08.10.2024, 23:52 ✶
- No tak, Necronomiconu - potwierdziła, ale nie wdała się dalsze wyjaśnienia. Nie wiedziała, że Lyssa nie wie, co to za miejsce, myślała po prostu, że nie dosłyszała nazwy i się chciała upewnić. Dla Scylli oczywistym było, że się wiedziało, że to zakład pogrzebowy. W końcu wszyscy prędzej czy później wylądują na tamtejszym katafalku. - Jest na Nokturnie, jak wszystkie tego typu rzeczy. Ale nie jest w tej paskudnej, zapyziałej części. Prawie nie ma szczurów - uśmiechnęła się, bo z jej perspektywy to była naprawdę duża zachęta. W tamtych okolicach nie zawsze trafiało się na taki luksus, żeby szkodników pod nogami nie musieć omijać. Może szczury miały szacunek do zmarłych również i zwyczajnie omijały miejsce, aby ich nie nachodzić?
- Na którą? - Zapytała z czystej ciekawości, przecież zaklinać się mogła na wiele bogiń, Lyssa nie do końca była stąd, może wyznawała inny panteon. Scylla wolała wiedzieć, kogo będzie inwokować, lepiej się przygotować na każdą konieczność.
Czasem też zastanawiała się, czy nie powinna wzywać jakichś bogów, bo może to ich działanie, że wyrwała się ze szponów ojca w miarę bezboleśnie, a na dodatek zyskała okazję z rodzaju jedna na milion. Gdyby ktoś jeszcze rok temu powiedziałby jej, że będzie pobierać nauki u samego Mistrza Dolohova, nie uwierzyłaby, chyba że otrzymałaby tę informację od jasnowidza. Oczywiście wiedziała, że powinna być wdzięczna przede wszystkim Vakelowi, ale tak naprawdę wszyscy w Prawach Czasu byli tak niezwykle mili, że im też należały się podziękowania.
No dobrze, Lyssa rzadko bywała miła. Greyback słyszała o Francji same niefajne rzeczy, może wychowanie się w tamtych rejonach tak negatywnie na nią wpłynęło? Niemniej nie była złą osobą, więc Scylli jakoś szczególnie to nie przeszkadzało.
- Dziękuję? - Odparła nieśmiało, bo tę niesamowitość odebrała za pokraczny komplement. Nie była pewna, bo treść brzmiała pozytywnie, a głos Lyssy już niekoniecznie, ale jako iż nie była pewna, wolała jak zwykle uwierzyć w dobre zamiary drugiego człowieka, zanim posądzi go o cynizm. Choć może w przypadku Mulciberówny powinna już przestać się tak nadziewać, bo zwykle to się nie sprawdzało.
- Mhm! - Kiwnęła głową, chętna do pomocy. Czemu miałaby odmówić? Nie czuła się wybitnie wykorzystywana. - A co właściwie mam ci przynieść? Chcesz ten kubek w kruki i wrony? - Zatrzymała się w drzwiach i odwróciła wyczekująco w kierunku dziewczyny. Wolała zapytać, niż nie trafić z wyborem i narazić się na kolejne narzekanie.
- Na którą? - Zapytała z czystej ciekawości, przecież zaklinać się mogła na wiele bogiń, Lyssa nie do końca była stąd, może wyznawała inny panteon. Scylla wolała wiedzieć, kogo będzie inwokować, lepiej się przygotować na każdą konieczność.
Czasem też zastanawiała się, czy nie powinna wzywać jakichś bogów, bo może to ich działanie, że wyrwała się ze szponów ojca w miarę bezboleśnie, a na dodatek zyskała okazję z rodzaju jedna na milion. Gdyby ktoś jeszcze rok temu powiedziałby jej, że będzie pobierać nauki u samego Mistrza Dolohova, nie uwierzyłaby, chyba że otrzymałaby tę informację od jasnowidza. Oczywiście wiedziała, że powinna być wdzięczna przede wszystkim Vakelowi, ale tak naprawdę wszyscy w Prawach Czasu byli tak niezwykle mili, że im też należały się podziękowania.
No dobrze, Lyssa rzadko bywała miła. Greyback słyszała o Francji same niefajne rzeczy, może wychowanie się w tamtych rejonach tak negatywnie na nią wpłynęło? Niemniej nie była złą osobą, więc Scylli jakoś szczególnie to nie przeszkadzało.
- Dziękuję? - Odparła nieśmiało, bo tę niesamowitość odebrała za pokraczny komplement. Nie była pewna, bo treść brzmiała pozytywnie, a głos Lyssy już niekoniecznie, ale jako iż nie była pewna, wolała jak zwykle uwierzyć w dobre zamiary drugiego człowieka, zanim posądzi go o cynizm. Choć może w przypadku Mulciberówny powinna już przestać się tak nadziewać, bo zwykle to się nie sprawdzało.
- Mhm! - Kiwnęła głową, chętna do pomocy. Czemu miałaby odmówić? Nie czuła się wybitnie wykorzystywana. - A co właściwie mam ci przynieść? Chcesz ten kubek w kruki i wrony? - Zatrzymała się w drzwiach i odwróciła wyczekująco w kierunku dziewczyny. Wolała zapytać, niż nie trafić z wyborem i narazić się na kolejne narzekanie.
i poklękli spóźnieni u niedoli swej proga
by się modlić o wszystko, lecz nie było już Boga
by się modlić o wszystko, lecz nie było już Boga