa przekonała się, że przekleństwo jest groźne nie tylko dla niej, ale też bywa uciążliwe dla innych. Nie chciała dać się zabić jakiemuś drzewu albo czemuś takiemu, i nie chciała też, aby ktoś inny został przez takie przygnieciony, bo miał nieszczęście stanąć obok niej. – Oj, mogę sobie wyobrazić, w Brygadzie jak bardzo, bardzo chcesz, żeby ktoś coś dla ciebie zrobił, że no po prostu to sprawa życia i śmierci, a ta osoba nie chce się zgodzić, to obiecujesz, że weźmiesz za niego kolejne zgłoszenie w Little Hangleton i to działa lepiej niż zaklęcie. Ja nie wiem, jak ktoś o zdrowych zmysłach może tam w ogóle mieszkać.
Chociaż w gabinecie Prewetta też najwyraźniej istniały różne niebezpieczeństwa. Lampy na przykład, próbujące spaść jej na głowę.
– Jasne, jasne, wszystko dobrze – zapewniła. Na czole wprawdzie zaczął formować się siniak, ale nie wyglądała na ogłuszoną, skóra nie była rozcięta i raczej nie uderzyła się na tyle mocno, aby naruszyło to kości, mózg, czy wrodzoną, tudzież nabytą longbottomowatość. Uśmiechnęła się zresztą do Basiliusa całkiem pogodnie, chcąc chyba trochę dodać mu otuchy, bo zaczęła mieć wrażenie, że sytuacja przytłacza biednego uzdrowiciela. A potem usiadła grzecznie na kozetce, też najpierw obrzucając ją podejrzliwym spojrzeniem i jeszcze naciskając na nią ręką, tak żeby się upewnić, czy ta na pewno nie zapadnie się pod jej ciężarem.
Nic takiego się nie stało, za to gdy Basilius już rzucił pole ochronne i zaczął przeglądać eliksiry, odkrył, że jeden z nich ma… nieco podejrzany kolor. Jego data ważności kończyła się jutro, ale najwyraźniej był odrobinę wadliwy, bo kiedy przypatrywał się pojemnikowi zdało mu się nawet, że wewnątrz coś trochę bulgoce, i z pewnością wymagał szybkiego przetransportowania do pojemnika na odpady medyczne, stojącego w gabinecie i zabezpieczonego na takie okazje.
Prawdopodobnie nie wybuchłby sam z siebie.
Prawdopodobnie.
Brenna siedziała bardzo grzecznie, nietypowo dla siebie nawet się nie ruszając, nie gestykulując i w ogóle, gdy Basilius oglądał eliksiry, a potem zabrał się za wszystkie procedury związane z klątwołamaniem, skupiając się na obserwacji otoczenia. Tak by móc zareagować odpowiednio wcześnie, gdyby na przykład sufit postanowił się walić.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#18
23.08.2024, 01:51  ✶  
Basilius, chociaż sama sytuacja nie była zabawna i chyba nie należało zachęcać Brenny do śmiechu, bo jeszcze by sobie coś w ten sposób uszkodziła, parsknął rozbawiony, gdy usłyszał w jaki sposób niektórzy brygadziści załatwiają swoje sprawy.
– Patrz, a ja zazwyczaj wtedy po prostu komuś obiecuję, że pójdę za niego prosić o coś moją kuzynkę. Niektórzy tutaj traktują przestrzeń wokół niej i nią samą, jako takie szpitalne Little Hangleton – Z tym, że Florence nie rzucała klątw na innych pracowników. Florence po prostu, w oczach niektórych, była straszna. Miał też oczywiście inne metody, jak przekupywanie recepcjonistki czekoladkami, spisywanie urodzin współpracowników, by potem u nich zapunktować, lub wygrywanie przysług w karty, ale zwłaszcza tym ostatnim może niekoniecznie chciał się chwalić.
– Masz siniaka – mruknął, przyglądając jej się z uwagą, by upewnić się, czy aby na pewno to uderzenie w głowę nie było za mocne.
Znowu się uśmiechała. Pogodnie. Dlaczego ona mu to robiła i znowu się uśmiechała? Bo rzeczywiście powoli zaczynał mieć wrażenie, że ta sytuacja go przytłaczała. Nie dlatego, że nie wiedział co robić, a dlatego że nawet nie miał szansy czegokolwiek zrobić, bo ta klątwą nie dawała im chwili spokoju i prawdę mówiąc naprawdę zaczynał żałować, że nie poprosił tak na wszelki wypadek dwóch osób o to, by zajęły się za niego Brenną, gdyby cos stało się tej pierwszej. A potem Brenna znowu się uśmiechnęła, a Basilius przypomniał sobie, że niestety całkiem ją lubił i może zamiast załamywać ręce po prostu należało jej pomóc.
I chyba tylko dlatego nie miał ochoty rzucić tym eliksirem o ścianę i dać się wybuchnąć, gdy zobaczył, że był wadliwy. A przecież ostatnio upewniał się, że wszystkie zasoby w jego gabinecie nie były blismo przekroczenia terminu ważności. Jakim więc cudem ominął ten jeden i jakim cudem on tak bulgotał? Nic w jego składzie nie wskazywało na to, że mógłby tak bulgotać!
Na całe szczęście nic nie wybuchło, a on szybko załatwił sprawę problematycznego wywaru. Pozostawała jedynie jeszcze sprawa problematycznej klątwy. Basilius powstrzymał się przed ciężkim westchnięcie, uśmiechnął się do Brenny po prewettowsku, bo skoro ona mogła to on też i zabrał się za pracę, balansując na granicy pomiędzy zalecaną ostrożnością, a zdecydowanie zbyt paranoiczną ostrożnością.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#19
25.08.2024, 16:17  ✶  
Brenna miała wyobraźnię bujną, ale kiedy spróbowała sobie wyobrazić ludzkie, szpitalne Little Hangleton, w dodatku spokrewnione z Basiliusem, poległa z kretesem. Zwizualizowała sobie taką wampirzycę w szpitalnym kitlu, trochę do Prewetta podobną, z czaszką w jednym ręku i z fiolką eliksirów w drugim. Odepchnęła od siebie ten obraz, mając niejasne wrażenie, że chyba jednak nie tak to wygląda.
– Współczuć ci czy raczej wyrazić gratulacje, że zbierasz przysługi niewielkim kosztem? – spytała, spoglądając na niego, a uśmiech, tym razem ledwo zauważalny, błąkał się jej po ustach, bo z każdym spotkaniem utwierdzała się w przekonaniu, że Prewett potrafił być bardzo, bardzo sprytny i nieco złośliwy, chociaż na ogół z dużym poświęceniem udawał, że wcale tak nie jest. Tak samo, jak że ani trochę nie wdał się w krewnych z tym swoim zamiłowaniem do hazardu.
Temat siniaka Brenna zbyła machnięciem ręki i zapewniła, żeby się nie przejmował, bo ona nie zamierza, a potem siedziała już bardzo grzecznie i nietypowo dla siebie spokojnie, kiedy uzdrowiciel pozbył się eliksiru i zabrał za walkę z klątwą.
*
– To już? – upewniła się Brenna po pewnym czasie, spoglądając na swoje dłonie, jakby spodziewała się, że zobaczy na nich coś, co będzie wskazówką odnośnie tego, czy po klątwie na pewno nic nie zostało. Nie że nie wierzyła w zdolności Basiliusa, ale to była klątwa pecha, więc może ten pecha jakoś przełożył się też na jego ściąganie. – To co? Idziemy na schody, żeby zobaczyć, czy z nich spadnę? – spytała, podnosząc się z miejsca. – Czekaj, może jeszcze na początku obejrzę te eliksiry, co? Jak to działa, to coś wybuchnie, a pewnie lepiej tutaj niż przed szpitalem, tak na wszelki wypadek – rzuciła Brenna, gotowa rozpocząć serię testów, wobec tego, czy klątwa przestała działać, czy nie, czyli podejść do szafki z eliksirami, przejść się na schody i stanąć pod czymś, co potencjalnie wyglądało na możliwe do przewrócenia.
I gdy uporali się z tym wszystkim, pożegnała biednego Basiliusa, złowieszczymi słowami:
Do zobaczenia w kolejny piątek trzynastego!
(Żadne z nich nie wiedziało, że w istocie Brenna okazała się tu ogromną optymistką: wszak ledwo co ustalili, że piątki siedemnastego według włoskiej tradycji też mogą być pechowe.)

Koniec sesji


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Basilius Prewett (3389), Brenna Longbottom (4174)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa