24.08.2024, 17:33 ✶
Dlaczego to zawsze jestem ja?, pomyślał ze zgrozą Sebastian, przyglądając się, jak splecione ze sobą zaklęcie odcinają ich jednocześnie od duchów, jak i zmuszają je do przyjęcia nowej formy. Wzrok mężczyzny mimowolnie powędrował do szat poszczególnych zjaw. Nie rozpoznawał w nich tradycyjnych uniformów kowenu czy Ministerstwa Magii. To nie były współczesne duchy, co z jednej strony powinno go cieszyć, bo sugerowało, że w ubiegłych latach czy dekadach nie dochodziło do podobnych incydentów, jak ten z Isobell, ale z drugiej... Tyle lat i nikt niczego nie zauważył? W sumie, jeśli ich obecność tutaj miała coś do czynienia z rytuałem ku czci Matki, to może i tutaj doszło do uchylenia przejścia do Limbo?
Jak wiele bólu i nienawiści musiało się kryć w tych zapomnianych duszach, skoro szukali sprawiedliwości po tylu latach? Egzorcysta przeżegnał się parokrotnie, mamrocząc pod nosem słowa modlitwy ochronnej. Czy przeszłość Stonehenge była kolejną informacją, jaka była dostępna tylko i wyłącznie dla najwyższych stopniem reprezentantów kowenu Whitecroft? Miał ochotę kląć, modlić się i szukać jakiegokolwiek kozła ofiarnego, jednak... Nie mógł zrobić żadnej z tych rzeczy. Utknęli tutaj, a ich wiedza i powiązania z tym wypadkiem narzucały im poniekąd obowiązek wyjaśnienia tej sprawy. I dopięcia jej do końca w możliwie najłagodniejszy sposób.
— To zależy, co wy chcecie z nimi zrobić. Zacznij od wyczarowania ogników w powietrzu — sapnął rozdygotanym głosem, przesuwając się coraz bliżej środka bariery utworzonej wokół kręgu menhirów. — Mogę spróbować ich wszystkich zamknąć w jednym naczyniu, ale to będzie tylko tymczasowe rozwiązanie.
Standardowy pojemnik na niematerialne zjawy nie miał takiej samej pojemności czy wytrzymałości, jaką cechowały się potężniejsze artefakty pokroju znalezionej przez Brennę i Patricka kryształowej czaszki. Wolał też nawet nie myśleć o tym, jak przerwany rytuał Isobell wpłynie na magię egzorcyzmów. Westchnął cicho, czując, jak ciepło czarów Atreusa rozchodzi się po jego ciele, zastępując trupi chłód sprowadzony przez jedną ze zjaw.
— Możemy spróbować je odpędzić, ale to nie naprawi w żaden sposób Stonehenge. A on... — zaczął i wskazał ruchem dłoni na wywoływacza, który właśnie zaczął ciskać zaklęciami w stronę ołtarza.
Macmillan podskoczył w miejscu, jednak wtedy do akcji wkroczyła Niewymowna i wykonała jedno z bardziej logicznych posunięć, na jakie było jej stać - postawiła tarcze w obronie ołtarza. Dzięki bogom, pomyślał, wypuszczając powietrze z ust. Chwilę później do akcji wkroczyła Brenna, pętając mężczyznę przy użyciu błyszczących sznurów.
— A on ma problem. To raczej nie jest opętanie. Jeszcze. Bardziej... Służy za przekaźnik. Jednego z nich — wycelował palcem w kryjące się za barierą dusze. — Czy kiedy to przyszliście miał ze sobą jakiś przedmiot? Coś związanego ze Stonehenge? — Wlepił wyczekujące spojrzenie w Evelyn. Kto wie, co kryło się w magazynach Departamentu Tajemnic. — Jeśli nie, to najwidoczniej połączył się z duchem bez obiektu powiązanego z ich esencją życiową. Albo same się do niego dopchały. Nierozsądne.
Skrzywił się, a jęki wywoływacza dźwięczały mu w uszach. Te duchy nie miały pojęcia, o co proszą.
— Nie podoba mi się to, że chcą zniszczyć ołtarz — przyznał bez bicia, obracając niepewnie różdżkę w dłoniach. Bariera wzniesiona przez Bulstrode'a zapewniła im chwilę oddechu na zdecydowanie się na kolejny krok.
Nie miał okazji rozmówić się z Isobell, nie rozumiał więc do końca jej planów, jak i tego, co chciała dokładnie osiągnąć. Bazował na domysłach zestawionych z oficjalnymi informacjami i szczątkowymi wiadomościami z kwatery głównej kowenu. A jednak czego by nie zrobiła... Zniszczenie ołtarza Stonehenge wydawało mu się absolutnie fatalnym pomysłem. Zwłaszcza jeśli chciała tego cała armia obcych duchów naładowanych negatywną energię.
Jak wiele bólu i nienawiści musiało się kryć w tych zapomnianych duszach, skoro szukali sprawiedliwości po tylu latach? Egzorcysta przeżegnał się parokrotnie, mamrocząc pod nosem słowa modlitwy ochronnej. Czy przeszłość Stonehenge była kolejną informacją, jaka była dostępna tylko i wyłącznie dla najwyższych stopniem reprezentantów kowenu Whitecroft? Miał ochotę kląć, modlić się i szukać jakiegokolwiek kozła ofiarnego, jednak... Nie mógł zrobić żadnej z tych rzeczy. Utknęli tutaj, a ich wiedza i powiązania z tym wypadkiem narzucały im poniekąd obowiązek wyjaśnienia tej sprawy. I dopięcia jej do końca w możliwie najłagodniejszy sposób.
— To zależy, co wy chcecie z nimi zrobić. Zacznij od wyczarowania ogników w powietrzu — sapnął rozdygotanym głosem, przesuwając się coraz bliżej środka bariery utworzonej wokół kręgu menhirów. — Mogę spróbować ich wszystkich zamknąć w jednym naczyniu, ale to będzie tylko tymczasowe rozwiązanie.
Standardowy pojemnik na niematerialne zjawy nie miał takiej samej pojemności czy wytrzymałości, jaką cechowały się potężniejsze artefakty pokroju znalezionej przez Brennę i Patricka kryształowej czaszki. Wolał też nawet nie myśleć o tym, jak przerwany rytuał Isobell wpłynie na magię egzorcyzmów. Westchnął cicho, czując, jak ciepło czarów Atreusa rozchodzi się po jego ciele, zastępując trupi chłód sprowadzony przez jedną ze zjaw.
— Możemy spróbować je odpędzić, ale to nie naprawi w żaden sposób Stonehenge. A on... — zaczął i wskazał ruchem dłoni na wywoływacza, który właśnie zaczął ciskać zaklęciami w stronę ołtarza.
Macmillan podskoczył w miejscu, jednak wtedy do akcji wkroczyła Niewymowna i wykonała jedno z bardziej logicznych posunięć, na jakie było jej stać - postawiła tarcze w obronie ołtarza. Dzięki bogom, pomyślał, wypuszczając powietrze z ust. Chwilę później do akcji wkroczyła Brenna, pętając mężczyznę przy użyciu błyszczących sznurów.
— A on ma problem. To raczej nie jest opętanie. Jeszcze. Bardziej... Służy za przekaźnik. Jednego z nich — wycelował palcem w kryjące się za barierą dusze. — Czy kiedy to przyszliście miał ze sobą jakiś przedmiot? Coś związanego ze Stonehenge? — Wlepił wyczekujące spojrzenie w Evelyn. Kto wie, co kryło się w magazynach Departamentu Tajemnic. — Jeśli nie, to najwidoczniej połączył się z duchem bez obiektu powiązanego z ich esencją życiową. Albo same się do niego dopchały. Nierozsądne.
Skrzywił się, a jęki wywoływacza dźwięczały mu w uszach. Te duchy nie miały pojęcia, o co proszą.
— Nie podoba mi się to, że chcą zniszczyć ołtarz — przyznał bez bicia, obracając niepewnie różdżkę w dłoniach. Bariera wzniesiona przez Bulstrode'a zapewniła im chwilę oddechu na zdecydowanie się na kolejny krok.
Nie miał okazji rozmówić się z Isobell, nie rozumiał więc do końca jej planów, jak i tego, co chciała dokładnie osiągnąć. Bazował na domysłach zestawionych z oficjalnymi informacjami i szczątkowymi wiadomościami z kwatery głównej kowenu. A jednak czego by nie zrobiła... Zniszczenie ołtarza Stonehenge wydawało mu się absolutnie fatalnym pomysłem. Zwłaszcza jeśli chciała tego cała armia obcych duchów naładowanych negatywną energię.