• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn Klinika magicznych chorób i urazów v
« Wstecz 1 2
[kwiecień 1972] Ręka dalej ci nie odpadła? - Florence i Fergus

[kwiecień 1972] Ręka dalej ci nie odpadła? - Florence i Fergus
Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#1
16.01.2023, 02:19  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.02.2023, 22:30 przez Morgana le Fay.)  
Rozliczono - Fergus Ollivander - osiągnięcie "Piszę, więc jestem"
Rozliczono - Florence Bulstrode - osiągnięcie "Piszę, więc jestem".

Fergus Ollivander był intrygującym przypadkiem.
Nie sam w sobie, oczywiście. A raczej: mógł być najbardziej intrygującym człowiekiem na świecie, Florence jednak jego osobowość zupełnie nie interesowała, bo kiedy trafił na oddział, jej uwaga skupiła się raczej na klątwie tkwiącej w ciele. Już same ogólne obrażenia, jakich młodzieniec doznał, mogłyby wystarczyć, aby wyprawić go na tamtej świat - sprawna reakcja Danielle Longbottom na szczęście uratowała mu życie. Była jednak jeszcze klątwa. Ach, ta klątwa! Florence z taką się dotąd nie spotkała, podobnie jak drugi klątwołamacz z wydziału, i głowili się nad tym przypadkiem całkiem sporo, zanim udało się ją wreszcie przełamać. Choć w teorii wszystko powinno być już dobrze, zajrzała jednak do Fergusa niedługo po tym, jak się przebudził, a teraz weszła do pokoju pacjenta znowu - po trochu, bo była pora wymiany opatrunku, po trochu, bo wcale nie była pewna, czy faktycznie usunęli absolutnie wszystko.
A, i jeszcze, ciekawiło ją, jakie mogą być efekty uboczne.
Bo to naprawdę był taki piękny przypadek.
- Panie Ollivander, dobry wieczór. Ręka dalej cała, nie uschnięta i przytwierdzona do reszty ciała? A pan nieopętany przez żadne starożytne duchy wyzwolone ze szkatuły? - rzuciła lekkim tonem, przekraczając próg.
Uzdrowicielka była kobietą po trzydziestce. Nie wyróżniała się specjalnie z tłumu. Średniego wzrostu, dość szczupła, blada, piegowata, kasztanowowłosa. Uważny obserwator mógłby jednak zauważyć, że jej szata jest idealnie czysta, idealnie wyprasowana, buty na płaskiej podeszwie wręcz błyszczą, a z ciasnego koka nie ośmiela się uciec choćby jeden włos. Dbała o wygląd. Nie była to dbałość kogoś, kto chciał być piękny: raczej kogoś, kto był bardzo schludny.
Ewentualnie cierpiał na nerwicę natręctw.
W rękach niosła skrzyneczkę, w której znajdowały się bandaże, specjalna maść oraz substancja, którą musiała nasączyć opatrunki. Ot na wszelki wypadek. Planowała też rutynowo sprawdzić ranę, bo dalej tkwił w niej niepokój, że jednak jakieś małe drobinki czarnej magii uszły ich uwadze…
"Toby"
There's a starman waiting in the sky
He'd like to come and meet us
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Fergus jest dość wysoki, bo mierzy metr osiemdziesiąt wzrostu, a do tego dość chudy. Patrząc na niego, ma się wrażenie, że może się złamać na pół. Ma długie, wiecznie rozczochrane włosy, które związuje, kiedy musi się skupić lub nad czymś pracuje i brązowe oczy w odcieniu czekolady. Zazwyczaj jest dosyć nerwowy i intensywnie gestykuluje, kiedy mówi. Jest leworęczny.

Fergus Ollivander
#2
17.01.2023, 12:47  ✶  
Z ust Fergusa wydobyło się przekleństwo w kierunku Thomasa, gdy przeczytał o odkryciu Hectora. Przywłaszczył sobie jego życie, zrzucając wszelkie przewinienia na niewinną osobę! I na dodatek upierał przy tym, że wszelkie naukowe dokonania były jego zasługą, mimo że tak naprawdę gówno wiedział. Ollivander nie spodziewał się, że będzie aż tak przeżywał książkę, która wpadła w jego ręce przypadkiem, z braku innego wyboru w szpitalnym sklepiku. Nudził go już czytany setny raz artykuł w Proroku o przygotowaniach do Beltaine, tam samo jak quizy na temat doboru koloru torebki do szminki w Czarownicy. Sięgnął więc po Lockharta i naprawdę się wciągnął, śledząc losy głównego bohatera. Na tyle, że wzdrygnął się, gdy drzwi otworzyły się i przeszła przez nie uzdrowicielka. Odłożył tom na komodę tuż przy łóżku i spojrzał na przybyłą kobietę z lekkim przestrachem. Stateczny krok, wykrochmalone szaty. Przerażała go ta doskonałość, podczas gdy on prezentował sobą niechlujstwo. Nie czuł się przy niej zbyt komfortowo, choć ufał jej umiejętnościom.
- A mogła uschnąć? - zapytał zaskoczony, nie do końca mając pewność, czy Florence Bulstrode żartowała, czy należało ją jednak brać stuprocentowo na poważnie. Nie potrafił rozgryźć tej kobiety, zwłaszcza że gdy spotkał się z nią po raz pierwszy, był na wpół przytomny. - Mam nieprzerwaną ochotę podbić Brytanię, czy to oznacza, że coś jest na rzeczy? - zażartował, choć chyba nie powinien, bo jeszcze by to wzięła za objaw niepoprawnie zdjętej klątwy, która ogarnęła jego umysł.
Spojrzał niepewnie na skrzyneczkę w rękach uzdrowicielki. Oznaczała zmianę opatrunku, a zdołał się już przekonać, że bolało jak diabli, zwłaszcza gdy rana przysychała nieco do bandaża. Nawet nie chciał na to patrzeć, choć z każdym kolejnym dniem było już lepiej. Podciągnął się nieco na łóżku, opierając plecami o poduszki i zerknął ukradkiem w kierunku książki, do której powrót niezwykle go kusił. Pytanie tylko, co będzie robił, jeśli pochłonie ją całą w jeden dzień?
Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#3
17.01.2023, 13:09  ✶  
Czy żartowała? Trochę, bo miewała czarne albo złośliwe poczucie humoru. Ale tak naprawdę, choć wątpiła, by stało się coś takiego już w szpitalu, wcale nie była pewna, czy nie doszłoby do tego, gdyby Danielle nie znalazła się na miejscu wydarzenia.
- Uschnąć, odpaść, szczernieć, spróbować pana udusić… kto to wie? To w końcu czarna magia - wyrecytowała Florence poważnie, układając skrzyneczkę na stoliku, by zacząć wyjmować z niej rzeczy. Wszystkie stawały idealnie, jak pod linijkę, a nie wyglądało na to, by kobieta starała się przy tym specjalnie: zdawało się, że takie porządkowanie przychodzi jej równie naturalnie, jak oddychanie.
Bo tak było, w gruncie rzeczy.
- Na szczęście trafił pan w ręce uzdrowicieli na czas, więc prawdopodobnie do niczego takiego nie dojdzie. Chociaż na przyszłość doradzam niedotykanie magicznych przedmiotów, których pochodzenia nie jest pan pewien – oświadczyła ze spokojem. – Och, to nie ma nic wspólnego z ręką. Ale to bardzo paskudny objaw. Jeżeli poczuje pan też potrzebę założenia ciemnych szat i maski, proszę koniecznie zgłosić się do uzdrowiciela – skwitowała. Przejmowanie władzy nad Brytanią? Cóż, mieli już jednego takiego, który też poczuł nieodpartą potrzebę podobnych działań i co gorsza wcielał ją w życie.
Najpierw założyła rękawiczki, potem ujęła jego rękę i zabrała się za usuwanie opatrunku. Ruchy miała pewne, chociaż mimo tego, że niektórzy lubili oskarżać ją o sadystyczne skłonności, starała się przy tym nie sprawiać Fergusowi niepotrzebnego bólu. Podejście pacjentów do Florence niekiedy wywoływało skargi, nigdy jednak nie postąpiłaby celowo wbrew ich interesom.
- Żadnych nadzwyczaj realistycznych koszmarów? Halucynacji? Zaburzeń widzenia albo pamięci? – pytała. Mogło to brzmieć jak żarty, acz tak naprawdę… wcale nimi nie było. Magomedyczka wprawdzie wątpiła, czy tego typu efekty uboczne tutaj wystąpią, ale nie mogła być całkowicie pewna. Fergus Ollivander dostał już specjalną teczkę w jej segregatorze na „ciekawe przypadki”, zakładała więc, że niczego nie mogą być tutaj pewni.
Usunięty bandaż został bardzo starannie złożony w kostkę i umieszczony w odpowiedniej przegródce w skrzyneczce, skąd miał potem trafić do kosza na odpadki.
"Toby"
There's a starman waiting in the sky
He'd like to come and meet us
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Fergus jest dość wysoki, bo mierzy metr osiemdziesiąt wzrostu, a do tego dość chudy. Patrząc na niego, ma się wrażenie, że może się złamać na pół. Ma długie, wiecznie rozczochrane włosy, które związuje, kiedy musi się skupić lub nad czymś pracuje i brązowe oczy w odcieniu czekolady. Zazwyczaj jest dosyć nerwowy i intensywnie gestykuluje, kiedy mówi. Jest leworęczny.

Fergus Ollivander
#4
18.01.2023, 19:57  ✶  
Skrzywił się zdegustowany na samą myśl o tym, że dłoń mogłaby go zechcieć udusić, albo tym bardziej uschnąć i odpaść niczym jesienny liść na drzewie. Lubił swoją prawą rękę, nawet jeśli była mniej pożyteczna od lewej. Gdyby zamierzał się jej pozbyć, pewnie znalazłby o wiele lepszy sposób, niż dotykanie krwiożerczych szkatułek.
Przez krótką sekundę kusiło go, żeby sprawdzić, co by się stało, gdyby przesunął jedną z tych perfekcyjnie ułożonych fiolet o kilka milimetrów. Nie potrafił jednak poruszać przedmiotami wzrokiem, zwłaszcza tak delikatnie, a obawiał się, że oberwałby po łapach, gdyby tylko wyciągnął je w kierunku należących do kobiety mikstur.
- Raczej nie mam już tego w planach – mruknął, wciąż nie odrywając wzroku od idealnej linii buteleczek tuż obok. Ciekawiło go, co było w środku, choć niespecjalnie znał się na eliksirach. To Nora zajmowała się warzeniem mikstur, a w czasach szkolnych poprawiała mu wszystkie wypracowania z tej dziedziny. Tak pozostało po dziś dzień, że wszelkie specyfiki zdobywał od niej. Parsknął śmiechem na kolejne słowa uzdrowicielki. – Miałem na myśli Brytanię z czasów starożytnych – wyjaśnił, nadal się śmiejąc, bo nawet jeśli żart mu nie wyszedł, pani Bulstrode nieźle dowaliła. – Ale zapamiętam. Myśli pani, że gdybym ubrał się tak w czasie karnawału, kogoś by to rozbawiło, czy od razu wysłaliby mnie do Azkabanu?
Nudził się, niemiłosiernie się nudził, więc szukał zaczepek u każdego, nawet u nieco przerażającej go swoją idealnością uzdrowicielki. Wszystko było zresztą lepsze od słuchania kolejnych historii na temat trzynaściorga wnucząt Hersephonii Diggory z Oddziału Zatruć Eliksiralnych. Odkąd ten jeden raz znalazła u Fergusa zainteresowanie, przychodziła do niego za każdym razem, gdy otrzymała kolejną kartkę z życzeniami powrotu do zdrowia od któregoś z dzieciaków, których imion nawet nie chciał spamiętywać.
- Widzę dobrze, halucynacji nie mam, z pamięcią raczej też wszystko okej – wymieniał, bo z każdym kolejnym dniem było u niego coraz lepiej, zwłaszcza z przypominaniem sobie tego, co wydarzyło się, zanim stracił przytomność. – Koszmary miewam na co dzień, więc to akurat żadna nowość.
Przyglądał się, jak zdejmowała mu bandaż, odsłaniając paskudną ranę po kolcach z pokrywy szkatułki. Goiła się, ale dość topornie. Jakby zresztą nie miała, skoro to – jak zresztą pani Bulstrode wspomniała – czarna magia. Nie przeszkadzało mu jej podejście, wolał żwawe, pewne ruchy niż babranie się z nim i powolne ciągnięcie, co sprawiało większy ból.
- Jak długo to się będzie goić? – zapytał, choć pewnie zadawał to pytanie już setki razy różnym osobom. Irytowało go jednak to szarpanie w nadgarstku, które czuł za każdym razem, gdy zbyt gwałtownie poruszył ręką. A rana swędziała tak niemiłosiernie, że gdyby nie ukrywający ją bandaż, pewnie rozszarpałby sobie skórę. – Spotkała się pani kiedyś z podobnym przypadkiem?
Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#5
19.01.2023, 15:49  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.01.2023, 15:56 przez Florence Bulstrode.)  
Gdyby Fergus spróbował poprzestawiać fiolki, prawdopodobnie zostałby obdarzony zimnym spojrzeniem, a Florence odpowiednio by to skomentowała. Pośród wielu rzeczy, których nie tolerowała, to była na pewno jedna z nich: ruszanie bez potrzeby jej rzeczy, zwłaszcza w szpitalu. Wzbudzało to w niej podwójną irytację, bo sam widok nieodpowiednio (w jej opinii) ustawionych przedmiotów zawsze powodował niepokój.
- Naprawdę? Podobno ciągle ktoś chciał ją podbijać. Niezbyt rozumiem dlaczego. Mam wrażenie, że była bardzo nieciekawym miejscem i gdy już ją podbiłeś, ktoś ciągle chciał ściąć ci głowę. Zwykle twój syn. Proszę przez chwilę nie ruszać ręką.
Gdy opatrunki zostały, usunięte Florence ujęła różdżkę. Wykonała nią serię skomplikowanych gestów, a później przytknęła czubek do palca Fergusa. Żyły i tętnice zalśniły pod skórą, pulsując błękitnawym światłem. Florence pochyliła się, obserwując je uważnie, jakby szukała jakichkolwiek nieprawidłowości. Najwyraźniej jednak nic nie znalazła, bo po chwili cofnęła różdżkę i sięgnęła po maść, by zacząć ją rozprowadzać wzdłuż rany, nie nakładając jednak na samo poranione miejsce.
- Azkaban? Ależ skąd. Raczej Mungo, o ile byłoby co zbierać, gdyby już dorwali pana krewni i znajomi ofiar – poinformowała uprzejmie. I choć niby wiedziała (chyba?), że Ollivander sobie tylko żartował, to ona z kolei odpowiadała poważnie. Paru śmierciożerców oznaczało szaleńczą ucieczkę. Jeden pojedynczy w tłumie – trochę paniki i przynajmniej kilka osób, które poślą w niego zaklęcia. Florence miała okazję widzieć parę niedoszłych ofiar, ale też przyjaciół tych, których uratować się nie udało.
Większość się bała.
Inni zdawali się tylko jeszcze bardziej zdeterminowani.
- Także proszę się nie krępować, jeśli pan się za mną tak strasznie stęskni, takie przebranie to naprawdę doskonały pomysł – dodała z kamiennym wyrazem twarzy, po czym jeszcze raz spojrzała na ranę, odłożyła maść i rzuciła kolejne zaklęcie gojące.
- Jeszcze dwa, trzy dni – odparła na pytanie. Zwykłą ranę tego typu mogłaby zaleczyć w trzy minuty, ale czarna magia odciskała na ciele silniejsze ślady, a do ciała Fergusa przenikła też klątwa. Klątwa, która chyba faktycznie została usunięta, bo ani kolejne oględziny nic nie wykazały, ani Ollivander nie zdawał się przejawiać niepokojących objawów. – Z identycznym? Nigdy. Z podobnym? Owszem. Podobne klątwy często były wykorzystywane w przeszłości do zabezpieczania ważnych dla społeczeństwa czarodziejów miejsc. Teraz są oczywiście w większości nielegalne, ale ciągle się zdarza, że ktoś na nie wpadnie. Zwykle…
Urwała, odkładając różdzkę. Zabrała się za nasączanie świeżych bandaży substancją, która wypełniła wnętrze zapachem ziół i czegoś jeszcze, trudnego do uchwycenia.
- Nie dożywa pomocy – dokończyła konwersacyjnym tonem, choć słowa były brutalne. Ale Fergus sam pytał, prawda? A Florence potrafiła być brutalnie szczera. I przy okazji nie widziała nic złego w paru informacjach, które pomogą wbić raz na zawsze, jak niebezpieczne bywają magiczne artefakty. – Chociaż dwa lata temu przywieźli nam tutaj archeologa z wykopalisk w Irlandii. Przeżył. Nawet udało się uratować jedno z jego oczu.
"Toby"
There's a starman waiting in the sky
He'd like to come and meet us
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Fergus jest dość wysoki, bo mierzy metr osiemdziesiąt wzrostu, a do tego dość chudy. Patrząc na niego, ma się wrażenie, że może się złamać na pół. Ma długie, wiecznie rozczochrane włosy, które związuje, kiedy musi się skupić lub nad czymś pracuje i brązowe oczy w odcieniu czekolady. Zazwyczaj jest dosyć nerwowy i intensywnie gestykuluje, kiedy mówi. Jest leworęczny.

Fergus Ollivander
#6
22.01.2023, 15:00  ✶  
Fergus odwrócił wzrok od fiolek, by nie kusił go w dalszym ciągu zamęt. Lepiej nie podpadać uzdrowicielce, która się tobą opiekuje, bo każda zmiana opatrunku zacznie nieprzyzwoicie boleć. Nie żeby podejrzewał panią Bulstrode o sadyzm, ale lepiej dmuchać na zimne.
- Może to kwestia tego, że ze wszystkich stron ma dostęp do morza - zastanowił się. - A jak ktoś ma zbyt wygórowane ambicje, jest gotowy zabić dla władzy nawet własnego ojca. Nie rozumiem, czemu tyle osób się pcha do rządzenia, do zbyt duża odpowiedzialność. No chyba że jedynym celem w życiu jest zostanie tyranem. Ale wciąż… nie rozumiem.
Nie był już nawet pewien, jakim cudem rozmowa na temat objawów klątwy zeszła na władzę. Nie znał się na polityce na tyle, by o niej dyskutować, choć jakieś niewielkie pojęcie na jej temat posiadał, zwłaszcza że pochłaniał książki historyczne z taką samą prędkością, jak ciastka Nory. Akurat jeden schemat nigdy się nie zmieniał - zdrady i zabójstwa, byleby znaleźć się na szczycie.
Patrzył, jak jego żyły rozświetlają się jasnym światłem. Dziwiło go to za każdym razem, gdy któryś z uzdrowicieli przychodził do niego, by go zdiagnozować. Tak, jakby ktoś wpuścił światło do jego krwiobiegu.
- Chyba skutecznie wybiła mi pani ten pomysł z głowy - przyznał, gdy wspomniała o tym, że nieźle złojono by mu skórę, gdyby założył czarny kaptur i maskę dla żartu. Normalnie nawet nie wpadłby na tak durny pomysł, ale miał wrażenie, że jego umysł podpowiadał mu coraz głupsze rozwiązania wyłącznie z powodu nudy. Zresztą pamiętał swoją własną panikę, gdy zaledwie rok wcześniej aurorzy wpadli do sklepu Ollivanderów z informacją, że planowany jest na nich atak. - Jeśli się za panią stęsknię, po prostu przyniosę pani pączka i kawę. Moja przyjaciółka robi wyśmienite w swojej kawiarni.
Gdyby jakieś mu jeszcze zostały, pewnie zaoferowałyby uzdrowicielce poczęstunek, ale od dwóch dni jego żołądek sprawiał wrażenie nieskończonego worka, więc wszystkie zapasy słodyczy zdążyły się wyczerpać.
Jęknął na samą myśl o spędzeniu w tym łóżku jeszcze trzech dni. Najchętniej by wyszedł na zewnątrz pod wymówką przewietrzenia się, ale w rzeczywistości po to, by zapalić. Ssało go tak bardzo, że był gotowy wyjść ze szpitala wcześniej dla samych papierosów. Zwłaszcza że gdy próbował się wymknąć, jeden ze stażystów nieźle go opierdzielił.
Czuł się lepiej, tak mu się przynajmniej wydawało. Jednak uwaga Florence Bulstrode o tym, że większość osób nie dożywa pomocy, sprawiła, że w gardle poczuł nieprzyjemną gulę. Dopiero teraz docierało do niego, jak wielkie szczęście miał, leżąc w tym łóżku. Jak niewiele brakowało, by zamiast piżamy miał na sobie szatę wyjściowa, a zamiast kołdry klapę wieka od trumny.
- Co takiego wykopał? - zapytał słabym głosem, wzdrygając się na myśl o utracie oka. Rękę dało się odtworzyć przy pomocy magii, ale gałkę oczną? To by wymagało o wiele większego pomyślunku.
Próbował sobie przypomnieć, czy gdziekolwiek pisano o tym wypadku w Irlandii. Zazwyczaj zwracał uwagę na tego typu przypadki ze względu na swoje zainteresowanie magicznymi artefaktami. Najwyraźniej była to na tyle poważna akcja, że zatajono ją przed opinią publiczną. Skrzywił się od unoszącego się w powietrzu, intensywnego zapachu ziół, który drażnił jego nos. Nie podobała mu się ta woń, ale jeśli miało pomóc, nie miał innego wyboru, jak tylko to znieść.
- Zdarzyło się, że nie udało się pani kogoś odratować, pomimo tego, że w porę tu trafił? - zapytał, ale zaraz się zreflektował, że powinien ugryźć się w język. Nie wypadało. - Przepraszam, nie musi pani odpowiadać.
Ręka swędziała go od nałożonych maści. Spróbował się przesunąć, by zneutralizować jakoś to nieprzyjemne uczucie, skoro nie mógł się podrapać po wciąż gojącej się ranie. Wciąż czuł się głupio po tamtym pytaniu, które padło szybciej, niż zdążył pomyśleć, więc niespecjalnie zwracał uwagę na swoje ruchy, zahaczając o stolik, na którym kobieta ustawiła swoje mikstury. Zaczęły się trząść, nieprzyjemnie brzęcząc, gdy szkło uderzało o siebie. Spojrzał z jeszcze większym przestrachem na medyczkę.
Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#7
22.01.2023, 16:00  ✶  
- Jestem w tym podobno bardzo dobra – odparła Florence nieskromnie, gdy Fergus skomentował, że skutecznie wybiła mu pomysł z głowy. Bulstrode spędziła dobrych dziesięć lat na wybijaniu głupich pomysłów z głów młodszego kuzynostwa i rodzeństwa, a wcześniej na przewidywaniu tych pomysłów, i chociaż nie zawsze odnosiła sukces, to nabrała w tym swego rodzaju wprawy. Na przykład powiedzenie „nie wolno ci tego robić” albo „to głupi pomysł” nigdy nie działało. Trzeba było odnieść się do niego entuzjastycznie i wykazać, co potem stanie się później. Zwykle to stanowiło najlepszą taktykę. – Kawa to zdecydowanie lepszy pomysł niż trafianie na oddział jako wielka larwa. Tak, mieliśmy taki przypadek.
Niezbyt żałowała pączków. Florence nie była może przeciwniczką słodyczy, ale sięgała po nie stosunkowo rzadko. Z jednej strony był to efekt bycia uzdrowicielką, z drugiej po prostu smaku. Wybierając między gorzką czekoladą a mleczną, niemal zawsze sięgała po tę pierwszą.
Matka czasem mówiła, że to pewnie dlatego córka jest wiecznie „skwaszona”.
- Chodzi o wykopaliska w pobliżu Stonehage. Znaleźli jakąś nową salę, próbowali do niej wejść, uruchomił klątwę, gdy dotknąć kamieni runicznych, strzegących przejścia. Sala uległa zawaleniu i nic nie znaleźli, on sam skończył obłożony paroma paskudnymi zaklęciami – wyjaśniła ze spokojem, bo i nie była to jakaś wielka tajemnica. A przynajmniej taką wersję jej przekazano, kto wie, może w rzeczywiści było zupełnie inaczej, ale na użytek pracowników szpitala spreparowano wygodną bajeczkę. Mówiąc, jednocześnie zabrała się za owijanie ręki Fergusa nowym bandażem, przesączonym substancją, który nałożyła na opatrunek. Ruchy miała sprawne i nie zwolniła nawet wtedy, kiedy zadał swoje pytanie, chociaż nie odpowiedziała na nie od razu.
Kiedy jej cenne fiolki i inne rzeczy zatrzęsły się na stoliku, sięgnęła jedną ręką, by je przytrzymać, w drugiej wciąż podtrzymując zranioną dłoń Ollivandera. Samego pacjenta zmierzyła surowym spojrzeniem.
- Proszę się nie kręcić podczas zmiany opatrunków, panie Ollivander, bo następnym razem pana sparaliżuję – ostrzegła, po czym nawet nie patrząc przesunęła jedną z fiolek, która znalazła się teraz na krawędzi blatu, z powrotem na poprzednie miejsce. Pewnie za jakieś dwadzieścia lat takie zachowanie ze strony uzdrowiciela byłoby całkowicie niedopuszczalne, ale mieli lata siedemdziesiątce, więc Florence doprowadzona do ostateczności nie miałaby prawdopodobnie większych oporów. Ponownie sięgnęła po różdżkę, by za pomocą czaru utwierdzić bandaż dobrze na miejscu.
- Nie jestem cudotwórcą – powiedziała jeszcze, bo i nie, pytanie nie było jej nie w smak, ale to nie tak, że podobnych nigdy nie słyszałam. Głos miała dostatecznie opanowany, nie zdradzający śladu emocji, jakie przychodziły, kiedy czyjeś życie przeciekało ci przez palce. Nie każdemu można pomóc. Nawet za pomocą magii. Była to jedna z najboleśniejszych nauk, jakie musiał opanować magomedyk. – Żaden uzdrowiciel nie jest. Są klątwy i zaklęcia, których nawet najlepszy klątwołamacz nie zdoła zdjąć dość szybko.
Była dobra. Nie miała w sobie dość skromności, aby tak nie uważać. Ale w ciągu kilku lat pracy jakieś trzy czy cztery razy ktoś zmarł, bo choć dotarł do szpitala żywy, obrażenia okazywały się zbyt poważne, aby dała rade zdjąć je na czas. Dwukrotnie musieli amputować kończynę, w której zagnieździła się klątwa zbyt potężna, aby dało się ją przełamać.
I za każdym razem wiedziała, że tak będzie, jeszcze nim zaczęła próbować.
"Toby"
There's a starman waiting in the sky
He'd like to come and meet us
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Fergus jest dość wysoki, bo mierzy metr osiemdziesiąt wzrostu, a do tego dość chudy. Patrząc na niego, ma się wrażenie, że może się złamać na pół. Ma długie, wiecznie rozczochrane włosy, które związuje, kiedy musi się skupić lub nad czymś pracuje i brązowe oczy w odcieniu czekolady. Zazwyczaj jest dosyć nerwowy i intensywnie gestykuluje, kiedy mówi. Jest leworęczny.

Fergus Ollivander
#8
27.01.2023, 17:11  ✶  
Im dłużej Fergus o tym myślał, tym bardziej był przekonany, że pani Bulstrode przypominała mu trochę jego starszą siostrę w tych swoich patentach i udawanym entuzjazmie. Najwyraźniej była to jakaś tajemna wiedza, którą posiadały tylko one i której on jako młodszy brat nie mógł pojąć. Wpychana na siłę odpowiedzialność za dzieciaki najwyraźniej uczyła swego rodzaju roztropności i podejścia, którego nie posiadali nawet rodzice.
- Załatwione, wrócę do pani z kawą i ciastem, zamiast na oddział – odpowiedział, uśmiechając się, ale zaraz spojrzał na nią zszokowany. – Jakim cudem ktoś zmieniony w larwę trafił na ten oddział? Co to za klątwa?
Nie potrafił sobie wyobrazić tej przerośniętej larwy, zwłaszcza leżącej w łóżku. Brzmiało zbyt idiotycznie, a jednocześnie obrzydliwie. Gorzej, jeśli ta osoba trafiła akurat w to samo miejsce, co Fergus i mościła się w jego pościeli. Nawet jeśli była teraz magicznie wyczyszczona, nadal nie podobała mu się ta wizja. Obleśne, doprawdy. Jakby wyjęte z tej książki, którą teraz czytał i chyba bardziej prawdopodobne w świecie Hectora, aniżeli jego własnym. A gdyby tak zmienić Thomasa w gigantycznego świerszcza? Miałby odpowiednią karę za swoje niecne czyny. Ciekawe, czy Lockhart rozpatrzyłby taki pomysł, gdyby mu go podesłał w liście.
- Brzmi, jakby to była banda mugoli. Nie pomyśleli o tym, żeby rzucić jakieś zaklęcia diagnostyczne i wykrywające klątwy, zanim tam weszli? Na ich miejscu nie pchałbym… – urwał, uświadamiając sobie, że krytykował czyjeś błędy, samemu znajdując się w podobnym położeniu. Przyganiał kocioł garnkowi, jak to mówią. – Dobra, nieważne, już się nie odzywam – dodał zaraz, odwracając wzrok na swoją rękę, na wypadek gdyby medyczka zamierzała posłać mu jakieś wymowne spojrzenie, którego teraz by nie zdzierżył.
- Zdaje sobie pani sprawę, jak to łaskocze? – zapytał, krzywiąc się, gdy mocniej ścisnęła jego rękę. Nadal kręciło go w nosie od zapachu ziół i przez to, że zwracał na to szczególną uwagę, nie mógł się przyzwyczaić i zignorować tej woni. Przypominała mu trochę szkolne skrzydło szpitalne, a biorąc pod uwagę, że znów znajdował się w placówce medycznej, chyba słusznie. – Jeśli to by miało jakkolwiek pomóc, następnym razem proszę to zrobić – jęknął, chociaż o ile dobrze kojarzył, paraliż niespecjalnie wskórałby coś w kwestii swędzenia. Chyba nawet by pogorszył, wywołując jeszcze większą frustrację z powodu braku możliwości ruchu.
- Więc naprawdę miałem szczęście – westchnął, słysząc jej odpowiedź. Gdyby nie Castiel i dziewczyny Longbottomów, pewnie wąchałby teraz kwiatki od spodu. I nawet nie zdołałby nikomu przekazać, żeby nie ubierali mu tej przeklętej szaty wyjściowej do grobu. Wolałby być pochowany w skórzanej kurtce i najlepiej przytulony do gramofonu i butelki whisky, gdyby istniała taka możliwość. Ale znając jego rodziców, wystroiliby jego ciało w parszywy smoking. I gdyby nie późniejsza pomoc w szpitalu, pewnie ostatecznie straciłby przeżartą klątwą rękę. – Dziękuję – zwrócił się do Florence z poważnym wyrazem twarzy, wciąż starając zignorować swędzenie ręki. To i tak nie była dostateczna kara za jego własną głupotę. - Za to, że się pani udało to zdjąć.
Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#9
28.01.2023, 14:23  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.01.2023, 14:35 przez Florence Bulstrode.)  
- To nie była jedna klątwa. Jeśli dobrze zrozumiałam sytuację, pewien czarodziej postanowił z kolegą zaczaić się na nowego chłopaka swojej byłej partnerki. Na jego nieszczęście, w barze, z którego wyszedł, siedzieli koledzy tegoż chłopaka, jak jeden mąż członkowie klubu pojedynkowego… cóż, niektórzy zaklęć nie powinno się najwyraźniej łączyć – stwierdziła Florence, puszczając wreszcie rękę Fergusa, już obandażowaną. Całym przypadek relacjonowała podobnie jak wcześniejsze, dość lekkim tonem, nie niosącym za sobą wiele emocji. Mniej więcej takim samym, jakim opowiadała o takich sprawach stażystom podczas wykładów. – Zrośnięte nogi, galeretowata, biała skóra, otwór gębowy zamiast ust, zanik części kości… Tak. Bardzo przypominał larwę – dodała jeszcze po chwili zastanowienia, jakby rozważała, czy „larwa” to na pewno dobre porównanie. Ona i dwóch innych uzdrowicieli spędzili dwa dni nad przywracaniem mężczyźnie poprzedniej postaci, a kolejna trzy dochodził jeszcze do siebie na szpitalnym łóżku, faszerowany eliksirami.
- Doprawdy? – spytała tylko, a kąciki ust drgnęły jej lekko, gdy wspomniał, że „na ich miejscu” postąpiłby inaczej. Na informację o tym, że jeżeli to pomoże, może go sparaliżować, uśmiechnęła się jeszcze szerzej. – Doskonale, zapamiętam.
Tak. Fergus miał właściwie gwarantowane, że jeżeli przy kolejnej zmianie opatrunku zacznie się kręcić, to Florence faktycznie go sparaliżuje. Sam w końcu wyrazi zgodę, prawda?
- Podziękowania należą się przede wszystkim pannie Danielle Longbottom. Gdyby nie ona, raczej by pan tutaj nie siedział cały i względnie zdrowy. Miał pan szczęście, to dobra uzdrowicielka – przyznała Florence, choć przez myśl jej przeszło, że ta dobra uzdrowicielka ma duży talent do trafiania na aż takie przypadki. Słynęła jako pechowiec. Po tych słowach zabrała się do układania fiolek i resztek opatrunków z powrotem w skrzyneczce. Wszystko szybko i sprawnie trafiało dokładnie na to samo miejsce, co wcześniej. Jeżeli chodziło o samą Bulstrode, to zajmowała się Fergusem z drugim klątwołamaczem, kiedy Danielle zdążyła upewnić się, że mężczyzna nie umrze w wyniku wykrwawienia i zdołała zahamować rozwój martwicy.
Florence podejrzewała, że nawet gdyby ktoś zatamował krwotok, gdyby nie to drugie, Fergus straciłby władzę w ręce. Albo samą rękę nawet.
- Gdyby z ręką cokolwiek się działo, proszę to zgłosić dyżurnemu – przypomniała jeszcze uzdrowicielka, podnosząc się i odruchowo wygładzając szatę, nieco zmiętą po siedzeniu w jednej pozycji. Potem sięgnęła po skrzyneczkę z rzeczami. – I kiedy mówię „cokolwiek” naprawdę mam na myśli „cokolwiek”. Z czarną magią nie ma żartów, szkoda, żeby ta ręka naprawdę panu odpadła, bo sądził pan, że jeśli trochę piecze, nie ma co komu zawracać głowy.
Po tych słowach Florence ruszyła ku wyjściu, pozostawiając Fergusa samego z jego książką oraz swędzącą ręką.

Koniec sesji
[/b]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Fergus Ollivander (1873), Florence Bulstrode (2052)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa