• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[Wieczór, 17 Czerwca 1972] Warownia Longbottomów | Julien & Brenna

[Wieczór, 17 Czerwca 1972] Warownia Longbottomów | Julien & Brenna
Loverboy
'It gets better!!!'
stfu It got worse-
wiek
22
sława
II
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
Brak
Ciemne długie i niesfornie wywijające się włosy, gęste brwi i szeroki uśmiech. Charles to wysoki na 188 centymetrów młody mężczyzna. Nie wyróżnia się imponującą muskulaturą, ale nie jest też chuderlawy. Do życia ma tyle samo dystansu, co do siebie, więc bardzo często można usłyszeć jak się śmieje. Ciemne oczy to zwierciadła jego duszy, a te już nie tak często wyrażają pozytywne emocje. Ubiera się luźno, stawia na swetry, golfy, czasami nawet bluzy czy mugolskie (!) trampki. Przy pierwszym spotkaniu często wydaje się czarujący, momentami szarmancki. Rodzice próbowali wyuczyć go bardziej wyrafinowanego akcentu, ale Charlie do dzisiaj nie pozbył się pozostałości dewońskiego zaciągania, co uwydatnia się w momentach ekscytacji i upojenia alkoholowego.

Julien Fitzpatrick
#1
09.09.2024, 21:12  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.11.2024, 21:36 przez Baba Jaga.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic VI

Tułał się od jednej dorywczej pracy do drugiej. Ze względu na zmianę wizerunku (twarzy i dokumentów), wychodzenie z domu nie było dla niego aż tak ryzykowne. Dzięki temu miał przywilej, aby zwlekał z decyzją o sfingowaniu własnej śmierci. Bał się postawić kolejny krok, przekroczyć próg tego wyboru - wiedział, że nie byłoby już odwrotu. Część jego świadomości miała ochotę kontynuować status quo. Mógł zawsze  oddalić podejrzenia od Zjednoczonego Królestwa i podsunąć dowody, że uciekł za granice. 

Chwilowych fuch podejmował się w mugolski Londynie. Magiczna społeczność była zbyt mała, aby skakać z kwiatka na kwiatek, a mugolska metropolia rozwijała się z każdym rokiem coraz prężniej, jej ogrom sprzyjał anonimowości. Z początku było mu trudno, ale w poprzednim latach Christie oprowadzała go po niemagicznej części Londynu i tłumaczyła mugolskie zwyczaje wystarczająco dokładnie, aby Charlesowi udało się teraz złapać kontakt z niektórymi osobami i zarobić trochę pieniędzy. Wymieniał je na galeony, tak jak robili to regularnie czarodzieje mugolskiego pochodzenia, ale też ostawiał sobie trochę nie czarodziejskiej waluty, aby opłacić wyjście na kebaba czy samotnego drinka tu i ówdzie.

Wiadomość o pobycie Brenny w szpitalu przywołała wczesnomajowe, nieprzyjemne przeżycia. Ogień niszczący polane podczas Beltane wciąż płonął w jego wspomnieniach; parzył skórę i pożerał nadzieje. Poniesione straty i konsekwencje ataku wciąż się za wszystkimi ciągnęły. Charles o tym wiedział i jego przemęczony traumatycznymi wydarzeniami mózg nakazywał uciekać od problemu i odkładać decyzje na później.

Tym razem nie mógł się temu poddać, kilka miesięcy temu, w skutek kultywowania takiego zachowania, doprowadził do śmierci Christie i Fineasa; wciąż się za to obwiniał, nieważne ile osób powiedziało mu, że nie powinien. Gdyby nie był taki bierny, gdyby nie poddał się lekkoduszności i młodzieńczemu Carpe Diem, gdyby tylko posłuchał starszego brata…

Zamrugał pare razy, budząc się z intensywnej introspekcji. Zorientował się, że od dłuższej chwili stał w cieniu przy drzwiach do sypialni Brenny i ściskał w dłoni napisany przez nią w zeszłym miesiącu list; gdyby ktokolwiek go zobaczył, pewnie mógłby pomylić go ze sklepowym manekinem albo bardzo niewydarzoną, przygarbioną rzeźbą, na szczęście, podświadomie, chował się w cieniach, rogach pomieszczeń i nie straszył nikogo duchami swojej niedawnej przeszłości.

Zerknął na zmięty pergamin i przeczytał tekst raz jeszcze, jakby potrzbował sobie przypomnieć, dlaczego w ogóle tu przyszedł. Tak naprawdę szukał w sobie odwagi do spojrzenia Brennie w oczy, czuł się winny, że tyle zwlekał, że znowu uciekał od powinności.

Minęło już tyle czasu?, pomyślał z przekąsem Cholera, ale jestem bezużyteczny, dodał w myślach, zanim zapukał i podążając za pozwoleniem właścicielki pokoju, nacisnął klamkę i przekroczył próg.

- Słyszałem, że byłaś w szpitalu? - zaczął bezpardonowo i zdobył się nawet na spojrzenie kobiecie w twarz. Starał się nie opuścić głowy w rezygnacji, nie przybierać pozycji psa, który czuje się winny za pogryzienie kapci - przecież nic takiego nie zrobił. Logicznie wiedział, że miał prawo, aby przemyśleć tę decyzję.

- Jak się czujesz? Na pewno nie powinnaś była jeszcze tam zostać? - dopytał, znając zapędy Longbottom do pędzenia, abyw ykonać jak najdłuższą listę zaplanowanych aktywności i obowiązków.

- Przyszedłem, bo... bo wysłałaś mi ten list o podjęciu walki. Zajęło mi to trochę czasu i rozumiem, jeżeli powiesz, że już za późno, ale - przełknął ślinę, bo czuł jak zasycha mu w ustach. Ale co? Rozmawiasz z kobieta, która w ostatnim miesiącu ciągle, przemęczona sprzątała burdel po Beltane, jakie jest Twoje wytłumaczenie, Charles? Jak usprawiedliwisz się teraz?

- I chyba to czas, abym w końcu przestał się nad sobą użalać. - bąknał, trochę mniej pewnie.


I won't deny I've got in my mind now all the things we'd do
So I'll try to talk refined for fear that you find out how I'm imaginin' you
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#2
10.09.2024, 08:03  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.09.2024, 09:30 przez Brenna Longbottom.)  
Rany zadane nożem i obrażenia po stoczeniu się ze schodów goiły się dobrze: doba w Mungu i bardzo dużo eliksirów wystarczyło, aby po nich pozostała tylko jedna, niewielka już rana na barku. Ten wciąż pokrywał opatrunek, ale wedle zapowiedzi lekarza wieczorna dawka eliksirów powinna załatwić sprawę w ciągu nocy i rani będzie się go można pozbyć.
Trochę gorzej było z tą na boku, bo rany od czarnej magii goiły się gorzej. Ale i z nią nie było już tak źle: mikstury i czary zrobiły swoje. Mimo to Brenna grzecznie leżała w łóżku, z Mesjaszem Diuny w dłoniach. Lubiła czytać. Lubiła Herberta, nawet jeśli nie wszystko w tych książkach rozumiała. Cieszyła się, że jest z powrotem w domu, nie w Klinice.
A jednak nerwy i tak ją roznosiły. Wciąż nie mieli nic o mordercy ze snów, poza tym, że mimo tych otwartych okien, nie dostawał się do domu ofiary w sposób fizyczny. Wczorajsza rozmowa w szpitalu momentami odbijała się echem w jej głowie, i w tych chwilach Brenna miała ochotę schować rzeczoną głowę pod poduszkę. W odruchu absolutnie niegodnym kogoś dorosłego, i jakby to miało pomóc uciec przed własną głupotą. A poza tym spała po tych wszystkich eliksirach chyba więcej niż przez ostatni miesiąc, spędziła w łóżku dwa dni i była pewna, że przy trzecim oszaleje - głównie dlatego zgodziła się odwiedzić Avelinę. Była na tyle rozsądna, że nie nalegała na powrót do pracy już jutro, póki nie upewni się, że rana na boku zniknie, ale co mogło stać się na mugolskiej wsi?
Uniosła głowę, gdy drzwi się uchyliły. Spodziewała się brata, matki albo Mav, ale posłała Charliemu uśmiech. Tak na pierwszy rzut oka nie wyglądała źle: ot bledsza niż zwykle, chyba wciąż zaspana i dało się zauważyć część opatrunku na barku, ale te widoczne obrażenia zostały wyleczone.
- Cześć, Jules - rzuciła. Tutaj, pośród ścian Warowni, w teorii mogłaby używać jego imienia. Ale nie chciała. Za łatwo byłoby potem wypowiedzieć je przy jakimś gościu. Za łatwo któryś z domowników mógłby zadawać więcej pytań, a niekoniecznie chciała od razu zwoływać zebranie z przedstawianiem całej biografii Rookwooda. Wiedzieli, że miał kłopoty, i tak naprawdę nie był żadnym dalekim krewnym, ale zakładała, że niekoniecznie powinni opowiadać wszystkim o szczegółach. Musiała przywyknąć do jego nowego imienia: on musiał do niego przywyknąć. - Zrobili wszystko, co mogli, a wlewać w siebie te wstrętne eliksiry równie dobrze mogę tutaj. Nie wierz tej propagandzie rekruterów BUM, że mamy zaklepane takie fajne łóżka w Mungu, nasze są wygodniejsze.
Zamilkła, czekając na wyjaśnienia, jej wzrok zsunął się z jego twarzy na papier, który trzymał w ręce. To nie tak, że zapomniała o samej wiadomości - nie myślała o niej po prostu, pochłonięta innymi, drobnymi sprawami. I wcale nie była rozczarowana, że do nich nie przyszedł. Chyba wolałaby, żeby tego nie zrobił, tak jak wolałaby, żeby nie pracował w mugolskim Londynie, bo przecież cały jej majątek był majątkiem Zakonu i jego podopiecznych. Może nie wystarczył na kupienie połowy Londynu, ale już na załatwianie takich spraw jak najbardziej. Charlie zdawał się jej młody, za młody i zbyt zraniony na taką walkę, i zarazem trochę zbyt narwany, typowo po Gryfońsku.
Ale nie mogli trzymać go w zamknięciu, miał prawo nie chcieć przyjmować pieniędzy na drobne zachcianki, a ona tak naprawdę wcale nie była dużo starsza od niego. Pięć lat, tak wiele i tak mało. Działała w Zakonie od dwóch. Czy za dwa, trzy lata, Charles nagle stanie się doroślejszy niż teraz, skoro był dość dorosły, by być na Beltane?
Nie czekała na moment, w którym przyjdzie w tej sprawie, nie uważała, że nie miał prawa do odmowy czy przemyślenia tego pierwszego impulsu, zrodzonego z chęci zemsty, ale chyba spodziewała się, że ten prędzej czy później nastąpi.
Poza tym prawda była taka, że zawsze jest za młody, by umrzeć na wojnie, a potrzebowali ludzi.
- W tej sprawie chyba można mówić o za wcześnie niż za późno. Jesteś pewny?


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Loverboy
'It gets better!!!'
stfu It got worse-
wiek
22
sława
II
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
Brak
Ciemne długie i niesfornie wywijające się włosy, gęste brwi i szeroki uśmiech. Charles to wysoki na 188 centymetrów młody mężczyzna. Nie wyróżnia się imponującą muskulaturą, ale nie jest też chuderlawy. Do życia ma tyle samo dystansu, co do siebie, więc bardzo często można usłyszeć jak się śmieje. Ciemne oczy to zwierciadła jego duszy, a te już nie tak często wyrażają pozytywne emocje. Ubiera się luźno, stawia na swetry, golfy, czasami nawet bluzy czy mugolskie (!) trampki. Przy pierwszym spotkaniu często wydaje się czarujący, momentami szarmancki. Rodzice próbowali wyuczyć go bardziej wyrafinowanego akcentu, ale Charlie do dzisiaj nie pozbył się pozostałości dewońskiego zaciągania, co uwydatnia się w momentach ekscytacji i upojenia alkoholowego.

Julien Fitzpatrick
#3
12.09.2024, 14:44  ✶  
Zawsze przygotowywał się na najgorsze. Wiedział, że Brenna i Longbottomowie byli o sto osiemdziesiąt stopni inni od jego własnej rodziny, ale przyzwyczajenia i odruchy miały zostać z nim jeszcze na długo; starał się być wsparciem i promykiem nadziei dla innych, kiedy w głowie zostawiając mroczne scenariusze, lęki i plany na to, jak sobie z nimi poradzić jeżeli nadejdą. Sam fakt, że musiał wykorzystać jeden z nich, że nie poddał się panice w momencie ucieczki z miejsca śmierci Fineasa i Christie, było dla niego zarówno koszmarem jak i sukcesem. Oznaczało, że potrafi radzić sobie w trudnych sytuacjach, ale jednocześnie sprawiało, że brał pod uwagę więcej ze swoich narastających lęków i nieprzyjemnych scenariuszy, że trudniej było mu nad nimi panować, nie pozwalać brać nad sobą pewnej kontroli.

- Co się tak właściwie stało? Wyglądasz … - chyba chciał powiedzieć 'okropnie’, ale cichy głosik w głowie podpowiedział mu, że to może być niewłaściwe określenie do podzielenia się z pacjentem, który chce jak najszybciej wrócić do zdrowia i jest już po wizycie w szpitalu - nie za dobrze - odparł w końcu. Zmierzył wzrokiem bark Brenny, który był owinięty opatrunkiem i dopiero wtedy podszedł do jej łóżka. Z początku chciał po prostu usiąść na podłodze, ale to mogłoby być trochę krępujące, więc po krótkim zawahaniu przysunął sobie krzesło.

- Mówiłem Ci, że chciałem dołączyć? Właściwie to chciałem być Aurorem, prestiżowa praca, nie? Ale rodzice naciskali na Amnezjatora. Miałem wystarczająco problemów i kłótni z nimi, zgodziłem się dla świętego spokoju. Teraz myśle, że idiotyczne to było, ale może przynajmniej przydadzą się moje umiejętności w tej … - zerknął raz jeszcze na list, który wciąż trzymał w ręce jakby potrzebował ściągi, bo zapomniał, co chciał powiedzieć. Tak naprawdę nie był pewien jak ma określać to, co chciał powiedzieć, więc potrzebował chwilę pomyśleć - walce. Wojnie. Trudno mi powiedzieć, co to właściwie ma być. Ale wymazywanie pamięci zawsze może się przydać, to trzeba mojemu ojcu przyznać - zaśmiał się gorzko.

Widać było, że emocje z poprzednich miesięcy powoli znajdywały ujście albo miejsce w głowie Charlesa. Wciąż czuł się nieswojo, ale początkowo odczuwani nienawiść przeszła wpierw w złość, potem w zirytowanie, aby urodzić napędzaną melancholią stagnację statusu quo; chciał się przydać, bał się stać w miejscu, ale to wydawało mu się zawsze najbezpieczniejsze, chociaż ostatnie wydarzenia udowodniły mu co innego, głównie dlatego popychał się do akcji. Wiedział, że to najlepsza droga, albo przynajmniej tak się przekonywał.

- Potem może być za późno. Jeże ludzie mają umierać, to chce przynajmniej się do czegoś przydać, powiedzieć, że próbowałem. - wzruszył ramionami i schował list Brenny do kieszeni spodni, siadając po turecku na krześle i trzymając rękoma długie nogi, które ledwo się tam mieściły. Rokwood wydawał się tym nieprzejęty.

- Chce też zapytać co czytasz, ale o tym możemy pogadać potem, jak będziesz miała siłę. Najpierw ważne sprawy. A, no i dzięki za szampon. Jak widzisz, działa wspaniale - uśmiechnął się, chociaż trochę blado.


I won't deny I've got in my mind now all the things we'd do
So I'll try to talk refined for fear that you find out how I'm imaginin' you
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#4
12.09.2024, 15:09  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.09.2024, 15:12 przez Brenna Longbottom.)  
– To… hm… – Brenna zawahała się na moment, szukając i właściwych słów, i zastanawiając się, co i ile powiedzieć. Sprawa w toku, nie powinna niby zdradzać szczegółów, ale nie powinna też ukrywać w swoich domu zaginionego oficjalnie chłopaka, a poza tym każdy mógł znaleźć się na celowniku. Tylko czy nie będzie go niepotrzebnie straszyć? I czy w ogóle uwierzy? – Wkurzyłam kogoś – powiedziała w końcu, odruchowo unosząc dłoń do boku. – Mamy skomplikowany przypadek człowieka, który włada dość niezwykłą magią i napada ludzi. Dwa razy mu przeszkodziłam, tym razem wziął na cel mnie. Są… objawy, że coś takiego zrobi, czułam się obserwowana, widziałam dziwne cienie, spróbowaliśmy prowokacji, ale nie wyszła.
Omal nie wzruszyła ramionami, ale przypomniała sobie, że to będzie cholernie boleć.
Pokręciła powoli głową: nie, nie wspominał. Zastanawiała się, czy rodzice uparli się na coś innego, bo nie chcieli, by przypadkiem złapał jakiegoś krewnego, czy się o niego bali. A może nie wierzyli, że da radę? To nie była łatwa praca – ta w Brygadzie bywała żmudna i wyczerpująca, ta jako Detektyw i tym bardziej auror, paskudna, bo stykałeś się z paskudnymi rzeczami. Nie chodziło tylko o niebezpieczeństwo.
– Prestiżowy – przytaknęła. – Większość chłopców z mojego rocznika chociaż przez chwilę chciało nosić mundur aurora. Co zabawne, nigdy nie chciałam przechodzić do Biura Aurorów. – Uśmiechnęła się, trochę smutnym uśmiechem. Chciała być Detektywem, jak ojciec i dziadek. Uważała, że jeśli wszyscy z jako takimi umiejętnościami pójdą do aurorów, zabraknie ludzi do pozbywania się kłusowników, dopadania gnoi, którzy napastowali kobiety, handlarzy narkotykami. Lubiła swoją pracę. A potem zaczęła się wojna i wiele granic zaczęło się zacierać. – Nie chciałam robić kursu, bo nie chciałam łapać czarnoksiężników, a teraz nie mam czasu na kurs, bo jestem zbyt zajęta czarnoksiężnikami.
I w ramach pracy czasem kończyła pomagając w śledztwach, które były związane z czarnoksiężnikami, i w Zakonie Feniksa.
– Nie mamy wielu hipnotyzerów. Prawdę mówiąc tylko jednego, który jest dość zajętym człowiekiem. A to przydatne. Bardzo – zgodziła się, uśmiech znikł, w ciemnych oczach gościła teraz dość rzadka u Brenny na co dzień powaga. – Zdajesz sobie sprawę z tego, że mogę poprosić o coś, czego wcale nie będziesz miał ochoty robić? Wymazanie pamięci kogoś, kto po prostu za wiele wie i mogliby to z niego wyciągnąć śmierciożercy. Kto z nami współpracował, a nie jesteśmy pewni, co z tą wiedzą zrobi. Albo kogo chcieliśmy wciągnąć, a źle zareagował. Nie chcę, żebyś… miał mylne wyobrażenia. Bardzo rzadko biegamy po ulicach, przerzucając się zaklęciami ze śmierciożercami.
To się zdarzało, owszem. Beltane, moment, gdy znaleźli Catherine, kiedy na oczach jej i Caina naśladowca zabił dzieciaka… ale zazwyczaj naprawdę działali w podziemiu. To było cyniczne, ale Charles był potencjalnie cennym nabytkiem dla Zakonu między innymi dlatego, że nie miał już wyjścia, istniała więc mała szansa, że zdradzi. Brenna nie chciała tak na to patrzeć, nie próbowała w żaden sposób naciskać, by dołączył, ale boleśnie zdawała sobie sprawę z tego, jak wygląda sytuacja.
– Nie zawsze jest bohatersko. Zwykle nie jest. Dokumenty, które dostałeś? Rzuciłam confundusem w plecy kobiety, która je robiła, żeby była zdezorientowana i nie zapamiętała za bardzo nazwisk, na które będą wystawione. I sądziła, że wykonuje je dla Brygady.
Brenna kłamała, kręciła, manipulowała. I wiedziała, że będzie robić jeszcze wiele innych, zapewne dużo paskudniejszych rzeczy, w imię Zakonu i większego dobra.
Spojrzała na niego trochę zaskoczona, a potem znów się uśmiechnęła.
– Mesjasz Diuny. Lubię mugolskie książki – przyznała. Wczoraj Erik posłał jej do szpitala Diunę, to dziś z rozpędu wzięła się za drugą część. – Nie ma za co, mama może wiele znieść, ale na pewno załamałaby ręce, jakby na ciebie wpadła i zobaczyła, że włosy ci się puszą.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Loverboy
'It gets better!!!'
stfu It got worse-
wiek
22
sława
II
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
Brak
Ciemne długie i niesfornie wywijające się włosy, gęste brwi i szeroki uśmiech. Charles to wysoki na 188 centymetrów młody mężczyzna. Nie wyróżnia się imponującą muskulaturą, ale nie jest też chuderlawy. Do życia ma tyle samo dystansu, co do siebie, więc bardzo często można usłyszeć jak się śmieje. Ciemne oczy to zwierciadła jego duszy, a te już nie tak często wyrażają pozytywne emocje. Ubiera się luźno, stawia na swetry, golfy, czasami nawet bluzy czy mugolskie (!) trampki. Przy pierwszym spotkaniu często wydaje się czarujący, momentami szarmancki. Rodzice próbowali wyuczyć go bardziej wyrafinowanego akcentu, ale Charlie do dzisiaj nie pozbył się pozostałości dewońskiego zaciągania, co uwydatnia się w momentach ekscytacji i upojenia alkoholowego.

Julien Fitzpatrick
#5
16.09.2024, 23:26  ✶  
Zauważył jej zawahanie, ale nie chciał naciskać. Od dawna przykładał sporo uwagi do reakcji rozmówców, ale w okresie ostatnich paru miesięcy zwracał uwagę na jeszcze większą ilość szczegółów - ze strachu i 'przypadkiem' nabytej większej empatii. Już wcześniej rwał się do pomocy innym, ale dopiero niedawno zaczął sobie uświadamiać, że pomagać można na wiele sposobów, czasami milczeniem bądź po prostu wysłuchaniem.

- Jakie cienie? - zapytał, mimo że sekundę temu obiecał sobie, że nie będzie naciskał - Jak nie możesz albo nie chcesz o tym mówić, to nie mów. Po prostu pytam, bo z cieniami radzę sobie całkiem nieźle, ale ukryć się w nich, a sprawić, że będą się ciebie słuchać to dwie inne rzeczy - odparł pewnie, jednocześnie dając Brennie zapewnienie, że jakby chciała się czegoś dowiedzieć w tej kwestii, to może z nim porozmawiać.

Uśmiechnął się do niej trochę smutno, gdy skończyła historię o aurorach, czarnoksiężnikach i aktualnej sytuacji w pracy, a przeszła do tematu hipnotyzerów. Zawód amnezjatora był trudny, do dzisiaj nie był pewien czy rodzice chcieli mu uświadomić, że w życiu trzeba podejmować trudne decyzje, dlatego przymuszali go do takiej kariery, czy po prostu, za wszelką cenę, pragnęli odciągnąć go od zostania aurorem. Miał się, prawdopodobnie, już nigdy nie dowiedzieć, co jest prawdą.

Wiele myśli kołatały mu się po głowie. Chciałby powiedzieć, że jest gotowy, że po Beltane prawdopodobnie mało go zaskoczy, ale zdawał sobię sprawę, że nie jest to prawda, a wypowiadanie tego typu myśli na głos sprawiłoby, że wyglądałby w oczach rozmówcy na jeszcze mniej odpowiedzialnego i dojrzałego niż był.

- A co jeżeli bym odmówił? - zapytał w końcu, unosząc jedną brew. Pytanie było czysto teoretyczne, chciał znać odpowiedź, aby móc podjąć decyzję. To nie było spotkanie o dołączaniu do klubu po lekcjach w Hogwarcie, słowa Longbottom mocno go o tym uświadomiły. Tak jak wcześniej przymuszał się, aby podjać decyzję, tak teraz wiedział, że ma prawo do wyboru. Wciąż skłaniał się ku pomocy, nawet jeżeli powoli zdawał sobie sprawę jak będzie brzmiała odpowiedź Brenny.

- Domyśliłem się, że dostanie ich nie było łatwe. Tak samo jak domyślam się, że każde działania związane z tym konfliktem będą moralnie puzlujące. - stwierdził z neutralnym wyrazem twarzy, chociaż w pierwszej części wypowiedzi, w jego ciemnych oczach zagościły iskierki wdzięczności, odrobinę pokryte cieniami zakłopotania - Nie odbierz mojego pytania o odmowę wymazania komuś pamięci źle, chcę po prostu wiedzieć na czym stoję. Mam nadzieję, że nie myślisz o mnie też jako o kimś niewdzięcznym, bo snuję takie prawdopodobieństwo. Wiem jaki jestem, wiem jak bardzo uparty bywam i nie chcę, abyśmy znaleźli się w sytuacji, w której fakt, że nie zadałbym tego pytania, będzie zgubny dla nas lub większej liczby osób - wytłumaczył po krótce, bo chciał być calkowicie szczery, zwłaszcza w tak poważnych sprawach. Z tonu Longbottom wnioskował, że to, co mu opisała była tylko niewielką, i nie tak okropną, częścią rzeczy jakie robi i będzie robić.

- To któraś część? Widziałem tę książkę w księgarni w zeszłym tygodniu, miała taką śmieszną okładkę ze skałą, chyba? Trudno stwierdzić, ale na pewno nie był to Mesjasz, tylko po prostu Diuna - wyjawił tym samym Brennie, że szlajał się po mugolskim Londynie, chociaż, tak naprawdę, nie miał nic do ukrycia. Jakby ktokolwiek go tam zlokalizował, to przynajmniej nie byłoby to w okolicy Warowni. Też, miał nadzieję, że Longbottom zdawała sobie sprawę iż zachowywał środki ostrożności, tak samo jak za pierszym razem stanął na jej progu zaraz po nocy śmierci Christie i Fineasa.

- Ja też załamywałem ręce, więc zrozumiała emocja. Włosy to ważna część wyglądu. Mogłaś mi dać ładniejszą buzię niż miałem naturalnie, ale jakbym postanowił zniszczyć ją okropną fryzurą to nic by mnie już nie uratowało - uśmiechnął się półgebkiem, starając, mimo wszystko, zachować powagę, bo rozmawiali o istotnych kwestiach. Trudno było mu zachowywać się inaczej i jednocześnie pozostać przy wszystkich zmysłach, mimo że nie rozmawiali na codzień w jakiej sytuacji się znaleźli, to Charlie zdawał sobie sprawę, że część czarodziejów w Wielkiej Brytanii została wciągnięta w konflikt, w wojnę, ktora teraz była ich codziennym życiem. Nie każdy chciał być tego częścią, inaczej - nikt nie chciał być, ale nie mogli tego tak po prostu zostawić i obudzić się w jeszcze gorzej rzeczywistości na następny dzień; było o co walczyć.


I won't deny I've got in my mind now all the things we'd do
So I'll try to talk refined for fear that you find out how I'm imaginin' you
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#6
17.09.2024, 09:50  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.09.2024, 09:53 przez Brenna Longbottom.)  
– W tym problem, że nie wiem. Nie chodzi o to, że nie mogę mówić, ale że niewiele wiemy. Widziałam cień, który zwrócił moją uwagę, bo… jakby nie miało co go rzucać. Potem znikł. Ale… hm… – Brenna zawahała się i przygryzła kciuka. – Cholera, może to ktoś spokrewniony z Rookwoodami? Zakładałam, że nie zbliża się fizycznie do ofiary, ale to by wyjaśniało, dlaczego nie zobaczył go nawet aurowidz.
Atakował na pewno w snach, umiał w jakiś sposób je kształtować, rzadki rodzaj magii. Założyła, że nie musiał być w pobliżu ofiary fizycznie, ale może było inaczej – ale chował się w taki sam sposób, w jaki robił to Charlie?
Odsunęła od siebie te przemyślenia, chwilowo na potem, skupiając się na tym drugim aspekcie rozmowy. Co jeśli odmówi?
– Wtedy nie będzie kolejnych próśb – odparła wprost. Nie byli śmierciożercami. Nie zabijali za nielojalność, nie zmuszali siłą do współpracy, przynajmniej jeszcze tego nie robili: chociaż Brenna bała się, do czego doprowadzi kolejne Beltane także w tym sensie, że być może oni będą gotowi posuwać się coraz dalej i dalej. Wojna już malowała ich szarością: prędzej czy później mogła ubrudzić czernią. – Ani żadnych więcej informacji. Dalej będziesz mógł tu mieszkać, dalej będziesz mógł prosić o pomoc, ale nie zostaniesz w nic włączony. Wykonujemy rozkazy i ktoś, kto odmawia ich wykonania, jest za dużym ryzykiem w jakichkolwiek działaniach.
Gdyby postanowił odejść z całą tą swoją wiedzą, ujawnić się światu, wrócić do rodziny, dostosować się do wymagań, jakie miały czystokrwiste, konserwatywne rody wobec swoich dziedziców, też by mu na to pozwoliła, ale zapewne to jego pamięć zostałaby wyczyszczona, bo... inaczej zginęliby za nim jeśli nie wszyscy, to spora część z nich. Ale w tym wypadku właśnie Brenna wątpiła, by to było opcją: posłano w końcu za nim śmierciożerców, a brat zginął próbując ochronić jego i jego partnerkę. Śmierciożercy nie wydawali się jej ludźmi, którzy darowaliby coś takiego.
– Jeśli nie czujesz się na siłach wziąć udziału w jakimś zadaniu i powiesz o tym wcześniej, masz do tego prawo, znajdziemy kogoś innego, a ty zajmiesz się czymś innym. Lepiej, żebyś to zrobił niż choćby... pchał się z nami do jakichś podziemi, jeżeli masz ostrą klaustrofobię. Nikt nie będzie miał o to pretensji. Ale jeżeli odmówisz w krytycznej sytuacji, po prostu nie przyjdziemy do ciebie znowu.
Nie była urażona, że pytał. Miał prawo do pytań, biorąc pod uwagę, w co chciał się włączyć. I ze względu na to, z jakiej rodziny pochodził. Brenna miała wrażenie, że u Rookwoodów nie przyjmowano dobrze odmowy, a jego brata, za odmowę wykonania zadania, spotkała śmierć.
Ale oni nie mogli też współpracować z ludźmi, którzy uznaliby na przykład, że włamanie do domu potencjalnego śmierciożercy jest niegodne albo że nie zmodyfikują pamięci komuś, kto planował ujawnić informacje mogące doprowadzić do czyjejś śmierci.
Zsunęła wzrok na książkę, jakby zapomniała o niej, gdy wspomniał o samej Diunie.
– Drugi – powiedziała. Nie wpadła w histerię na myśl o niemagicznym Londynie, bo cóż, wolałaby, żeby tego nie robił, ale chłopak miał nową twarz, a czystokrwiści rzadko tam chadzali, przynajmniej ci wspierający śmierciożerców. – Możesz pożyczać moje książki, jeśli chcesz.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Loverboy
'It gets better!!!'
stfu It got worse-
wiek
22
sława
II
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
Brak
Ciemne długie i niesfornie wywijające się włosy, gęste brwi i szeroki uśmiech. Charles to wysoki na 188 centymetrów młody mężczyzna. Nie wyróżnia się imponującą muskulaturą, ale nie jest też chuderlawy. Do życia ma tyle samo dystansu, co do siebie, więc bardzo często można usłyszeć jak się śmieje. Ciemne oczy to zwierciadła jego duszy, a te już nie tak często wyrażają pozytywne emocje. Ubiera się luźno, stawia na swetry, golfy, czasami nawet bluzy czy mugolskie (!) trampki. Przy pierwszym spotkaniu często wydaje się czarujący, momentami szarmancki. Rodzice próbowali wyuczyć go bardziej wyrafinowanego akcentu, ale Charlie do dzisiaj nie pozbył się pozostałości dewońskiego zaciągania, co uwydatnia się w momentach ekscytacji i upojenia alkoholowego.

Julien Fitzpatrick
#7
17.09.2024, 23:19  ✶  
Zastanowił się chwilę nad odpowiedzią, analizując otrzymane strzępki informacji.
- Brzmi to inaczej niż sposób, w który 'chowamy się' w cieniach. Może to jakiś rodzaj panowania nad umysłem, albo podkładania przedmiotów. Chociaż przedmiot chyba miałby aurę, jeżeli byłoby na niego nałożone zaklęcie - mruknął, drugą część zdania bardziej do siebie, niż do Brenny.
- Była taka sprawa, całkiem niedawno, bo chyba z rok temu? Musieliśmy wymazać pamięć paru Mugolom, bo zostały im podkładane przeklęte przedmioty, wpływało to w pewien sposób na to jak odbierali rzeczywistość, sporo z nich zaczęła mieć problemy z bezsennością, z tego co pamiętam, ale to chyba dlatego, że te przedmioty im coś szeptały? Nie jestem pewien, bo to nie była moja broszka, ja dostałem skrót sytuacji, aby poradzić sobie z pamięcią, też nie byłem głównym amnezjatorem, który się tym zajmował. Ale, do czego zmierzam, pewnie akta sprawy wciąż powinny być dostępne? Nawet jeżeli to nie to samo, może jakaś zależność między tymi dwoma wydarzeniami pomoże natknąć się na 'rozwiązanie' - wzruszył lekko ramionami, mając nadzieję, że nie zamotał wszystkiego jeszcze bardziej. Miał tendencje do komplikowania opowieści, jeżeli nie pamiętał za dobrze szczegółów.

Skinął głową, pokazując, że rozumie, co Longbottom chciała mu przekazać. Domyślał się, że skoro miałby wymazywać pamięć, to pewnie w momencie odmowy albo i odejścia jego pamięć też zostałaby wymazana. Nie odczuwał z tego powodu złości ni rozgoryczenia, rozczarowania też nie. Była to przykra konieczność; podziwiał odwagę i wytrwałość, dążenie do ochronienia jak największej ilości żyć. Nie dało się uratować wszystkich, ale większość to już spory sukces; ironiczne, że potrafili tak myśleć o życiu innych, gdy personalne tragedie docierały do takiego poziomu, że każda, kolejna przeżyta strata wydaawała się jednocześnie igłą w stogu siana, a jednocześnie gwoździem do trumny. Nie potrafił sobie wyobrazić utraty kolejnych bliskich, a jednocześnie był gotowy na poświęcenie; tragiczna konieczność. Wychodziło na to, że ich wspólnym celem było doprowadzenie do zakończenia się obecnej sytuacji, a zapowiadało się na to, że bez kolejnych poświęceń, nie będzie to możliwe. Przynajmniej tak obrazowały to ostatnie wydarzenia.

- Zrozumiałe, rozsądne i bezpieczne. W porządku, nie mam problemu z wykonywaniem poleceń, które mają sensowne ugruntowanie. Rozumiem obecną sytuację i zdaję sobie sprawę, że po ostatnich wydarzeniach cena pokoju wzrosła. Nawet jeżeli będę musiał robić rzeczy, których robić nie chcę, będą one wykonane po to, aby jak najsprawniej zakończyć ten wyniszczający konflikt. Tak mi się, przynajmniej, wydaje - stwierdził ostatecznie, aby dać Brennie pewność, że zrozumiał, co też chciała mu przekazać. Czy odpowiadała mu taka sytuacja? Niezbyt, ale była najlepszą opcją. Tak samo jak Longbottom nie chciałaby na nikogo rzucać Confundusa, aby zdobyć dla niego papiery.

- Jest coś, co musiałbym teraz zrobić? - dopytał jeszcze, bo właściwie to nie był pewien na czym stoi. Czy Brenna miała go przedstawiać jakimś ludziom? Jeżeli tak, to na pewno nie teraz i nie w tym stanie.

Zerknął raz jeszcze na książkę.

- Wspominałaś. Rozgoszczę się i zapożyczę pierwszą część Diuny. Oby zajęło mi jakiś czas przebrnięcie przez nią, niektóre książki za szybko się kończą i potem czuję się trochę jakby mnie porzucały. Niby mogę je przeczytać raz jeszcze, ale to już nigdy nie jest to samo - pożalił się.


I won't deny I've got in my mind now all the things we'd do
So I'll try to talk refined for fear that you find out how I'm imaginin' you
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#8
18.09.2024, 20:15  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.09.2024, 23:27 przez Brenna Longbottom.)  
– Wydaje się, że potrafi sterować snami, ale co i jak… Departament Tajemnic na razie odmawia mi konsultacji, bo nie prowadzę tej sprawy oficjalnie, jako osobiście zaangażowana – przyznała Brenna. Wkurwiało ją to niemożebnie, że wszystko stoi w miejscu, ale co miała robić? W wolnych chwilach próbowała przeszukiwać archiwa, gazety i podpytywać ludzi, ale na razie nie było żadnych rezultatów. – Mam wrażenie, że to nie do końca to, ale zajrzę do archiwów, jak tylko dam radę.
Przyglądała się mu uważnie, starając się nie pokazywać, jak cholernie jest teraz zmęczona. Nie chodziło tylko o ogólne osłabienie po ranach, które już się goiły ani o efekty uboczne eliksirów. To zmęczenie dotyczyło umysłu, sprawy mordercy ze snów, osobistych i zakonnych, ale w tej konkretnej chwili przede wszystkim tego, że nie cieszyło ją, że Charles musi to wszystko rozumieć. Nie chciała rzucać confundusa w plecy Lety Crouch. Nie chciała, żeby ten chłopak musiał modyfikować wspomnienia albo wyciągać z ludzi informację w imię większego dobra.
Z takim hasłem na ustach łatwo było zejść do samego dna piekieł.
Zawsze miało się wybór, ale czasem ten był mocno ograniczony.
– W takim razie witamy w naszym klubie książki… czasem zwanym Zakonem Feniksa – powiedziała, używając jednego z określeń, które żartobliwie wyciągali czasem niektórzy zakonnicy. – Nie mamy wysokiej pensji, robota paskudna, ale zapewniamy tyle pączków, ile zdołasz zjeść, najlepsze szampony do włosów i przyzwoitą opiekę medyczną – stwierdziła. Może powinno wyglądać to… jakoś bardziej uroczyście, epicko, ale Brenna była bardzo mało epicką osobą i zupełnie nie radziła sobie z wielkimi słowami ani przemowami, chociaż na co dzień tyle gadała. – Nie musisz nic robić, dam znać komu potrzeba, a jeśli pojawi się zadanie dla ciebie… to odezwiemy się. To prędzej czy później nastąpi. Aha… pewnie jak się domyślasz, Erik w tym tkwi, Mav w tym tkwi, tkwi też Heather, a mój ojciec wie, że nie wracamy poranieni z herbatek, ale Cameron nie ma pojęcia. Z resztą mojej rodziny też lepiej nie rozmawiaj na ten temat – ostrzegła Brenna, która ten temat w rzadkich rozmowach z choćby dziadkiem pomijała milczeniem. Zakon był też ciszą między zdaniami w rozmowach z matką, niewypowiedzianym pytaniem, kiedy ta patrzyła na córkę uważnie, i potem kręciła głową.
O pewnych rzeczach po prostu lepiej było nie mówić za wiele.
Z czasem Charlie miał dowiedzieć się więcej, ale na razie Brenna ani nie chciała go tym zarzucać, ani nie uważała, żeby było to potrzebne. Nie na początku.
Poza tym... miała zamiar zadbać, aby Patrick i Morpheus sprawdzili, jak Charles zareagował na dzisiejszą rozmowę. Czy było to miłe? Nie. Ale musiała dbać przede wszystkim o bezpieczeństwo - nawet niekoniecznie z myślą o zdradzie, ale przypadek Harper udowadniał, że czasem psychika zaczynała siadać.
Kiedy chłopak już wyszedł, Brenna westchnęła, odłożyła książkę i sięgnęła po eliksiry z półki oraz papeterię. Moment później wypiła wszystkie zalecone jej mikstury i zabrała się za pisanie paru listów.
Powinna była chyba jednak trochę wyraźniej słuchać, jakie zalecano jej dawkowanie, i czego z czym miała nie mieszać, bo pierwszy list wysłany do Aveliny brzmiał całkiem normalnie, podobnie jak ten do Patricka i treść wiadomości - samolocika posłanej Erikowi, ale ostatni, tworzony już w jakiejś malignie, stał się odą do czekoladowych żab i wyznaniem ich twórcy, że jak miała pięć lat, to uważała go za idealnego kandydata na męża. Całe szczęście, że się nie podpisała ani że właściwie nie miała żadnych byłych i nawet nikogo, do kogo by w przeszłości wzdychała, bo strach pomyśleć, co takiego by posłała, zanim zasnęła - wciąż z piórem w ręku, brudząc poduszkę atramentem.
Koniec sesji


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Brenna Longbottom (2355), Julien Fitzpatrick (2286)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa