14.12.2024, 16:18 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.12.2024, 16:19 przez Jonathan Selwyn.)
To nie była odpowiedź na jego pytania i gdyby nie to, że melodia w ich głowie dobiegła już końca (co było dość okrutne, bo przecież skoro to była muzyka słyszana jedynie przez nich, to czemu nie mogła trwać jeszcze chwili dłużej?), usta dotknęły nadgarstka, co wywołało w nim przyjemne mrowienie związane z czymś dalekim, lub może jednak całkiem bliskim, przerażenia, a Jean... Ruszył w stronę wyjścia.
Jonathan w pierwszej chwili nie zareagował, patrząc jedynie na odwracającą się od niego sylwetkę. Gdyby mógł teraz spojrzeć na swoją aurę dostrzegłby masę mieniących się kolorów, znanych z tego, że barwiąc chwilowo podstawę aury, potrafiły za bardzo namieszać w życiu człowieka jeśli im się na to pozwoliło, ale oh, czy sam nie uważał, że czasem należało dać się porwać emocją? Zwłaszcza, gdy te obecnie bardzo skutecznie racjonalizowały pewne wybory i pomysły, które trzeźwy mózg by raczej natychmiast zdyskretytować, lub przynajmniej wprowadzić do nich odpowiednie poprawki?
Jego wewnętrzny Anthony pewnie nie byłby zachwycony tym, że Selwyn, niczym pod hipnozą, ruszył nagle w stronę hrabiego, doganiając go, tak by stanąć mu na drodze, muskając jeszcze przy tym delikatnie, niby od niechcenia jego rękę, i wpatrywać się w niego niczym w znaleziony w starej księdze monolog, doskonały w swoim brzmieniu, a jednocześnie zakazany, bo współczesna widownia nie byłaby w stanie znieść jego irracjonalnego chaosu kontrowersyjnych słów.
Serce biło mu szybciej, w znanym Jeanowi rytmie, który doskonale sugerował, co chodziło teraz po głowie jego byłemu kochankowi.
Otworzył usta.
Ostatni raz.
Ostatni raz można było zrobić wiele rzeczy.
Lub też można tym ostatnim razem rozpocząć zbyt wiele rzeczy.
– To ja tu preferuje wielkie wyjścia mój drogi, więc nie próbuj ich sobie zawłaszczyć. Zwłaszcza z mojego domu.v– Własne słowa, jak i to że w ogóle był w stanie coś powiedzieć, zaskoczyły go. – Miłej podróży. Dziękuję za taniec.
A potem, niczym parzony, odsunął się z drogi do drzwi, robiąc krok w lewo.
Jonathan w pierwszej chwili nie zareagował, patrząc jedynie na odwracającą się od niego sylwetkę. Gdyby mógł teraz spojrzeć na swoją aurę dostrzegłby masę mieniących się kolorów, znanych z tego, że barwiąc chwilowo podstawę aury, potrafiły za bardzo namieszać w życiu człowieka jeśli im się na to pozwoliło, ale oh, czy sam nie uważał, że czasem należało dać się porwać emocją? Zwłaszcza, gdy te obecnie bardzo skutecznie racjonalizowały pewne wybory i pomysły, które trzeźwy mózg by raczej natychmiast zdyskretytować, lub przynajmniej wprowadzić do nich odpowiednie poprawki?
Jego wewnętrzny Anthony pewnie nie byłby zachwycony tym, że Selwyn, niczym pod hipnozą, ruszył nagle w stronę hrabiego, doganiając go, tak by stanąć mu na drodze, muskając jeszcze przy tym delikatnie, niby od niechcenia jego rękę, i wpatrywać się w niego niczym w znaleziony w starej księdze monolog, doskonały w swoim brzmieniu, a jednocześnie zakazany, bo współczesna widownia nie byłaby w stanie znieść jego irracjonalnego chaosu kontrowersyjnych słów.
Serce biło mu szybciej, w znanym Jeanowi rytmie, który doskonale sugerował, co chodziło teraz po głowie jego byłemu kochankowi.
Otworzył usta.
Ostatni raz.
Ostatni raz można było zrobić wiele rzeczy.
Lub też można tym ostatnim razem rozpocząć zbyt wiele rzeczy.
– To ja tu preferuje wielkie wyjścia mój drogi, więc nie próbuj ich sobie zawłaszczyć. Zwłaszcza z mojego domu.v– Własne słowa, jak i to że w ogóle był w stanie coś powiedzieć, zaskoczyły go. – Miłej podróży. Dziękuję za taniec.
A potem, niczym parzony, odsunął się z drogi do drzwi, robiąc krok w lewo.