03.10.2024, 18:47 ✶
Nie rozumiał do końca, o co chodziło M. Przecież nie chciał jej w żadnym razie podrywać! Nie była w jego typie ani pod względem wyglądu (jakoś dotychczas podobały mu się jedynie rude osoby), ani osobowości. Ba! Bez alkoholu i bardzo dziwnych okoliczności nawet by chyba jej nie polubił. Los jednak łączył ludzi z różnych środowisk. Choć niekoniecznie zawsze były to związki romantyczne.
Nawet jak był pijany, potrafił się domyślić, że zachowanie Millie było jedynie zasłoną. Za tymi wszystkimi przekleństwami, niewybrednymi tekstami o seksie i przemocą musiała się kryć osoba bardzo wrażliwa. Pod tym względem Icarus czuł z nią jakąś wspólnotę.
– Nie będę ci tłumaczył, czym jest katharsis – westchnął ciężko i zaczął malować. – Wiesz, jakbyś potrzebowała pomocy jakiegoś medyka, to mój brat się na tym zna. Basilius Prewett się nazywa. To dobry człowiek. Chyba tylko on by mnie żałował, gdyby syrenie się udało. On i Ellie, moja mała siostrzyczka.
Nigdy nie był w tym specjalnie dobry. Portret nie wychodził tragicznie, ale już na pierwszy rzut oka widać było, że nie potrafił uchwycić proporcji twarzy M. Wybrał czerwień, barwę idealnie pasującą do temperamentu kobiety, więc karkołomne próby stworzenia światłocienia wyglądały jak ślady krwi na jej policzkach. To w sumie całkiem pasowało.
– Chyba będę musiał podpisać, kto jest na obrazie, bo inaczej nie będzie wiadomo, że to ty – odparł z lekkim uśmiechem. – I zanim coś powiesz, owszem, to żałosny fortel, żeby poznać twoje imię. Choć prawdą jest też to, że jestem chujowym malarzem.
Icarus ledwie utrzymywał stabilność, stojąc przed sztalugą, a gdy mówił, pewne wyrazy nie do końca odnajdywały właściwe brzmienie. Jednak nie było też barier, które wcześniej stawiała racjonalność, a myśli o śmierci odrobinę się stłumiły. Jakby postawił barierę między nimi, a tym, co właśnie odczuwał. Było to w pewnym stopniu uwalniające.
Nawet jak był pijany, potrafił się domyślić, że zachowanie Millie było jedynie zasłoną. Za tymi wszystkimi przekleństwami, niewybrednymi tekstami o seksie i przemocą musiała się kryć osoba bardzo wrażliwa. Pod tym względem Icarus czuł z nią jakąś wspólnotę.
– Nie będę ci tłumaczył, czym jest katharsis – westchnął ciężko i zaczął malować. – Wiesz, jakbyś potrzebowała pomocy jakiegoś medyka, to mój brat się na tym zna. Basilius Prewett się nazywa. To dobry człowiek. Chyba tylko on by mnie żałował, gdyby syrenie się udało. On i Ellie, moja mała siostrzyczka.
Nigdy nie był w tym specjalnie dobry. Portret nie wychodził tragicznie, ale już na pierwszy rzut oka widać było, że nie potrafił uchwycić proporcji twarzy M. Wybrał czerwień, barwę idealnie pasującą do temperamentu kobiety, więc karkołomne próby stworzenia światłocienia wyglądały jak ślady krwi na jej policzkach. To w sumie całkiem pasowało.
– Chyba będę musiał podpisać, kto jest na obrazie, bo inaczej nie będzie wiadomo, że to ty – odparł z lekkim uśmiechem. – I zanim coś powiesz, owszem, to żałosny fortel, żeby poznać twoje imię. Choć prawdą jest też to, że jestem chujowym malarzem.
Icarus ledwie utrzymywał stabilność, stojąc przed sztalugą, a gdy mówił, pewne wyrazy nie do końca odnajdywały właściwe brzmienie. Jednak nie było też barier, które wcześniej stawiała racjonalność, a myśli o śmierci odrobinę się stłumiły. Jakby postawił barierę między nimi, a tym, co właśnie odczuwał. Było to w pewnym stopniu uwalniające.