- Tylko i wyłącznie najwyższe standardy, zawsze. - Tak ich przecież uczyli, czyż nie. Ambroise i ona nie do końca wpasowywali się w ramy typowych czystokrwistych czarodziejów. Jasne, tak jak oni pojawiali się na przyjęciach, potrafili czarować obecne tam osoby, ale równie dobrze odnajdywali się w tych zupełnie przeciwnych sytuacjach, w bardzo parszywych miejscach, pełnych równie parszywych osób. To był nie lada wyczyn. Dzięki temu czuła się wyjątkowa nawet na tle arystokratów, zresztą tak samo myślała o swoim przyjacielu. Heh, to nie tak, że przecież zadzierała nosa i uważała się za lepszą, prawda? Wcale nie było to typowe zachowanie czyściowchów, gdzie większośc czuła się wyjątkowa, jaaasne.
- Tak, dołączam do listy osób, które będą ci o tym przypominać. - Mogłaby mu powtarzać jaki jest czarujący bez przerwy, tym żartobliwym tonem, chociaż w sumie to nie były tylko żarty, naprawdę tak myślała, wolałaby jednak, żeby nie sądził, że aż tak. Jeszcze zacznie za bardzo obrastać w piórka, a tego by nie chciała.
Tak, wiele się zmieniło w ich nastawieniu. Teraz uważała jego docinki za urocze i zabawne, a ledwie miesiąc temu nie była w stanie ich znieść, i doprowadzały ją do furii. Nie miała pojęcia, co właściwie się zmieniło, przecież zwracali się do siebie całkiem podobnie. Nastawienie najwyraźniej miało ogromną moc, no i oficjalnie zaczęli się nazywać przyjaciółmi, to na pewno przez to. Przecież przyjaciele mogli zachowywać się w podobny sposób.
- Nieee, to nie tak, popsułeś. Byłam w dobrym miejscu i o dobrym czasie! - Musiała zaprzeczyć jego słowom, gdyby nie pojawili się wtedy razem w lesie, nie poszli do nawiedzonego dworku to zapewne nic by ich teraz nie łączyło poza drobną nienawiścią. Aktualnie nie potrafiła sobie wyobrazić swojego życia bez obecności AMbroise'a, więc zdecydowanie musiało to być coś dobrego, przynajmniej tak to sobie tłumaczyła. Naprawdę ceniła sobie tę przyjaźń, czy co by to nie było. Dawno z nikim jej się tak przyjemnie nie spędzało czasu, równie dawno nie wpuściła tak nagle kogoś do swojego życia. Nie da się ukryć, że ta znajomość postępowała naprawdę intensywnie, zazwyczaj podobne przyjaźnie rozwijały się latami, a oni stworzyli coś podobnego w miesiąc, był to nie lada wyczyn.
- Dobra, dobra, nie musisz mi tutaj wymieniać wszystkich sabatów, znam je, ale sam wiesz, że każdy traktują wyjątkowo. - Nadal próbowała nieco wybielać wszystkich swoich znajomych, chociaż nie wydawało jej się, że coś wielkiego by się stało, gdyby opuścili jeden z nich. Czasem było dobrze postawić się rodzinie, czy coś. Ona nie miała z tym najmniejszego problemu.
- Oczywiście, że to moja wina, spierdoliłam już na samym początku. - Nie mogło być inaczej, znaczy no nie miała wpływu na to, kiedy matka wypluła ją na świat, ale zdecydowanie nie trafiła z tą datą. - Och, faktycznie zawsze może być gorzej. - Dodała jeszcze, gdy wspomniał o tym, że mogła się urodzić kilka dni przed sabatem, wtedy to w ogóle wszyscy zapominali o tym, co działo się wokół nich bo byli wiecznie zabiegani, jednak była jeszcze gorsza opcja, nigdy tak na to nie spoglądała.
- Mniejsza o to, skupmy się na tym co dobre, grunt, że ty tu jesteś, dzięki czemu mam najlepsze towarzystwo z możliwych. - Odezwała się zupełnie szczerze, ale chciała przy okazji nieco złagodzić sytuację, nie lubiła mówić źle o nieobecnych, a może nawet trochę zrobiło jej się przykro, kiedy otworzył jej oczy, że jej przyjaciele, znajomi faktycznie potraktowali ją nieco chujowo.
Yaxleyówna zawtórowała kolejnemu toastowi, alkohol dzisiaj wyjątkowo jej smakował, zamierzała go wypić naprawdę dużo. Szklankę wychyliła jednym haustem, powoli zaczynała czuć się lekko, jeszcze kilka takich toastów, a będzie całkiem, przyjemnie wstawiona, tak, o to właśnie jej chodziło.
- Co masz dokładnie na myśli? - Zdecydowała się zadać to pytanie, aby nieco postawić go pod ścianą, było wyjątkowo bezpośrednie, raczej nie pozostawiało możliwości na niedopowiedzenia. Wiedziała, że dzięki odpowiednio zadanym pytaniom była w stanie więcej z niego wydobyć. Bardzo dobrze, może to będzie ten dzień, kiedy uda jej się czegoś dowiedzieć.
Sięgnęła po papierośnicę, która znajdowała się na stole i wsadziła sobie fajkę do ust, nie spuszczała przy tym z niego wzroku, bo czekała na odpowiedź na swoje pytanie, odpaliła peta, a jakże - jak zawsze swoją mugolską zapalniczką Zippo. Mów Roise, co siedzi ci w głowie. Chciała zobaczyć, czy jego myśli kierowały się w podobne miejsca, czuła, że tak, przecież nie brakowało w ich rozmowach dwuznaczności, a jednak żadne nie chciało przekroczyć granicy, może był to odpowiedni moment, aby wyznaczyć jakąś nową?