adnotacja moderatora
Rozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic VI
Tułał się od jednej dorywczej pracy do drugiej. Ze względu na zmianę wizerunku (twarzy i dokumentów), wychodzenie z domu nie było dla niego aż tak ryzykowne. Dzięki temu miał przywilej, aby zwlekał z decyzją o sfingowaniu własnej śmierci. Bał się postawić kolejny krok, przekroczyć próg tego wyboru - wiedział, że nie byłoby już odwrotu. Część jego świadomości miała ochotę kontynuować status quo. Mógł zawsze oddalić podejrzenia od Zjednoczonego Królestwa i podsunąć dowody, że uciekł za granice. Chwilowych fuch podejmował się w mugolski Londynie. Magiczna społeczność była zbyt mała, aby skakać z kwiatka na kwiatek, a mugolska metropolia rozwijała się z każdym rokiem coraz prężniej, jej ogrom sprzyjał anonimowości. Z początku było mu trudno, ale w poprzednim latach Christie oprowadzała go po niemagicznej części Londynu i tłumaczyła mugolskie zwyczaje wystarczająco dokładnie, aby Charlesowi udało się teraz złapać kontakt z niektórymi osobami i zarobić trochę pieniędzy. Wymieniał je na galeony, tak jak robili to regularnie czarodzieje mugolskiego pochodzenia, ale też ostawiał sobie trochę nie czarodziejskiej waluty, aby opłacić wyjście na kebaba czy samotnego drinka tu i ówdzie.
Wiadomość o pobycie Brenny w szpitalu przywołała wczesnomajowe, nieprzyjemne przeżycia. Ogień niszczący polane podczas Beltane wciąż płonął w jego wspomnieniach; parzył skórę i pożerał nadzieje. Poniesione straty i konsekwencje ataku wciąż się za wszystkimi ciągnęły. Charles o tym wiedział i jego przemęczony traumatycznymi wydarzeniami mózg nakazywał uciekać od problemu i odkładać decyzje na później.
Tym razem nie mógł się temu poddać, kilka miesięcy temu, w skutek kultywowania takiego zachowania, doprowadził do śmierci Christie i Fineasa; wciąż się za to obwiniał, nieważne ile osób powiedziało mu, że nie powinien. Gdyby nie był taki bierny, gdyby nie poddał się lekkoduszności i młodzieńczemu Carpe Diem, gdyby tylko posłuchał starszego brata…
Zamrugał pare razy, budząc się z intensywnej introspekcji. Zorientował się, że od dłuższej chwili stał w cieniu przy drzwiach do sypialni Brenny i ściskał w dłoni napisany przez nią w zeszłym miesiącu list; gdyby ktokolwiek go zobaczył, pewnie mógłby pomylić go ze sklepowym manekinem albo bardzo niewydarzoną, przygarbioną rzeźbą, na szczęście, podświadomie, chował się w cieniach, rogach pomieszczeń i nie straszył nikogo duchami swojej niedawnej przeszłości.
Zerknął na zmięty pergamin i przeczytał tekst raz jeszcze, jakby potrzbował sobie przypomnieć, dlaczego w ogóle tu przyszedł. Tak naprawdę szukał w sobie odwagi do spojrzenia Brennie w oczy, czuł się winny, że tyle zwlekał, że znowu uciekał od powinności.
Minęło już tyle czasu?, pomyślał z przekąsem Cholera, ale jestem bezużyteczny, dodał w myślach, zanim zapukał i podążając za pozwoleniem właścicielki pokoju, nacisnął klamkę i przekroczył próg.
- Słyszałem, że byłaś w szpitalu? - zaczął bezpardonowo i zdobył się nawet na spojrzenie kobiecie w twarz. Starał się nie opuścić głowy w rezygnacji, nie przybierać pozycji psa, który czuje się winny za pogryzienie kapci - przecież nic takiego nie zrobił. Logicznie wiedział, że miał prawo, aby przemyśleć tę decyzję.
- Jak się czujesz? Na pewno nie powinnaś była jeszcze tam zostać? - dopytał, znając zapędy Longbottom do pędzenia, abyw ykonać jak najdłuższą listę zaplanowanych aktywności i obowiązków.
- Przyszedłem, bo... bo wysłałaś mi ten list o podjęciu walki. Zajęło mi to trochę czasu i rozumiem, jeżeli powiesz, że już za późno, ale - przełknął ślinę, bo czuł jak zasycha mu w ustach. Ale co? Rozmawiasz z kobieta, która w ostatnim miesiącu ciągle, przemęczona sprzątała burdel po Beltane, jakie jest Twoje wytłumaczenie, Charles? Jak usprawiedliwisz się teraz?
- I chyba to czas, abym w końcu przestał się nad sobą użalać. - bąknał, trochę mniej pewnie.
I won't deny I've got in my mind now all the things we'd do
So I'll try to talk refined for fear that you find out how I'm imaginin' you
So I'll try to talk refined for fear that you find out how I'm imaginin' you