• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 4 5 6 7 8 … 16 Dalej »
[09.08.72, noc] Je vois la vie en rose

[09.08.72, noc] Je vois la vie en rose
Czarodziej
Some legends are told
Some turn to dust or to gold
But you will remember me
Remember me for centuries
wiek
43
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
Zastępca szefa OMSHM-u
Wysoki (191 cm), szczupły i zawsze zadbany brunet, który ewidentnie poświęca dużo czasu na to, by wyglądać najlepiej jak tylko się da. Najczęściej stroi się w wysokiej jakości szaty, garnitury i koszule. Niemal zawsze uśmiechnięty.

Jonathan Selwyn
#1
01.09.2024, 12:42  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.11.2024, 23:16 przez Baba Jaga.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Anthony Shafiq - osiągnięcie Bajarz I

Jonathan siedział przy biurku, wpatrując się w pustą kartkę, czwarty raz zaczynając list tylko po to, by przekreślić wszystkie słowa, a zgniecioną kulkę papieru rzucić gdzieś w kąt. Było już późno. Zdecydowanie zbyt późno, a po dobrym humorze Jonathana, bawiącego się dzisiaj na urodzinach, nie było już ani śladu. Wszystkie miłe myśli zniknęły, gdy tylko wrócił do swojej kamienicy i otrzymał ten przeklęty list.
Zimą przybędę do Londynu, aby móc wysycić się tym co mi Ciebie ukradło.
Zimą przybędę
Tym co mi Ciebie ukradło
Wysycić się.

Wysycić się nimi.
Zabić ich.
Byli w niebezpieczeństwie.
Przez niego.
Chwycił pióro i szybko nabazgrał kilka wściekłych słów, nie myśląc czy miały one sens, czy też brzmiały jak bełkot szalonego poety.

Przeczytałem twój list z wyrazem zdziwienia
Bo chyba nie rozumiesz mojego zniesmaczenia.
Posłuchaj mnie więc uważnie mój drogi
Nasza historia otrzymała już swoje epilogi.
Prędzej niż spędzę z tobą chociażby chwilę
Rzucę się z mostu i szeregi Limbo zasilę.

Westchnął cicho i obrócił kartkę. Ponownie zanurzył pióro w atramencie.

Zostaw mnie i licz się z konsekwencjami własnych akcji. Znajdź w sobie chociaż tyle godności, by trzymać się z dala ode mnie i moich bliskich. Z desperacją nigdy nie było ci do twarzy.

Pióro powędrowało z powrotem na swoje miejsce, a Jonathan szybko włożył list do koperty, wręczając go sowie, która odleciała zanim zdążył zastanowić się nad doborem swoich słów. Nie będzie jednak przecież go błagał. Nie będzie prosił. Nie będzie…
Opadł na krzesło i ukrył twarz w dłoniach. Teraz, gdy nie musiał już niczego pisać, gdy nie musiał myśleć nad jakąkolwiek odpowiedzią czuł jak po prostu zapadał się w pustkę. Zazwyczaj w takich momentach, bohaterowie sceniczni zalewali się łzami, wygłaszali dramatyczne monologi, lub przeżywali uteatralnione wersje ataków paniki, a on po prostu siedział i nie potrafił zebrać myśli. Ani to było ładne, ani tragiczno-brzydkie.
Co robić? Co robić?
Będzie musiał się do wszystkiego im przyznać. Co jeśli go znienawidzą? W sumie to chyba będzie lepiej, jeśli go znienawidzą. Może wtedy będą mniej zagrożeni?  Może powinien wysłać im jakiś list, w którym napisze im, że ich dzisiejsze spotkanie sprawiło, że nie chciał mieć z nimi więcej żadnego kontaktu? Nie… Niestety wiedzieli, że ich kochał. Jedyne co to zrozumieją, że coś się dzieje, szybciej niż będzie gotowy się do tego przyznać. A ucieczka bez słowa?  Upozorowanie własnej śmierci? Tylko co jeśli on i tak wtedy zaatakuje?
Westchnął ciężko i wstał od biurka, a gdy wyszedł z gabinetu wyprostował się na chwilę, tak by nawet krzątający się tutaj skrzat domowy nie widział, że coś się działo z jego panem, tylko po to, by zamknąć się w sypialni i paść na łóżko dalej w swoich ubraniach. Powinien zapalić kadzidełka, ale nie był pewny, czy aby na pewno chciał dobrze spać tej nocy, chociaż powieki stawały się coraz cięższe i cięższe, tak że Selwyn w pewnym momencie nie był już pewny, czy był jeszcze na jawie, czy już gdzieś w krainie snów, wciąż świadomy, że leży na wygodnym materacu, a jednocześnie czując ten przeklęty zapach róż.
Czarodziejska legenda
O! from what power hast thou this powerful might,
With insufficiency my heart to sway?
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Przed dwoma tysiącami lat niewielkie irlandzkie miasteczko Waterford spłynęło krwią okrutnego męża i bezdusznego ojca kobiety, która zbyt wiele wycierpiała z ich rąk. Upiorzyca gnana nienawiścią i pragnieniem zemsty, przez lata dotkliwie karała wiarołomnych kochanków i mężów, aż zasnęła w swym rodzinnym grobowcu. Mieszkańcy co roku w rocznicę jej zgonu kładą na ciężkiej marmurowej płycie krypty rytualny kamień, który ma zapewnić im bezpieczeństwo. Ze szczątkowych zapisków etnologów i lokalnych pieśni, można wywnioskować, że kobieta była użytkowniczką magii. Czy znajdzie się śmiałek, który zdecyduje się zdjąć kamień i pocałunkiem obudzić bladolicą śniącą o ustach czerwonych jak krew?

Dearg Dur
#2
01.09.2024, 14:13  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.09.2024, 11:49 przez Dearg Dur.)  
I pomyśleć, że niegdyś róże prawdziwie były symbolem miłości... kwitły tak krótko, tak ulotnie, tylko po to by zgasnąć, nim człowiek zdążył nacieszyć swoje oko. Ale przybyli zza morza kupcy z sadzonkami, które mogły dawać kwiat za kwiatem, owoc za owocem. Nagle każdy mógł sięgnąć po nieśmiertelność, łudząc się, że miłość trwa wiecznie. Ale Ty wiesz mój drogi, mój ukochany, Ty wiesz, że wieczność zarezerwowana jest tylko dla nielicznych.

...tylko kochankowie przeżyją...


Obudził się dotknięty chłodem pocałunków, w lśniącym tysiącem kandelabrów pokoju. Gra świateł rozbijała się o kryształy rozwieszone pod sufitem, promienie sztucznych słońc opadały na przestrzenie wypełnione purpurowym kwieciem. Słodka woń odurzała, zamglony obraz niespiesznie ogniskował się, skóra napinała i rozluźniała pod wpływem powolnej pieszczoty.

– Dziś kolejny nudny bal oblewany obficie nudnym winem Delacour'ów, z nudnym świergotem nudnych gardeł trzpiotek polujących na męża, dandysów polujących na trzpiotki. Kogo dziś będziemy swatać? A może wolisz rzucić słonecznym światłem na igrających z losem kochanków? Bez ciebie absolutnie umarłbym z nudów. Drugi raz. – dodał melodyjny głos. Jego akcent, niektóre wtrącenia trąciły archaizmami, ale tylko trochę, dla ucha, które wiedziało czego słuchać. Jean dokładał wszelkich starań, by jego wiek nie przeszkadzał w interesach, by jego... przypadłość, nie definiowała relacji z kontrahentami, jak zwykł ich nazywać, choć czasami zdarzało mu się śmiać z zabawnych pacynek tańczących na jego palcach.

Pieszczoty zdawały się być coraz bardziej naglące, aż nagle dłonie zacisnęły się mocniej na szerokich barkach Selwyna i obróciły go zamaszyście, tylko po to, by Jonathan zdał sobie sprawę, że stoi przy wysokim lustrze w innej części pokoju. Elegancka szata wygładzana dłońmi kochanka prezentowała się nader okazale, a twarz towarzyszącego mu mężczyzny wrażała głębokie ukontentowanie. Sam był już ubrany, jego głos płynnie lawirował w nieistotnej plotce, która ostatnio zagościła na paryskich salonach, wypełniał przestrzeń tak, jak zapach róż, wgryzał się w umysł, niepokoił pomimo przyjemnej barwy, słodyczy, którą ociekało każde jedno zdanie.

– Cieszę się, że Twoi przyjaciele też będą. Zawsze chciałem ich poznać – powiedział nieoczekiwanie, odsuwając się od kochanka i przechodząc do stoliczka gdzie czekała między wazonami karafka z rakiją. Znajome miejsce, znane na pamięć miejsce, rozświetlone setką sztucznych słońc miejsce.

Byli w Poisy. W rezydencji hrabiego.
Czarodziej
Some legends are told
Some turn to dust or to gold
But you will remember me
Remember me for centuries
wiek
43
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
Zastępca szefa OMSHM-u
Wysoki (191 cm), szczupły i zawsze zadbany brunet, który ewidentnie poświęca dużo czasu na to, by wyglądać najlepiej jak tylko się da. Najczęściej stroi się w wysokiej jakości szaty, garnitury i koszule. Niemal zawsze uśmiechnięty.

Jonathan Selwyn
#3
03.09.2024, 13:06  ✶  
Były pocałunki i były jego pocałunki. Było budzenie się w łóżku po udanej randce i było budzenie się w łóżku z nim po udanej randce. Była też miłość i był też on, ale było zdecydowanie za wcześnie na taką refleksję.
– Hm... – mruknął, wciąż półprzytomny, ale na jego ustach już zagościł jeszcze senny uśmiech. Każdy pocałunek, który zdobił jego ciało sprawiał, że czuł się wyjątkowy. Niczym dzieło sztuki, które pragnęło być podziwiane z tym, że tu zależało mu najbardziej na zachwycie jednej osoby, artysty który malował jego francuską rzeczywistość w pięknych barwach. –  Wiesz, mój drogi, chyba mam dzisiaj ochotę, aby poćwiczyć się swataniu i liczę, że mi w tym pomożesz. W końcu to twoja wina, że się w nim opuściłem. – Bo jakże trudniej było mu skupić się na parowaniu ludzi, gdy w głowie nieustannie kłębiła się myśl, że oto on i tak zdobył najlepsza partię w całej Francji. A najlepsza parta w całej Francji zdobyła jego.
Pocałunki przyśpieszyły, ale zanim zdążył zareagować i rozsunąć okrywający klatkę piersiową wampira jedwab, ręką Jeana już wygładzała jego szatę, a uśmiech na twarzy Selwyna był jeszcze silniejszy. Jonathan dał poprawić materiał na sobie, po czym podszedł do stolika, na którym widniała specjalnie przygotowana, obcięta róża i przypiął ją do szaty kochanka. Ah, jak on uwielbiał, gdy ozdabiały go czerwone akcenty.
– Oh, myślę, że będziesz nimi zachwycony, są wybitni, ale... – Zamilkł i zmarszczył na chwilę brwi, gdy myśl, którą jeszcze chwilę temu chciał wypowiedzieć nagle uciekła, a woń róż stała się nagle strasznie gryzącą. Ale... Ale co? Czemu miałoby być tutaj jakieś ale? Jean pozna jego przyjaciół. To była dobra wiadomość. Pokręcił głową i cofnął się o krok, aby upewnić się, czy wygląd Jeana spełnia wszystkie wymagania. –  Polubisz ich. Anthony'ego już przecież znasz, ale jestem pewny, że teraz jedynie jeszcze bardziej zajaśniał jako polityk. Nie mów mu tego, że uważam, że jest znacznie lepszym dyplomatom, ode mnie. Lottie może początkowo zakłuć się niczym cierń róży, ale to te ciernie sprawiają, że jest kim jest, a jest wspaniała. Morpheus z kolei... Zaskoczysz się nim. Czasem myślę, że z jego dwojaką naturą pracowo-towarzyską i tymi wizjamj, rozmowa z nim to moment, w którym będziesz najbliżej rozmawiania z greckim bóstwem.
Uśmiechnął się, a potem sam podszedł do zdobionego lustra, poprawiając nieco włosy.
– I jak wyglądam? – spytał, dość retorycznie, bo przecież odpowiedź była oczywista.
Czarodziejska legenda
O! from what power hast thou this powerful might,
With insufficiency my heart to sway?
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Przed dwoma tysiącami lat niewielkie irlandzkie miasteczko Waterford spłynęło krwią okrutnego męża i bezdusznego ojca kobiety, która zbyt wiele wycierpiała z ich rąk. Upiorzyca gnana nienawiścią i pragnieniem zemsty, przez lata dotkliwie karała wiarołomnych kochanków i mężów, aż zasnęła w swym rodzinnym grobowcu. Mieszkańcy co roku w rocznicę jej zgonu kładą na ciężkiej marmurowej płycie krypty rytualny kamień, który ma zapewnić im bezpieczeństwo. Ze szczątkowych zapisków etnologów i lokalnych pieśni, można wywnioskować, że kobieta była użytkowniczką magii. Czy znajdzie się śmiałek, który zdecyduje się zdjąć kamień i pocałunkiem obudzić bladolicą śniącą o ustach czerwonych jak krew?

Dearg Dur
#4
04.09.2024, 10:15  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.09.2024, 11:52 przez Dearg Dur.)  
– Wybitni? – prychnął rozbawiony, a twarz wykrzywiła się w pogardliwym uśmiechu, choć w chłodnych oczach widać było tylko głód, gdy ślizgał się po doskonałej sylwetce angielskiego ambasadora. –Shafiq nie dorasta Ci do pięt kochany, to on powinien biegać za Tobą, a nie Ty za nim. – zauważył nie szczędząc miękkości głosu, nie szczędząc kwietnej woni przysłaniającej zapach zgnilizny. Podążał jak cień za Jonathanem, jego dłonie szybko trafiły na ramiona, lecz nie wczepiły się w nie tak drapieżnie jak chwilę temu. Gładziły łagodnie uspokajającym ruchem, leniwym masażem.

wysługuje się Tobą, wykorzystuje Cię jak jak parobka, dam mu szczotkę by czyścił Ci buty, szczekając godzinami przeprosiny za lata upokorzeń

Głos znikąd, głos z wnętrza głowy, z wnętrza serca, a przecież usta miał zamknięte, gdy podciągał jeden z mankietów w górę, odsłaniając rozgałęzione rzeki błękitnych arterii.

– Lottie, Twoja niedoszła żona... czy powinienem być zazdrosny?– zapytał w lekkim rozbawieniu z uśmiechem gładząc długimi lodowatymi palcami skórę wnętrza przedramienia swojego kochanka, drugą ręką zamykając jego rękę w pięść, niemo prosząc o ambrozję płynącą w doskonałym ciele swego doskonałego towarzysza, łagodnie odciśniętymi wargami znieczulając miejsce, gdzie za chwile o wiele mniej delikatniej miałby dać ujście dla krwawej. Niemo?

lubię te pyskate języki, lubię kiedy ich krzyk gaśnie w gardle, kiedy zdają sobie sprawę jak powolnie uchodzi z nich życie, jak wszystkie ciernie odpadają, gdy brak życiodajnych soków, lubię patrzeć jak oczy gasną, a językowi, który tak ochoczo obrażał nie starcza sił na jedno chociaż błaganie, na ciche skomlenie o litość

Długie zęby łaskotały nadgarstek, gnąc skórę, choć nie rozdzierając jej jeszcze. Ich spojrzenia się skrzyżowały, pragnienie ruchy, pragnienie jakiejkolwiek reakcji wypychał paraliż, bezruch w którym na moment znajdowało się ciało Selwyna.

– Bożek snu, tego jestem najbardziej ciekaw. Tak ciekawy... nie pamiętam gdy ostatni raz raczyłem się krwią starożytnych– Słowa utonęły w bolu łapczywego ugryzienia, zachłannego latami spędzonymi rozdzielenia. Latami? Jeśli się chciał szarpnąć - nie mógł, jakby całe ciało ugrzęzło w ciężkiej lodowej galarecie.

Zamrugał. Znów mógł się ruszać. Orkiestra smyczkowa grała kolejnego niespiesznego walca. Był otoczony ludźmi, znajomymi, nieznajomymi twarzami. Rozbawione rozmowy, głupotki, anegdotki, francuskie perełki, bańki mydlane trwały. Sala tonęła w złocie, nad nimi unosiły się zaklęte świece, lśniące tęczową poświatą na rozbawioną gawiedź. Wykwintny poczęstunek, doskonałe napitki. Nadgarstek piekł.
– Słyszałam mości ambasadorze, że jest pan bardzo smaczny– dotarł do jego uszu szczebioczący głosik czarownicy z którą rozmawiał. Nigdzie za to nie mógł dostrzec smukłej sylwetki hrabiego.

Czarodziej
Some legends are told
Some turn to dust or to gold
But you will remember me
Remember me for centuries
wiek
43
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
Zastępca szefa OMSHM-u
Wysoki (191 cm), szczupły i zawsze zadbany brunet, który ewidentnie poświęca dużo czasu na to, by wyglądać najlepiej jak tylko się da. Najczęściej stroi się w wysokiej jakości szaty, garnitury i koszule. Niemal zawsze uśmiechnięty.

Jonathan Selwyn
#5
05.09.2024, 18:40  ✶  
– Mój drogi, znam swoją wartość i wiem, że nazywanie innych wybitnymi nic nie odbierze mojej wspaniałości – powiedział z uśmiechem, przymykając na chwilę oczy, gdy smukłe palce francuskiego dyplomaty zaczęły sunąć po jego ramionach w ramach przyjemnego masażu, a materiał wyjściowej szaty, zaczął jedynie irytująco tłumić potencjalną pełnię doznań.
Nie martw się o to. Nigdy nie zaznałem od niego jakiegokolwiek upokorzenia.
Chciał powiedzieć, ale nie powiedział. To znaczy powiedział, ale nie na głos, instynktownie naśladując rozmowę w myślach, co nie wydało mu się na razie niczym dziwnym.
Dał mu podciągnąć jeden z mankietów, zastanawiają kiedy kupił te spinki do nich i na jaką okazję. To było jakieś wesele. Tylko czyje? O ile pamięć go nie myliła, nie był ostatnio na żadnym weselu. Czemu więc, gdy z ust kochanka padło imię jego przyjaciółki, miał wrażenie, że poszli na jedno razem? Nie mógł sobie przypomnieć.
Roześmiał się, próbując zamaskować to chwilowe rozkojarzenie.
– Mój drogi, jest tylko jedna osoba na tym całym świecie, która kradnie mi dech w piersiach i zapewniam cię, że nie jest to ona – powiedział z zapraszającym uśmiechem i skinął głową w geście przyzwolenia na to, co się dalej miało wydarzyć. Nie. Nie skinął głową. Chciał skinąć, ale nie mógł, Kolejne wypowiedziane, niewypowiedziane, słowa, zalały jego umysł lodowatym dreszczem, zamykając go w bezruchu. Jean mówił coś dalej, coś o Morpheusu na co czuł, że powinien zareagować, krzyknąć, ale nie mógł. Serce zabiło mu mocniej, bynajmniej nie przez tę specyficzną bliskości, którą fundowały mu właśnie kły ukochanego.
Jean pomóż mi, krzyczał jeden głos w jego głowie.
Zostaw mnie, nie zbliżaj się do mnie, ani do nich, krzyczał drugi.
Chciał coś zrobić. Ruszyć się. Dalej nie mógł. Stał tam jedynie zamrożony, mogąc skupić się na bólu i narastającej panice, kiedy...
Zatrudniona dzisiejszej nocy orkiestra, zdecydowanie była godna każdych pieniędzy. Selwyn rozmawiał uśmiechnięty, racząc się wyborną muzyką, szampanem i francuskimi plotkami, ale...
Słyszałam mości ambasadorze, że jest pan bardzo smaczny.
Zamrugał oczami i odwrócił się wesoło do czarownicy.
– Przepraszam, ale chyba musiałem za bardzo oddać się muzyce i nie usłyszałem co pani mówiła – powiedział, a na jego ustach zagościł czarujący uśmiech. Nadgarstek, w którym trzymał kieliszek bolał. Czemu? Potrafił wybornie maskować ugryzienia, nie powinien już niczego czuć. Zerknął na rękę, by przełożyć szkło do drugiej dłoni.
Czarodziejska legenda
O! from what power hast thou this powerful might,
With insufficiency my heart to sway?
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Przed dwoma tysiącami lat niewielkie irlandzkie miasteczko Waterford spłynęło krwią okrutnego męża i bezdusznego ojca kobiety, która zbyt wiele wycierpiała z ich rąk. Upiorzyca gnana nienawiścią i pragnieniem zemsty, przez lata dotkliwie karała wiarołomnych kochanków i mężów, aż zasnęła w swym rodzinnym grobowcu. Mieszkańcy co roku w rocznicę jej zgonu kładą na ciężkiej marmurowej płycie krypty rytualny kamień, który ma zapewnić im bezpieczeństwo. Ze szczątkowych zapisków etnologów i lokalnych pieśni, można wywnioskować, że kobieta była użytkowniczką magii. Czy znajdzie się śmiałek, który zdecyduje się zdjąć kamień i pocałunkiem obudzić bladolicą śniącą o ustach czerwonych jak krew?

Dearg Dur
#6
06.09.2024, 11:54  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.09.2024, 12:07 przez Dearg Dur.)  
mów, mów do mnie jeszcze, tęskniłem za Twoim głosem, tęskniłem za każdym słowem, za skórą, za oddechem, za strachem, mów, a ja Cię uratuję miły, nie dam Cię skrzywdzić nikomu, jesteś tylko mój

Szept obijał się w głowie Jonathana, niepokojąco słodki, niepokojąco rozluźniający ciało, gdy część krzyczała w poszukiwaniu wyjścia z tej pułapki.

Muzyka grała radośnie, na nadgarstku nie było śladu, jakby nigdy nikt nie przerwał swoimi zębami tej jasnej materii, jakby nikt nigdy nie zawłaszczył dla siebie dróg życia, akwenów istnienia. Jakby nigdy ta rozmowa nie miała miejsca. Nie mogła mieć przecież, Jeźdźcy - jak sami kazali siebie nazywać - nigdy nie przybyli do Paryża, nigdy nie mogli współuczestniczyć w jego szczęściu. Nigdy nie chciał się z nimi dzielić swoim szczęściem. Nigdy?

– Mówiłam panie ambasadorze, że słyszałam, że jest pan bardzo smutny – odpowiedziała miękko kobieta, która z niewiadomych przyczyn patrzyła nań z takim współczuciem. –Słyszałam, że był pan bliskim przyjacielem hrabiego. Wszyscy są niebywale smutni od czasu, kiedy nas opuścił. Zechciałby mi pan opowiedzieć, jaki był? Może to choć trochę ulży w czasie żałoby?

Czerń, wszędzie czerń i nawet róże na ten czas były czarne, poustawiane z kryształowych wazonach na stołkach i szafkach, wypełniające sobą przestrzenie między ludźmi rozmawiającymi ściszonymi głosami. Taka strata unosiło się nad ich głowami, nasze spotkania nigdy już nie będą takie same wspominał kto inny. Zasmucone twarze, wygięte twarze, płaczące twarze. Muzyka od samego początku była smutna na bal, na blichtr, na lśniące cekiny. Pianino splatało się z tęskną melodią łkających skrzypiec, żałobnicy jak zahipnotyzowani szli na parkiet i zaczęli tańczyć krzywo, para za parą, ostatni taniec, ostatnie pożegnanie.
Czarodziej
Some legends are told
Some turn to dust or to gold
But you will remember me
Remember me for centuries
wiek
43
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
Zastępca szefa OMSHM-u
Wysoki (191 cm), szczupły i zawsze zadbany brunet, który ewidentnie poświęca dużo czasu na to, by wyglądać najlepiej jak tylko się da. Najczęściej stroi się w wysokiej jakości szaty, garnitury i koszule. Niemal zawsze uśmiechnięty.

Jonathan Selwyn
#7
07.09.2024, 12:48  ✶  
Głos. Ta cała sytuacja. Muzyka. Woń róży. Myśli. Nie rozumiał co się działo, ani czemu narastało w nim, aż tak silne zdenerwowanie. Miał wrażenie, że wszystko poza postacią czarownicy stawało się niewyraźne, jakby właśnie został uwięziony w obrazie impresjonistycznego artysty. Musiał się uspokoić. Musiał go znaleźć, zaciągnąć do pustego pomieszczenia i wtulić się w niego, poczuć jego palce w swoich włosach, aż serce uspokoi się i powróci do normalnego tempa, a to wszystko przestanie być tak strasznie dziwne.
A potem słowa kobiety sprawiły, że już chyba nic nie mogło być dzisiejszej nocy spokojne.
–  Żałoby... – wyszeptał z niedowierzaniem, ale i uczuciem, którego nie mógł, albo nie chciał zdefiniować. Ulga? Czuł, jak z serca spadł mu kamień, z serca w które jednocześnie wbijała się tona małych cierni. –  Ja... Proszę dać mi chwilę. Zaraz powrócę do pani i porozmawiamy – powiedział do kobiety, siląc się na kolejny uśmiech i odszedł od niej rozkojarzony, boleśnie zdając sobie sprawę z tego, że nie był w stanie powiedzieć żadnej dobrej rzeczy o zmarłym.
Hrabia był... Potwornie fascynujący?
Hrabia był... Potwornie zakochany we mnie?
Hrabia był...
Potworem?
Przystanął, próbując rozejrzeć się za kimkolwiek kogo by znał. Anthony? Lottie? Morpheus? Gdzie oni byli? Czemu ich teraz tutaj nie było? Tańczący żałobnicy napawali go przerażeniem, było coś absolutnie nienaturalnego w tych zahipnotyzowanych, nawet jeśli i krzywych, krokach i pogrążonych w dziwnej, niemalże sennej żałobie, twarzach. Byli jak lalki, na które ktoś założył maski. Jean nie żył. Jean nie żył. Jean nie żył. Kto? Jak? Co? Kiedy? Patrząsnął głową. Zdał sobie sprawę, że stał w kącie, otoczony wazonami z czarnymi różami. To nie miało sensu. Nic nie miało sensu.
Czarodziejska legenda
O! from what power hast thou this powerful might,
With insufficiency my heart to sway?
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Przed dwoma tysiącami lat niewielkie irlandzkie miasteczko Waterford spłynęło krwią okrutnego męża i bezdusznego ojca kobiety, która zbyt wiele wycierpiała z ich rąk. Upiorzyca gnana nienawiścią i pragnieniem zemsty, przez lata dotkliwie karała wiarołomnych kochanków i mężów, aż zasnęła w swym rodzinnym grobowcu. Mieszkańcy co roku w rocznicę jej zgonu kładą na ciężkiej marmurowej płycie krypty rytualny kamień, który ma zapewnić im bezpieczeństwo. Ze szczątkowych zapisków etnologów i lokalnych pieśni, można wywnioskować, że kobieta była użytkowniczką magii. Czy znajdzie się śmiałek, który zdecyduje się zdjąć kamień i pocałunkiem obudzić bladolicą śniącą o ustach czerwonych jak krew?

Dearg Dur
#8
07.09.2024, 13:15  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.09.2024, 13:34 przez Dearg Dur.)  
usiądź i zapłacz nad nami
usiądź i zapłacz nad wiecznością w osamotnieniu
usiądź i zapłacz, jak ja zapłakałem, kiedy wyrwałeś moje serce z piersi i zabrałeś je tak blisko, ale tak daleko
usiądź i zapłacz nad nami, a ja otulę Cię swoją miłością
jestem zawsze przy Tobie

Czy kiedyś w ogóle sobie wyznali uczucia? Nie trzeba było, gesty mówiły same za siebie, wspólnie spędzony czas, godziny rozmów, nieprzespane dni, nieprzespane noce. Czy to tak właśnie nabawił się bezsenności, gdy swój dobowy rytm musiał dostroić do konieczności wampirzego życia?

Twarda ściana była jedyną ostoją, jedynym pewnikiem w tym pogrzebowym tonie. Dźwięki smyczków coraz koślawiej grały, kilka tonów w fortepianie coraz bardziej nie stroiło, jakby ktoś celowo dodawał fałszywe nuty w tej połamanej kołysance. Na wieczny sen. Na wieczne pamiętanie.

I tylko istniała ściana, ta sama, przy której osunął się na ziemie, czując jak kręci mu się w głowie. I tylko istniała miękka kołdra rozrastający się róż, otulających go coraz ciaśniej jak płaszcz, jak ciężar nie pozwalający wyjść o świcie z łóżka. Nie pozwalający wyjść o zmierzchu z trumny nadchodzącego życia.

Była noc. Było ciemno, a ściana okazała się twardą nagrobną płytą. Ciężkie marmury rodowej krypty stanowiły ostatni bastion tej drogi, na którą skazała go dzisiejsza noc. Bezlistne drzewa pochylały się nad nim, a czarne, lekko lśniące fioletowym blaskiem magiczne róże delikatnie łaskotały skórę jego skostniałych dłoni.

To jest jeden z moich najlepszych żartów, kazałem ją postawić ze dwa wieki temu. Zawsze pokazuję ją ciekawskim, gdy pytają o miejsce mojego pochówku czy okoliczności zgonu. Wścibskie nosy wietrzą za liczbami, chcąc poznać układ planet, który mnie wydał na świat. Szukają po tym jak urodziłem się dla dnia, szukają po tym, jak urodziłem się dla nocy, ale obaj wiemy, że przeznaczenie kpi z nas każdego dnia, i tylko my i nasze własne decyzje mogą utkać przyszłość według naszej woli. Gwiazdy mówiły mi, że odejdę samotnie, ale proszę, oto jesteś, mój towarzyszu, jedyny z którym mógłbym oglądać koniec czasów...

Tylko kochankowie przeżyją


Tak mu mówił, gdy byli w tym miejscu ostatni raz, gdy całowali się w blasku księżyca w domenie umarłych, nad ciałami wielu. Hrabia śmiał się wtedy z Paryża, miasta miłości zbudowanego na gigantycznym cmentarzu, którego katakumby szczyciły się ścianami wytapetowanymi kośćmi, kolumnami bezimiennych czaszek.

Tęsknię

Szeptał wiatr przy akompaniamencie gnących się ostrych gałęzi cmentarnych drzew. Szeptał pośród lamentu osieroconych kwiatów. Szeptał tak słodko i czule, gładząc jego twarz lodowymi opuszkami, których nie było. Których nigdy już nie miałby poczuć.
Czarodziej
Some legends are told
Some turn to dust or to gold
But you will remember me
Remember me for centuries
wiek
43
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
Zastępca szefa OMSHM-u
Wysoki (191 cm), szczupły i zawsze zadbany brunet, który ewidentnie poświęca dużo czasu na to, by wyglądać najlepiej jak tylko się da. Najczęściej stroi się w wysokiej jakości szaty, garnitury i koszule. Niemal zawsze uśmiechnięty.

Jonathan Selwyn
#9
07.09.2024, 23:27  ✶  
Tylko kochankowie przeżyją.

Jakie piękne zdanie, którym można zdobyć serce ukochanego, lub doprowadzić do zawału byłego kochanka.
Spokój.
Znowu mógł oddychać, nic go nie dusiło, nic nie mroziło mu ciała do takiego stopnia, że nie mógł się ruszać. Stał opatry o płytę nagrobną, której chłód zdawał się gasić jego nerwy. A może to była kwestia tego, że nawiedziły go kojące wspomnienia. Czy był pierwszym komu powiedział o tym wyrafinowanym żarcie? Czy tylko on dostąpił tego zaszczytu, czy zdradzał go wielu?
Osunął się na ziemię i wciąż opierając się o kawałek kamienia, przymknął oczy. Czy tym razem był to jego prawdziwy grób? Jeśli tak, to czemu czuł tak bardzo... Nic. Zupełnie nic. Pierwszy raz od momentu, gdy jego miłość połamała mu żebra czuł jedynie pustkę.  Jakby wyglądała teraz jego aurą, gdyby odważył się na nią spojrzeć?
Tyle lat gniewu, smutku, strachu, tęskoty, furii, nieprzespanych nocy, listów, kłamstw, zmartwień, błagania w myślach, aby to się nigdy nie wydarzyło, błagania w myślach, aby dostać z nim jeszcze jeden dzień, kiedy wszystko będzie dobrze, a teraz po prostu tkwił tutaj, pozbawiony emocji. Jean żył? Nie żył?
–  Czasem zastanawiam się, czy kiedykolwiek rozumiałeś czym jest miłość. – Pełen bólu szept po prostu wypłynął z jego ust. – A potem szukam dowodów na to, że rozumiałeś, bo w przeciwnym razie nie chcę nawet myśleć o tym z czym ją pomyliłem.
Musiał go kochać, prawda? Przynajmniej na początku, zanim zaczął traktować go jako obiekt pożądania, którego nie mógł mieć.
A przecież okazywał mu miłości. Wtedy, gdy na początku ich związku rozbudzał go na milion sposób, tak by upewnić się, na jego własne życzenie, że Jonathan zaśnie dopiero razem z nim nad ranem w jednym łóżku. Albo podczas tych wszystkich wspólnych nocy. Lub gdy uśmiechał się z kupowanych przez Selwyna podarków. Teoretycznie to, że zaoferował mu wspólną wieczność też mogło być oznaką miłości, prawda?
– Zastanawia mnie tylko... – kontynuował, przenosząc wzrok na pobliskie drzewo, o które kiedyś oparł go niespodziewanie, gdy powoli wracali do apartamentu ambasadora, a Jean myślał, że był to już koniec pocałunków na ten moment. – Gdyby ktoś traktował mnie tak, jak ty teraz, zabiłbyś go. Czemu więc robisz to mi?
Może dlatego właśnie siedział teraz oparty o jego grób.
Czarodziejska legenda
O! from what power hast thou this powerful might,
With insufficiency my heart to sway?
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Przed dwoma tysiącami lat niewielkie irlandzkie miasteczko Waterford spłynęło krwią okrutnego męża i bezdusznego ojca kobiety, która zbyt wiele wycierpiała z ich rąk. Upiorzyca gnana nienawiścią i pragnieniem zemsty, przez lata dotkliwie karała wiarołomnych kochanków i mężów, aż zasnęła w swym rodzinnym grobowcu. Mieszkańcy co roku w rocznicę jej zgonu kładą na ciężkiej marmurowej płycie krypty rytualny kamień, który ma zapewnić im bezpieczeństwo. Ze szczątkowych zapisków etnologów i lokalnych pieśni, można wywnioskować, że kobieta była użytkowniczką magii. Czy znajdzie się śmiałek, który zdecyduje się zdjąć kamień i pocałunkiem obudzić bladolicą śniącą o ustach czerwonych jak krew?

Dearg Dur
#10
08.09.2024, 12:23  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.09.2024, 12:51 przez Dearg Dur.)  
Pytania, wątpliwości, pustka zaciskająca się na sercu bezwzględnym lodem... To wszystko zostawało bez odpowiedzi innej niż złowieszczy poszum drzew. Minęła chwila, nim zauważył jak spośród pogiętych łodyg zdobnych w liczne kolce wypełzła gęsta, mlecznobiała mgła.

Półprzezroczysta, niematerialna tkanka otaczała go podnosząc się coraz wyżej, jakby była lodowatą wodą niespiesznie zatapiającą jego istnienie w marazmie i odrętwieniu.

I wtedy poczuł to, od kostek, pod nogawką spodni - palce sunące ku górze, pieszczące każdy fragment skóry, której same były pozbawione. Nie dziesięć, a setka, mglisty opuszek za opuszkiem. Wrażenie wszechobecnego dotyku zabierało resztki oddechu, pozbawiało głowę myśli, a ciało wrażenia pozostawiania w pionie. Już nie palce, a dłonie, miękkie, kojące chłodem, układały pośród miękkich pościeli, a brak materii stał się materią, tulącą do piersi w której nie biło już od dawna serce.

Gdy Jonathan otworzył oczy, bez trudu znosił dyskomfort chłodu. Mężczyzna przytulał go do siebie, otaczając go ciasno ramionami okrytymi miękkim kaszmirowym swetrem, by nie wymrozić nazbyt śmiertelnego ciała. Jego palce delikatnie masowały głowę, mierzwiąc czarne kosmyki Selwyna.

–Ciiiii moje słodkie serce, już cichutko... to tylko sen. Tylko zły sen. – szeptał czule. W pokoju było ciemno, ale przestrzeń pachniała znajomo... Londynem.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Dearg Dur (2057), Jonathan Selwyn (3254)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa