• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[09.08.1972] Let the world burn | Scarlett & Charles

[09.08.1972] Let the world burn | Scarlett & Charles
Ancymon
"Niewierny jest ten, kto żegna się, gdy droga ciemnieje"
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Nie jest ani wysoka, ani niska, mierzy dokładnie 168 cm. Włosy w kolorze jasnego blondu, ślepia kocie w odcieniu lodowego błękitu. Oczy duże, nosek mały i nieco zadarty, pełne usta na których często widnieje zaczepny bądź pogardliwy uśmiech. Pachnie słodko, lecz nie mdło, mieszanką wanilii, porzeczki i paczuli.

Scarlett Mulciber
#11
12.11.2024, 22:13  ✶  
Nadzieja. Ah piękna nadzieja. Czy Ona też ją miała? Czy wierzyła, że kiedyś sama stworzy dom? Ale inny od tego, który zna, a ten którego nie raz pozazdrościła? W to akurat powątpiewała.
Jej spojrzenie uciekło wraz z opinią brata na temat jej macierzyństwa. Czasami miała wrażenie, że nie była w stanie zająć się nawet sobą. Nie potrafiła poradzić sobie z własnymi demonami. Wiecznie parła do przodu, chcąc być najlepsza. Wszystko chciała zrobić sama, nigdy nie chciała pomocy - z boku mogła wyglądać jak silna i niezależna, a prawda była taka, że gdy przestawała być w zasięgu wzroku uciekała w użytki.
Za swoich byłaby w stanie oddać własne życie, ale jakie to miało znaczenie pod koniec dnia?
Gdy siedzieli w środku nocy klifem, a ona trwała w poczuciu bezsilności. Uczucia, którego szczerze nienawidziła.
Nie potrafiła zrobić nic, nie mogła zrobić nic, aby los się odwrócił, a Charlie jej nie opuszczał.
Odruchowo zacisnęła palce na jego koszuli. Czuła się okropnie, nie potrafiła odsunąć odczucia pogardy do samej siebie.
-Czas pokaże... - rzuciła z delikatnym uśmiechem, aby nie dokładać mu zmartwień - Może masz racje - skłamała gładko, a uśmiech na jej ustach nabrał cieplejszych barw.

-Ja miałabym nie mieć? - zagaiła, podsuwając mu butelkę, aby zaraz wsłuchać się w każde pojedyncze słowo jakie wypadało z ust Mulcibera. Powoli zsunęła się z jego kolan, czując jak sama sztywnieje z każdą wypowiadaną informacją. Ostatnia z nich przyprawiła ją o zimny dreszcz. Przez chwilę miała wrażenie, że się przesłyszała, ale szybko zdawała sobie sprawę z tego, że Ona tylko chciała tak myśleć.
-U-Uderzył? - mruknęła zdumiona, samej mając wrażenie, jakby jej polik zaczął nieprzyjemnie palić.
Ojciec może i był surowy, ale nigdy nie podniósł na nich ręki. Nigdy nie posunął się do rękoczynów. Nigdy. Niezależnie od przewinień.
-Przepraszam, Charlie... - wymruczała cicho, jak gdyby była to jej wina.
Nie było jej przy tym, nie było jej wtedy obok, może gdyby była. Może gdyby przyjechała wcześniej wszystko skończyłoby się inaczej. A może podzieliłaby los Charliego, stając w jego obronie. Nie wiedziała jaki by był finał ów historii, wiedziała natomiast, że nie pozwoliłaby podnieść na niego ręki. Niezależnie od przewinienia, niezależnie od powodu. Niezależnie od wszystkiego. I tego, że nie było jej tego dnia obok, nie była w stanie sobie wybaczyć.
Uniosła łapki, aby zawiesić je na szyi chłopaka, aby zaraz przytulić się do niego. Nie wiedziała, czy bardziej chce pocieszyć jego czy samą siebie. Smutek szybko zaczęła zastępować złość, taki był jej urok.
Przegryzła wargę, czując nagły przypływ złości.
-Jak on mógł.... - wycedziła, przez zaciśnięte zęby. Nie potrafiła w to uwierzyć. Przecież.... Przecież ich kochał, prawda? Przecież jeszcze do niedawna wszystko było dobrze.


Zadarła na niego spojrzenie, gdy mówił dalej. Wyprowadzka. Ojciec nie sprzeciwiał się wujowi, no akurat to drugie jej nie dziwiło. Zawsze byli drugimi w wyścigu po ojcowską miłość.
-Nie, nie nie... - pokręciła głową - Co ty mówisz... - szturchnęła go. Czując, że musi przywołać się do porządku. Miała go wspierać, nie mogła go dołować. Niezależnie od tego jak bardzo ta informacja zmroziła jej krew w żyłach. To Charlie teraz był najważniejszy.
-Poradzimy sobie, Charlie... jakoś na pewno - Skinęła głową - a jeśli się wypierdolimy na nasze piękne mordki to razem wrócimy do Oslo - zaśmiała się cicho, a zaraz na powrót wpakowała mu się na kolana - W końcu nie będziesz miał tam z kim spać, nie? Sama do Norwegii Cię nie puszczę - zachichotała, chcąc nieco rozluźnić atmosferę.
Próbowała, ale jej próby spełzły na niczym, gdy młody Mulciber ponownie otworzył usta.
Ostatnia informacja jaką wypowiedział.
-Charlie - szybko odnalazła jego wzrok. Tak chyba bolało złamane serce. Myśl, że był moment, chociażby krótki, w którym mogła go bezpowrotnie stracić i ... przeznaczenie, lub może przypadek tak naprawdę sprawił, że teraz siedzieli tu razem. Wiedziała jedno, nigdy tego nie wybaczy. Już zawsze będzie pamiętać, że był moment, moment w jej życiu w którym mogła utracić jedną z nielicznych i najważniejszych osób w jej życiu.
-Ten wróbel będzie najpiękniejszy na świecie - stwierdziła, na powrót wtulając się w brata. Chłonąć jego ciepło i dziękując Bogu, że dalej ma go przy sobie.
-Karma odpłaci za nasze krzywdy - szepnęła, przymykając ślepia - A ty... - dodała z wyrzutem - nie waż sie nigdy więcej, nawet przez chwilę, myśleć o opuszczeniu mnie - prychnęła niczym oburzone dziecko.
sommerfugl
Although the butterfly and the caterpillar are completely different, they are one and the same.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
173cm wzrostu, smukła sylwetka, nieco zbyt blada cera, której jasny odcień potęgowany jest tylko przez ciemne włosy i oczy. Nie nosi zarostu, ubiera się zwykle elegancko. W słowach często przebija się jego skandynawski akcent.

Charles Mulciber
#12
25.11.2024, 22:49  ✶  
Nie zdając sobie sprawy z uczuć siostry, Charles wciąż wpatrywał się w niebo. Nie miał wątpliwości, że Scarlett dorośnie i założy rodzinę, tak jak było przykazane wszystkim młodym czarodziejom i czarodziejkom. Odebrał z rąk siostry butelkę alkoholu, ale na razie trzymał ją tylko za szyjkę, kontemplując. Spodziewał się, że jego słowa będą szokiem dla Scarlett i w jednej chwili pożałował, że podzielił się swoimi przeżyciami. Nastał moment, by odwrócił wzrok od nieba, tak spokojnego i stałego, i wrócił do rzeczywistości, którą zaburzył swoim wyznaniem.

Podniósł się do siadu.

- Czy na to nie zasłużyłem? - Zapytał, w zamyśle retorycznie. - Za ten cały... wstyd. Myślałem, że może zrobić więcej. Miał pas w ręku. Może, gdyby mnie bił, zapamiętałbym lepiej, skoro samo jego rozczarowanie nie wystarcza.

Charles sam podziwiał siebie za opanowanie. Mówił beznamiętnie, jakby sprawa w ogóle nie dotyczyła jego. Nie miał już łez do wylania ani żalu, który mógłby rozerwać serce. Pozostała rezygnacja i rozczarowanie samym sobą. Przycisnął do siebie siostrę, bo ona potrzebowała teraz wsparcia bardziej, niż on.

- To nie twoja wina, Scarlett. To tylko moja wina. - Przyznał się. - Jeśli będę wracał do Oslo, nie zabiorę ze sobą ani ciebie, ani Leonarda. Układacie sobie życia tutaj, razem z ojcem. On was kocha, Scarlett. - Podkreślił. Pozostawił siebie poza tym równaniem, gdy sam już nie był pewny, jaki stosunek do niego ma Richard. Był ciężarem, problemem. Czy ciężar można kochać?

Nie zareagował na chichot siostry. Pokręcił lekko głową, a grzywka, dotąd ledwie zaczesana palcami do góry, opadła mu na czoło.

- Obawiam się, że karma nie ma wpływu na to, co się dzieje. Karty rozdaje wuj i ojciec. - Podkreślił. - To była chwila słabości, Scarlett, ja... ja nie wiem, co mnie do tego pchnęło. Nie martw się, więcej tego nie zrobię. - Obiecał, lecz nawet dla samego siebie nie brzmiał przekonująco.
Ancymon
"Niewierny jest ten, kto żegna się, gdy droga ciemnieje"
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Nie jest ani wysoka, ani niska, mierzy dokładnie 168 cm. Włosy w kolorze jasnego blondu, ślepia kocie w odcieniu lodowego błękitu. Oczy duże, nosek mały i nieco zadarty, pełne usta na których często widnieje zaczepny bądź pogardliwy uśmiech. Pachnie słodko, lecz nie mdło, mieszanką wanilii, porzeczki i paczuli.

Scarlett Mulciber
#13
01.12.2024, 08:33  ✶  
To co się wydarzyło pod dachem kamienicy podczas jej nieobecności mroziło krew w jej żyłach. Nie potrafiła w to uwierzyć, a każdy nowy fakt był niczym kolejna cegiełka. Ale przecież nie kłamał, wiedziała, że mówi prawdę.
Wiedziała, że boli, że czuje jak pali go serce. W końcu całe życie starał się nie zawieść ojca, a teraz czuł, że tak zrobił. Że omsknęła mu się noga, a on zaczął spadać.
-Jesteśmy tylko ludźmi, Charlie... ludzie popełniają błędy. A twoje potknięcie jest niczym w obliczu winy przodków - uniosła dłoń, aby zmierzwić jego włosy. Tak długo jak będą razem, tak długo mogą się wspierać. Jeśli wyjedzie będzie sam i chociaż chwila samotności jest dobra, to nikt nie chce zostać w czterech ścianach.

Uniosła na niego wzrok, gdy zanegował działanie karmy. Ona miała inne zdanie na ten temat. Karmy nie widać, zdaje się jakoby ta nie istniała, a jednak zbiera żniwa. Tylko w swoim czasie. Wszystko potrzebuje czasu.
-Karma zbierze swoje żniwa, niezależnie kto dzierży karty, Charlie - spojrzała na niego - Tylko do tego potrzebuje czasu i ... ty też go potrzebujesz, wszyscy go potrzebujemy - na jej ustach pojawił się uśmiech
- Wszystko będzie dobrze, Charlie. Każdy się potyka, a to wiąże się z upadkiem... - uniosła dłoń, kładąc ją na jego policzku -ale to upadki sprawiają jak silni jesteśmy, bo za każdym razem gdy wstajemy, wstajemy dwa razy silniejsi... Porażki uczą nas pokory, ale i kształtują nasz światopogląd... A ja wierzę w twoją siłę, braciszku. Przekuj swoją porażkę w sukces. Mam odmienne zdanie od rodziny i myślę, że mimo iż twoje świeczki były abstrakcyjne i nierozsądne, to w tym szaleństwie może być klucz...kontrowersje przyciągają ludzi i kto wie, może będzie to twój klucz do wybicia się. Do kariery. Nie traktuj tego jako zło wcielone, bo ktoś ma inne zdanie... działaj... a kto wie, pewnego dnia może Ci co nie wierzyli zobaczą, że popełnili błąd - odebrała mu butelkę, aby pociągnąć łyka - Cel uświęca środki, braciszku
sommerfugl
Although the butterfly and the caterpillar are completely different, they are one and the same.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
173cm wzrostu, smukła sylwetka, nieco zbyt blada cera, której jasny odcień potęgowany jest tylko przez ciemne włosy i oczy. Nie nosi zarostu, ubiera się zwykle elegancko. W słowach często przebija się jego skandynawski akcent.

Charles Mulciber
#14
08.12.2024, 01:53  ✶  
Charles nie skupiał się na trawie pod stopami, ani nawet na brzegu klifu i falach, które z hukiem obijały się o skały. Zadarł głowę, wypatrując w gwiazdach znanych konstelacji.

- Winy przodków pozostają w przeszłości, razem z nimi. - Zauważył, obracając w palcach butelkę. Nie pił z niej. - Teraz jesteśmy ważni tylko my, ci, którzy mamy wpływ na to, co się dzieje. Mój wpływ przyniósł wstyd ojcu i całej rodzinie. - Podkreślił po raz kolejny. Zmrużył odruchowo oczy, gdy Scarlett postanowiła dobrać się do jego włosów. - Być może wszyscy potrzebujemy czasu, ale czy go mamy?

Mulciber wyswobodził się z objęć siostry. Odstawił butelkę, uważając, by ta nie przewróciła się na trawie, i podniósł z miejsca. Krótko otrzepał spodnie, bo choć wiedział, że nie pozbędzie się zabrudzeń mokrej ziemi, to przyzwyczajenie do porządku zrobiło swoje. Powoli, krok za krokiem, ruszył w stronę brzegu klifu.

- Potknąłem się, ale jeszcze nie upadłem, Scarlett. - Wyjaśnił swój pogląd na sprawę. Wychylił się, by spojrzeć w dół skały. W ciemności nocy, morze było czarne, jak otchłań, która wzywała go w swoje mroczne, bezpieczne objęcia nicości. - Nie upadłem i boję się, że jeśli naprawdę upadnę, to już nie wstanę. Ojciec i rodzina mi nie pozwolą. Jeśli dalej będę tworzył te świeczki, to upewnią się, że zderzę się z ziemią i nie będzie powrotu. Może powinienem ich wyręczyć. Może powinienem sam zadecydować, upaść na swoich warunkach.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Charles Mulciber (2098), Scarlett Mulciber (2964)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa