• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 4 5 6 7 8 … 11 Dalej »
[20.06.1972] Co robimy w ukryciu || Ambroise, Geraldine & Astaroth

[20.06.1972] Co robimy w ukryciu || Ambroise, Geraldine & Astaroth
Panicz Z Kłami
Hot blood these veins
My pleasure is their pain
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Bardzo wysoki - mierzy 192 cm wzrostu. Z reguły ubiera się w czarne bądź stonowane kolory, ale można go spotkać w wielobarwnym ubiorze. Włosy ciemnobrązowe, oczy zielone. Jest bardzo blady, ma sine wokół oczu, które nieco jaśnieje, kiedy jest nasycony, ale to nieczęsto się zdarza.

Astaroth Yaxley
#21
28.09.2024, 16:37  ✶  
Agresja, dzika furia, gwałt - tak właśnie miało wyglądać moje nieżycie? Śmiałem się w panice czy też nie. Nie dało rady raz, da za drugim razem, a może za trzecim. Najważniejsze było to, że żywy - a w tym świeży - worek z krwią był tuż obok, tak blisko, tak kusząco blisko, że wola walki we mnie rosła. I tak miałem ją we krwi, a teraz? Teraz to właściwie płonąłem wraz z płonącą potrzebą wygranej i jeszcze bardziej płonącą potrzebą ukojenia pragnienia.
Kutas...
Zawsze myślałem, że Ambroise Greengrass był potulną owieczką. Myliłem się. Albo po prostu coś się w nim zmieniło. Mógł zauważyć, że po naszych ostatnich spotkaniach ja również się zmieniłem. Nie byłem już łowcą. Stałem się drapieżnikiem. Wściekłym i głodnym.
Syknąłem, kiedy złapał mnie za włosy. Powinienem się skrzywić na ten dźwięk. Z reguły się na niego krzywiłem, teraz zaś wydał mi się naturalnym przedłużeniem mojego jestestwa w tej sytuacji. Niekorzystnej, patrząc na to, że Ambroise wykorzystał ciężar swojego ciała by mnie unieruchomić, a nawet poniewierać. Nie zamierzałem mu na to pozwolić... A że cios poniżej pasa miałem na wyciągnięcie ręki, więc spróbowałem przypierdolić mu z łokcia prosto w jaja.
A jeśli się udało, to znowu podjąłem ponowną próbę wgryzienia się. Tym razem w jego szyję. Doskonale pamiętałem to uczucie, przepełnione porażką oraz brakiem godności, kiedy wiedziałem, że dałem się podejść wrogowi zbyt blisko i właśnie pozbawiał mnie życia... Ból rozrywanej szyi był wszechogarniający. Ale to było dawno. Ale napawało mnie jeszcze większym wkurwieniem. Ta krew mi się należała.

Napierdalam z łokcia w jaja Ambroise’a.
Rzut PO 1d100 - 35
Slaby sukces...


A jeśli wyżej poszło i nie liżę podłogi, to próbuję dosięgnąć szyi ząbkami.
Rzut PO 1d100 - 7
Akcja nieudana
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#22
28.09.2024, 16:50  ✶  

Obraz nieco jej się rozmazywał, aktualnie nie była w stanie jednak dostrzec, który z nich był na górze, który na dole, plus to mogło się zmienić w każdej chwili. Powinna się między nich wpierdolić i ich uspokoić, tyle, że jak niby miałaby to zrobić, kiedy oni turlali się po podłodze? Wybrali chyba najgorszą opcję z możliwych, czyli walkę w parterze. - Kurwa - Przeklęła jeszcze do siebie. Nie miała jak wleźć między nich, nie mogła rzucić się ze sztyletem, bo nie miała pojęcia w którego mogłaby trafić, bo to działo się zbyt szybko. Zresztą nie chciała żadnego z nich skrzywdzić.

Jasne, jeden i drugi nieraz ją wkurwiał, czasem marzyła o tym, aby zanurzyć w nich ostrze, ale tak naprawdę pewnie nie byłaby w stanie tego zrobić. W sumie to była z niej miękka faja. Oczywiście miała świadomość, że jej brat miał przewagę z racji na to, że był pierdolonym wampirem, dlatego też jego ewentualnie mogłaby doprowadzić do porządku, oczywiście niezbyt mocno, bo jego też nie chciała uszkodzić tak na zawsze.

Westchnęła ciężko, nie miała pojęcia, co powinna zrobić, zdrowym podejściem było niewpierdalanie się, przynajmniej jak na razie, póki każdy z nich jeszcze był w stanie sam o siebie zadbać. To nie była jej walka, nie pozwolili na to, aby wzięła w niej udział.

Postanowiła skorzystać z chwilowej okazji, że znajdowała się poza ich zainteresowaniem i polazła do kuchni, skąd wzięła jedną z butelek whisky, które trzymała w lodówce, wróciła bardzo szybko do przedpokoju, otworzyła flaszkę zębami i wlała w siebie niewielką ilość alkoholu, musiała poczekać, aż wreszcie wstaną, albo odsuną się od siebie, aby mogła ewentualnie coś zdziałać.

Doktor Dom
Ain't no chariots of fire
Come to take me home

I'm lost in the woods and I wander alone
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, mierzący 193 cm. Dobrze zbudowany, umięśniony. Opalony, wręcz spieczony słońcem od prac na zewnątrz. Kawał czarodzieja. W granicach 100 kg. Wieloletni sportowiec, obecnie również pracujący w znacznym stopniu fizycznie, co widać na pierwszy rzut oka. Długowłosy, zielonooki blondyn. Ma falowane, gęste włosy w kolorze ciepłego jasnego blondu - poprzetykane pasmami rozjaśnionymi od częstego pobytu na słońcu i kilkoma pierwszymi kosmykami bieli. W kącikach oczu ma siateczkę zmarszczek, czoło również pokrywają pierwsze, jeszcze niezbyt głębokie linie. Roztacza wokół siebie zapach ziołowego dymu: ciężki, ale słodkawy, trochę kadzidłowy. Nosi się elegancko, klasycznie, choć nieczęsto sięga po magiczne szaty. W większości są to ubrania szyte na miarę. Preferuje proste, ale dopasowane spodnie i koszule z dobrych materiałów, skórzane buty. Czasami golfy albo płaszcze dostosowane do pogody. Wybiera ciemne kolory. Sięga głównie po zielenie, brązy i czerń, ale bez niebieskich podtonów (również w kierunku bardzo ciemnej zieleni albo kawowego brązu). Często sięga po skórzane rękawiczki. Na palcu niemal stale nosi złoty sygnet. Na lewym nadgarstku ma zegarek na skórzanym pasku, na prawym rzemykową bransoletę z przywieszką. Zazwyczaj mówi bez akcentu, nie unosi głosu. Raczej stawia na wizualny autorytet i chłodne, poważne, nieco kpiące spojrzenie.

Ambroise Greengrass-Yaxley
#23
28.09.2024, 17:17  ✶  
Dopiero, kiedy Greengrass przypierdolił ryjem Astarotha o ziemię zorientował się, że zeszli do parteru. Przez myśl przeleciało mu, że ocho, niedobrze było nie móc wykorzystać możliwości nóg i odskoczyć w razie potrzeby, ale no. Stało się. Nie mógł teraz zacząć rozważać swojej pozycji. To nie był moment na zawahanie. Szczególnie, że miał tymczasową przewagę w związku z wykorzystaniem elementu zaskoczenia.
Brat Geraldine ewidentnie go nie docenił. Ambroise mógłby być zdziwiony, bo był niemal pewny, że jego była mogła powiedzieć Astarothowi co nieco o ich przeszłych przebojach. Krótkim loncie, latających talerzach, kłótniach I takich tam. O całym arsenale dowodów na to, że poza sprawami zawodowymi daleko mu było do opanowanego czystokrwistego czarodzieja™. Szczególnie (a może głównie) po pijaku, bo wtedy robiła się bardziej otwarta. Ich relacja nigdy nie zahaczyła o przemoc domową. No. W fizycznym znaczeniu tego słowa, ponieważ Greengrass miał swoje zasady co do podnoszenia ręki na ludzi: bił tylko takie szmaty jak młody Yaxley. Logiczne, że w tym momencie wycierał twarzą wampira podłogę, żeby udowodnić Astarothowi, że wycieranie sobie mordy jego kobietą (przestało być dla niego istotne, że niedoszłą i nie obecną) miało właśnie takie konsekwencje.
Miał w dupie to, że Astaroth został wampirem i głód krwi mógł być zrozumiały. Naprawdę dałoby się to porównać do głodu narkotykowego a taki sprawiał, że narkomani mówili różne nieprzyjemne rzeczy. Ambroise nie był jego krewnym ani opiekunem. Traf chciał, że nie został jego szwagierkiem, który mógłby chcieć zatroszczyć się o tę małą krwiopijczą gnidę. W tym momencie nawet nie zależało mu na tym, żeby zachować pozory przed Geraldine. Zmienił się. Był jeszcze gorszym człowiekiem. Nie musiała tego akceptować, bo ich historia była niemal skończona. Miała się finalnie zakończyć, kiedy jej pomoże ze sprawą, o której rozmawiali tego wieczoru.
Nie zreflektował się, że doszli do momentu, kiedy wypadałoby dodać o ile przeżyje to starcie. Im mniej myślał tym lepiej. Tym bardziej dawał upust furii, która nie przestawała nim władać. Może to Yaxley był drapieżnikiem w dosłownym znaczeniu tego słowa, ale Greengrass nie był ofiarą. Nigdy.
Kierowały nim bardzo pierwotne instynkty. Niemal nie zwracał uwagi na nic poza przeciwnikiem. Kiedy Astaroth spróbował uderzyć go łokciem w jaja, Ambroise uniknął ciosu. Zablokował go, odpowiadając próbą wykręcenia skurwysynowi ręki, ale szybko zmienił zdanie. Zamierzył się kolanem w gardło wampira, próbując obić mu tchawicę.

Rzut N 1d100 - 16
Akcja nieudana


Czy Astek traci dla mnie oddech?  Eyeroll
Panicz Z Kłami
Hot blood these veins
My pleasure is their pain
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Bardzo wysoki - mierzy 192 cm wzrostu. Z reguły ubiera się w czarne bądź stonowane kolory, ale można go spotkać w wielobarwnym ubiorze. Włosy ciemnobrązowe, oczy zielone. Jest bardzo blady, ma sine wokół oczu, które nieco jaśnieje, kiedy jest nasycony, ale to nieczęsto się zdarza.

Astaroth Yaxley
#24
28.09.2024, 21:31  ✶  
Nie udało się. Ledwo go otarłem. Nic nie poczuł. Nie skrzywił się nawet na chwilę. Jebaniec. Miałem ochotę splunąć i zrobiłbym to, gdybyśmy byli na zewnątrz, a nie w mieszkaniu Geraldine... i w sumie trochę moim, skoro z nią mieszkałem. Pewnych rzeczy w takich miejscach nie przystało, nawet jeśli walczyło się o kolację. Szczególnie kiedy walczyło się o kolację. Nie chciałbym jeść typa całe w plwocinach.
Widziałem, jak próbował kopnąć mnie w twarz. Albo szyję. Kto wie, co za inwencję twórczą mi szykował...? Może to jakieś chwyty magomedyczne. Może po prostu improwizował, bo tak to właśnie wyglądało. Na szczęście głębiej nie wnikałem, bo miałem co robić. Odchyliłem się by nie komplikować sobie sprawy zamroczeniem i nawet rzuciłem się plecami na podłogę w jednym celu. Ręce nie dawały rady, więc zamierzałem użyć siły swoich nóg.
Celowałem w kolana. Zamierzałem pozbawić go równowagi i faktycznie sprowadzić tę walkę do  parteru. Jeśli go zwalę z nóg, będę ógł go przygnieść, zablokować i w końcu zjeść.

Na podcięcie nóg Ambroise’owi.
Rzut PO 1d100 - 91
Sukces!


Na przygniecenie go swoim ciałem, o ile upadł.
Rzut PO 1d100 - 75
Sukces!
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#25
28.09.2024, 22:57  ✶  

Dała im się trochę poprzepychać, bo zdecydowanie tego potrzebowali, nie wtrącała się, przynajmniej na samym początku, bo im dalej w las, tym gorzej to wszystko wyglądało z jej perspektywy. Czuła, że rozpierdolą jej mieszkanie, zdecydowanie wolałaby tego uniknąć.

Pociągnęła kolejny łyk alkoholu z kwadratowej, ciężkiej karafki, która była wypełniona złocistym trunkiem.

Zaskoczyło ją nawet, że Ambroise całkiem zgrabnie sobie radził w potyczce z jej bratem, bo jednak Młody był przecież wampirem, więc też miał jakieś tam swoje specjalne umiejętności, które przekraczały te ludzkie. Wiedziała jednak, że Greengrass obraca się w różnym towarzystwie i też potrafił korzystać ze swoich pięści.

Drgnęła, gdy Astaroth się na niego rzucił. Jasne, był jej młodszym bratem, jemu powinna kibicować, tyle, że raczej nie w tej sytuacji. Wkurwił ją, zranił, a do tego próbował pożywić się na jej byłym. To nie tak, że sama nie miała ochoty kilka razy w życiu uszkodzić Ambroise'a, bo oczywiście, że miała, ale w tej chwili musiała go obronić przed bestią. Była przecież łowcą potworów, może pijanym, ale nadal.

Nie stała już jak kamień, ruszyła przed siebie, postanowiła jebnąć bratu w głowę tą karafką, którą trzymała w dłoni. Może to go otrzeźwi. Spróbowała jeden raz, a później zamachnęła się kontrolnie drugi raz, jakby za pierwszym razem nie trafiła, bo przecież była najebana.


Rzut PO 1d100 - 5
Akcja nieudana
pierwszy strzał
Rzut PO 1d100 - 92
Sukces!
drugi strzał, gdyby za 1 razem nie trafiła
Doktor Dom
Ain't no chariots of fire
Come to take me home

I'm lost in the woods and I wander alone
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, mierzący 193 cm. Dobrze zbudowany, umięśniony. Opalony, wręcz spieczony słońcem od prac na zewnątrz. Kawał czarodzieja. W granicach 100 kg. Wieloletni sportowiec, obecnie również pracujący w znacznym stopniu fizycznie, co widać na pierwszy rzut oka. Długowłosy, zielonooki blondyn. Ma falowane, gęste włosy w kolorze ciepłego jasnego blondu - poprzetykane pasmami rozjaśnionymi od częstego pobytu na słońcu i kilkoma pierwszymi kosmykami bieli. W kącikach oczu ma siateczkę zmarszczek, czoło również pokrywają pierwsze, jeszcze niezbyt głębokie linie. Roztacza wokół siebie zapach ziołowego dymu: ciężki, ale słodkawy, trochę kadzidłowy. Nosi się elegancko, klasycznie, choć nieczęsto sięga po magiczne szaty. W większości są to ubrania szyte na miarę. Preferuje proste, ale dopasowane spodnie i koszule z dobrych materiałów, skórzane buty. Czasami golfy albo płaszcze dostosowane do pogody. Wybiera ciemne kolory. Sięga głównie po zielenie, brązy i czerń, ale bez niebieskich podtonów (również w kierunku bardzo ciemnej zieleni albo kawowego brązu). Często sięga po skórzane rękawiczki. Na palcu niemal stale nosi złoty sygnet. Na lewym nadgarstku ma zegarek na skórzanym pasku, na prawym rzemykową bransoletę z przywieszką. Zazwyczaj mówi bez akcentu, nie unosi głosu. Raczej stawia na wizualny autorytet i chłodne, poważne, nieco kpiące spojrzenie.

Ambroise Greengrass-Yaxley
#26
28.09.2024, 23:18  ✶  
Walka na pięści z przeciwnikami niebędącymi zwykłymi ludźmi nie brzmiała jak sensowny plan na spędzenie wolnego czasu. Był wtorkowy wieczór. Nawet nie weekend, kiedy normalniejszym było upić się niemal do porzygu i podejmować złe decyzje. No dobrze. Na złe decyzje zawsze była świetna pora. Tak. Jasne.
Jebany skurwysyn wił się jak pijawa...
...którą był - tak w gruncie rzeczy.
Szokujące zatem? Ani trochę. Wkurwiające? A jeszcze kurwa jak.
Tym razem Astaroth był szybszy. Pozbawił go resztek równowagi i w jednej chwili znalazł się nad nim. Sytuacja zaczęła robić się... ...no... ...nie nerwowa. Nerwowa to ona już była, ale akcja zaczynała się zaostrzać a Ambroise nie miał ochoty stracić cielesnego dziewictwa z zębami brata swojej byłej. To brzmiało dokładnie tak jak nie powinno. Jednym słowem: fatalnie. Tym bardziej, że faktyczne bycie prawiczkiem zakończył dawno temu i zdecydowanie nie z siostrą Yaxleya. To byłoby żałosne, gdyby pozwolił Astarothowi wyprzedzić siostrę pod tym kątem.
Ha tfu!
W przenośni i dosłownie. Zebrał całą ślinę w ustach, żeby splunąć siedzącemu na nim wampirowi prosto w ryj. Jeśli miał szczęście, mógł na chwilę wyprowadzić przeciwnika z równowagi i spróbować skopać go z siebie w kilku gwałtownych (dobór słów niezamierzony) ruchach. Zaangażował w to całą swoją siłę i liczył, że to wystarczy, żeby odrzucić Astarotha z powrotem w kierunku połamanej konsolki (gdzie Geraldine dobiłaby brata strzałem karafką w pusty łeb, o czym Ambroise jeszcze nie wiedział). Inaczej mogłoby być kiepsko, ale na to też był przygotowany. Wdawał się w gorsze bójki. Nie planował udowadniać, że ta jest najgłupszą dotychczasową.
Niestety nie wszystko szło po jego myśli. Nie spodobałoby mu się to i możliwe, że nie miało mu się to spodobać, ale w jednym momencie stał się zależny od pomocy ze strony kobiety, która wreszcie (nie dla niego, bo nie chciał jej w to angażować - zaparł się przy własnoręcznych własnopięśćnych? próbach bronienia honoru Geraldine; obiektywnie) zaangażowała się w ich napierdalankę.
Była skuteczna. To trochę go zbiło z tropu. Na chwilę stracił rezon. To mogło się skończyć różnie.

Rzut N 1d100 - 24
Akcja nieudana

Czy Astaroth dostał śliną w oczy?

Rzut N 1d100 - 4
Akcja nieudana

(niezależnie od powyższego) Czy udało mi się go skopać, żeby Geraldine nie biła go na mnie?
Panicz Z Kłami
Hot blood these veins
My pleasure is their pain
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Bardzo wysoki - mierzy 192 cm wzrostu. Z reguły ubiera się w czarne bądź stonowane kolory, ale można go spotkać w wielobarwnym ubiorze. Włosy ciemnobrązowe, oczy zielone. Jest bardzo blady, ma sine wokół oczu, które nieco jaśnieje, kiedy jest nasycony, ale to nieczęsto się zdarza.

Astaroth Yaxley
#27
29.09.2024, 00:04  ✶  
Potrzebowałem tego jak diabli. Krew była jedynym i wszystkim, co mogło mnie w tej chwili wybawić z opresji. Zabawane, że właśnie w takich kategoriach myślałem, skoro na zewnątrz to raczej wyglądało kompletnie inaczej. Ale wróćmy do mojej rzeczywistości! Tylko krew mogła mnie wybawić, zbawić, sprawić, że poczuję ulgę. Nawet nie chodziło o wygraną walkę, choć to, taki lekki posmak hazardu, chęć poczucia nutki zwycięstwa na własnej skórze by nie zaszkodziła. Wręcz przeciwnie.
Zatriumfowałem, kiedy Ambroise leciał na plecy. Zatriumfowałem, kiedy przygniotłem go sobą do podłogi.
Leż, sukinsynu - pomyślałem, bo z pomiędzy moich warg wydobyło się tylko niebezpieczne warknięcie. Ostrzegawcze warknięcie by nie próbował czegoś głupiego, co dla mojej ofiary mogło raczej oznaczać, że właśnie w tej chwili powinna robić cokolwiek, byleby się uwolnić z tych kleszczy.
Umknąłem przed jego paskudną śliną i bardziej zablokowałem jego dłonie. Grał nie fair, szczególnie że właśnie jako gość bezcześcił nasze progi. Cóż, zaraz odda za to z nawiązką. Zamierzałem go ugryźć.... Tak, przygotowywałem się na to, rozwierając swoje piękne, wampirze uzębienie, ale wtedy coś solidnie jebnęło mnie w głowę.
I właśnie... Ciekawe, czy coś poczułem, a jeśli poczułem to jak bardzo poczułem? - oto było pytanie. Los i czas pokażą.

Sprawdzam, jak bardzo mnie zamroczy. Załóżmy, że jak wyrzucę więcej niż 92 to chill, sukces i słaby sukces to mnie zamroczy, a porażka - utracę przytomność.
Rzut PO 1d100 - 81
Sukces!


Jeśli mnie nie zamroczy, to warczę wściekle i gryzę Ambroise'a w szyję, chuj z Ger. Jeśli będzie 92 i mniej, to ignorujemy, bo jestem zamroczony albo nieprzytomny.
Rzut PO 1d100 - 49
Sukces!
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#28
29.09.2024, 00:17  ✶  

Uff, jebła. Tak, musiała za którymś razem trafić, nie wiedziała, czy za pierwszym, czy za drugim, ale udało jej się. Karafka rozsypała się w drobny mak, a alkohol rozlał się po podłodze. Przyszła pani maruda i niszczycielka dobrej zabawy. Wiedziała, że nie powinna się w to angażować, ale jednak nie mogła pozwolić na to, żeby jej brat zrobił coś naprawdę głupiego. Sorry Astaroth, dzisiaj to ty byłeś tym złym.

- Mówiłam kurwa, żebyś nie ruszał mojego chłopaka. - Wysyczała jeszcze przez zęby. Tak, może nie obecnego, ale byłego, nie zmieniało to nadal faktu, że Ambroise był w jakiśkolwiek sposób jej, a ona nie lubiła, kiedy ktoś ruszał to, co należało do niej.

Wiedziała, że to był tylko chwilowy sukces bo kutas to znaczy jej brat nadal nie stracił przytomności. Musieli jakoś go obezwładnić, bo czuła, że to co zrobiła przed chwilą mogło go jeszcze bardziej rozzłościć. Wolała nie mierzyć się z wkurwionym wampirem, bo to mogło skończyć się jeszcze gorzej. Zresztą ona też powoli zaczynała naprawdę mieć dość tej całej sytuacji, bo w tym miejscu nie powinno dochodzić do takich scysji.

Gerry nie należała do cierpliwych osób, więc postanowiła wybrać jedyną opcję, która nasunęła jej się na myśl. Skoczyła mu na plecy, daleko nie miała, a właściwie to wbiła w nie swoje kolano, tak by go to zabolało, oraz nie był w stanie się ruszyć, nie miała pojęcia, gdzie ma różdżkę, nie miała czasu jej szukać, bo tak to zapewne wyczarowałaby magiczne więzy, które utrzymałyby go przy parkiecie. Nie była mistrzem pacyfikacji - zdecydowanie.

Rzut PO 1d100 - 88
Sukces!
sprawdźmy, jak silne jest przytrzymanie Ger
Doktor Dom
Ain't no chariots of fire
Come to take me home

I'm lost in the woods and I wander alone
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, mierzący 193 cm. Dobrze zbudowany, umięśniony. Opalony, wręcz spieczony słońcem od prac na zewnątrz. Kawał czarodzieja. W granicach 100 kg. Wieloletni sportowiec, obecnie również pracujący w znacznym stopniu fizycznie, co widać na pierwszy rzut oka. Długowłosy, zielonooki blondyn. Ma falowane, gęste włosy w kolorze ciepłego jasnego blondu - poprzetykane pasmami rozjaśnionymi od częstego pobytu na słońcu i kilkoma pierwszymi kosmykami bieli. W kącikach oczu ma siateczkę zmarszczek, czoło również pokrywają pierwsze, jeszcze niezbyt głębokie linie. Roztacza wokół siebie zapach ziołowego dymu: ciężki, ale słodkawy, trochę kadzidłowy. Nosi się elegancko, klasycznie, choć nieczęsto sięga po magiczne szaty. W większości są to ubrania szyte na miarę. Preferuje proste, ale dopasowane spodnie i koszule z dobrych materiałów, skórzane buty. Czasami golfy albo płaszcze dostosowane do pogody. Wybiera ciemne kolory. Sięga głównie po zielenie, brązy i czerń, ale bez niebieskich podtonów (również w kierunku bardzo ciemnej zieleni albo kawowego brązu). Często sięga po skórzane rękawiczki. Na palcu niemal stale nosi złoty sygnet. Na lewym nadgarstku ma zegarek na skórzanym pasku, na prawym rzemykową bransoletę z przywieszką. Zazwyczaj mówi bez akcentu, nie unosi głosu. Raczej stawia na wizualny autorytet i chłodne, poważne, nieco kpiące spojrzenie.

Ambroise Greengrass-Yaxley
#29
29.09.2024, 01:15  ✶  
Interwencja ze strony Geraldine na chwilę zbiła go z tropu. W całej ten wściekłości niemal zapomniał, że nie jest tu sam na sam z Astarothem. Liczyło się dla niego to, żeby dać temu małemu ssakowi popalić. Nie dbał o nic więcej. Nawet o swoje własne ciało, które nie bolało go tylko dzięki adrenalinie buzującej w żyłach. Niby wiedział, że kiedy emocje opadną srogo pożałuje swojego wyskoku. O ile w ogóle dotrwa świtu, co zaczynało być kwestią sporną. Yaxley zapewne miał co do tego inne plany niż Greengrass.
No. To było nawet bardziej pewne niż zapewne biorąc pod uwagę to, że Ambroise był nazbyt świadomy sposobu, w który wampir świdrował wzrokiem jego żyły. Skurwysyn nawet nie ukrywał, że pragnął wgryźć mu się w szyję i napoić się taką ilością krwi jaką tylko był w stanie z niego wyssać. Skurwysyn mógł się również całkiem niemiło zdziwić, ponieważ krew uzdrowiciela najpewniej nie była zbyt czysta.
Nie pił tego dnia. Nie miał alkoholu we krwi. Przyjmował wiele różnych eliksirów i maści z uwagi na swoją chorobę a część roślin będących ich składnikami smakowała goryczą już na poziomie pierwszego picia wywaru. Co prawda nie interesowało go jak pyszny był (miał w sobie bardzo dużo pychy tak swoją drogą), ale raczej nie był smaczny. Nie chciał się o tym dowiadywać, szczególnie z ust brata Geraldine.
Tym bardziej, że tego wieczoru usłyszał dostatecznie dużo rzeczy, że nie musiał czekać na kolejne. Niespecjalnie je teraz rejestrował, choć w innym wypadku na pewno drgnęła by mu brew na słowa Geraldine. Jednakże w tej chwili starał się wyswobodzić z imadła zarzuconego mu przez łapy Astarotha. Już niemal witał się z zębiskami wampira, kiedy usłyszał głośny huk i poczuł sypiące się na nich kawałki szkła a po twarzy pociekł mu rozlany alkohol.
Ognista. Całkiem dobra. Droga poczuł to, kiedy spłynęła mu po kąciku ust.
Nim się obejrzał, Astaroth został ponownie zaatakowany i odciągnięty na tyle, żeby Ambroise bez zastanowienia na oślep sięgnął po połamaną nogę od konsolki i spróbował zamachnąć się ostrą częścią w brzuch Yaxleya. Chciał mu wbić tę nogę pod żebra, wykonując dwa szybkie dźgnięcia.

Rzut N 1d100 - 42
Slaby sukces...


Czy od razu wyszedł shish kebap?

Rzut N 1d100 - 99
Sukces!

Gdyby nie to czy powiodło się za drugim razem?

Jeśli nie to noga się pewnie połamała, ale są jeszcze trzy  Złoość
Panicz Z Kłami
Hot blood these veins
My pleasure is their pain
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Bardzo wysoki - mierzy 192 cm wzrostu. Z reguły ubiera się w czarne bądź stonowane kolory, ale można go spotkać w wielobarwnym ubiorze. Włosy ciemnobrązowe, oczy zielone. Jest bardzo blady, ma sine wokół oczu, które nieco jaśnieje, kiedy jest nasycony, ale to nieczęsto się zdarza.

Astaroth Yaxley
#30
29.09.2024, 11:49  ✶  
Geraldine miała pierdolnięcie.Jak zawsze zresztą. Nie tylko poczułem ból w potylicy, który rozprzestrzeniał się na kolejne partie mojej głowy, ale ujrzałem również mroczki przed oczami. Tak, zdecydowanie mnie to zdezorientowało, wybiło z rytmu. Nawet nie byłem w stanie zarejestrować swoim spojrzeniem kaskady szkła ani fontanny alkoholu, a pomykały właśnie po moich ramionach i całym ciele. Jedynie intensywny odór alkoholu uderzał w moje nozdrza, ale nie rozumiałem, co się zadziało. Przez dobrą chwilę.
Pokręciłem głową, próbując jakoś przywrócić się do porządku, byłem bowiem w środku walki. Niestety, nie było to proste. Szczególnie, że również coś we mnie krzyczało, że wcale nie powinienem właśnie być w środku walki. Zaczynałem odczuwać strach, przerażenie spowodowane konsekwencjami mojego głodu, choć nie widziałem jeszcze wszystkich zniszczeń, wszystkich swoich postępków.
Wracałem do świadomości? Możliwe, ale raczej nie na długo miało być mi to dane, tak patrząc na porządek dzisiejszej nocy.
Geraldine nie próżnowała. Wygiąłem się zaskoczony, próbując zwalić z siebie jej ciało, ale nie szczędziła w środkach. Nie mogłem jej dosięgnąć. Nie dziwić się. Przeszywał mnie paraliżujący ból, który ograniczał moje ruchy, ale to wciąż było niczym w porównaniu z tym, co dopiero miało nadejść.
Niby jedno niewinne pchnięcie, drugie wcale takim beztroskim się nie wydało. Skupiony na Geraldine, za nic nie posądziłbym Ambroise’a o bycie jadowitym wężem. Krzyk przepełniony bólem wyrwał się z mojej piersi, zaś niedowierzanie wymalowało na twarzy. Kompletnie się tego nie spodziewałem. Jakże bym mógł? Na własnym, bezpiecznym terenie z rąk tak spokojnego mężczyzny?
Oberwałem. Tak naprawdę oberwałem.
Krwawiłem. Czułem ten zapach, ale nie tak świeży. Nie kusił.
W jednym momencie przestałem walczyć, dotykając trzęsącymi się dłońmi wilgotnego brzucha. Palce miałem zabarwione, nieco inaczej niż wtedy, ale to wciąż było to samo. Drżałem. Ulatywały ze mnie ostatnie skrawki życia. Ciemna, gęsta maź. Coś, co kiedyś mogło być krwią, teraz było bardziej czarne niż czerwone. Burgund? Coś jeszcze bardziej, ale... Tak, drżałem. Już nie z głodu, tylko z przerażenia. To nie mogło dobrze się skończyć. To było po prostu powolne dogorywanie, te moje ostatnie pół roku nieżycia.
- Ger... Przepraszam... Ja... - zacząłem, jąkając się, będąc w szoku, ale moje kły, Ambroise pode mną i bałagan... To wszystko układało się w jedną, brzydką całość - moją winę.
Zsunąłem się z mężczyzny na podłogę i próbowałem odnaleźć spojrzeniem siostrę, ale nie było to proste, bo byłem cały obolały, a ona stała za mną.
- Zwiąż mnie, proszę, zwiąż mnie - wymamrotałem do niej, bardziej do powietrza, ale z pewnością wiedziała, o co chodzi. Chyba wiedziała. Zakładałem, że wiedziała. Zabrałem się za wyjmowanie drewna z mojego brzucha, chociaż nie byłem pewien, czy mi się to uda. Cały czułem się taki... Słabszy. Jeszcze bardziej słaby niż wcześniej. Dawno nie jadłem. Nie miałem siły na regenerację.

Rzucam na wyjęcie drewna z bebechów. Dramatyzm mocno. Ujmuję sobie kropkę za obrażenia.
Rzut Z 1d100 - 22
Akcja nieudana
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Ambroise Greengrass-Yaxley (8195), Astaroth Yaxley (5418), Geraldine Greengrass-Yaxley (6290)


Strony (5): « Wstecz 1 2 3 4 5 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa