• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 … 9 Dalej »
[14.08.72] Dzień dobry, czy ma pan czas by porozmawiać o naszej Ministrze Magii?

[14.08.72] Dzień dobry, czy ma pan czas by porozmawiać o naszej Ministrze Magii?
Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#11
13.09.2024, 00:05  ✶  
Basilius posłał mu uśmiech, powstrzymując się, aby nie przewrócić oczami, tak aby gest, który dla niego miał być żartobliwy, nie wydał się Laurentowi w żaden sposób wredny.
- Może w takim razie nie powinieneś przestawać - zasugerował, bo nawet jeśli nie był wielkim fanem wplatania poetyckiego języka do codziennej mowy, to nie wątpił, że wypowiadane przez Laurenta słowa nie były najgorsze. Zresztą może przydałoby mu się jakieś inne hobby, niż wykrwawianie się i pakowanie w kłopoty.
Przeszli jeszcze kilka kroków, a tamto zamieszanie coraz bardziej przestawało być ich problemem, tak że myślenie o ich Ministrze Magii powoli schodziło na dalszy plan. Chyba.
- Dom? - zdziwił się, bo rzeczywiście wcześniej nie miał okazji o tym słyszeć. - Gdzie? - I co się stało z tym starym Na bogów, niech mu zaraz nie powie, że znowu postanowił przeżyć kolejną przygodę, wołało go kolejne morze i teraz jego stare miejsce zamieszkania znajduje się jakimś cudem na dnie oceanu.
Basilius, chociaż wciąż szedł nieco wolniej, niż zazwyczaj, nie wyglądał, jakby coś mu było poza standardowym zmęczeniem. Jedyne co to skrzywił się nieco, gdy Laurent spytał się go o powody podpadnięcia u Florence.
- Powiedzmy, że uznała mój pobyt w Windermere za nieco zbyt aktywny, niż powinien być - Innymi słowy, zamiast grzecznie czekać, aż będzie miał kogo opatrywać, postanowił pomóc w poszukiwaniach Bagshota przez co skończył pod ziemią. - A potem, gdy już to sobie wyjaśniliśmy, usiadłem na chwilę na tej takiej starej miotle, która stoi u ciotki i wuja chyba od zawsze, ona oszalała i skończyłem spadając z niej. - Miał jednak wrażenie, że podpadł bardziej za Windermere. Ah no i jeszcze trzeba było wziąć też pod uwagę tamtą sytuację, kiedy on i Icarus pobili się z wariatką pod ich kamienicą. To też pewnie nie pomogło i tak wiedział, że byli z kuzynką blisko i ciężko by mu było podpaść jej na stałę po prostu... Po prostu nie chciał, by zaczęła uważać go za nieodpowiedzialnego. - A obiecałem jej, że będę odpoczywać w sierpniu. - Zmarszczył brwi, widząc jak na dźwięk nazwiska Nott, Laurentowi nieco zwiędła mina. Czyżby wiedział coś więcej od niego? A może po prostu Nott tak działał na ludzi? - W sumie to niewiele. Tylko, że dostał tą świeczką i najwidoczniej zasłużył. A ty? Wszystko dobrze.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#12
16.09.2024, 19:20  ✶  

Sztuka była pożywką dla duszy, ale nie każdą duszę należało pożywiać w ten sam sposób. Nie nakarmisz w końcu konia tym, czym karmisz kota, a ludzie różnili się od siebie jeszcze bardziej niż zwierzęta. To, co potrzebne było do zachowania zdrowego stanu umysłu nie było zawsze obleczone w ten sam papier kolorowy, nie było obwiązane tymi samymi kokardkami. Nie miało tego samego w środku. Basilius był osobą, która preferowała cięższy krok po tej ziemi niż ten lekki, dryfujący między zapisami nut. Laurent potrafił mieć te pięciolinie faliste - Basilius zawsze miał proste. Laurent potrafił je przerywać, rozkładać jak mozaikę, Basilius zawsze musiał mieć swoją ciągłość. Jeśli właśnie próbował uniknąć negatywnego odbioru swojego uśmiechu i komentarza to mu się to udało, bo blondyn nie pomyślał, by miał coś złego na myśli. Łatwo zasiać w głowie człowieka niepewność, ale tutaj ten zasiew miejsca nie miał.

- Właściwie całkiem niedaleko. Po drugiej stronie New Forest znalazłem urokliwe miasteczko. Potrzebuję... zmiany. - I nowego miejsca do życia, żeby to stare nie było wywoływaczem krwawych i nieprzyjemnych wizji wszystkich wydarzeń, jakie zdążyły się przezeń przetoczyć. Dobre pytanie: co się stało ze starym? Och, w zasadzie znając możliwości świata magii i nie-przygód Laurenta to rzeczywiście opcja skończenia pod oceanem nie wydawała się niemożliwa. Basilius po prostu szykował się na najgorsze, dlatego mógł być miło zaskoczony, kiedy jego czarnowidzenie okaże się nieprawdziwe. - I nie zamierzam przestawać. Chociaż może powinienem, czasami za bardzo gonię za bajkami, które rzeczywistość potem weryfikuje. - Tu był dopiero stos marzeń i pogrzebanych pragnień, wyciekająca krew z bólu i rozczarowania. Zawód. Porażki. Lecz cóż - dzisiaj stali tutaj, a tutaj nie mieli w istocie nic bajkowego. Dwóch ludzi połączonych przez słono-gorzką rzeczywistość.

Laurent zatrzymał się przed Norą Nory i otworzył drzwi przed swoim kuzynem. Różowa kawiarenka była jednak jak wrota do zapomnianej bajki. Więc jak to właściwie było..?

- Byłeś też w Windermere? - Zaskoczyło go to, ale po pierwszej chwili zaskoczenia przecież nie powinno go to aż tak dziwić - cały swój pobyt tam spędził w zasadzie pod wodą, więc nie widział niemal nikogo, kto walczył na lądzie. - Będę nalegał, drogi Basiliusie, żebyś mi opowiedział wszystko... może niekoniecznie ze szczegółami. - Bo nie wiedział, co widział Basilius, za to sam widział po wyjściu na brzeg martwe oczy wpatrzone w niebo. I nie były to zwierzęce oczy. - Proszę... myślę, że ona wie lepiej, że obietnice o odpoczynku nie są tym, co trzyma się Prewettów. - Uśmiechnął się blado. - Jeśli o tym mowa to co z twoim zdrowiem? - Zaprosił kuzyna do jednego z wolnych stolików, chwilowo bardziej zainteresowany nim niż ewentualnym menu i zamówieniem. Chwilowo lekkim gestem machnął ręką na to pytanie o Nottcie dając znać, że to nie jest istotne - zaraz mogli do tego przejść. To nie było aż tak ważne.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#13
18.09.2024, 01:55  ✶  
– Brzmi sympatycznie – oznajmił, bo jeśli Laurent rzeczywiście potrzebował zmiany, a to miała mu dać przeprowadzka, to tylko dobrze dla niego. No i chyba dobrze, że nie przeprowadzał się dlatego, że jego poprzedni dom wybuchnął, został spalony, czy coś takiego. – Za ile będziesz mógł się wprowadzić? Chętnie zobaczę to miejsce. Może poproś potem Florence, aby je zabezpieczyła. – O ile kuzynka już nie oznajmiła, że się tym zajmie, co przecież też było możliwe, znając tę konkretną czarownicę. – Wiesz co? Szczerze? Widywałem zdecydowanie gorsze przypadki życia bajkami. – W pracy przecież miał różnych pacjentów i naprawdę Laurent wypadał przy niektórych, jak wzorowy czarodziej, nawet jeśli lubił pakować się w kłopoty, lub kłopoty lubiły jego. Z drugiej strony... Pytanie na ile te wszystkie przygody przydarzały mu się przez jakieś marzycielstwo, a na ile był to pech i jakaś cecha charakterystyczna dla tej konkretnej rodziny. Bo czy Prewettowie, aby na pewno mieli w ogóle jakieś szanse, by być zupełnie normalni? Powoli zaczynał w to wątpić.
– Tak – mruknął, wchodząc do pomieszczenia przodem, ale nie ruszył dalej dopóki i Laurent nie przekroczył progu kawiarni. Właściwie to już miał opowiedzieć kuzynowi o tym, co tam się wydarzyło, gdy nagle zmarszczył brwi, bo właśnie dotarły do niego w pełni jego słowa. – Zaraz, co masz na myśli mówiąc też? – spytał, siadając przy stoliku, przyglądając mu się z uwagą, bo na Matkę, jeśli Laurent też był w Windermere, to co takiego musiało się stać, że ani razu na siebie nie wpadli? – Proszę nie mów mi, że ciebie też korzenie zaciągnęły pod ziemię.
Na jego kolejne słowa uśmiechnął się szczerze, nawet jeśli nieco krzywo, bo niestety było w tym sporo prawdy.
– Może jednak rzeczywiście jesteśmy trochę przeklęci – powiedział. Może tak to po prostu wyglądało w tej rodzinie, która i tak miała niesamowicie wiele szczęścia w życiu? Może powinni się cieszyć z tego, że los pozbawiał ich spokojnych urlopów, bo przecież zawsze mógł postawić na ich drodze grupę dociekliwych aurorów, którzy postanowiliby wziąć się na poważnie za ich niektóre interesy. – Hm. Nie umieram, więc chyba jest dobrze. – Nie czuł się ani lepiej, ani gorzej. Nie mdlał. Nie męczył się bardziej, niż zwykle. Nie czuł się beznadziejnie, ani nie musiał przyjmować większej dawki leków. Co prawda Windermere, które miało być urlopem, wymęczyło go na tyle, że po przygodach pod ziemią przespał resztę dnia, a potem gdy wrócił do domu też od razu skierował się w stronę łóżka, ale paskudne samopoczucie już minęło, więc było dobrze. Sięgnął po kartkę i przejechał wzrokiem po proponowanych ciastach i napojach, zakładając że Laurent najwyraźniej też nie interesował się szczególnie sprawą Notta. – Co chcesz? Wezmę nam.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#14
19.09.2024, 16:41  ✶  

- Ooch... nawet o tym nie myślę. - Przewidywany czas budowy zazwyczaj zawarty był w planach, ale nie można było jeszcze nawet dobrze mówić o porządnym planie. Trybiki ledwo zostały ruszone. Przy okazji sypało się wiele rzeczy, tak i uwaga Laurenta była mocno odsunięta od tego, by ten dom powstał, chociaż bardzo chciał, żeby został zbudowany - najlepiej na wczoraj. - Nie omieszkam. Zamierzam je o wiele lepiej zabezpieczyć w porównaniu do mojego obecnego miejsca zamieszkania. - Którego zabezpieczenia były regularnie krytykowane, nie ważne, czego by tam nie zrobił.

Były zdecydowanie gorsze przypadki od jego bajkowych marzeń i ludzie, którym się znacznie ciężej żyło. Ta wygoda, jaką inwestował w siebie samego, odpływała daleko od chorych - i nie to, że chorych fizycznie. Chorych psychicznie. Było ich zbyt wielu, a z każdym radzono sobie tak samo mizernie. Głównie nadzieją, że hipnoza jako ostateczna broń w czymkolwiek pomoże. Brak świadomości w wielu przypadkach problemów natury psychologicznej nie wspierała zdrowienia. A Laurent chory nie był - przynajmniej nie w tej kwestii. Jego marzycielstwo nie zakrawało jeszcze o schorzenie, bo bardzo dobrze radził sobie z odróżnianiem prawdy od fikcji. Gorzej tylko bywało z tym, jak bardzo chciał się momentami w bajkach zanurzyć i tracił przez to rezon. Nie było wesołej odpowiedzi, którą wyciągnąłby z kieszeni na to zagadnienie, więc pozwolił, żeby zaklęła je cisza. Kropka Basiliusa, która była aż nader adekwatna do podjetej problematyki, a w głowie Laurenta miała swoje podsumowanie w "nie użalaj się nad sobą".

- Też... bo też byłem w Windermere. - Powiedział to pod wpływem zaskoczenia, że teraz musiał zweryfikować w ogóle wypowiedziane zdanie, zanim kontynuował. Nie była to żadna tajemnica, nie miał niczego do ukrycia przed Basiliusem. - Większą część czasu spędziłem pod wodą. Próbowałem zaprowadzić pokój u trytonów... co wyszło... połowicznie... - Czy Basilius wiedział, że to tryutony były odpowiedzialne za zniknięcia ludzi? Za wiele tragedii? A mogło być jeszcze gorzej. Na szczęście wszystko zostało poukładane zarówno od strony lądu, jak i wody. - Pod ziemią również byłem, ale to nadal było jezioro. Pod tą wyspą na środku jeziora była trytonia osada. - Ale teraz bardziej czekał na opowieść, co to za drzewo, które pod ziemię wciąga. Jak ta przeklęta wierzba w Hogwarcie.

- Bardzo lakoniczna odpowiedź. - Odparł, lecz zrobił to z uśmiechem. Basilius nigdy nie należał do ludzi nadmiernie wylewnych, a on nie chciał go w tym momencie przyciskać. Windermere dopiero się skończyło, więc jasne, że nie mogło być idealnie dla jego kuzyna. - Zwykła, czarna kawa. Wystarczy mi. - Nigdy nie był fanem łakoci, chociaż czasami, z rzadka, sobie na nie pozwalał.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#15
20.09.2024, 18:46  ✶  
Budowy rzeczywiście miały to do siebie, że potrafiły ciągnąć się w nieskończoność i tylko przysparzały każdemu coraz to więcej i więcej nerwów. Ogólnie jakiekolwiek sprawy mieszkalno-domowe wydawały się zawsze bardziej stresować, niż pomagać.
Zmarszczył brwi, mając wrażenie, że nieco źle sformułował to co chciał powiedzieć, ale może jedynie mu się wydawało. Nie chodziło mu przecież o to, że inni mieli gorzej, a bardziej że... Nawet jeśli Laurent uważał się za marzyciela żyjącego bajkami, to Basilius widział w nim i tak ogarniętego czarodzieja, który radził sobie z życiem w przeciwieństwie do niektórych sierot życiowych i innych gamoni. Chyba nie do końca wyszedł mu ten komplement, ale może lepiej nie było dalej ciągnąć tego tematu, bo jeszcze pogorszy sytuację.
– Pod wodą? – upewnił się, czy aby na pewno usłyszał dobrze. Ah, a więc mógł jednak trafić gorzej, niż zostać wciągniętym pod ziemię. Basilius skrzywił się. Bycie pod wodą brzmiało absolutnie okropnie, a zwłaszcza dla niego, który nie dość, że nie potrafił pływać, to jeszcze tego pływania się panicznie bał. – Pokój u trytonów? – To brzmiało... Do jasnej cholery, został wciągnięty przez korzenie pod ziemię, widział ciało jednego trytona, a tak poza tym dowiedział się o biskupie i złożeniu w ofierze niewinnej kobiety, co poskutkowało szalenie skutecznym zaklęciem ochronnym, ale jakoś wprowadzanie pokoju u trytonów brzmiało przy tym wszystkim strasznie abstrakcyjnie. – I co masz na myśli mówiąc połowicznie? Laurencie, czy grozi nam jakaś wojna domowa u trytonów? – spytał, już czując jak zaczyna go boleć głowa. Herbata. Potrzebował jakiejś dobrej herbaty, bo przecież kawę musiał ograniczać.
– Po prostu nic mi nie jest – zapewnił go, odwzajemniając uśmiech, chociaż, czy byłby bardziej wylewny, gdyby jego zdrowie się drastycznie pogorszyło? Pewnie nie, ale raczej nie ukrywałby, że czuł się słabiej, niż wcześniej. – A przynajmniej nic nowego. Poczekaj tu zaraz przyjdę.
Z tymi słowami podszedł do lady i już po chwili wrócił do stolika niosac jedną czarną kawę i jedną owocową herbatę.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#16
22.09.2024, 13:55  ✶  

Zdawkowość informacji nie była czasami dobrym wyborem, tak i było tutaj - może powinien po prostu opowiedzieć wszystko po kolei, żeby nie wprawiać Basiliusa w skonfundowanie, do czego właśnie doprowadził. Do czego doprowadzać nie chciał, ale to, zdaje się, jakaś doza roztargnienia i braku koncentracji do tego prowadziła. Tak sobie to tłumaczył, na to spychał to, co uważał za popełniony błąd w konwersacji. Nic się nie stało, przecież to Basilius, ostatnia osoba, która miałby tutaj irytować się na niego za to, że nie wylał na niego całego wiadra wiadomości od wejścia, tak? Na pewno nie można było powiedzieć, że temat go nie interesował - zawsze obchodziło go to, w jakie tym razem kłopoty Laurent się wplątał, co było zupełnie kochane z jego strony.

- Byliśmy małą grupą, która została poproszona o pomoc odnalezienia tamtejszego badacza. Płynęliśmy na wyspę na środku jeziora, kiedy trytony nas zaatakowały. Okazało się, że w królestwie panuje rozłam przez zdradę następczyni ich króla. - To była pigułka informacji, postarał się to ubrać w słowa proste i tym razem pozbawione nadmiernych ozdobników, a to głównie dlatego, że z jakiegoś powodu wcale nie mówiło się o tym tak łatwo, jakby chciał. Czemu? Czemu... wiadomo, dlaczego. Bo to wcale nie była misja dyplomatyczna, która prowadzi do ładnego zakończenia, gdzie wszyscy żyją długo i szczęśliwie. Laurent nie miał szczęścia do takich zakończeń. To jedno. Drugie to jeszcze dołożenie tego, co stało się bezpośrednio PO samym Windermere. - Ta klątwa mogła mieć na to wpływ... ale trytonka, która się zbuntowała, zamierzała zabić ludzi. Wielu ludzi. Więc... należało ją powstrzymać. Niestety... - Chciał dokończyć i to był moment, kiedy ten koniec zatkał mu gardło. Więc z rozchylonymi wargami spoglądał na Basiliusa, zamknął je. Odprężył się, bo nieświadomie się napiął. Wypuścił powietrze z płuc. - Doszło do walki, bo trytonka nie chciała się poddać. Bardzo brutalnej walki. - Wiedział, że to Basiliusowi wystarczy i nie będzie dopytywał go o szczegóły. Nie czuł się z tym aż tak nieswojo, jak sądził, że czuć się będzie. Nie było mu aż tak źle, jak być powinno. Przynajmniej on uważał, że powinno. To była krew, to była przemoc... czy człowiek w końcu uodparniał się na takie rzeczy? Znieczulica? To chyba był jeden z odruchów obronnych, który mógł zostać zacementowany, albo stać się wyjątkowo delikatną porcelaną. - Już więc nie grozi, bo jest za nami. A połowicznie, ponieważ... nie poszło po mojej myśli. - Ponieważ był taki punkt, w którym mówiono "dość padło słów! czas walczyć!", więc dzielne żołnierzyki wyciągały bronie i jechały walczyć. To była taka sytuacja. Z tym, że do walki chętna była Adria - trytonka, która rozpoczęła cały bunt i tę wojnę.

Kiwnął głową i odprowadził Basiliusa spojrzeniem, czekając, aż wróci do stolika z ich zamówieniem.

- Dziękuję. - Wyciągnął dłoń do filiżanki, obejmując ją palcami. Było ciepło, nadal trwał sierpień, nawet mimo pochmurnej pogody, która kochała Anglię. Mimo to ciepło naczynia zawsze było... inne. Przyjemne jak ciepło kota. - Co się z tobą działo? W Windermere?



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#17
22.09.2024, 15:59  ✶  
Najbardziej skonfundowany był chyba głównie dlatego, że nie przypuszczał, że w Windermere działy się jeszcze takie rzeczy, kiedy on sam dostał nieco inne informacje, bardziej skupione na klątwach, paleniu na stosie, czarnomagicznych rzeczach i oczywiście byciu pod ziemią.
– Tak, Owen Bagshot, grupie z którą byłem pod ziemią udało się go odnaleźć – potwierdził nie mając pojęcia, czy Laurent usłyszał o tej radosnej informacji. Kolejne wiadomości były jednak pewnym zaskoczenie. Rzeczywiście mieli świadomość tego, że w okolicy grasowały trytony, ale Basilius nie zdawał sobie sprawy z tego, że sytuacja była aż tak skonplikowana. Reszty historii wysłuchał w skupieniu, ani razu nie przerywając kuzynowi. Dostrzegł jednak pewne roztrzęsienie na twarzy Laurenta, gdy ten wspomniał o brutalnej walce i że roztrzygniecie sprawy nie poszło po jego myśli.
Westchnął cicho i uśmiechnął się do niego pocieszająco. Nie zazdrościł mu tej sytuacji i nawet jeśli teraz mógł mówić na spokojnie bez żadnych negatywnych emocji, to sam pewnie przeżywałby taki widok, gdyby to on był jego świadkiem
– Nie zawsze wszystko idzie po naszej myśli – powiedział spokojnie wpatrując się w niego z uwagą. – Przykro mi, że tak to się skończyło, chociaż dobrze, że po prostu się skończyło. Jeśli zamierzała zabijać ludzi, to lepiej wyszło, że została powstrzymana, nawet jeśli w taki sposób. Nie wszystkich możesz przekonać do swoich racji – Wątpił, aby zbuntowana trytonka, planująca morderstwa tak po prostu ustąpiła. Szkoda tylko, że Laurent musiał być świadkiem tak brutalnego rozwiązania problemu. Jakkolwiek makabrycznie by to nie zabrzmiało, chyba wolałby aby trytony przeprowadziły jej egzekucję gdzieś na boku z dala od oczu kuzyna.
Basilius objął chłodnymi dłońmi, bo jego ręce najwyraźniej nie rozumiały, że jest sierpień, różową filiżankę wypełnioną ciepłym napojem i westchnął cicho.
– My... Też poszliśmy szukać Bagshota, tylko że mąż jednej z wcześniej zaginionych tutaj czarownic, spróbował podpalić las i.. Wszystko trochę oszalało, a mnie i kilka osób wciągnęło pod ziemię. Szczęśliwie znaleźliśmy naszą zaginioną gwiazdę i udało nam się wyjść, jak widzisz. Nic ci się tam nie stało?
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#18
24.09.2024, 16:25  ✶  

Nie miał okazji usłyszeć, że Owen się odnalazł, więc w zasadzie to była spora ulga, że się udało. Enigmatyczne stwierdzienie, że wszyscy są już bezpieczni, kiedy Laurent sam wiedział, że nie byli, nie dawało satysfakcji. A to właśnie usłyszał od osób, które zajmowały się, ładnie ujmując, sprzątaniem po samym Windermere. Wiedział, że nie wszyscy byli bezpieczni, bo wtedy Ciril - selkie, którego poznał - bezpieczny nie był, a Astaroth nadal siedział wtedy w jeziorze i nie wyglądał przy tym zbyt dobrze. I miał rację - niedługo potem Laurent się prawie całkowicie wykrwawił w jego imieniu. Opuścił wzrok na czarną tarczę, jaką była kawa. Odbijał się w niej blask okna i liście paprotki, która stała na parapecie. Wszystko to ciemne, bez szczegółów. Gdyby się pochylił - ujrzałby tam swoje odbicie. I może z tym odbiciem wszedłby w dywagacje na temat tego, jak niepoprawne było, że w ogóle zapomniał wtedy o Owenie Bagshotcie. Ponieważ zapomniał. Ciężar tamtych wydarzeń przyćmił jego umysł - traktował to właśnie jak wymówkę, która nie powinna mieć miejsca. Z drugiej strony czy nadmierne udręczanie się własną niedoskonałością sens miało? O, miało - z pewnością.

- Masz rację. - Odpowiedział automatycznie, chociaż nie myślał o tym w tak prosty sposób. Tak, Basilius miał rację, ale wcale nie znaczyło to, że tak po prostu się z tą racją zgadzał. Zawsze przecież było to pole, w którym wychodzisz z koziołka własnych niedoskonałości i urastasz do kogoś lepszego, do kogoś więcej. Jesteś lepszą wersją siebie. Czy nie taką, jakiej wszyscy oczekiwali? Sam wiedział, że idealizuje takiego Basiliusa w kwestii jego mądrości, zdolności, możliwości, ale jednocześnie wcale nie był zły o popełnione błędy i mógł powiedzieć 'przecież to takie ludzkie'. O wiele trudniej było tak powiedzieć przed lustrem.

- Dlaczego ktoś chciał podpalić las? - Nie brakowało wariatów i szaleńców, ale za każdym razem było to takie same wariactwo, kiedy docierało do uszu Laurenta. Wandalizm, podpalenia, celowa chęć niszczenia, mordowanie. Przemoc. Wiele ułomności, które człowiek nosił w sobie i czynił krzywdę drugiej istocie - po co? Czasem dla satysfakcji, innym razem dla zysku. - Tam... nie. Była więcej niż jedna osoba gotowa chronić mnie własną piersią. - Uśmiechnął się, ale to nie był uśmiech wesoły. Jeden z tych trochę krzywych, wyrażających gorycz zamiast zadowolenia. - Wiesz, jeśli chodzi o podpalenia... miałem ostatnio przez tydzień wandala w New Forest. Na szczęście już po sprawie, ale myślałem, że oszaleję. Prawie zginęły przez niego konie, zrobił krzywdę hipogryfom, oskubał nawet... feniksa. - Wsunął palce we włosy i na moment pochylił głowę, nim odetchnął i się naprostował. - Nigdy nie zrozumiem, dlaczego ludzie mają w sobie tyle pragnienia destrukcji. To mnie przytłacza.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#19
12.10.2024, 14:38  ✶  
Basilius przyjrzał mu się przez chwilę, widząc że kuzyn nie był aż tak przekonany do jego słów, nawet jeśli przyznał mu rację. Zacisnął usta, a potem westchnął cicho i wziął łyka herbaty. Sierpień był... Zdecydowanie mniej spokojny i bardziej męczący, niż planował, a nie byli przecież jeszcze nawet w jego połowie. I to nie tylko męczący fizycznie, ale i psychicznie. Najwidoczniej urlopy nie działały na niego pozytywnie.
– Hm... – zawahał się. Nie do końca chciał pochylać się nad tym tematem, aby jeszcze bardziej nie dobijać kuzyna, ale też nie chciał w tym momencie udawać, że nie usłyszał jego pytania. – On... Wiesz, on stracił żonę w tym miejscu. Z tego co zrozumiałem nikt nie wierzył mu, że to nie była podejrzana śmierć, więc kiedy się dowiedział... Chyba po prostu chciał zrobić coś, co załatwi problem tego miejsca raz na zawsze. – Nie załatwiło. To znaczy... Nie bezpośrednio, chociaż akcje Robertsa niejako popchnęły resztę do uporania się z klątwą, a ich samych do odnalezienia Bagshota.
– To dobrze – powiedział, słysząc że kuzynowi nic się nie stało, ale następnie zmarszczył brwi. – Zaraz, co masz na myśli mówiąc tam, nie?
Może powinien zamówić sobie po prostu jakąś herbatkę na uspokojenie? Zwłaszcza, że najwyraźniej nie był to koniec nowych informacji na temat niebezpieczeństw w życiu Laurenta. Naprawdę, czy jego kuzyn nie mógł... Po prostu usiąść i nie pakować się w kłopoty? Czy nawet gdyby to zrobił, wyszłoby, że krzesło na którym usiadł zostało przeklęte tak, aby pakować Prewetta w kłopoty? – Udało się go znaleźć? Tego podpalacza? Skoro już jest po sprawie? Wiesz, kto to był?
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#20
02.11.2024, 20:03  ✶  

Kolejna smutna historia do dopisania w życiorysie. Opowieść, którą wtłaczasz na kartki własnej biografii. Jedna z wielu - czy ta też miała być zaginioną stronicą wśród tych tomiszczy? Laurent najchętniej pamiętałby je wszystkie, ale tak się nie dało funkcjonować. Kiedy już załamywałeś ręce nad wszystkimi wokół, to przecież musiałeś też pochylić się nad sobą samym. Coraz częściej sądził, że powinien się bardziej na tym skupić. Żeby spoglądać na siebie, a nie wszystkich dookoła. Chciał dla bliskich dobrze, chciał dla całego świata dobrze! Zaczynał widzieć jednak bardzo wyraźnie, że tak się nie dało żyć. A przynajmniej nie dało się żyć zbyt długo.

Przesunął palcem po filiżance, przyjmując słowa kuzyna w ciszy. Zawsze miał komentarz na większość rzeczy, ale tutaj czuł niemoc i niechęć do wypowiedzenia prostego "przykro mi". Basilius znał go na tyle dobrze, żeby wiedzieć jak niewielu innych, że przykro mu było. Pozwolił sobie na tę dozę ciszy, bo w jego towarzystwie czuł się komfortowo. Oto byli - w niewielkiej, bezpiecznej przestrzeni, chociaż była publiczna. Wystarczyło jednak, żeby mieć doktora Prewett po drugiej stronie stołu. Stracić kogoś bliskiego tak, by już więcej nie otworzył oczu - jakie to było realne w czasach, w których żyli. Czasem zastanawiał się, czy znieczulenie nie było najlepszym, bo najprostszym, rozwiązaniem tych problemów.

Uniósł wzrok na kuzyna i rozchylił usta, gotów kłamać, wymigiwać się, manipulować, żeby się z tego wykręcić. Mógł, prawda? Na pewno mógł próbować. Czy chciał? Jak daleko można było sunąć na kłamstwach, szczególnie wobec bliskich, których wcale nie chciało się od siebie odcinać? Niedaleko. Z drugiej strony czy można zawieść kogoś oczekiwania, nie spełnić obietnic o sekretach? Nie wiedział. Nie znał odpowiedzi na te pytania, nie tu i teraz.

- Miałem małe załamanie nerwowe po tym jeziorze, zraniłem się, straciłem trochę krwi, ale... już wszystko dobrze, jak widzisz. Po prostu... trochę mojej głupoty. - Bardzo dużo jego głupoty, bo przecież nikt normalny nie kusi sobą wampira. Ale Laurent to zrobił z myślą, że może łatwiej byłoby zamknąć oczy na wieki. A jednak nie. Wcale nie byłoby łatwiej. Laurent naprawdę chciał żyć. - Tak. Sprawa została załatwiona po cichu, nie chciałbym rozgłosu w mediach, że New Forest jest celem kolejnych ataków po tym, jak Śmierciożercy się tam pojawili.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Basilius Prewett (3638), Laurent Prewett (4710)


Strony (3): « Wstecz 1 2 3 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa