12.08.2024, 09:14 ✶
Jaka szkoda, że Brenna nie wiedziała, o czym myślał Basilius! Ona tutaj szukała, kombinowała, a tymczasem Prewett był na nią skazany, bo po prostu nie jadł grzecznie obiadów i przez to został przeklęty kręcącą się w pobliżu Longbottomówną. Jej wprawdzie nigdy nie mówiono, że jeśli nie przestanie wyskakiwać przez okna, to podczas którejś wycieczki spotka Prewetta i ten sprowadzi ją na złą drogę, ale widać tak to działało… Chociaż Basiliusa nie spotkała po wyskoczeniu przez okno, w ten sposób to wpadła raz na Vincenta.
– Nie, wszystko w porządku – zapewniła, niezbyt przejęta stanem butów, bo jeśli nie miała bardzo wielu par, to głównie dlatego, że często ulegały dziwnym uszkodzeniom, a ona i tak najczęściej biegała po godzinach pracy w mugolskich trampkach. – Naprawdę? A już myślałam, że postanowiłeś, że masz dość tej klątwy i najlepiej to się jej pozbyć, wpychając mnie w wiaderko z kwasem albo coś… to ten eliksir, przed którym mnie ostrzegałeś parę lat temu, tak? – spytała i uśmiechnęła się do niego, ale ten uśmiech bardzo szybko zbladł, kiedy chmura znów zawisła nad jej głową i tuż obok niej strzeliła błyskawica. Brenna czasem zdawała się nadmiernie beztroska, ale to nie tak, że nie nauczyła się trafnie oceniać zagrożenia przez te kilka lat pracy najpierw jako Brygadzista, a potem jako Detektyw. A walące tuż obok ciebie pioruny na liście takich zagrożeń kwalifikowały się dość wysoko. I jasne, czasem te zagrożenia ignorowała, tym razem jednak naprawdę nie chciała niepotrzebnie oberwać jakąś błyskawicą.
Odetchnęła. Wątpiła, by ktoś czarował chmurę specjalnie ku niej. Prędzej ktoś wyczarował ją niechcący, nie chciał się teraz przyznać, a klątwa pecha kierowała wyładowania prosto ku Brennie. A ona czuła się trochę winna, bo właściwie gdyby tu nie przyszła, to pewnie te eliksiry by się nie potłukły, a tę chmurę sprawnie usunięto. Niezależnie jednak od tego, jak wyglądała sprawa – nie mogła tak po prostu stać. Zwłaszcza że z chmury lunęło, prosto na nią, zalewając ją wodą, szybko przemaczając ubranie i włosy, i jakby teraz trafił ją ten piorun, to miałaby podwójnie przerąbane.
Brenna wystrzeliła po prostu przez korytarz, w stronę drzwi gabinetu Basiliusa, i wpadła tam, pozostawiając chmurę za sobą. W jej dłoni pojawiła się różdżka, i wprawdzie zaklęć na wszelki wypadek jeszcze nie rzucała, ale była gotowa to zrobić, gdyby tylko chmura podjęła niecną próbę dostania się do pomieszczenia za nią.
– Nie, wszystko w porządku – zapewniła, niezbyt przejęta stanem butów, bo jeśli nie miała bardzo wielu par, to głównie dlatego, że często ulegały dziwnym uszkodzeniom, a ona i tak najczęściej biegała po godzinach pracy w mugolskich trampkach. – Naprawdę? A już myślałam, że postanowiłeś, że masz dość tej klątwy i najlepiej to się jej pozbyć, wpychając mnie w wiaderko z kwasem albo coś… to ten eliksir, przed którym mnie ostrzegałeś parę lat temu, tak? – spytała i uśmiechnęła się do niego, ale ten uśmiech bardzo szybko zbladł, kiedy chmura znów zawisła nad jej głową i tuż obok niej strzeliła błyskawica. Brenna czasem zdawała się nadmiernie beztroska, ale to nie tak, że nie nauczyła się trafnie oceniać zagrożenia przez te kilka lat pracy najpierw jako Brygadzista, a potem jako Detektyw. A walące tuż obok ciebie pioruny na liście takich zagrożeń kwalifikowały się dość wysoko. I jasne, czasem te zagrożenia ignorowała, tym razem jednak naprawdę nie chciała niepotrzebnie oberwać jakąś błyskawicą.
Odetchnęła. Wątpiła, by ktoś czarował chmurę specjalnie ku niej. Prędzej ktoś wyczarował ją niechcący, nie chciał się teraz przyznać, a klątwa pecha kierowała wyładowania prosto ku Brennie. A ona czuła się trochę winna, bo właściwie gdyby tu nie przyszła, to pewnie te eliksiry by się nie potłukły, a tę chmurę sprawnie usunięto. Niezależnie jednak od tego, jak wyglądała sprawa – nie mogła tak po prostu stać. Zwłaszcza że z chmury lunęło, prosto na nią, zalewając ją wodą, szybko przemaczając ubranie i włosy, i jakby teraz trafił ją ten piorun, to miałaby podwójnie przerąbane.
Brenna wystrzeliła po prostu przez korytarz, w stronę drzwi gabinetu Basiliusa, i wpadła tam, pozostawiając chmurę za sobą. W jej dłoni pojawiła się różdżka, i wprawdzie zaklęć na wszelki wypadek jeszcze nie rzucała, ale była gotowa to zrobić, gdyby tylko chmura podjęła niecną próbę dostania się do pomieszczenia za nią.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.