27.09.2024, 18:10 ✶
- Panno... ...Panno?... ...Longbottom - odezwał się, wplatając w to kulturalne pytanie czy mógł ją tytułować panną jak mu się wydawało, czy też powinien ją określać panią, bo była młodą mężatką.
Teoretycznie wcale go to nie obchodziło, ale w ich świecie liczyły się konwenanse. Nawet, jeśli teraz to nie było przydatne to mogło mieć znaczenie później. Na przykład podczas wydarzeń towarzyskich, gdzie należało korzystać z właściwych zwrotów, żeby nie walnąć gafy. Oczywiście gafami również się nie przejmował, ale cenił tradycję. Jeśli powinien mówić do niej inaczej niż per panno, panienko i funkcjonariuszko to powinien to wiedzieć i odnotować.
- Moja rodzina nie zwykła współpracować z drwalami i drewutniami. Przynajmniej nie w znaczącym zakresie - przypomniał jej, bo teraz to ona popełniła gafę zakładając, że Greengrassowie mogli mieć znaczące koneksje z ludźmi kupującymi od nich drewno.
Nie było to całkiem mylne przeświadczenie. Czasami należało wyciąć niektóre drzewa albo ich fragmenty. Wtedy byli w stanie porozumieć się z rzemieślnikami pragnącymi kupić od nich cenne surowce. W większej mierze natomiast dbali o Knieję i o to, żeby nie dochodziło tu do procederów takich jak ten. Byli częścią lasu. Las był częścią nich. Nie sprzedawało się swojej rodziny na opał czy breloczki.
- Będę wdzięczny, jeśli dostarczy mi Panienka kopię tej listy - odezwał się, bo w obliczu systemu prawnego należało jasno określać prośby, życzenia a w tym przypadku głównie żądania. - Muszę ją wpiąć do naszych akt - dodał, żeby nie przeszło jej przez myśl, że ma zamiar ręcznie dochodzić do tego, który z handlarzy wszedł w posiadanie kradzionego drewna.
Może miał taki zamiar a może nie. Z jego twarzy nie dało się tego wyczytać. W gruncie rzeczy był bardzo oficjalny i kulturalny. Żeby nie powiedzieć: chłodny. Chciał jak najszybciej ukrócić ten proceder. Zamknąć sprawę. Tym bardziej, że on już miał wyjaśnienie. Doszedł do swoich wniosków. Nie sądził, że mogą się zmienić pod wpływem dochodzenia Panny Funkcjonariuszki Longbottom.
- To wciąż mój teren - zaznaczył. Nie w smak mu było kłócić się z kimś z Ministerstwa, ale był stanowczy. - Znam go lepiej niż ktokolwiek, kogo mogą Funkcjonariuszce przysłać. Mogę bez wahania wskazać coś, czego tu nie powinno być. Zapewniam Panienkę, że nie będę mieszać się w element przesłuchania -bo takiego nie będzie.
Diabły z Kosmosu może były głupie, ale sprytne. Za ich głupotą podążała wielka siła. Były tak głupie jak silne. Bez dwóch zdań.
- Może mnie Pani aresztować albo idziemy, bo tracimy tu czas - stwierdził z przekąsem oferując jej dwie opcje.
W przypadku obu jasno informował, że ma zamiar z nią iść. On nie pytał teraz o zgodę. Informował, że albo ją otrzyma, albo Panienka Funkcjonariuszka Brenna Longbottom dokona pierwszego aresztowania tego dnia pod zarzutem utrudniania śledztwa. Napyta sobie problemów, narobi sobie papierkowej roboty a mogliby skupić się na właściwych aresztantach.
Teoretycznie wcale go to nie obchodziło, ale w ich świecie liczyły się konwenanse. Nawet, jeśli teraz to nie było przydatne to mogło mieć znaczenie później. Na przykład podczas wydarzeń towarzyskich, gdzie należało korzystać z właściwych zwrotów, żeby nie walnąć gafy. Oczywiście gafami również się nie przejmował, ale cenił tradycję. Jeśli powinien mówić do niej inaczej niż per panno, panienko i funkcjonariuszko to powinien to wiedzieć i odnotować.
- Moja rodzina nie zwykła współpracować z drwalami i drewutniami. Przynajmniej nie w znaczącym zakresie - przypomniał jej, bo teraz to ona popełniła gafę zakładając, że Greengrassowie mogli mieć znaczące koneksje z ludźmi kupującymi od nich drewno.
Nie było to całkiem mylne przeświadczenie. Czasami należało wyciąć niektóre drzewa albo ich fragmenty. Wtedy byli w stanie porozumieć się z rzemieślnikami pragnącymi kupić od nich cenne surowce. W większej mierze natomiast dbali o Knieję i o to, żeby nie dochodziło tu do procederów takich jak ten. Byli częścią lasu. Las był częścią nich. Nie sprzedawało się swojej rodziny na opał czy breloczki.
- Będę wdzięczny, jeśli dostarczy mi Panienka kopię tej listy - odezwał się, bo w obliczu systemu prawnego należało jasno określać prośby, życzenia a w tym przypadku głównie żądania. - Muszę ją wpiąć do naszych akt - dodał, żeby nie przeszło jej przez myśl, że ma zamiar ręcznie dochodzić do tego, który z handlarzy wszedł w posiadanie kradzionego drewna.
Może miał taki zamiar a może nie. Z jego twarzy nie dało się tego wyczytać. W gruncie rzeczy był bardzo oficjalny i kulturalny. Żeby nie powiedzieć: chłodny. Chciał jak najszybciej ukrócić ten proceder. Zamknąć sprawę. Tym bardziej, że on już miał wyjaśnienie. Doszedł do swoich wniosków. Nie sądził, że mogą się zmienić pod wpływem dochodzenia Panny Funkcjonariuszki Longbottom.
- To wciąż mój teren - zaznaczył. Nie w smak mu było kłócić się z kimś z Ministerstwa, ale był stanowczy. - Znam go lepiej niż ktokolwiek, kogo mogą Funkcjonariuszce przysłać. Mogę bez wahania wskazać coś, czego tu nie powinno być. Zapewniam Panienkę, że nie będę mieszać się w element przesłuchania -bo takiego nie będzie.
Diabły z Kosmosu może były głupie, ale sprytne. Za ich głupotą podążała wielka siła. Były tak głupie jak silne. Bez dwóch zdań.
- Może mnie Pani aresztować albo idziemy, bo tracimy tu czas - stwierdził z przekąsem oferując jej dwie opcje.
W przypadku obu jasno informował, że ma zamiar z nią iść. On nie pytał teraz o zgodę. Informował, że albo ją otrzyma, albo Panienka Funkcjonariuszka Brenna Longbottom dokona pierwszego aresztowania tego dnia pod zarzutem utrudniania śledztwa. Napyta sobie problemów, narobi sobie papierkowej roboty a mogliby skupić się na właściwych aresztantach.