• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 3 4 5 6 7 … 16 Dalej »
Syreni śpiew i żałoba [10.04.1970] - Icarus & Millie

Syreni śpiew i żałoba [10.04.1970] - Icarus & Millie
strength [reversed]
Your hands protect the flames
From the wild winds around you
wiek
28
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Przedsiębiorca
Wzrost: 177 cm, czarne włosy, brązowe oczy, silny londyński akcent, ubrany zwykle w luźny garnitur: często bez marynarki, z kamizelką i kilkoma rozpiętymi guzikami koszuli.

Icarus Prewett
#11
09.09.2024, 11:03  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.09.2024, 11:44 przez Icarus Prewett.)  
Z każdym słowem czarownica przekraczała kolejną granicę. Obraziła Icarusa, wyśmiewając to, że był ofiarą czaru syreny. Obraziła go pośrednio, implikując, że nie był Anglikiem (co było absolutną głupotą). Jednak najgorsze było to, że obraziła pamięć jego ojca. To uderzało gdzieś głębiej, w najbardziej wrażliwy punkt. Może dlatego, że kiedy Dedalus jeszcze żył, Icarus sam miał momenty, w których wyobrażał sobie jak to by było, gdyby ojciec zniknął. To były momenty, kiedy był wściekły. Musiał przez ojca... zrezygnować z kilku rzeczy. Niektóre nawet kochał. Tyle, że przez to poczucie, miał wrażenie, że w jakiś sposób życzył sobie jego śmierci, że ją wymanifestował i stała się ona rzeczywistością. Rzeczywistością, w której wcale nie czuł się dobrze. Taką, w której wylądował na plaży z tą cholerną idiotką.

Nie uderzyłby nigdy kobiety (a właściwie nikogo), co nie znaczyło, że nie miał ochoty. Zaciskał pięści aż paznokcie wbijały mu się w dłoń, jednak gdy już stał przed nieznajomą z rozłożonymi rękami, wściekłość przemieniała się w gorycz. Miał już dosyć. Tego wszystkiego, rodziny, syren, ojca, historii i wszystkich rzeczy, które kiedykolwiek były bliskie jego sercu.

Dlatego był zbity z tropu, gdy kobieta go nie zaatakowała. Coś dziwnego wybrzmiało w jej głosie. Irytacja? A może ślad troski? Icarus zdał sobie sprawę, że stał przed istotą cholernie skomplikowaną. Nie była to jedynie wariatka nadająca się do lecznicy dusz. Była pojebana, owszem. Ale... może w podobnym sensie co on? Chciała przecież przestać myśleć. To właśnie było tym, co ich łączyło.

– Mam i potrafię – odpowiedział lakonicznie, opuszczając ręce. To chyba nie był czas na teatralne gesty. – Wiedz, że pragnę podobnych rzeczy, co ty. Tyle, że ty chcesz krzyczeć, a ja wolałbym... zamilknąć na zawsze – odwrócił się od niej i odszedł kilka kroków w stronę lądu. – Jakbyś chciała jednak naprawić tę miotłę... znajdź mnie w domu Prewettów na Horyzontalnej. Nie łamię danego wcześniej słowa.

Chyba bycie obrażonym właśnie go uspokoiło. Wykrzyczał też kilka okropnych rzeczy i co najważniejsze... przyznał się do swoich emocji. I to przed nieznajomą. Wbrew pozorom, miało to jakiś sens. Ona była jak burza, on jak deszcz. W jakiś sposób się dopełniali, być może mogli się zrozumieć.

Odwrócił się w jej stronę ze słabym uśmiechem. Nie było z nim chyba tak źle, żeby rozszczepić się po drodze. No cóż... i tak strata by nie była jakaś straszna.

– Jestem Icarus. Icarus Prewett – przedstawił się jej zanim zniknął, przenosząc się w okolice swojego domu.

Zaraz... Przynajmniej tak powinno było się stać. Bo kiedy już miał znikać, kilka rzeczy zdarzyło się zbyt szybko, by zdążył to pojąć. I rzeczywiście gdzieś wylądował. Ale z pewnością nie była to kamienica Prewettów.
constant extreme
when sister and brother stand shoulder to shoulder,
who stands a chance against us?
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
snowidz
zawód
Brygadzistka na chorobowym
Drobna (157cm, niedowaga), blada i czarnowłosa, o oczach złotych jak miód.

Millie Moody
#12
17.09.2024, 15:59  ✶  
Millie Moody nie była zbyt lotna w interakcje z ludźmi, ale z oczywistych względów braku lotności, też nie zdawała sobie z tego za bardzo sprawy. Jej poczucie własnej wartości fruwało w sinusoidzie między "najzajebistsza istota na ziemi' a "pierdolony zjeb", choć ostatnimi czasy ta druga opcja zdecydowanie przeważała. Nie szukała związku i stałości, przerażała ją rutyna i porządek, a jednak ciało i dusza były po prostu zmęczone niekończącym się kołtunem jej własnego istnienia.

Icarus cierpiał, a ona mu dopierdoliła.

Zajekurwabiście

Nie to, że zamierzała go przeprosić, nie to że uważała się za ckliwą cipkę co chlipie nad każdym skruszałym złamasem, co to nie może ogarnąć własnej dupy. Słabi ginęli i krzyż (celtycki) im na głowę z tego tytułu. Ona nie zamierzała być słaba nigdy, jej brat nie szanował słabości. Ale wymęczony biedak, którego wyciągnęła dosłownie z paszczy syreniej przypominał teraz zmokniętego szczeniaka i ciężko, na prawdę, ciężko było to zignorować.

Dlatego też kiedy wyciągnął różdżkę z zamiarem teleportowania się ona była szybsza.

Skok i translokacja.

Może gdyby pomyślała, to uznałaby że to kiepski pomysł, ale Millie rzadko kiedy marnowała czas na coś takiego jak myślenie, kiedy w grę wchodziły sekundy do podjęcia decyzji. To czyniło z niej wybitną szukająca, a teraz Prewett cóż... czy tego chciał czy nie chciał, stał się na moment jej złotym zniczem.

pyk

Wylądowali w miejscu bardzo, bardzo suchym i bezwietrznym, śmierdzącym kurzem i terpentyną. Poddasze kamienicy miało mdliste światło z absolutnie brudnych okien, deski stropu i podłogi straszyły pogięciami i drzazgami. Biedny stoliczek i dwa zydle, pomięty materac gdzieś na drugim planie wciśnięty pod skos dachu - to wszystko nie było tak ważne jak obrazy, tona obrazów, sztalug zamalowanych nigdy kompletnie, w większości w połowie. Studium męskiej dłoni. Złocisty uśmiechnięty mężczyzna w aureoli złocistych loków. Pejzaż bez roślinności na którą pozostawiono miejsce. Wilk, ale tylko okrwawiony pysk, bez grzbietu czy pozostałej, naszkicowanej sylwetki. Przygarbiona staruszka z połową wycyzelowanego ochrą kosza pomarańczy. Krzak (najprawdopodobniej) w którym zamiast liści były zabawne esy floresy. Dłoń zaciśnięta na szyi. Oczy pochmurne. Oczy płaczące. Zwinięta sylwetka kobieca z wyrastającymi z jej pleców kwiatami. I pełno farb. Ścier. Jedna sztaluga, obecnie pusta, ale stojąca w miejscu najlepiej oświetlonym.

– Uznajmy, że syrenie się udało, witam w jej leżu marynarzu. – burknęła Millie ciskając rozwaloną miotłę na deski i podchodząc do stolika. – Zanim Cie zje, musisz skruszeć. Ale obiecuję, że po tej butelce zapomnisz jak się nazywasz... i poczujesz się lepiej. Co Ty na to Prewett? – zaproponowała chwytając za szyjkę ubrudzoną kurzem butelkę wypełnioną złocistym płynem. Płynem w kolorze oczu jego porywaczki.
strength [reversed]
Your hands protect the flames
From the wild winds around you
wiek
28
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Przedsiębiorca
Wzrost: 177 cm, czarne włosy, brązowe oczy, silny londyński akcent, ubrany zwykle w luźny garnitur: często bez marynarki, z kamizelką i kilkoma rozpiętymi guzikami koszuli.

Icarus Prewett
#13
17.09.2024, 19:22  ✶  
Rzeczy wydarzyły się... szybko. Silna dłoń na jego ramieniu, mignięcie świata dookoła niego i pyk, wylądował w nowym, zupełnie suchym, a jednak dziwnym miejscu. Icarus Prewett był jednak dziwnym człowiekiem, a raczej człowiekiem w dziwnym stanie. Najpierw się przestraszył, ale potem miał ochotę się zaśmiać. Został porwany na jakiś zakurzony strych przez jakąś szajbuskę. Wprawdzie kurz mu nie przeszkadzał, Icarus nawet lubił ten zapach, ale okoliczności...

Powinien był zacząć krzyczeć, szukać ucieczki, bo przecież technicznie rzecz biorąc, został porwany. Było jednak w tej sytuacji coś niewątpliwie zabawnego. Ten dzień pędził już jak autobus „Błędny Rycerz”, któremu ktoś wydał polecenie, żeby dojechał na kraniec świata. Zaatakowała go syrena i bądź co bądź, przelizał się z nią. Potem uratowała go wariatka, która go pobiła i teraz porwała. A Dedalus Prewett gryzł piach i nie mógł mu powiedzieć, że był zawiedziony. Co za koszmarny dzień!

Tym bardziej go zdziwiło, kiedy nieznajoma zaproponowała mu alkohol. Najpierw parsknął śmiechem. Nie śmiał się z niej, ale... z tego wszystkiego. Z absurdalności życia i tego, jakie było, kiedy wyszło się z gabinetu historyka.

– Wiesz co? Jebać to, najwyżej mnie otrujesz – odparł, uspokajając się trochę, by nie wyjść na kompletnego wariata. – Swoją drogą, wiesz jak ja się nazywam, a ja nie wiem, jak ty się nazywasz. Odrobinę to nie fair.

Czekając, aż nieznajoma rozleje alkohol do kieliszków, podszedł do jednego z obrazów. Przedstawiał kobietę, z której pleców wyrastały kwiaty. W tym niedokończonym dziele był jakiś chaos, z którym Icarus poniekąd potrafił się utożsamić. Mógł śmiać się, mógł płakać, mógł krzyczeć. Ale w rzeczywistości chciał zwinąć się w kłębek, wniknąć w ziemię, stać się jednością ze światem, czuć jednocześnie wszystko i nic.

– To ty to namalowałaś? – zapytał, spoglądając ponownie na kobietę.
constant extreme
when sister and brother stand shoulder to shoulder,
who stands a chance against us?
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
snowidz
zawód
Brygadzistka na chorobowym
Drobna (157cm, niedowaga), blada i czarnowłosa, o oczach złotych jak miód.

Millie Moody
#14
18.09.2024, 19:14  ✶  
Sztuka powinna mieć to do siebie...

... jeśli byłeś normalny, to wytrącała cię z równowagi.

... jeśli byłeś pojebany, to powinna uspokajać.

Głos Icarusa brzmiał inaczej kiedy zapytał o obraz, bo oczywiście olała jego dąsy na fakt, że się nie przedstawiła. Teraz kiedy była w swoim "leżu" zastanawiała się, bardzo ciężko się zastanawiała czy chce mu się przedstawiać. On w każdej chwili mógł się teleportować, mógł na nią donieść. Prewett, nawet jak nie miał pieniędzy to zgodnie z jego słowami jego rodzina miała pieniądze, pewnie też wpływy. A ona nie mogła być zawieszona. Nie znowu. Jeśli zaś pojawiłoby się oskarżenie o pobicie... Jego policzek wciąż był lekko napuchnięty, zdecydowanie trzeba było go znieczulić i udobruchać. Teraz... jak już zaczęła myśleć, a nie się ciskać z powodu złamanej miotły.

– Mów mi jak chcesz. Obojętne mi to. – burknęła rozlewając do brudnych szklanek swój bimber z wmieszanym weń karmelem. Cukier na patelni... miała specjalną patelnię od tego, taką której nigdy nie myła. Ogień i alkohol wszystko i tak odczyszczały. Nim odpowiedziała na drugie pytanie podeszła do niego i wcisnęła mu szklankę.

– Nie pij duszkiem i zawsze wydychaj powietrze po każdym łyku, żeby sobie ryja nie spalić ka-pe-wu? – brwi miała wciąż ściągnięte, przylepione od morskiej wody ciuchy sprawiały, że zdawała się być nienaturalnie chuda i pokrzywiona, jakby bozia Matka dała jej kilka stawów za dużo. – Za zapomnienie! – wzniosła toast i wypiła szklankę duszkiem, a potem tym razem zrobiła to co jemu doradziła czyli chuchnęła srogim bimbrowym wyziewem. Wzdrygnęła się i uśmiechnęła promiennie sprawiając, że jej twarz na moment wydała się miła. Nie jakoś bardzo. Ale trochę.

– Jep, to mój, to i tamto i w ogóle wszystko. To moja pracownia gdzie zbieram te śmieci – przyznała otwarcie. W dolnym rogu widniały jej inicjały MM, ale przecież kurwa i tak by nie skojarzył Panne Nikt, brygadzistkę od siedmiu boleści. Dlatego miała to w dupie. – Lubię ten. Kiedyś miałam taki sen, jak nocowałam u kumpla w Dolinie. Że umarłam i wyrastały ze mnie kwiaty, a robaki robiły sobie imprezę zżarając moje flaki. – Dziwne było to jak o tym mówiła, ze spokojem i cieniem tęsknoty w głosie. Długie palce łagodnie pogładziły inne kwiaty - te namalowane. – Pojebane co? Nigdy nie lubiłam zieleni. Wychowało mnie miasto i pewnie zdechne tutaj, porośnięta pleśnią i jedzona przez szczury. – dodała nieco bardziej zjadliwie, z impetem siadając na podłodze i przejeżdżając językiem po zębach.

– Ty pamiętasz czy do zaklęcia suszącego można mieć ciuchy na sobie, czy trzeba je zdjąć? – zapytała nagle, nie patrząc się nawet w kierunku swojej "ofiary". Może nie było zimno tutaj, na strychu, ale kwitnięcie w mokrości nie mogło należeć do przyjemnych doświadczeń.
strength [reversed]
Your hands protect the flames
From the wild winds around you
wiek
28
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Przedsiębiorca
Wzrost: 177 cm, czarne włosy, brązowe oczy, silny londyński akcent, ubrany zwykle w luźny garnitur: często bez marynarki, z kamizelką i kilkoma rozpiętymi guzikami koszuli.

Icarus Prewett
#15
18.09.2024, 22:15  ✶  
Podobnie jak nieznajoma, zaczął się trochę uspokajać. Może sztuka to robiła z człowiekiem? Ściągała uwagę z doczesnych spraw gdzieś wyżej, w coś, jeśli nie platońskiego, to intersubiektywnego, wspólnego dla rodzaju ludzkiego. Jedno doświadczenie włączało się w poczet wielu innych, mieszało się w jakiejś przestrzeni sensów. A uczucia... dawały na siebie spojrzeć z zewnątrz. To było niczym oglądanie burzy zza okna ciepłego domu. Wciąż hałasowała i napawała lękiem, ale przynajmniej nie była bezpośrednim zagrożeniem.

– Nie ma problemu... M. – uznał, że będzie nazywał kobietę pierwszą literą jej imienia. Średnio miał jakikolwiek inny wybór.

Kiedy wziął kieliszek, najpierw odrobinę przeraziła go instrukcja M. Nigdy nie pił czegoś mocniejszego niż kilkunastoprocentowe wino. Najpierw jednak powąchał napój. Pachniał słodko, niczym zapomnienie, za które M. wznosiła toast.

– Za zapomnienie – zawtórował jej i powoli upił odrobinę. Mimo ostrożności Icarusa, nawet tyle było dla niego za dużo. Zakaszlał, czując prawdziwe palenie w gardle. Jednak potem kontynuował picie. To pieczenie było... przyjemne. Bolało i odciągało uwagę od ziemskich problemów.

Chciał więcej. Nie. Potrzebował więcej.

Na razie jednak postanowił dopić to, co miał w kieliszku i skoncentrować się przez jeszcze chwilę na sztuce. Spojrzał na M. badawczo, gdy opowiedziała mu o genezie obrazu.

– Sny potrafią być metaforyczne. Nie interesuje mnie wróżbiarstwo, ale może... – zastanowił się. Wiadomo, że M. miała problemy, tylko jakie? Na pewno brak kontroli nad emocjami, impulsywność i zapewne wiele kompleksów. Dlatego Icarus postanowił powołać się na własną interpretację. – Może chciałabyś stać się po prostu częścią świata, z jasno wyznaczonymi granicami? Natura działa prosto, a z tym wszystkim, co mamy w głowach nic nie jest proste. Nawet dla nas, osób z miasta, natura jest czymś kuszącym. Wiesz, powrót do ziemi... tam, gdzie tak naprawdę wszyscy na koniec należymy. Wszyscy obrócimy się w proch. Pulvis es et in pulverem reverteris.

Zwykle nie cytował mugolskiej Biblii. Kiedyś musiał przeczytać łacińskie tłumaczenie i żadna z ksiąg nie zrobiła na nim wrażenia innego niż poetyckie. Jednak ten cytat zapamietał dobrze. Jesteś prochem i w proch się obrócisz.

– Wydaje mi się, że wolę zaryzykować suszenie ubrań na sobie, niż się przy tobie rozbierać. – odpowiedział na pytanie o zaklęcie. Jego ton był jak najbardziej uprzejmy, niemal ja u Icarusa historyka, który był grzecznym i potulnym człowiekiem. Takim, którego spotykało się w bibliotece czy w historycznym archiwum. Po krótkiej chwili powrócił jednak Icarus teraźniejszy. – A zresztą, i tak się pochoruję i dostanę opierdol od mojego brata magimedyka, więc możesz i mnie poparzyć zaklęciem.

To by też było poetyckie, choć kolejność wydarzeń by była odwrócona. Mityczny Ikar najpierw się sparzył, a potem wpadł do wody. Ten zaś był w odwrotnej sytuacji. A przynajmniej mógł być, jeśli zaklęcie suszące wymagało zdjęcia ubrań.
constant extreme
when sister and brother stand shoulder to shoulder,
who stands a chance against us?
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
snowidz
zawód
Brygadzistka na chorobowym
Drobna (157cm, niedowaga), blada i czarnowłosa, o oczach złotych jak miód.

Millie Moody
#16
19.09.2024, 23:43  ✶  
Słuchała go, a trochę go nie słuchała.

– Nienawidzę zielska. – przyznała, jednocześnie wyciągając opuszki do namalowanej trawy i rozmyślając o tym, ale też trochę skupiając się na wrzątku, który wypełniał jej trzewia.

– Dwór Ziemi to pole do wzrostu i płodności. Natura chuj, a nie jest prosta. Próbowałeś kiedyś naszkicować liść? Albo jebanego wróbla? Ile to ma detali, o których nawet nie pomyślisz, jak nie zaczniesz przyglądać się z bliska, w te wszystkie żyłki, zagłębienia, tonę jakiegoś nie wiem... w piórze wiesz.. jakiś pojebanych haczyków. Z resztą patrz, nasz mózg, to też natura nie? Nie naturą jest nie wiem... plastik. Chociaż pewnie jakiś mugol by się obraził na to, jakbym tak powiedziała, nie wiem. Ale dwór... dwór ziemi ma ciężar. To nie jest mój dwór. Zdecydowanie wolę powietrze. Wiesz, że kiedyś mnie pizgnął piorun? To jedno z lepszych doświadczen w moim życiu, dostałam wtedy tę oto piękną papierośnicę. – wyciągnęła z kieszeni spodni srebrzystą papierośnicę z obrazem, który mógł na zawsze utrwalić się jako cecha charakterystyczna panny M. Sztorm na morzu i porywiste fale szarpały brygiem. Nad nim żłobione stalowe chmury i co jakiś czas nieboskłon rozświetlał metaliczny piorun. Wprawnie otworzyła pudełko i sięgnęła skręta, po czym zaproponowała jednego Icarusowi.

– No już nie pierdol tak, co Ty myślisz, że chcę się z Tobą ruchać? Albo że serio Cię zjem, bo jestem jakąś nie wiem, syreną wersja lądowa? – zaśmiała się wyraźnie rozbawiona. – Nie będę Ci ciuchów suszyć bo jeszcze rzeczywiście trzeba zdejmować je najpierw i Cię przypale. A mimo wszystko chciałabym, żebyś stąd wyszedł w jednym kawałku. Pójdę za te chałdę tu i ogarnę swoje ciuchy, ok? – cmoknęła odstawiając pustą szklankę na stolik. – A jak tam zajrzysz to dostaniesz w ryj. Obiecuje dla symetrii dewastować drugą część Twojej twarzy pięknisiu. – miała o tym nie mówić, chciała żeby zapomniał, ale słowa same przychodziły do głowy. Ogień obejmował już ręce i nogi i głowę och jak bardzo głowę i też wcale jej nie było zimno, no ale dobra trzeba było ogarnąć te mokre ubrania. Wciągnęła mocno nosem powietrze i ruszyła za prowizoryczny parawan.
strength [reversed]
Your hands protect the flames
From the wild winds around you
wiek
28
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Przedsiębiorca
Wzrost: 177 cm, czarne włosy, brązowe oczy, silny londyński akcent, ubrany zwykle w luźny garnitur: często bez marynarki, z kamizelką i kilkoma rozpiętymi guzikami koszuli.

Icarus Prewett
#17
21.09.2024, 11:27  ✶  
Dla Icarusa natura zawsze była czymś odrobinę poza zasięgiem. Jasne, wpływała na historię, którą dotychczas tak namiętnie się interesował. Dzieje człowieka były w pewnym stopniu opowieścią o opanowaniu natury. Najsłabsza trzcina w przyrodzie – jak to mawiał mugolski myśliciel, Pascal. Jednak, kiedy człowiek zaczynał się przyglądać przyrodzie, dochodził do wniosku, że przez swoją kulturę, kategoryzacje, nie miał z nią kontaktu. Wszystkiemu przypisywano funkcję, a przecież był to ludzki wynalazek. Funkcja. Rola. Czy Icarus teraz pełnił jakąkolwiek? A może doznawał faktu swojego człowieczeństwa w najbardziej surowej formie?

Wiedział jedno: musiał więcej wypić.

– Piorun, hm? Ktoś wierzący mógłby powiedzieć, że to znak od bogów – odparł wciąż w stanie zamyślenia.

Speszył się dopiero na następne słowa M. Przecież nie... nie miał nic takiego na myśli. Odzywał się czasem w nim ten lekki egoizm, to prawda. Miał przeświadczenie, że ludziom chodziło o niego, a nie o nich samych. Może to było przez to, że – szczególnie teraz – desperacko potrzebował, żeby ktoś mu pomógł, wsparł go. Jednocześnie, miał zamiar odrzucić każde wsparcie, które by mu proponowano.

– Wcale tak nie pomyślałem – wydukał, rumieniąc się z zawstydzenia. – I nie myśl sobie, że jestem jakimś zboczeńcem. Nawet by mi nie przyszło do głowy, żeby zrobić coś takiego.

I rzeczywiście, nigdy by nie podejrzał nikogo bez jego zgody. Był wychowany na dżentelmena i nie był znowu tak zdesperowany, żeby robić takie rzeczy. Poza tym, skoro sam mówił, że nie miał ochoty rozbierać się w towarzystwie, byłby hipokrytą, gdyby nie uszanował prywatności drugiej osoby.

Dlatego z gdy M. odeszła, by się przebrać, on grzecznie odwrócił się, by nie patrzeć nawet na zasłonę. Jednocześnie nalał sobie więcej bimbru. Tak, alkohol był przyjemnością, której zamierzał się tego dnia oddać. Pragnął, żeby ogarnęła go słodka beztroska. Nawet jeśli jego ubrania, już trochę wyschnięte, miały nieprzyjemną solną fakturę, w jego butach i włosach był piach, a twarz wciąż bolała po ostatnim ciosie.

– Ten bimber to sama zrobiłaś? – spytał, przyglądając się butelce. Nie było na niej żadnej etykietki. Icarus miał tylko nadzieję, że nie oślepnie po wypiciu tego z lekka podejrzanego, ale wybornie wysokoprocentowego trunku.
constant extreme
when sister and brother stand shoulder to shoulder,
who stands a chance against us?
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
snowidz
zawód
Brygadzistka na chorobowym
Drobna (157cm, niedowaga), blada i czarnowłosa, o oczach złotych jak miód.

Millie Moody
#18
26.09.2024, 12:22  ✶  
– No no, wybrańcy bogów umierają młodo, a mnie jakoś kostucha nie chce zwędzić cały czas. Chociaż ile to trzeba mieć lat? Trzydzieści trzy? To jeszcze trochę mi brakuje.

Mówiła lekko, swobodnie, burza przeminęła, adrenalina od walki odeszła do swojej psiej budy, pozostawiając Mildred w całkiem niezłym nastroju. Może to też fakt, że Ikarus trochę się ogarnął i już na nią nie krzyczał (tak, tak drodzy państwo, ten wymoczek był szalenie agresywny na wybrzeżu! Krzyczał, machał rękami i wyzywał ją od najgorszych!). I pił z nią bimber, a to oznaczało, że nie była pozostawiona sama sobie w czterech ścianach z namalowanymi oczami utkwionymi w jej dygoczące w spazmie ciało.


Rozebrała się beznamiętnie i zaczęła podsuszać rzeczy, nic sobie nie robiąc z chłodu pokoju czy bezpruderyjności własnego zachowania.
– Nie myślę sobie, że jesteś zboczeńcem, tylko no, facetem po prostu. Faceci tak mają. Chyba że jesteś facetem co wolisz facetów, jeśli tak, to spoko, nie robi mi to. – Jej bratu by robiło, on nienawidził wszystkiego co słabe i gejowe. Co by powiedział, gdyby wiedział, że jego siostra też jest trochę gejowa? Chyba umarłaby ze wstydu i przeruchała pół Londynu, żeby udowodnić mu że kręcą ją tylko kutasy.

– Mugolski sprzęt, magiczne serce. Woda, drożdże i cukier oraz podjebana receptura od jakiejś starej szkockiej kurwy. Jestem z niej bardzo, bardzo dumna, masterowałam ją pięć lat.– przechwalała się bezczelnie, na klęczkach strugą ukształtowanego ciepłego powietrza osuszając ubrania. W końcu założyła na siebie majtki, bo z jeansami to będzie większy problem. Szkoda, że była antytalenciem transmutacyjnym, bo by sobie chociaż prześcieradło w kieckę przemieniła, jak przystało na syrenę wyplutą z morza. Ale zaraz, miała tam chyba jakiś podkoszulek. Bezmyślnie więc wyszła zza swojej zasłony i przeszła obok stolika na przeciwległy koniec pracowni, żeby pośród pościeli znaleźć przyduży męski podkoszulek jej brata, który robił jej za piżamę. Oczywiście Icarus nie patrzył, ale jeśli patrzył, mógł zobaczyć rozległą bliznę w kształcie pioruna zdobiącą od lewego barku niemal całe jej plecy. – W ogóle przykro mi jeśli Tobie jest przykro z powodu Twojego starego. Chcesz o tym pogadać, czy raczej chlać i udawać, że to się w ogóle nie stało. – zapytała roztrzepując mokre włosy, które niemal sięgały jej pasa, a potem zawijając je w niedbały kok nad głową, żeby nie pomoczyły koszulki.

– Jestem chujowa w to suszenie, może Tobie pójdzie lepiej. Tylko uważaj, bo jak sobie dolałeś, to jeszcze sfajczysz sobie ciuchy i co w tedy. Swojej koszulki Ci nie oddam. – wystawiła język zaczepnie, zachowując się zaskakująco swobodnie jak na kogoś, kto miał na swoim poddaszu totalnie nieznajomą osobę, której wcześniej się przywaliło. – Moglibyśmy namalować swoje portrety co myślisz? Ale tylko jedną farba i bez szkicowania. Ty wybierzesz kolor dla siebie, ja dla Ciebie. Będzie śmiesznie. – czknęła, tym razem maczając tylko wargi w słodkiej truciźnie zapomnienia.
strength [reversed]
Your hands protect the flames
From the wild winds around you
wiek
28
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Przedsiębiorca
Wzrost: 177 cm, czarne włosy, brązowe oczy, silny londyński akcent, ubrany zwykle w luźny garnitur: często bez marynarki, z kamizelką i kilkoma rozpiętymi guzikami koszuli.

Icarus Prewett
#19
26.09.2024, 16:34  ✶  
Śmierć jako boski wybraniec miała w sobie coś romantycznego. Rozłożenie ramion, przyjęcie ostatecznego ciosu, niemal sakralne doświadczenie umierania. Było w tym coś pięknego, coś tak niepodobnego do okrutnej prawdy związanej ze śmiercią. Kiedy Icarus zobaczył ciało ojca po przywiezieniu go z Grecji, niemal nie mógł go poznać. Klątwa odbiła się na Dedalusie Prewettcie dość brutalnie. Poszarzała skóra i... zgnilizna, niemal wszechobecna. Nawet zaklęcia nie mogły ukryć duszącego zapachu, smrodu. Poza tym, wszystkie jego włosy wypadły, a bez brody Dedalus nie wyglądał... jak on.

Icarus wypił kolejny kieliszek, żeby odpędzić z głowy ten obraz.

– Masz bardzo niskie mniemanie o facetach. Jestem w stanie to zrozumieć, zważywszy na to, jak kobiety były traktowane... właściwie przez całą historię – rzekł. – Możesz mi jednak wierzyć lub nie, ale niektórzy z nas kochają kobiety i je szanują.

Właściwie to Icarus kochał jedną kobietę, z którą już nie miał szans. Miłość tragiczna, którą sam zabił. Gdyby Mona tu była... czy bardzo żałosne by było, gdyby błagał ją na kolanach o wybaczenie? Owszem, byłoby to desperackie. Pijany Icarus Prewett, który wszystko stracił i desperacko próbuje odzyskać choćby jedną dobrą rzecz w swoim życiu. Nie, to by było paskudne. To zdecydowanie znaczyło, że na nią nie zasługiwał.

– Chyba wolę chlać. Wiesz, tylko to mi pozostało – uśmiechnął się krzywo. – Byłem jedynie synem mojego ojca, a bez niego jestem nikim. Ale... dziękuję za współczucie. Wiele osób owija w bawełnę lub wygłasza te durne formułki. Miło mi spotkać kogoś choć odrobinę autentycznego.

Najgorsi byli koledzy ojca, inni historycy, którzy zawsze traktowali Icarusa jako młodego i z tego powodu głupiego chłopca, którego słowa nigdy nie były nawet wysłuchiwane. „Nikt już nie zastąpi Dedalusa” – mówili w ramach mowy pogrzebowej i najgorsze było to, że mieli rację.

– Zostawię już te ubrania. I tak już trochę przeschły, a jak je wysuszę, będą jeszcze gorsze niż teraz – pokręcił głową. – Ale to z portetami... chwila – nalał sobie kolejny kieliszek i wypił zawartość w jednym łyku. – Nie dorównam ci talentem, ale jebać to. Jesteś łatwa do narysowania.

Ta myśl go rozbawiła. Rzeczywiście M. miała dość wyrazisty wygląd. Szczególnie wcześniej, gdy jej długie włosy były rozpuszczone i wyglądała jak upiór. A teraz wyglądała nawet sympatycznie. Pomyśleć, że jeszcze koło pół godziny temu Icarus się jej bał... Cóż, alkohol łagodził strach. Teraz miał wrażenie, że znali się na jakimś duchowym poziomie. Może nawet mógł się z nią zaprzyjaźnić? Przyjaciel w takich czasach był cenny, szczególnie taki, który był gotowy pobić Icarusa od czasu do czasu.

– Katharsis przez sztukę – zachichotał. Okej, chyba alkohol naprawdę już zaczął działać. I to porządnie. Och, jaki to był wspaniały wynalazek! Od tygodnia Icarus nie czuł radości, a teraz... bawiły go najmniejsze rzeczy.
constant extreme
when sister and brother stand shoulder to shoulder,
who stands a chance against us?
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
snowidz
zawód
Brygadzistka na chorobowym
Drobna (157cm, niedowaga), blada i czarnowłosa, o oczach złotych jak miód.

Millie Moody
#20
02.10.2024, 16:24  ✶  
– Spierdalaj, wcale nie jestem łatwa złamasie! – Mildred zaśmiała się i pięścią pchnęła jego bark, po czym zabrała butelkę ze sobą, bo coś czuła, że jak tak dalej będzie w siebie wlewał procenty to nic z tego malowania nie wyjdzie.

– Katarakta? To jakaś wenera? Artyści to nieźli ruchacze, nic dziwnego, że sprzedają sobie choróbska sztuką. Ale pan będzie spokojny, badałam się ostatnio. Nie żeby celowo, ale mój kumpel konował pieprzony jest sprytny w ogarnianiu zakładów tak, że musiałam się przejść do Munga. Anyway masz. – Puste, zagipsowane płótno wylądowało z łomotem na ziemi przed Icariusem.

– Łatwa, dobre sobie lokowaty fagasie, będę Cię rozliczać z każdego kurwa włosa – barboliła pod nosem i znalazła płótno dla siebie. Co prawda w rogu zaczęła już coś szkicować, ale szczerze nie pamiętała o co mogło jej tam chodzić w tym szkicu.

– Jebnę Cię na niebiesko, okoliczności poznania zobowiązują – oznajmił mu.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Icarus Prewett (3963), Millie Moody (3637)


Strony (3): « Wstecz 1 2 3 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa