adnotacja moderatora
Rozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic VI
Może… może jest coś między nami, ale nie mogę się zmusić, aby powiedzieć to na głos.
Ciepła, kwietniowa sobota, była idealnym dniem do leniuchowania - ciężko jednak było odpoczywać w momencie, kiedy był to twój ostatni rok w Hogwarcie i musiałeś uczyć się do bodaj najważniejszych egzaminów w swoim życiu - od których w dużej mierze zależało czy uda się rozpocząć pracę w wymarzonym zawodzie. Cóż, zdawał sobie sprawę z tego, że nawet jeśli nie pójdą mu owutemy, to będzie mógł pracować jako magiczna taksówka ze swoim drygiem do teleportacji.
Z jednej strony nie mógł już się doczekać dorosłego życia, kiedy opuści progi tego zamku, aby zacząć nowy rozdział - miał nadzieję już jako kłatwołamacz.
Poczuł przypływ nostalgii na fakt, że niedługo już po raz ostatni przekroczy wrota wejściowe do zamku i zostawi go za sobą na zawsze. Będzie mu brakowało tego miejsca, okazji na płatanie figli i ludzi, przecież w tym miejscu poznał tyle osób, z niektórymi nawet nawiązał mocne więzi. Westchnął rozmyślając teraz o osobach z którymi spędzał czas w Hogwarcie najwięcej czasu i poczuł jak uśmiech wpływa mu na usta. Zdecydowanie poznał tutaj sporo ciekawych osób, a z niektórymi tylko umocnił wcześniejsze więzi, szczególnie z rodzeństwem Longbottomów (co prawda bardziej z młodszą siostrą, z którą wspólnie spłatał niejednego figla).
Siedział właśnie przy arkadach na korytarzu na drugim piętrze oczekując właśnie na Brennę, w czwartek umówili się na spotkanie tutaj w sobotę po śniadaniu. Wpadł na pewien rodzaj dowcipu, który idealnie mogliby razem odstawić. I choć niby mógłby to zrobić potajemnie zupełnie sam, to jednak z kimś było nie tylko raźniej ale i ciekawiej. Nie mówiąc już o tym, że w towarzystwie młodszej z rodzeństwa Longbottomów czuł się po prostu dobrze, zapominał o niektórych z dręczących go wciąż spraw i mógł cieszyć się chwilą - sam nie do końca rozumiał dlaczego tak jest - nigdy do tej pory nie miał tego dziwnego uczucia w brzuchu jak przez ostatnie tygodnie przy niej.
Serce zabiło mu szybciej, gdy usłyszał czyjeś kroki i nie mógł powstrzymać się od uśmiechu, który zagościł mu na twarzy.