adnotacja moderatora
Rozliczono - Anthony Shafiq - osiągnięcie Bajarz I
Jonathan siedział przy biurku, wpatrując się w pustą kartkę, czwarty raz zaczynając list tylko po to, by przekreślić wszystkie słowa, a zgniecioną kulkę papieru rzucić gdzieś w kąt. Było już późno. Zdecydowanie zbyt późno, a po dobrym humorze Jonathana, bawiącego się dzisiaj na urodzinach, nie było już ani śladu. Wszystkie miłe myśli zniknęły, gdy tylko wrócił do swojej kamienicy i otrzymał ten przeklęty list.
Zimą przybędę do Londynu, aby móc wysycić się tym co mi Ciebie ukradło.
Zimą przybędę
Tym co mi Ciebie ukradło
Wysycić się.
Wysycić się nimi.
Zabić ich.
Byli w niebezpieczeństwie.
Przez niego.
Chwycił pióro i szybko nabazgrał kilka wściekłych słów, nie myśląc czy miały one sens, czy też brzmiały jak bełkot szalonego poety.
Przeczytałem twój list z wyrazem zdziwienia
Bo chyba nie rozumiesz mojego zniesmaczenia.
Posłuchaj mnie więc uważnie mój drogi
Nasza historia otrzymała już swoje epilogi.
Prędzej niż spędzę z tobą chociażby chwilę
Rzucę się z mostu i szeregi Limbo zasilę.
Bo chyba nie rozumiesz mojego zniesmaczenia.
Posłuchaj mnie więc uważnie mój drogi
Nasza historia otrzymała już swoje epilogi.
Prędzej niż spędzę z tobą chociażby chwilę
Rzucę się z mostu i szeregi Limbo zasilę.
Westchnął cicho i obrócił kartkę. Ponownie zanurzył pióro w atramencie.
Zostaw mnie i licz się z konsekwencjami własnych akcji. Znajdź w sobie chociaż tyle godności, by trzymać się z dala ode mnie i moich bliskich. Z desperacją nigdy nie było ci do twarzy.
Pióro powędrowało z powrotem na swoje miejsce, a Jonathan szybko włożył list do koperty, wręczając go sowie, która odleciała zanim zdążył zastanowić się nad doborem swoich słów. Nie będzie jednak przecież go błagał. Nie będzie prosił. Nie będzie…
Opadł na krzesło i ukrył twarz w dłoniach. Teraz, gdy nie musiał już niczego pisać, gdy nie musiał myśleć nad jakąkolwiek odpowiedzią czuł jak po prostu zapadał się w pustkę. Zazwyczaj w takich momentach, bohaterowie sceniczni zalewali się łzami, wygłaszali dramatyczne monologi, lub przeżywali uteatralnione wersje ataków paniki, a on po prostu siedział i nie potrafił zebrać myśli. Ani to było ładne, ani tragiczno-brzydkie.
Co robić? Co robić?
Będzie musiał się do wszystkiego im przyznać. Co jeśli go znienawidzą? W sumie to chyba będzie lepiej, jeśli go znienawidzą. Może wtedy będą mniej zagrożeni? Może powinien wysłać im jakiś list, w którym napisze im, że ich dzisiejsze spotkanie sprawiło, że nie chciał mieć z nimi więcej żadnego kontaktu? Nie… Niestety wiedzieli, że ich kochał. Jedyne co to zrozumieją, że coś się dzieje, szybciej niż będzie gotowy się do tego przyznać. A ucieczka bez słowa? Upozorowanie własnej śmierci? Tylko co jeśli on i tak wtedy zaatakuje?
Westchnął ciężko i wstał od biurka, a gdy wyszedł z gabinetu wyprostował się na chwilę, tak by nawet krzątający się tutaj skrzat domowy nie widział, że coś się działo z jego panem, tylko po to, by zamknąć się w sypialni i paść na łóżko dalej w swoich ubraniach. Powinien zapalić kadzidełka, ale nie był pewny, czy aby na pewno chciał dobrze spać tej nocy, chociaż powieki stawały się coraz cięższe i cięższe, tak że Selwyn w pewnym momencie nie był już pewny, czy był jeszcze na jawie, czy już gdzieś w krainie snów, wciąż świadomy, że leży na wygodnym materacu, a jednocześnie czując ten przeklęty zapach róż.