adnotacja moderatora
Rozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic VI
—Kwiecień 1958—
Drugie Piętro w Hogwarcie
Brenna Longbottom (drugoroczny gryfon) - Thomas Figg (pucho z piątego roku)
Przygotowania do sumów szły pełną parą, Thomas miał wrażenie czasami, że z jego mózgu zostaje tylko breja podobna do tej, którą dostają co rano na śniadanie. Czasami sam już nie wiedział czy on przyswaja jakąkolwiek jeszcze wiedzę, czy wszystko już przez niego przelatuje jak jedzenie przez duchy. Westchnął wałęsając się po zamku, a w sumie to nawet się nie wałęsał ale pochłonięty rozmyślaniami nad tym jakie eliksiry i zaklęcia musi sobie przypomnieć, żeby nie być opóźniony w swojej nauce, że nawet nie zauważył kiedy zabłądził na drugim piętrze. Doprawdy to było dość obciążające, bo niby to nic wielkiego, tylko jakieś trochę ważniejsze egzaminy. To jednak Figg zdawał sobie sprawę, że od ich wyników będzie zależało to czy będzie mógł w przyszłości zostać tym kim by chciał. Co prawda sam jeszcze siedział nieco w rozkroku na ogrodzeniu wahając się między dwoma profesjami w przyszłości, co nie ułatwiało mu odpuszczenia sobie niektórych zajęć, przez co musiał męczyć się z eliksirami, co mu wybitnie nie szło. SZkoda, ze nie miał takiego drygu do tej dziedziny jak Nora, wtedy wszystko by szło łatwo.
Otrząsnął się dopiero po chwili, kiedy zdał sobie sprawę z tego, że słyszy czyjś płacz. Był to szczególnie głośny szloch i ktoś ewidentnie nie ukrywał się z tym, że jest mu nad wyraz smutno. To otrzeźwiło Figga dość szybko, może i był wymęczony i czuł się jakby zamiast mózgu miał budy to jednak nie mógł zostawić kogoś kto tak otwarcie wyrażał swój smutek. Samo namierzenie źródła nie było trudne, wystarczyło odwrócić się w prawo co też uczynił i pchnął delikatnie drzwi. Czy to przez pośpiech czy przez zmęczenie nie zauważył, że właśnie wchodzi do łazienki przeznaczonej dla dziewcząt. Co więcej wchodził do TEJ łazienki - która znana była z bycia nawiedzaną przez Jęczącą Martę.
- Halo? Ktoś tu jest? - dość trywialne i głupie pytanie jak słyszy się, że ktoś tu płacze. Dość szybko pożałował ,że faktycznie się odezwał i tu wszedł bo zorientował się, że jest w łazience, w której nie powinien się znajdować.
- A kto to?! Przyszedłeś się pośmiać z biednej Marty?! - cóż nawet w najśmielszych wyobrażeniach Thomas nie widział, że z zamkniętej kabiny wychynie zapłakany duch z wściekłym wyrazem twarzy. Zdecydowanie wolałby teraz znaleźć się gdziekolwiek indziej, nawet Zakaźny Las wydawał się bardziej przyjaznym miejscem. - No pewnie! Pośmiej się z Marty, ona przecież nic nie czuje! Jest duchem nie ma uczuć! Przecież to takie zabawne, że umarła na toalecie i nie pamięta nawet jak! - towarzyszył jej jeszcze głośny wybuch płaczu nim duch Jęczącej Marty zniknął w kabinie i w toalecie. Thomas przez cały czas chciał jej wytłumaczyć, że nie chciał się naśmiewać ale pomóc płaczącej osobie, ale żadne słowo nie opuściło jego ust i tylko bezgłośnie nimi poruszał jak ryba wyjęta z wody. Stał tam pośrodku łazienki całkowicie zamrożony w czasie i przestrzeni ten wybuch nieżywej dziewczyny całkowicie go zszokowało i potrzebował chwili, żeby dojść do siebie. Po kilku minutach odwrócił się w stronę wyjścia, chciał stąd zniknąć zanim ktokolwiek przyłapie go na szwendaniu się po damskich łazienkach, jeszcze tego by mu brakowało.