• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 … 9 Dalej »
[14.08.72] Dzień dobry, czy ma pan czas by porozmawiać o naszej Ministrze Magii?

[14.08.72] Dzień dobry, czy ma pan czas by porozmawiać o naszej Ministrze Magii?
Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#1
13.07.2024, 21:41  ✶  
Tego popołudnia, Basilius musiał dosłownie załatwić coś na chwilę na Pokątnej, a potem po prostu zamierzał wrócić do domu i zająć się swoimi sprawami, zwłaszcza że po ostatnim feralnyn locie na miotle wciąż był trochę poobijany, chociaż Florence poskładała go naprawdę sprawnie. Patrząc jednak na to, jak bardzo pechowy mógł być dla niego tamten upadek, to fakt, że Prewetta obecnie bolała jedynie kostka, gdy za długo chodził, a na czole dalej widniał mu spory siniak, to chyba i tak nie powinien szczególnie narzekać.
Akurat wychodził ze sklepu, w ktorym kupił kilka składników na potrzebne mu eliksiry, przy nieco bardziej opustoszałej części ulicy, gdy kilka metrów dalej zobaczył doskonale mu znaną jasną czuprynę.
Uśmiechnął się i ruszył w tamtym kierunku, ciesząc się, że w końcu widzi w te lato kuzyna w stanie innym niż ranny, lub umierający.
Prewett szybko jednak zobaczył też czemu przed sklepem było jakoś mniej ludzi – w pobliżu stała grupka starych czarodziejów, wszyscy ubrani w podobne czerwone szaty, które swoją barwą korespondowały z emocjami w okół toczącej się dyskusji. Zdecydowanie nie było ich tu jeszcze dziesięć minut temu. Prewett jeszcze nie do końca wiedział o czym dokładnie rozmawiali, ale udało mu się wychwycić nazwisko ich obecnej Ministry Magii i ozdobionych kilkoma obelgami.
Nie, nie będzie się w to angażował.
Szybko podszedł do kuzyna, próbując ignorować coraz to bardziej poirytowanych czarodziejów.
– Hej. Wszystko dobrze? – zadał to pytanie niemal odruchowo, chociaż przecież Laurent nie wyglądał, jakby miał zaraz umrzeć.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#2
19.07.2024, 22:09  ✶  

Kłopotów miał po pachy i wcale nie potrzebował ich więcej. Po pachy... on przecież w nich tonął. W negatywach, nawet mimo tego, jak wiele osób gotowych było mu pomóc, ilu chciało go chronić. Ile osób życzyło mu dobrze. Te kłopoty - szukał ich sam, bo przecież pakował się w sytuacje, w które wchodzić nie powinien. Jeśli się w nie nie pakował - znajdowały go same. Toczona kula porażek była spuszczona z górki - nie dziwiło, że nabierała rozpędu i stawała się coraz większa. Dziwiło prędzej to, że tak długo udawało się utrzymać pomimo tego, jaka duża i ciężka się stawała.

Te kłopoty zazwyczaj miały ludzkie oblicze. Fatum. Florence nazwała to Fatum i Laurenta aż dziwiło, że nie dojrzał jeszcze Omena - czarnego psa, który zwiastował śmierć. Może ta zwyczajnie nie była mu pisana..? Niektórzy w ramionach kostuchny dopatrywali się sprawiedliwości i ukojenia, ale Laurent chciał żyć. Mógł oddychać ciężko, ale nie chciał zostawiać za sobą tego, co ma do zaoferowania ten świat. Swojej rodziny i swoich przyjaciół. Chciał co najwyżej zostawić takich ludzi, jak ci zebrani na Pokątnej - dysputanci na temat tego, jak jest i jak powinno być. Jak jest w ich własnym świecie i jak mogłoby być, gdyby tylko ich wspaniałe dewizy i prawdy życiowe weszły w rachunek tego świata. Dodaliby kolejną jedynkę do 1 + 1 i nadal mówiliby, że wychodzi z tego dwa. Laurent nie był specjalistą od matematyki, mimo to na liczbach się znał. Rozumiał więc też doskonale, że takich jak oni się omijało. Chciał się prześlizgnąć, skoro już blokowali drogę swoją żarliwą dyskusją. Doskonałe porównanie - emocje czerwone jak ogień, ogień jak ten duch, który płonął ich żarliwymi wyznaniami. Wystarczy kropla oliwy i gotowi byli buchnąć, poparzyć swoim żarem. Laurent się do tego nie nadawał - związany był w końcu z morzem, a według pewnego mądrego astrologa jego żywiołem było powietrze. To, co potrafiło zasilać ogień. I to, co mogłoby go gasić... ach, więc czy na pewno się nie nadawał?

Sęk w tym, że nie chciał. Zgrywać znów tego mediatora, żeby innym było lepiej i żeby siłą przyjaźni i miłości zmienić ten świat! Marzyć sobie mógł, czasami te marzenia za mocno go ponosiły. Czasem w nich błądził - to nie było to "czasem". To nie był dzień błądzenia. To był dzień, w którym głowa mówiła, żeby kłopotów unikać. I unikać ich chciał. Chciał się przesunąć tak, żeby nie wejść im w drogę, ale myśl o przeciskanie się... myśl o przeciskaniu się została przerwana przez znajomy głos. Z zaskoczeniem odwrócił się w stronę Basiliusa.

- Dzień dobry... - Niby nie powinno być takie szokujące, że na siebie wpadli, szczególnie w obliczu tego, że ta zbieranina zwracała na siebie uwagę. A jednak go zaskoczył. Uśmiechnął się delikatnie do kuzyna. - Nie, nie, nic mi się nie... - stało. Dokładnie to chciał powiedzieć, kiedy jeden z mężczyzn na nich wpadł - siła, z jaką został popchnięty została przeniesiona na nich. Laurent upadł, odruchowo podpierając się rękoma o chodnik

- Co się kurwa gapicie?! Co, pewnie też myślisz, że Jenkins to szlama?! - Laurent nawet nie bardzo wiedział, czy ten krzyczący mówi teraz do niego, do Basiliusa, czy może do kogoś, kto stał obok. Nie chciał zadzierać głowy do góry i czuć się gorszy - w pierwszej chwili i tak był za bardzo zajęty użalaniem się nad swoją obolałą miednicą i piekącą skórą dłoni.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#3
03.08.2024, 03:18  ✶  
Basilius naprawdę ostatnim czego teraz potrzebował były kłopoty zafundowane przez grupkę starszych facetów, którzy nie mieli się czym w życiu ekscytować. Może jeszcze gdyby był sam odpowiedziałby coś więcej, ale naprawdę nie chciał, by jakkolwiek dotknęło to Laurenta, a jednak w momencie gdy jeden z tych czarodziejów wpadł na jego kuzyna, a gdy zobaczył, że go przewrócił jeszcze tylko na niego dodatkowo nakrzyczał, coś w Prewetcie zaczęło pękać. Na jego kuzynów się nie krzyczało, chyba że akurat sobie na to zasłużyli.
Zachciało się starym dziadom rozmawiać o pochodzeniu ich Ministry Magii, jakby kurwa nie mieli czegoś lepszego w swoim życiu do roboty. Albo chociaż, jak już musieli rozmawiać o politycez to nie mogli się czepiać czegokolwiek innego, na przykład jak ich Ministerstwo nie było efektowne w walce że Śmierciożercami? A nie, bo trzeba przecież było wszystko sprowadzać do pochodzenia, a potem przewracać Laurenta! Dyskusja i zachowanie na poziomie!
– Gapimy się bo go przewróciłeś¡ – rzucił zirytowany w stronę mężczyzny, a potem przykucnął obok Laurenta, nieco się krzywiąc ze względu na wciąż obolałą kostkę, aby upewnić się czy kuzynowi nic się nie stało. – Cały jesteś? Jak dłonie?
– Oh co tak ostro od razu! – oburzył się kolejny mężczyzna, najwyraźniej stając w obronie swojego rozmówcy. – Czyżby poruszył jakieś wrażliwe struny? Co, ma się ołtarzyk Jenkins, tej szlamy, w domu?
– Ona nie jest szlamą!
Sami się nakręcają – przeszło przez myśl Basiliusowi, wciaz próbując ich ignorować. Pewnie zaraz się zmęczą i pójdą kłócić z kimś innym. Naprawdę nie planował dyskutować i tym z kimś takim.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#4
08.08.2024, 10:47  ✶  

Kłopoty miały to do siebie, że zazwyczaj były poszukiwane aktywnie, a innym razem odszukiwały cię same - i świetnie sobie z tym radziły. Zaciskały swoje szpony i palce na gardle, na ramionach, aż brakowało ci tchu, aż nie miałeś co z tym zrobić i co zrobić z sobą samym. Raz gruchotały kostkę, innym razem próbowały zgiąć kolana. Już miały w swoim posiadaniu Basiliusa - nie było potrzeba im wiele, żeby spróbować zamienić jego życie w coś bardzo, bardzo niespokojnego... I cóż, ich to wina? Wielka wina, za którą klepiesz się po piersi. Dobrze wypiera się oczywistość z głowy, zaprzecza, że nie jesteś za coś odpowiedzialny. Więc? Jak to było z tobą, drogi kuzynie? Szukasz tych kłopotów, czy może jesteś jedynie ich ofiarą? Chcesz bardzo trzymać się spokoju, czy może jednak brniesz w te muliste ziemię, żeby odnaleźć tam coś ludzkiego, głębszego, empirycznego?

Empiryzmu nie było w tej chwili. Nie było go tu i teraz. Był za to gwałt na człowieku - mentalny i fizyczny. Popchnięty mężczyzna wpadła i na Basiliusa, przydepnął jego but, ale już swoje hamowanie miał. Ktoś z tyłu zrobił nieuważny krok, nieprzyjemnie przekroczona strefa komfortu z ludzkim ciałem było czymś, z czym Basilius się aktualnie mierzył i niekoniecznie miał wybór pozostania w tej strefie bezpiecznej i człowieka godnej. Mało wszak i godności było w "wydarzeniach" takich jak to.

- Przekleństwa i oskarżenia. - Kpina, tak i kpiący śmiech, rozbrzmiał zza pleców napastnika. - Na tyle cię stać, co, Avery? - Mężczyzna, który przed momentem krzyczał do Laurenta i Basiliusa odwrócił się do nich plecami. Furię można było zasilać na wiele sposobów, bo czy można jeszcze nazywać gniewem to, co płonęło w oczach mężczyzny, do którego zwrócono się "Avery"? Laurentowi to było w tym punkcie wszystko jedno. Mimo jego niechęci do przemocy, mimo to, jak nie znosił kłótni ludzi, jakie obrzydzenie czuł do tej nienawiści międzyrasowej - wszystko jedno. Zamiast patrzeć na mężczyzn w tym ugrupowaniu to jego wzrok z własnych dłoni przeniósł się na Basiliusa. Jakie szczęście... Jak dobrze, że Basilius tu był. Chyba sama Matka go zesłała.

- Bolą. - Podniósł te dłonie - nawet nie było za bardzo zdartej skóry, więc lekarz mógł być spokojny. - Dziękuję... - Mówił to z uczuciem wstydu, że w ogóle zawracał Basiliusowi w tym momencie głowę, a jednocześnie ciesząc się, że w ogóle jest i nie wylądował w te sytuacji samemu. Podniósł się powoli z pomocą kuzyna i zaczął otrzepywać swoje ubranie.

- Jak nie szlamą, to szlamojebcą. - Zadrwił inny mężczyzna patrząc na pełną wściekłości reakcję Averyego.

- Zero kultury na tych ulicach... gdzie są brygadziści? - Zabrzmiał głos starszej kobiety za plecami Prewettów. Kobieta dobrze po pięćdziesiątce rozglądała się po Pokątnej, jakby szukała tutaj realnej pomocy. Laurent jakoś odruchowo powtórzył jej ruch, ale żadnego brygadzisty nie było akurat widać. Szkoda - przydałby się.

- Ta dyskusja na początku miała lepszy smak. - Zapewnił Prewettów jeden z mężczyzn, który ewidentnie brał udział w tej "debacie", a teraz spoglądał na nich przepraszająco. Laurent niby zdawał sobie sprawę z tego, że ten do nich mówi, ale był za bardzo zajęty próbą doprowadzenia swojego odzienia do porządku.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#5
20.08.2024, 03:02  ✶  
Basilius obrzucił zaaferowanych czarodziejów wściekły spojrzeniem. Nie dość, że gadali od rzeczy i wpadali na Laurenta, to jeszcze któryś z nich nadepnął mu akurat na stopę tej nogi, której kostka wciąż nieco przeżywała ostatni bolesny upadek z miotły. Prewett jednak, poza skrzywieniem się, kontynuował zerkanie na wszystkich spode łba przy jednoczesnym upewnianiu się, że jego kuzyn dalej żył i próbował ignorować, że kolejna osoba właśnie na niego wpadła. Świetna dyskusja polityczna, nie ma co! Grunt to sprowadzić wszystko do pochodzenia i ignorować poważniejsze problemy ze strony rządzących tym krajem czarodziejów i czarownic. Naprawdę, dać takim listę wszystkich naglących problemów w Wielkiej Brytanii, to się jeszcze spytają z jakiej rodziny był sprzedawca papieru, na którym została napisana.
Dalej jednak nie zamierzał mówić tego nikomu ze zgromadzonych w twarz. Nawet jeśli Basilius miał swoje własne poglądy i nie miał szczególnego problemu z wyrażaniem ich, gdy była taka potrzeba, tak teraz dodałoby to tylko do chaosu, a on przecież chciał jak najszybciej zniknąć z tego miejsca wraz z Laurentem i mieć święty spokój. Ministra Magii musiała poczekać, bo jednak kuzyn był ważniejszy. I oczywiście, gdyby ktoś zapytał o to Basiliusa, powiedziałby że szalenie ceni sobie spokój i absolutnie woli się trzymać z daleka od jakichkolwiek kłopotów. Dlatego tak bardzo chciał już stąd sobie pójść. Tak było rozsądniej.
Ktoś zaczął coś krzyczeć do jakiegoś Avery'ego, a jakiś Avery zaczął mu dość niepochlebnie odpowiadać, ale Basilius był akurat zbyt zajęty wyszukiwaniem potencjalnych urazów u kuzyna, aby słuchać kolejnego bredzenia, które płynęło z ust tutaj zgromadzonych.
– Będziesz żył – powiedział, posyłając drugiemu Prewettowi szybki uśmiech, gdy zobaczył że jego dłonie w rzeczywistości były całe i szybko pomógł mu się podnieść, trochę licząc na to, że do tego czasu rozkrzyczane towarzystwo z kółka beznadziejnych dyskusji politycznych już przeniesie się gdzieś indziej. Nie przeniosło się.
– A co? A myśli pani, że szlamy u władzy pamiętają o czymś takim, jak zapewnienie patroli na ulicy!? – odkrzyknął jednej z czarodziejów w odpowiedzi na oburzeniem starszej kobiety, która oczywiście od razu coś zaczęła krzyczeć, a jeszcze kolejna osoba znowu rzuciła coś o szlamojebcy na co Avery (przynajmniej tego Basilius już zaczął kojarzyć) odburknął coś o tym, że matka jego dyskutanta pewnie była w połowie skrzatką domową i już po chwili koledzy musieli tych panów rozdzielać, a do Basiliusa dotarło, że powoli się gubił w tej całej kłótni i kto tak właściwie obrażał się za co. A mógł zostać w domu i wysłać któreś z rodzeństwa po zakupy.
– Hm, nie wątpię – mruknął Prewett, wciąż zerkając kontrolnie na kuzyna, gdy jeden ze starszych czarodziejów, zaczął ich przepraszać, bo może I zdawał sobie sprawę z tego, że takie awantury często zaczynają się całkiem cywilizowanie, ale był za bardzo zirytowany, aby odpowiedzieć z większym rozumieniem. – To co się stało, że aż zaczęliście wpadać na ludzi i ich przewracać? – spytał jeszcze, a potem skierował spojrzenie ku Laurentowie. – Chyba powinniśmy stąd iść.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#6
24.08.2024, 21:38  ✶  

- Ktoś ustalił, że nasza Minister Magii jest mugolką, ktoś się z tym nie zgodził, nie brakowało "wielkich myśli", że Śmierciożercy słusznie robią porządek... szkoda słów. - Mężczyzna pokręcił głową. - Polecam. Ja zamierzam zrobić to samo. - Co prawda Basilius mówił już do Laurenta, ale nieznajomy dodał to od siebie. Rzeczywiście wycofał się i zniknął w tłumie, a Laurent tylko pobieżnie się za nim obejrzał. W gruncie rzeczy - nie interesowało go to. W gruncie rzeczy nadal czuł się oszołomiony faktem, że przed paroma dniami wampir prawie wydrylował go z krwi, wcześniej był na wspaniałym Windermere, które wydrylowało go z sił, jeszcze wcześniej był wspaniały czas z szalonym Thoranem, który przez cały tydzień atakował New Forest... Za dużo. Tego wszystkiego było zwyczajnie za dużo. Chciał, nie chciał się włączać - nie mógł zwyczajnie. Było mnóstwo słów, jakie mógłby wypowiedzieć, zrugać tę głupią kłótnię, albo właśnie spróbować ją rozwiązać... nie ważne.

Wycofał się ostrożnie razem z Basiliusem. Zostając tę "dyskusję", która przerodziła się w przepychankę i niewiele chyba było potrzeba, żeby zaraz w ruch poszły różdżki. Nie szły pewnie dlatego, że młode, gorące głowy jeszcze myślały na tyle trzeźwo, żeby być świadomym, że przyjdą brygadziści? O wilku mowa... Kiedy Laurent i Basilius wydostali się z kleszczy tych obserwatorów, to właśnie nawołując o porządek i żeby ich przepuścić wpadli brygadziści. Nie jakoś agresywnie, ale mocnym krokiem przeciskali się do przodu, a i do tego wiele siły nie trzeba było włożyć. Ludzie grzecznie ustępowali. Odsuwali się. Laurent śledził to spojrzeniem jednym okiem, bo jednocześnie wychodził spośród tych ludzi trzymając się jak najbliżej Basiliusa.

Odetchnął dopiero, kiedy zostawili paręnaście metrów za sobą to zbiegowisko. Zerkając na nie z niepokojem, jakby zaraz miało tamto miejsce eksplodować, spoglądał na kuzyna.

- Nie pytaj, nie wiem... nie wiem, czemu ktoś uważa, że Eugenia Jenkins to mugol. - Absurd. Pomasował nasadę nosa palcami. - Czy to społeczeństwo czarodziei jest teraz bardziej niespokojne, czy my mamy takiego pecha? - Nie mógł mówić "JA mam takiego pecha", bo chociaż niekoniecznie byli na bieżąco ze swoimi życiowymi wydarzeniami to dobrze wiedział, że Basilius nie miał talentu do unikania wszelkich zagrożeń. Gdyby go miał, pewnie nie pracowałby jako medyk, którego może zatrudnić praktycznie każdy, a on nie będzie zadawał zbędnych pytań. Miał ochotę oprzeć się teraz na kuzynie, ale nie chciał robić dziwnych ruchów, które mogłyby przez osoby trzecie zostać źle odczytane i sprowokować kolejną aferę. Och, przynajmniej teraz mieli brygadzistów na miejscu! Jeden plus! Ta mugolska parada równości chyba przewrażliwiła niektóre osoby. A Lammas i wydarzenie ze świeczkami... ha, właśnie... - A może to przez Lammas... - Dodał nieco sam do siebie, nerwowo obracając palcem jeden z pierścionków.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#7
26.08.2024, 12:38  ✶  
Basilius skinął głową w stronę czarodzieja na znak, że się zgadzał, ale jednak coś w jego spojrzeniu mówiło, że chociaż starał się być uprzejmy, tak wciąż był zirytowany tą całą sytuacją i nie do końca chciał kontynuować rozmowę z mężczyzna, który na szczęście i tak za chwilę zniknął w tłumie, a oni zdecydowanie powinni zrobić to samo. I to szybko, zanim ktoś na nowo zacznie próbować wdawać się z nimi w debaty polityczne.
Razem z kuzynem powoli wycofali się z tłumu, a Basilius w pewnym momencie położył dłoń na ramieniu Laurenta, aby na pewno się nie rozdzielili, lub też aby mógłby go szybko odciągnąć w inna stronę, gdyby ktoś ponownie postanowił na niego wpaść.
Wreszcie gdy znaleźli się w bezpiecznej odległości, puścił ramię drugiego Prewetta i zerknął na tłum, zastanawiając się czy powinni po prostu odejść jeszcze dalej, czy też chwilę poczekać na wypadek, gdyby jednak sytuacja eskalowała i doszło do nieproszonej bójki. Wolał jednak tego bardzo uniknąć, bo naprawdę miał dosyć wrażeń na te kilka dni. Najpierw Windermere, dziwne niedźwiedzie i wciągające go pod ziemię korzenie, a potem upadek z miotły, wybity bark, kilka stłuczeń i to na oczach Florence, której przecież nie tak dawno obiecywał, że w sierpniu będzie się statał odpoczywać bardziej, niż zazwyczaj. Bójka to było naprawdę ostatnie czego tego potrzebował. A co dopiero bójka, w którąj został wplątany jeszcze Laurent.
Pokręcił głową.
– Idioci pewnie uznają mugolskie pochodzenie za synonim niekompetencji. Komuś nie podoba się co robi Jenkins, zasugerował że jest mugolaczką, ktoś usłyszał, że jest mugolką i tak poszło – powiedział, pocierając czoło dłonią, akurat.w miejscu w którym wciąż widniał siniak po upadku. Czy jemu się wydawało, czy nagle poczuł się jakoś bardziej zmęczony?
– Chyba wolałbym, abyśmy to nie my mieli pecha – mruknął, ale niestety miał takie ponure wrażenie, że do ich rodziny przyczepił się jakiś wredny los. Może kto miał szczęście w kartach, ten nie miał za nic szczęścia w życiu?
Rozejrzał się po zgromadzonych. Brygadziści chyba skutecznie radzili sobie z tłumieniem rosnącym emocji, bo niektórzy czarodzieje, wreszcie zaczęli się rozchodzić.
– Hm, patrząc ze nigdzie nie widzę spokrewnionej z nami przyczyny zamieszania na Lammas, to chyba jednak nie to.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#8
30.08.2024, 22:14  ✶  

Czasami się zastanawiał, jaki był jego obraz w oczach Basiliusa. Mężczyzna, który nie trzymał się dłońmi tronu Edwarda i który nie cenił w życiu najbardziej pieniądza. Który miał swój moralny kompas o niekoniecznie prostym mierniku, gdzie północ była względna, ale który był dobrą osobą. Osoba, która tak jak spora część ludzi, którzy znał, cenił Florence, jej mądrość, jej rady. Wszystko, co z nią związane. Kim był dla niego? Czasami słowo "kuzyn" było jednym z najbardziej zawiłych pojęć w języku angielskim. Nawet słowo "znajomy" nie rodziło tyle niepewności. Tacy jak oni kuzynów zawsze mieli wielu i równie wiele kuzynek. Szukasz połączeń linii krwi i tylko masz nadzieję, że ta kobieta, którą wciskali ci za żonę, nie była jednak z tobą spokrewniona, bo... bo to dziwne? Ha... niektórzy byli do tego przyzwyczajeni, inni wręcz uważali, że to konieczne, by zachować czystość krwi. Bo przecież dzieci czystej krwi są ładniejsze, mądrzejsze... bla bla bla. Może mieli rację. Pandora, następna głowa rodu Prewett, miała się śpiewająco i była zdrowa jak koń. A on był wynikiem skoku w bok nie z czystokrwistą czarownicą i jakoś to wyglądało gorzej. A Icarus? Miał się śpiewająco, tylko niektórzy patrzyli na niego krzywo przez tę nienazwaną mugolaczkę. Nawet nie był pewien, czy Icarus został wyszyty w rodzinny gobelin i nie chciał sprawdzać. Basilius był w tym punktem stałym - w swojej linii krwi, w swoim charakterze, w tym, że się w tym pierwszy rzucie oka prostował. Nie było to podyktowane sztywnością charakteru czy zamkniętym umysłem. Wręcz przeciwnie. Kiedyś jakoś nie zajmował sobie głowy tym, co znaczy dłoń na jego ramieniu, kiedy stąd wychodzili, a dzisiaj zastanawiał się, czy Basilius go żałował. Czy był słaby i nieporadny w jego oczach. Nie chciał taki być - pierwsza myśl to zaprzeczenie. Z drugiej strony czy to nie było już wszystko jedno..?

- Może masz ochotę usiąść na kawę? - Chciał coś powiedzieć i skomentować zachowania tamtych ludzi czy samą Jenkins, ale kiedy przez moment spoglądał na Basiliusa to pomyślał, że to nie drążenia tej abstrakcji mężczyzna potrzebował. A przynajmniej nie tu i teraz. Każdy temat mógł zaczekać, skoro można było zmienić scenerię na bardziej miłą. - Miejsca, w których przebywamy, to emocjonalne kotwice. Dlatego kiedy ktoś jest zdenerwowany dobrze jest zmienić pomieszczenie, w którym się znajduje - wyjść z pokoju. Ochłonąć. - Laurent nie miał żadnego dyplomu z psychologii, ale za to lubił uczyć się ludzi i wyciągał własne wnioski z tego, co widział, słyszał i sam czuł. - Jeśli tylko ci się nie śpieszy to kawiarnia wydaje się dobrym pomysłem. - Dodał łagodniej, bo chodziło w gruncie rzeczy o to samo, co na początku - o zaproszenie.

- Florence powiedziała, że to może być jakieś fatum. - Powiedział to z całkiem niepasującym do tych słów ciepłym, delikatnym uśmiechem. Miał znów płakać? W płakaniu był dobry. W utrzymywaniu ciągłego stanu strachu też. - Kto wie.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#9
05.09.2024, 23:07  ✶  
Basilius chyba po prostu chorował na tę samą chorobę, na którą w pewnym stopniu chorowała i Florence, a którą można byłoby najłatwiej zdefiniować jako Zespół Skrzywienia Najstarszego Rodzeństwa. Bo to przecież nie było tak, że uważał Laurenta za słabego, czy wymagającego stałej opieki, po prostu się o niego martwił, może czasem za bardzo, ale też tak samo jak martwił się o resztę swojego kuzynowsta i rodzeństwa, często okazując to na złośliwe sposoby. Zwłaszcza, że wiedział, że Laurent miał talent do pakowania się w kłopoty i pewnie wyglądałoby to nieco inaczej, gdyby nie wychowywali się tak blisko siebie, ale jednak kojarzyli się od dziecka i byli w swoim życiu częściej, niż jedynie na okazjonalnych zjazdach rodzinnych.
Chorował też jeszcze na inną chorobę, tę przez którą niemal zawsze towarzyszyły mu bladość i zmęczenie, a on śmiał się złośliwie w duchu, za każdym razem, gdy ktoś sugerował, że czystokrwiste dzieci rodziły się zdrowsze, ale to nie był moment na takie rozważania. Grunt, że chociaż problemy zdrowotne będą towarzyszyły mu zawsze, to nie została mu nigdy przylepiona łatka tego chorego, słabego kuzyna, nawet jeśli pewnie i sam Laurent musiał być kiedyś świadkiem tego, jak zasłabł gdy byli młodsi.
Już miał się zgodzić na kawę, gdy drugi Prewett zaczął wyjaśniać o co mu chodziło, a Basilius zamrugał oczami, bo... W sumie to miał rację, ale po prostu nie spodziewał się, że usłyszy teraz o miejscach, jako emocjonalnych kotwicach.
– Jasne, nie jestem zajety. Zainteresowałeś się ostatnio poezją? – powiedział, więc po prostu i zaraz potem dał Laurentowi prowadzić się do miejsca, o które mi chodziło, przez kostkę idąc jeszcze wolniej, niż zazwyczaj. – Tak, mi też ostatnio coś takiego mówiła. – Obejrzał się jeszcze raz na powoli rozchodzący się tłum awanturników i pokręcił głową. – Sam jej chyba ostatnio trochę podpadłem. Z drugiej strony cokolwiek się wydarzyło z Nottem podobno sobie zasłużył, więc może to było jakieś szczęście, że Atreus mógł go uderzyć tą świeczką. Nie wiem czy o tym słyszałeś?
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#10
07.09.2024, 11:30  ✶  

Za dużo mówienia to za dużo mówienia, bez względu na to, czego to akurat dotyczy. Mógłby więc mówić mniej, ale niewiele mógł na to poradzić - Laurent mówić lubił. Na szczęście w czasach dzisiejszych (gdzie czasy "wcześniejsze" liczone są jako Hogwart) niewiele osób zarzucało mu wymądrzanie się, chociaż nie brakowało ewentualnych dziwnych albo krzywych spojrzeń. Nikt nie musiał słuchać w końcu o tym, dlaczego warto zmienić otoczenie i wybrać się na kawę. Nie, wystarczyło samo zaproszenie. Na pewno wystarczyłoby Basiliusowi, ale ten mężczyzna, określany jako "kuzyn", a traktowany prawie jak wujek, należał do grona osób, przy których otwieranie się i pozwalanie sobie na więcej nie było problematyczne. Co najwyżej mógł się martwić tym, że nie chciał go zanudzić, a nie tym, że Basilius mu powie "skończ pierdolić". Skończyłby, jeszcze jak! Z drugiej strony czy na długo..? Raczej skutek był przewidziany - rzadko kiedy człowiek chce spędzać czas z drugą osobą, która traktuje cię w ten sposób.

Spoglądając teraz na Basiliusa miał ochotę złapać jego dłonie w swoje, ale się przed tym powstrzymywał, tak jak i przed paroma innymi rzeczami. To, co pomyślą sobie ludzie dookoła, było zazwyczaj bardziej istotne, niż człowiek chciał przyjmować do świadomości. Bardziej problematyczne, niż chciało się przyjmować. Opinia społeczna potrafiła wynieść cię na tacach, potraktować widłami, a mamona chroniła tylko po części. Łatwo może jej zabraknąć, kiedy nie będzie nikogo, kto zechce ją z tobą wykorzystać, przemielić, rozmnożyć. Kawa - tak, kawa. Skoro nie mógł ogrzać dłoni Basiliusa swoimi to mogła to zrobić kawa.

- Nie mogę potwierdzić. - Uśmiechnął się półgębkiem, z wdzięcznością przyjmując możliwość zostawienia tego miejsca za plecami. I małym ukłuciem wyrzutów sumienia, że salwowali się ucieczką, bo czy na pewno nie mogli pomóc? - Tylko dlatego potwierdzić nie mogę, że słowo "niedawno" nie wpisuje się w poprawną odpowiedź. - Laurent zawsze miał skłonności do malowania słowem pejzaży, Florence nie raz mu pisała, że mógłby pisać. Tak jak i mówiła, że mógłby śpiewać. Czy było coś, w czym ta kobieta go nie wspierała? Tylko w sprawie głupot, w które potrafił się pakować. To wszystko. - Ostatnio jakoś brakuje mi czasu na wiele rzeczy. Nie miałem chyba okazji wspomnieć wcześniej, ale postanowiłem wybudować nowy dom. - Ponieważ ten, w którym mieszkał, chyba w każdej części został zroszony krwią. A Laurent bardzo źle znosił widok krwi. Obejrzał się ostatni raz przez ramię, właściwie podążając za ruchem ciemnowłosego, tak dla upewnienia się, że zamieszanie się uspokaja, a nie rozprzestrzenia mocniej, nim znów skierował wzrok na Basiliusa. Tak, chwile, w których kuzyn zwalniał były często chwilami, w których zastanawiał się, czy na pewno jest w porządku. Czy on się dobrze czuje i czy nie potrzebuje pomocy.

- Podpadłeś sobie? Florence? - Zdziwienie było autentyczne, bo chociaż nie miał wątpliwości, że jej podpaść się da, to nie było to takie proste. Szczególnie, kiedy wliczałeś się do jej rodziny. - Niemożliwe. Florence cię uwielbia. - Nawet jeśli czasem nie mówiła tego wprost, to nie miała wątpliwości, że kocha Basiliusa prawie jak własne dziecię. Albo jak brata. Druga porcja tego zaskoczenia przyszła wraz z poruszeniem tematu Notta. Trochę zrzedła mu mina, bo... czy wszyscy już o tym wiedzą? A jeśli wiedzą - to CO wiedzą dokładnie? - Wiem, co się wydarzyło... a co ty właściwie usłyszałeś? I jaki to ma związek z podpadaniem Florence?



○ • ○
his voice could calm the oceans.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Basilius Prewett (3638), Laurent Prewett (4710)


Strony (3): 1 2 3 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa