• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii Stonehenge [26.06.72] Anomalie w Stonehenge - Funkcjonariusze

[26.06.72] Anomalie w Stonehenge - Funkcjonariusze
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#11
22.08.2024, 09:16  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.08.2024, 09:17 przez Brenna Longbottom.)  
Rzut

- Na miejscu pracują przedstawiciele różnych Departamentów. Natomiast tak, zazwyczaj nie dopuszczamy laików do manipulowania delikatną strukturą magii, tak jak zapewne pan nie chciałby, aby podczas egzorcyzmów jakieś dziecko przyłączyło się do inkantacji, bo wyczytało to i owo w książce dla dzieci o dzielnym, małym łowcy duchów.
Evelyn spojrzała na Atreusa nieco uważniej, gdy się przedstawił i wspomniał o Limbo. Coś w jej głowie zaskoczyło: oczywiście, że słyszała o Zimnych. Jej Departament żywo się tym interesował i teraz, przez chwilę, pozostała dwójka jakby przestała dla niej istnieć, gdy się mu przypatrywała. Nie zwracała już uwagi ani na Sebastiana, ani na Brennę, skupioną na kopaniu w ziemi. Wzrok miała bardzo przenikliwy i patrzyła na niego trochę jak na potencjalny obiekt badawczy. Może szukała jakichś fizycznych oznak tego, co go spotkało, a może rozważała, czy jakieś eksperymenty magiczne mogłyby tutaj powiększyć ich wiedzę.
Niewymowni zwykle byli w końcu dziwaczni. Ona też tu się nie wyróżniała na ich tle.
Nawet jej aura na moment zastygła, a potem pojawiła się w niej żółć, wskazująca na intelektualny wysiłek, gdy kobietę najwyraźniej ogarnęło całkowite skupienie.
- Rzeczy, o których powinniście dostać już informację. Magia tu raz działa słabiej, raz mocniej. Niektórzy czują się tutaj niespokojnie. Anomalie są drobne w porównaniu do tych, jakie pojawiły się w Dolinie Godryka, ale istnieją... O co panu chodzi?
Sebastian wreszcie zdołał przyciągnąć jej spojrzenie. Brenna też odwróciła się znad dziury, nad którą przyklękała, niezbyt dużej, ale głębokiej.
- Coś tu chyba faktycznie jest... Nie wiem, jak tego wcześniej nie znaleźli, może jakaś magia tu była, albo co? Sebastianie? – spytała, spoglądając na niego z wyraźnym niezrozumieniem. Bo gdy patrzyła na Macmillana, mogła dostrzec tylko jego. Podniosła się powoli, bo skoro wywoływacz duchów wcześniej szalał, to może wrażliwość Sebastiana na Limbo wystawiła go na cel…
Owadów przybywało. Ale nikt ich nie widział: nikt poza Sebastianem, który dostrzegał tylko, że jest ich coraz więcej i więcej, i że zaczynają go opadać, obsiadać spodnie, ramiona, dłonie. Osa usiadła mu na policzku, inna na szyi. Był egzorcystą: wiedział, że niektóre duchy posiadają pewne… specjalne umiejętności. Może nawet słyszał kiedyś o Latarniku, przemierzającym Pokątną o trzeciej nad ranem. Stonehange, jak wynikało z jego wiedzy, nie było dotąd nawiedzone, a przynajmniej duchy się tu nie objawiały.
Ale Isobell mówiła podczas rytuału o tym, że w tym miejscu płynęła krew. Że ginęli tu ludzie. Bogini o Trzech Twarzach objawiła się, przerwano więc welon oddzielający światy, w dniu Lithy, gdy granice nie były może tak cienkie jak w Samhain i Beltane, ale wiara i magia mogły sprawić, że działy się różne rzeczy.
W tym miejscu były duchy.
Jak wiele czasu minie, zanim ty też przelejesz krew kogoś, kogo kochasz?
Cichy szept odezwał się przy uchu Atreusa, zdało mu się, że czuje na dłoni dotyk widmowej dłoni.
Właściwie to już ją przelewałeś.
Przez ułamek sekundy nie widział Stonehange, Brenny, Sebastiana: przed jego oczyma stanęła twarz Laurenta, zalana krwią.
Kto będzie następny?

Tura do 26.08


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Pan Egzorcysta
here lies the abyss,
the well of all souls

wiek
34
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
kapłan kowenu | egzorcysta ministerstwa magii
ciemnobrązowe oczy; rozszczep tęczówki prawego oka (źrenica w kształcie dziurki od klucza); czarne włosy; przeciętny wzrost 173 cm; zimne dłonie; często ubrany cieplej niż sugeruje pogoda; okulary do czytania; srebrny łańcuszek z sygnetem na szyi (w oczku znajduje się zasuszony kwiat z rodzinnego ogrodu); niespieszny chód; cichy, nieco niewyraźny głos

Sebastian Macmillan
#12
22.08.2024, 22:01  ✶  
— Polemizowałbym ze stwierdzeniem, iż jesteście jedyną odpowiednio wykwalifikowaną grupą do tej pracy w Ministerstwie Magii — odparł, westchnąwszy raptownie, jakby zabrakło mu powietrza w płucach. — Nie porównywałbym też pracowników innych departamentów do dzieci. To umniejsza ich ekspertyzie, którą zresztą zapewne wykorzystujecie do wewnętrznych ustaleń swojego departamentu, pozostawiając inne wydziały z pustymi rękami.

Jeśli ktoś już miał prawo wytykać nieuwagę przedstawicielom innych departamentów Ministerstwa Magii, to był to on sam, zwłaszcza jeśli chodziło o lekkomyślne działania Brygady Uderzeniowej i Biura Aurorów tuż po uchyleniu przejścia do Limbo podczas Beltane. Ale żeby pierwsza z brzegu czarownica stawiała siebie na piedestale, porównując swoich znajomych po fachu do dzieci?

Komuś awans za bardzo strzelił do głowy, pomyślał z krzywą miną, wznosząc wymownie oczy ku niebu. Oby Matka Natura wybaczyła tej kobiecie przerost ambicji przy rozliczeniu rachunku sumienia u kresu jej życia, bo w tej chwili nie potrafił się za nią wstawić u bogini i prosić o to, aby przebaczyła kobiecie. Poza tym miał wrażenie, że znalazł sobie nową osobę godną jego frustracji. Brenna powinna być zadowolona, że tym razem się jej upiekło.

— O tym, tfu, robactwie w powietrzu! — rzucił przez zaciśnięte zęby, cofając się coraz dalej i dalej.

Machał jednocześnie rękami w powietrzu, próbując odpędzić od siebie zagniewany rój owadów. Że też to jego zawsze spotykało coś takiego! Reszta egzorcystów w spokoju odprawiała sobie egzorcyzmy za wysokie stawki, a on musiał latać po miejscach przestępstw z innymi pracownikami Ministerstwa. Dobre sobie! Na co mu to wszystko było, skoro musiał...

W tym momencie zaczął nerwowo podskakiwać, gdy owady nie tylko przestały wokół niego latać, ale też zdecydowały się na nim przysiąść. Ramiona, tułów, ręce, nogi, głowa, szyja, twarz... Nie mógł się od nich opędzić. Zaczął pluć, próbując odpędzić intruzów od swoich ust, aż w końcu rzucił się na ziemię, chcąc za wszelką cenę chronić twarz i zasłaniając rękami uszy, co by i tam nie wlazły mu te małe diabły.
hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#13
22.08.2024, 23:09  ✶  
Z pewnym zainteresowaniem, czy nawet fascynacją, przyglądał się starciu Sebastiana z ich koleżanką z Departamentu Tajemnic, kiedy oboje próbowali umniejszać swoim departamentom na swój sposób. Zawsze miło było popatrzeć, kiedy to inni się bili, nawet jeśli do tego uciekali się tylko do inteligenckich wybiegów słownych.
- Bakłażany nigdy nie wyrosną na krzewach dyni, jak to mówi Gregory Bulstrode - wystrzelił, z poważna miną podsumowując ich wymianę zdań, ale głównie spoglądając w stronę niewymownej porozumiewawczo. Prawda jednak była taka, że absolutnie nie miał pojęcia o czym mówił i co miał na myśli, ale gotowy był właśnie dowiedzieć się czy Evelyn zaraz przyzna mu rację czy może się na niego obrazi. Przynajmniej prawdą było to, że te głupią sentencję faktycznie usłyszał parę razy od Gregorego, głównie kiedy pieklił się że znowu musi skakać na oddział ratunkowy żeby go uratowali od jego zagadek-pułapek, które mu więziły palce.

- A, to. Myślałem, że może coś więcej - wzruszył jeszcze tylko ramionami, bo jej wyjaśnienia nie wprowadzały nic nowego i ciekawego do tematu tego, co działo się w kamiennym kręgu. Miał nadzieję, że może albo coś zdążyła odkryć, albo wysnuć jakieś wnioski. - Macmillan? Czy ty też zaraz zaczniesz tutaj kopać jakiś barłóg tak jak kolega pani niewymownej? - zapytał, z pomocą swojego wewnętrznego Stanleya zamieniając słowo którego wcześniej użyła Brenna na takie, które brzmiało o wiele bardziej znajomo. Uśmiechnął się nawet lekko, może nieco złośliwie, ale zaraz przestało mu być do śmiechu, bo usłyszał szept.

Atreus pobladł w mgnieniu oka, zastygając w bezruchu, kiedy dotarły do niego nie tyle słowa, co ton głosu który je wypowiadał. Głos tak dobrze mu znajomy i bliski jego sercu. Nie miał zamiaru być rozliczany ze swoich przewin przy innych, praktycznie obcych mu ludziach. Wziął głębszy oddech, jeden drugi, czując jak palce zaciskają się w pięść. Na moment jeszcze tylko napiął dłoń, prostując ją w jakiejś ostatniej próbie odpędzenia od siebie uciążliwego intruza i własnych emocji. Ale doskonale wiedział, że jego aura rozkwitała teraz gwałtownie gniewem.
- Wypierdalaj z mojej głowy - wycedził pod nosem, a jego twarz wykrzywiła się w gniewie, kiedy spojrzenie miał utkwione gdzieś przed sobą, bo przecież nie mógł zogniskować go na nikim z tu obecnych. Zamiast tego widział twarz Laurenta. Oblanego krwistą czerwienią, która teraz i zalewała jego gwałtowną falą. I wreszcie Bulstrode zamachnął się gwałtownie pięścią, celując w widmo Prewetta, ale w rzeczywistości w kryjącą się gdzieś za nim Evelyn.

lepa dla niewymownej xD
Rzut Z 1d100 - 80
Sukces!
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#14
23.08.2024, 08:45  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.08.2024, 13:36 przez Brenna Longbottom.)  
rzuty: na obronę Evelyn, komu uruchomi się przewaga (rodowa Seby/widmo/auro), dodatkowe wydarzenie

- Doprawdy, panie Macmillan? Pracując więc dla innego Departamentu i nie wiedząc nic o duchach mogę przygotować dla Pana krąg egzorcysty i pan z niego skorzysta bez protestów? - rzuciła Evelyn zgryźliwie. I może wyszłoby z tego prawdziwe starcie tytanów, walka o to, kto w Ministerstwie jest największym marudą, gdyby po pierwsze, kobieta nie poświęcała większości uwag Atreusowi - nawet nie patrzyła na Sebastiana, gdy mu odpowiadała - po drugie, gdyby nie pojawił się rój owadów.
Brenna oglądająca owy tajemniczy barłóg, poderwała się, gdy Macmillan padł na ziemię i rzuciła się w jego kierunku. Słyszał bzyk owadów. Czuł jak poruszały się po jego dłoniach, policzkach, szyi, jak jeden próbował dostać się do ucha. Widział je. Gdyby uniósł głowę, zobaczyłby też jak siadają na Brennie, która padła przy nim na kolana, usiłując go pochwycić... I jak ta zdaje się zupełnie na to nie reagować: na osy lądujące na jej twarzy, ramionach. Na owady wplątujące się w ciemne włosy, wędrujące po rękach.
Nie widziała ich.
Wyczuwała chłód, gdy zbliżyła się do egzorcysty, ale nie zwróciła na niego większej uwagi, zbyt skupiona na mężczyźnie. Wywolywacz duchów wcześniej zaczął tu szaleć. Teraz to samo spotykało egzorcystę.
- Nic tu nie ma, Sebastianie, to tylko złudzenie, chodź, wyprowadzę cię stąd. Niczego tu nie ma, rozumiesz? - powiedziała stanowczo, nie krzycząc, ale podnosząc głos na tyle by ją usłyszał, wyciągając ku niemu ręce. A potem stłumiła okrzyk, gdy wydarł się Atreus, i zaatakował Evelyn.
Niewymowna obserwowała go na tyle uważnie, że zdążyła się ruszyć, odgiąć ciało w tył, unieść rękę, osłaniając twarz. Był sprawniejszy, silniejszy od niej, uderzył więc, ale nie tak dobrze, jakby chciał - cios, niezbyt mocny, bo nieco się cofnęła, spadł na nadstawione przedramię i sprawił tylko, że kobieta się przewróciła.
Nie widział już Laurenta, a znów Stonehange i ją. Ale gdy opuściła rękę, spoglądając na niego w niemym szoku, to nie jej twarz zobaczył. Ta była znacznie bardziej znajoma, choć też wykrzywiona w wyrazie niedowierzania, może zmieszanego z przestrachem, jakby to uderzenie było ostatnim, jakiego się spodziewała.
W jego głowie rozbrzmiał śmiech... a może nie w głowie, a tuż obok ucha? Zdawało mu się, że ktoś, coś, znajduje się tuż obok, ale nie widział tego, nie mógł dotknąć.
Widzisz? Kto będzie następny?
Jak daleko się posuniesz?
Dlaczego nie miałbyś uderzyć znowu?
No dalej. Uderz.

Brenna zaklęła i chciała puścić Macmillana, rzucić się w stronę bójki, która w tej chwili zdawała się pilniejsza, ale świat poczerniał jej przed oczyma. Kolana kobiety znów uderzyły w ziemię, ręce opadły na trawę, kiedy szukała podparcia. Magia w Stonehanga działała teraz dziwnie. Anomalie wzmacniały niektóre zaklęcia.
Dlaczego nie miałoby wzmocnić widmowidzenia?
Krew spływała po kamieniach. Ciało na ołtarzu.
Płonął ogień, jego blask tańczył na skórze kolejnej osoby, otępiałej, wleczonej ku kręgowi.
Kamień ponad ołtarzem lśnił błękitnym światłem.
Były strach i ból, i gniew i nienawiść, równie gorąca jak ten ogień, żarłoczna, wypalająca od środka.


***
Sebastianie, pozostawiam ci decyzję, kiedy zorientujesz się, że miejsce zostało nawiedzone - prawdopodobnie były tu uwięzione duchy, które podczas Lithy na skutek wyczynu arcykapłanki zaczęły się panoszyć. Są złe lub oszalałe. Jako egzorcysta posiadasz dostateczną wiedzę, by się w tym zorientować, od ciebie zależy, kiedy postać zacznie myśleć dostatecznie jasno, aby to zrobić.
Atreusie, możesz sam zdecydować, kogo widzisz zamiast Evelyn.

Termin do rana 27.08. Nie ma kolejki.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Pan Egzorcysta
here lies the abyss,
the well of all souls

wiek
34
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
kapłan kowenu | egzorcysta ministerstwa magii
ciemnobrązowe oczy; rozszczep tęczówki prawego oka (źrenica w kształcie dziurki od klucza); czarne włosy; przeciętny wzrost 173 cm; zimne dłonie; często ubrany cieplej niż sugeruje pogoda; okulary do czytania; srebrny łańcuszek z sygnetem na szyi (w oczku znajduje się zasuszony kwiat z rodzinnego ogrodu); niespieszny chód; cichy, nieco niewyraźny głos

Sebastian Macmillan
#15
24.08.2024, 00:16  ✶  
— Oczywiście, że nie — żachnął się Sebastian. — Wówczas faktycznie byłbym skłonny uznać, że jest z panią coś nie tak, pani Houcourt.

W jego głosie wyczuwalna była nutka wahania, jakby zastanawiał się, czy faktycznie powinien nawiązywać do jej poprzedniej wypowiedzi. Zaraz jednak stwierdził, że mówili o całkowicie hipotetycznym scenariuszu. W takim razie kobieta nie powinna zaprzątać sobie głowy tym, czy w takowych okolicznościach zostałaby uznana za normalną, czy też skrzywioną intelektualnie! Kamień od razu spadł mu z serca.

— Poza tym, angażowanie kogoś nieprzygotowanego w rytuał, a jawne ukrywanie istotnych informacji przed innymi komórkami Ministerstwa Magii w czasie kryzysu, to dwie zupełnie inne sprawy. I tylko jedna z nich jest szalenie wręcz niesmaczna — zakończył na nieco zgryźliwej nucie.

Broń twarz. To była jedna logiczna myśl, jaka płonęła w umyśle Macmillana, gdy turlał się po podłodze, starając się odpędzić od siebie rój owadów, który zdawał się coraz śmielej sobie poczynać. Czuł, jak próbują przedrzeć się między jego palcami prosto do uszu, jak wędrowały wokół jego nosa, zastanawiając się, czy warto zajrzeć i do niego... A nawet jak próbowały wedrzeć się pod jego szaty.

Nie miał możliwości zareagować na nieoczekiwany atak Atreusa na Niewymowną, jednak parę słów Brenno przebiło się przez szum wypełniającej go paniki. To złudzenie. Czy faktycznie mogła to być prawda? Przecież to się wydawało takie prawdziwe: plaga robactwa przywiedziona do miejsca niedopełnionej kaźni tylko po to, aby przypuścić agresywny atak na obrońcę wiary w Matkę! To bez wątpienia jakieś mroczne siły próbowały ich stąd wypędzić. Tak samo, jak niektóre duchy potrafiły zastraszać niechcianych gości, żeby...

Och. Och. Sebastian zacisnął usta w cienką linię i sięgnął po omacku po swoją różdżkę, wzdrygając się, ilekroć poczuł maleńkie odnóża przesuwająca się po jego skórze. Zacisnął mocniej palce na rączce i wycelował ją w powietrze, wykonując odpowiedni ruch nadgarstkiem. Planował wykorzystać magię Rozpraszania, aby jako tako zniwelować efekty działań tutejszych zjaw. Dobry Merlinie, jakim cudem tak późno się zorientował?

(Rozproszenie) Zablokowanie efektów magii duchów x2
Rzut N 1d100 - 82
Sukces!

Rzut N 1d100 - 67
Sukces!
hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#16
24.08.2024, 01:15  ✶  
Sebastian tarzał się gdzieś z boku, przeprocesowując tym samym swoją wiedzę na temat duchów, a Brenna właśnie upadła na kolana, zdjęta przychodzącą do niej wizją. Atreus natomiast zamarł, kiedy twarz przyczepiona do sylwetki niewymownej zmieniła się, przybierając teraz surowe rysy starszej siostry, która nagle zamiast patrzeć na niego z rozczarowaniem, przybrała ten okropny wyraz, pełen niedowierzania podszytego przestrachem. Czuł, jak żołądek powoli zaczyna zwijać się w supeł, ale czuł że nie był to jego własny strach, ale łącząca go z Longbottom magia zaczynała działać mocniej - na tyle by przebić się przez nagły wybuch emocji spowodowany aktualną sytuacją.

Słyszał szept i czuł dotyk, ale kiedy jego spojrzenie przeskoczyło w bok, nikogo tam nie było. Niewidzialna siła bawiła się nimi wszystkimi, a on miał tylko nadzieję że niestabilna magia nie wybije się akurat w przypadku dopełnionego rytuału Beltane i nie doprowadzi ich tutaj do szaleństwa.

Złapał się za głowę, zaciskając mocno powieki. Nie chciał patrzeć na twarz Florence, a mimo że szept drażnił go, namawiając do złego, nie mógł ponownie unieść ręki żeby przegnać w ten sposób jego działanie. Uderzył Laurenta, ale obiecał sobie że nie zrobi tego nigdy więcej. Florence natomiast nie mógł uderzyć nigdy i gdyby to zrobił, chyba uciąłby sobie rękę która zawiniła.

- Czemu tu nic widać. Macmillan, zrób coś, żeby było je widać - syknął w stronę Sebastiana, bo to on przecież tutaj był specjalistą. Bulstrode jednak, kiedy tylko wypluł te słowa, wpadł na inny pomysł. Duchy wydawały się zdolne do okazywania emocji, a przynajmniej tak zawsze mu się wydawało, kiedy miał z nimi styczność. Dlatego szybko rozejrzał się znowu dookoła całej ich czwórki, teraz patrząc na aury. Albo raczej na to, co mogło się pokazać między nimi - coś co może zostawiłyby duchy.

percepcja na aurowidzenie
Rzut Z 1d100 - 3
Akcja nieudana

Rzut Z 1d100 - 51
Sukces!
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#17
24.08.2024, 10:13  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.08.2024, 11:13 przez Brenna Longbottom.)  
Rzuty
*
– Co tylko udowadnia, że powinien pan pozostać przy egzorcyzmach i nie wtrącać się w inne… – zaczęła jeszcze Evelyn, wciąż zacietrzewiona, ale nie zdążyła nawet dokończyć nim zaczęło się zamieszanie.
*
Owady krążyły na nim, nad nim, wokół niego, kiedy Sebastian rzucał zaklęcie. Część owadów przestała go obsiadać – może zadziałał faktycznie czar, a może tylko przyjęły inną taktykę, gdy uświadomiły sobie, że zostały odkryte. Sebastian poczuł, jak ogarnia go dotkliwy chłód, a Brenna, wciąż klęcząca obok, wyrwana z wizji, zadrżała z zimna. Stonehange zamazywało się jej przed oczyma, obraz był pozbawiony ostrości. Żołądek skręcił się nieprzyjemnie, bo wszyscy znaleźli się w niebezpieczeństwie, także Bulstrode, zwłaszcza że Niewymowna sięgnęła po różdżkę…
…choć wyraźnie tym, kto najbardziej przyciągał duchy, trudno powiedzieć, czy dlatego, że mógł je odesłać, czy z powodu krwi Trelawneyów, był właśnie Sebastian. I czy chciały go z tego powodu zniszczyć, czy może wręcz przeciwnie, liczyły, że pomoże? Tłoczyły się jednak wokół niego i Brygadzistki, zimno, jakie ich ogarniało, najlepiej o tym świadczyło. A chociaż Atreus raczej do tej pory nie mógł dostrzec aur duchów, a na pewno nie gdy były niewidzialne – aurowidzenie co do zasady działało, gdy choć trochę widziałeś to, na co chciałeś spojrzeć – tym razem… tym razem anomalia Stonehange sprawiła, że przez moment zdawało się mu, że dostrzega błyski koncentrujące się wokół leżącego Sebastiana, przy wciąż klęczącej Brennie. Błyski w kolorze gniewu i nienawiści. A może tylko się mu zdawało, albo był to odbłysk aury Evelyn, która po początkowym przerażeniu i zdumieniu zabłysła złością? Kobieta przysłaniała mu częściowo widok. Jeżeli coś było przy nim, to co najwyżej pojedyncza istota, ale nic tu nie dostrzegał.
– Odjebało ci, Bulstrode?! – wściekła się, i fałszywa twarz Florence znikła, opadła jak maska, a Niewymowna powoli dźwignęła się na nogi. Na całe szczęście dla nich wszystkich była dość ogarnięta, by zrozumieć, że to dziwne zachowanie Sebastiana i Atreusa musi być zasługą czegoś, co tutaj siedzi i ostatecznie nie zaatakowała, nie uniosła różdżki. – Macmillan! Co mamy robić, żeby pomóc ci je egzorcyzmować?!
Machnęła różdżką, usiłując stworzyć tarczę.
Rzut 1d100 - 13

Nic się jednak nie stało.
Oddech Brenny zamienił się w parę, gdy usiadła powoli, sięgając po własną różdżkę.
Sebstian mrugnął.
Zdawało się mu, że coś zamraża jego serce.
Limbo. Umiejętność Trelawneyów, pozwalająca dostrzec zaświaty? Czy złudzenie, znów wywołane przez duchy? Przez chwilę Stonehange zniekształciło się przed jego oczyma, zmieniło się, ale nie mógł się tym zmianom przyjrzeć: pole jego widzenia zajmował duch, pewnie jeden z kilku, mężczyzna, którego nadgarstki, szyja, ubranie, były pokryte srebrzystymi plamami krwi. Jedna z tych dłoni zagłębiała się w klatce piersiowej Sebastiana.
Było mu tak zimno…
Brenna uniosła różdżkę. Też wyczuwała ten chłód. Nie miała pojęcia, jak walczy się z duchami – czy w ogóle da się z nimi walczyć – ale poruszyła drżącą z zimna dłonią, próbując wyczarować strumień gorącego powietrza. Nie pozwolić im przemarznąć tak, że nie będą mogli działać.
kształtowanie, ciepłe powietrze
Rzut W 1d100 - 10
Akcja nieudana

Rzut W 1d100 - 28
Slaby sukces...

efekt anomalii
Rzut 1d2 - 1


Drżąca ręka nie była w stanie poprawnie wykonać całego gestu - Sebastiana owinęło ciepło, które nadleciało od strony Brenny, przynosząc odrobinę ulgi, ale chłód duchów wciąż był bardziej dotkliwy. Zaklęcie nie było na tyle udane, by sama Brenna mogła odczuć różnicę.
Tymczasem ktoś, zataczając się, wszedł w obszar kręgu kamieni. Jego aura szalała, rozbłyskując całą paletą negatywnych emocji.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Pan Egzorcysta
here lies the abyss,
the well of all souls

wiek
34
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
kapłan kowenu | egzorcysta ministerstwa magii
ciemnobrązowe oczy; rozszczep tęczówki prawego oka (źrenica w kształcie dziurki od klucza); czarne włosy; przeciętny wzrost 173 cm; zimne dłonie; często ubrany cieplej niż sugeruje pogoda; okulary do czytania; srebrny łańcuszek z sygnetem na szyi (w oczku znajduje się zasuszony kwiat z rodzinnego ogrodu); niespieszny chód; cichy, nieco niewyraźny głos

Sebastian Macmillan
#18
24.08.2024, 14:41  ✶  
— Musicie... rozproszyć... magię — wystękał w stronę Niewymownej przez zaciśnięte zęby. Chociaż zdołał zidentyfikować, że owady były jedynie omamami wywołanymi przez duchy, tak wydawały się dla niego aż nazbyt realne. To było jak natknięcie się na bogina po uchyleniu przypadkowej szafki na strychu. — I s-stworzyć b-barierę c-cieplną.

Skłamał. Bariery nie były wymagane, a stanowiły raczej jego osobiste preferencje. Wątpił jednak, aby którekolwiek z nich wzgardziło tę sugestią. Znał Limbo. Może nie miał przyjemności odwiedzenia ich w ten sam sposób, jak zrobili to Zimni, ale dalej miał wiedzę na temat wymiaru umarłych przeznaczoną wyłącznie rodzinie Trelawney. Przeskoki, jakich doświadczali jego krewni, były przerażające, intensywne i niespodziewane, ale rzadko kiedy niosły ze sobą tak przenikliwie zimno. To była raczej cecha wrodzona błąkających się po świecie zjaw, które odrzuciły możliwość przejścia na drugą stronę.

Duża liczba duchów albo... Wyciek z Limbo?, gdybał bezgłośnie Sebastian, próbując dźwignąć się niezgrabnie na nogi, jednak zamiast tego wylądował na kolanach. Niektóre miejsca nawiedzone przez duże ilości duchów miewały problemy z wahaniami temperatur. Niematerialne zjawy miały to do siebie, że naturalnie wychładzały dane miejsce, a jeśli naprawdę im na tym zależało, to potrafiły nawet manipulować tym efektem, na przykład po to, aby wypędzić niechcianych gości. Ale żeby osiągnąć taki efekt, musiało ich tutaj być naprawdę dużo.

— Isobell, c-coś ty n-narobiła — wymamrotał, czując, że jego zęby zaczynają powoli szczękać o siebie nawzajem, a chłód zaczyna sięgać coraz głębiej i głębiej.

Kątem oka widział próby reszty swych towarzyszy, którzy próbowali coś zrobić z nagłą interwencją ze strony tutejszych zjaw. Nie podobało mu się to, jak słabo im z tym szło. Martwiło go to. To nie było pierwsze ''rodeo'' Brenny Longbottom, po dotychczasowych spotkaniach z duchami powinno jej z tym lepiej iść, a Niewymowna... Cóż, udowodniła, że jedyne, w czym była dobra to w słowach. Wszystko na naszej głowie, Matko, pomyślał, po czym pochylił się do przodu, aby zaraz przyłożyć czoło do podłoża.

O Pani Księżyca, ty, która władasz darami natury, wysłuchaj mych pokornych próśb. W ciemności ukryte, niewidzialne duchy, których istnienie tylko w twoim świetle odczuwamy, prosimy o objawienie się. Niech twoja łaska oświetli ich istnienie. Pozwól nam stać się świadkami ich obecności. W imię twych dekretów stworzenia otwórz nasze oczy na to, co pozostaje w świecie niewidzialnym, modlił się Macmillan, jakby wstawiennictwo Matki mogło w tym momencie jakkolwiek amplifikować ich starania.

Każde słowo kształtowane w jego głowie stawało się coraz trudniejsze do uformowania, aż nagle doświadczył przeskoku. Przynajmniej częściowego, bo chociaż nie dane mu było zobaczyć okolicy w ''wymarłym'' wydaniu, tak aż nazbyt dobrze widział znajdującą się tuż obok niego sylwetkę ducha, który... Grzebał mu w klatce piersiowej. Chciał odskoczyć, odsunąć się, jednak zamiast tego... Sięgnął po różdżkę i ''wbił ją'' w bezcielesne, raz jeszcze sięgając po magię Rozpraszającą. Pragnął w ten sposób zerwać z ducha i jego potencjalnych towarzyszy ich niewidzialne płaszcze i zmusić je do objawienia się w innej postaci, jakie mogły przyjąć w królestwie żywych.

(Rozproszenie) Ujawnienie duchów w Stonehenge x2
Rzut N 1d100 - 27
Akcja nieudana

Rzut N 1d100 - 95
Sukces!

(Anomalie w Stonehenge, bo wcześniej zapomniałem XD) 1 = wynik zgodny z losowaniem, 2 = +10 do rzutu
Rzut 1d2 - 1
hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#19
24.08.2024, 15:23  ✶  
Aury mignęły i miał wrażenie, że gdzieś pod kolorami tańczącymi dookoła niewymownej, Brenny czy Sebastiana, zauważył rozbłyski gniewu i nienawiści. Zajebiście, szczególnie że koncentrowały się wokół ich specjalisty od duchów. Zignorował pełne pretensji pytanie kobiety, z pewną złośliwością licząc na to, że skoro jest taka mądra to sobie zaraz kropki sama połączy i się zamknie, a może nawet jakkolwiek pomoże.

Atreus wreszcie sięgnął po różdżkę, czując jak temperatura spada i spada. Wcześniej nie zwrócił na zbyt dużej uwagi, ot robiło się chłodniej, a jemu niezbyt to przeszkadzało. On już był w limbo i teraz nosił w sobie jakieś jego wspomnienie, na tyle silne by wciąż mógł nie szczękać zębami. Ale kiedy usłyszał jak zaczyna to robić Sebastian i Brenna, przypomniał sobie że oni mogą mieć z tym faktyczny problem. Tym bardziej że jeszcze parę chwil temu Macmillan powiedział im, że zbyt dużo duchów może ich zwyczajnie wyziębić.

Sam opadł na kolana obok Brenny, przyklękując przy niej, bo więź ciągnęła i napinała się, nieprzyjemnie informując o otaczającym ich zagrożeniu. Obrzucił ją pobieżnym spojrzeniem, jakby chcąc się upewnić że nic jej nie jest - nic ponad to co działo się dookoła nich, a potem machnął swoją własną różdżką, decydując się rzucić tylko jedno z wymienionych przez egzorcystę zaklęć; to które stworzyłoby dookoła nich bańkę ciepłego powietrza, nie pozwalając im się w tym momencie wyziębić.

Bulstrode mógł dokładnie powiedzieć Sebastianowi co zrobiła Isobell, ale w tym momencie nie było na to wszystko czasu. I nawet nie chodziło o to, że by ją zwyzywał, mimo ze szczerze miał na to ochotę. Wiedział jednak, że zasłona została rozdarta i teraz powiewała sobie ochoczo, bo ktoś odmówił zszycia jej i doprowadzenia do porządku, unosząc się czym właściwie? Małostkowością i arogancją?

- Houcourt, w kręgu kamieni! - rzucił ostro do niewymownej, licząc na to że zrozumie i zanteresuje się tym co tam się działo, a co mrugnęło mu przed oczami. Aura zmierzającej do nich osoby wiła się od wszelkich negatywnych emocji i co teraz przyszło mu do głowy, że może oprócz duchów mieli tu jeszcze do czynienia z opętaniem.

kształtowanie żeby stworzyć dookoła nas bańkę ciepłego powietrza
Rzut PO 1d100 - 25
Akcja nieudana

Rzut PO 1d100 - 100
Krytyczny sukces!

anomalie stonehenge
Rzut 1d2 - 2
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#20
24.08.2024, 15:55  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.08.2024, 15:56 przez Brenna Longbottom.)  
Absolutnie oszałamiającyXD pojedynek Eve i koleżki
Wokół Sebastiana i Brenny powietrze zamigotało i wszyscy dostrzegli półprzezroczyste sylwetki duchów – być może jego czar przyniósł jakiś efekt, a może te same postanowiły się ujawnić. Było ich kilka, wszystkie w prostych szatach czarodziejów, których krój wskazywałby na to, że umarli bardzo, bardzo dawno temu. Ich ubrania poplamione były krwią, twarze wykrzywiały się w szaleństwie i wściekłości. Byli tu mężczyźni, kobiety, a nawet drobniejsza sylwetka kogoś, kto musiał tu zginąć może nie jako małe dziecko, ale na pewno przed osiągnięciem dorosłości. Brenna być może mogłaby odpowiedzieć na pytanie Macmillana, skąd się tu wzięli: byli ofiarami, złożonymi tutaj w rytuale, który nie przebiegł tak jak powinien. I który chyba w jakiś sposób skaził to miejsce, uwięził ich, a działa dopełniła Isobell. Gdy umarli cisnęli się wokół niej, znów wzrok rozmazał się i przez chwilę nie widziała duchów, Macmillana, dopadającego do nich Atreusa: tylko wybuch błękitnego światła i rozpryskujący się na fragmenty kamień. Ale nie było na to czasu, nawet gdyby chciała się Sebastianowi do wizji przyznać.
Uniosła głowę na aurora: jego twarz rozmazywała się przed oczyma, słabo widoczna, ale Brenna odetchnęła z ulgą, bo gdy rzucił się przez Evelyn też w pierwszej chwili pomyślała o opętaniu, choć to nie było Samhain, Beltane ani nawet Litha. Wciąż jednak pozostał sobą.
Czar Atreusa owinął ich ciepłym powiewem.
Magia miała tu działać dziwnie i stali się świadkami właśnie takiej anomalii. Zaklęcie, i tak potężne, nie tylko sprawiło, że temperatura się podniosła, że szron, który zaczął osadzać się na trawie, stopniał natychmiast, ale ciała Sebastiana i Brenny natychmiast napełniło ciepło. Na skórze odczuwał je nawet Atreus, chociaż nawet taka moc nie mogła wyplenić wewnętrznego zimna z jego ciała. Na brzegach kopuły zaiskrzyła czerwień, a duchy z jakichś powodów cofnęły się nagle, poza jej krawędź. Czary nie wyrządzały krzywdy tym, którzy nie mieli ciała – nawet Sebastian nie był więc pewny, dlaczego zareagowały w taki sposób.
Brenna odetchnęła, gdy chłód przeminął, a dłoń pewniej zacisnęła się na różdżce. Za tę pomoc podziękuje później.
– Świece? Amulety? Krąg? Czego potrzebujesz? – syknęła Brenna do Macmillana. Wysłano go na misję egzorcysty, na pewno miał przy sobie potrzebne rzeczy, a mogli pomóc je rozstawić.
– Zniszczyć… to miejsce trzeba zniszczyć… – jęczał wywoływacz duchów, który się ku nim zbliżał. Nie był chyba opętany: nawet uszkodzona w Beltane zasłona, której nie naprawiono w pełni w Lithę, nie wystarczyła. Ale duchy wpłynęły na niego, gdy usiłował się z nimi skomunikować. Wyciągnął różdżkę i wycelował ją w stronę ołtarza, ale anomalia nie wzmocniła jego czaru – Evelyn nawet pośpiesznie rzuconą, niezbyt silną tarczą, zdołała odbić ten płomień, który wyczarował.

Pod edycję, kształtowanie od Bren
Rzut W 1d100 - 85
Sukces!

Rzut W 1d100 - 29
Slaby sukces...

Rzut 1d2 - 1


Brenna wycelowała w mężczyznę - i w powietrzu zalśniły sznury, które skrępowały go i sprawiły, że potknął się i upadł na ziemię, nim zdążył rzucić kolejne zaklęcie.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Atreus Bulstrode (4201), Brenna Longbottom (6410), Rowena Ravenclaw (229), Sebastian Macmillan (5375)


Strony (4): « Wstecz 1 2 3 4 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa