Poranek minął jej spokojnie. Nie zamierzała dzisiaj wybierać się do lasu. Nawet osoby takie jak Yaxley czasem potrzebowały odpoczynku, no i wieczorem umówiła się z Gio do kina. Wolała więc nie zniknąć w jakimś lesie, bo tam traciła poczucie czasu. Wybrała się z psami na spacer, dotarła na niewielkie targowisko, postanowiła rzucić okiem na przedmioty, które można było tam dostać. Nie było to wielkie miejsce, ledwie kilka straganów. Jej uwagę przykuło niewielkie, srebrne lusterko. Wpadło jej w oko przez to, że pamiętała iż jej babka Jose miała podobne. Pamiętała, jak przeglądała się w nim kiedy jeździła do niej do Kanady. Postanowiła je kupić.
Wróciła do domu, siedziała na parapecie paląc szluga w oknie, w ręku miała to niewielkie lusterko w którym się przeglądała. Niby nie przywiązywała wagi do takich rzeczy, ale wzbudziło w niej trochę sentymentów i przypomniało o dzieciństwie. Nie miała wtedy żadnych problemów, życie było takie kolorowe, wiele by dała by móc do tego wrócić. Z drugiej strony, czy aby na pewno, na samą myśl, że znowu miałaby wykonywać polecenia rodziców po jej plecach przechodził dreszcz. Zdecydowanie dobrze być dorosłym człowiekiem, pozostawała nadzieja, że szybko upora się z tym cały syfem, który ciągnął się za nią od kilku miesięcy. Była bliska rozwiązania zagadki. Zgasiła szluga w jednej z wielu popielniczek, które znajdowały się w kuchni. Ponownie spojrzała w lusterko i omalże wypuściła je z rąk. - Kurwa mać. - Jej skóra zrobiła się zielona, ciemnozielona. Na szczęście udało jej się utrzymać przedmiot w dłoni, bo niewiele brakowało, żeby padła na nią klątwa rozbitego zwierciadła i siedmiu lat nieszczęścia, tego nie była w stanie na siebie wziąć.
Nie zamierzała zwlekać. Wiedziała, że musi coś z tym zrobić. Wybiegła z mieszkania w pośpiechu. Wzięła przedmiot ze sobą, póki co nie powiązała go z tą przypadłością, która jej się przytrafiła. Tyle, że zupełnie nieświadomie nie zostawiła przedmiotu w mieszaniu.
Pamiętała o tym, że jej nowy znajomy Thomas Figg miał doświadczenie związane z klątwami, bardzo szybko więc znalazła się przed cukiernią, w której Thoran zamawiał pączki. Miała nadzieję, że zastanie go na miejscu. Czuła, że ktoś zrobił sobie z niej żarty, pewnie jacyś gówniarze.
Wparowała do cukierni i zaczęła rozglądać się po jej wnętrzu w poszukiwaniu znajomej twarzy. Jej skóra aktualnie przybrała fioletowy kolor.