Dodawanie słowa "tylko" do Kierana wydawało się obrazą, a ta nie wychodziła z jego ust. Ich rozmowa toczyła się trzeci raz. Trzeci raz wyglądała inaczej niż poprzednia. Niby dynamika była podobna, ale z jego perspektywy każda różniła się od siebie diametralnie i spotykała go w dodatku w innym stanie. Z podobnymi maskami na twarzy, ale każda z nich prezentowała inne wydanie rzeczywistości. Bał się za bardzo, żeby teraz myśleć, że Kieran był tylko posłańcem. Mimo to tak się działo -przedłużał jego wolę i dzieło. Ile miał w tym swobody, a ile nakazane? Ile było tworzone na siłę, a gdzie faktycznie dobrze się bawił? Chyba tymi rozmowami zabawiał się całkiem dobrze - wyglądał na zadowolonego zarówno w tamtej knajpie, jak i teraz. Ciekawe, czy bawiłby się lepiej, gdyby Laurent zaczął się bardziej szarpać? Wyzywać go na pojedynek, przechodzić z tych spokojnych pogawędek i spacerków do samoobrony magią? Och, był słaby na ciele i nie był wybitnym czarodziejem - Dante to dobrze wiedział. Laurent przekładał całą wiedzę, jaką miał baron Nokturnu na Język, który ku niemu wypychał. Kropla niepokoju drążyła sprawę z powodu tego, że sam do końca nie był pewien, ile nie pamiętał z niektórych spotkań. Ile mógł powiedzieć, albo ile zrobić pod wpływem niektórych specyfików. Niedopowiedzenia były najciekawsze... a niewiadoma najbardziej przerażająca. To, że nic się na tych spotkaniach nie działo, było równie straszne.
- Przypomnienie czego? - Złapał od razu nitkę. Tego, co było kiedyś? A może tego, co dzieje się teraz? Strzelał, że to memento mori. Pamiątka dawnego życia, dzięki któremu narodziła się ta wdzięczność.
Załapał to zatrzymanie się dopiero po zrobieniu kolejnego kroku. Utrzymywanie głowy uniesionej, a nie wlepianie jej w bruk pod nogami, było ciężkie. Oddychanie było ciężkie. W płucach miał kamienie, oddychał za wolno, głowa zaczynała go boleć. Zaś Kieran się śmiał. To dobrze, prawda? Na pewno nie oczekiwał wzbudzenia strachu. Właściwie niczego nie oczekiwał.
- Hmmm... - Przyjrzał się tym pięknym oczom. Taak, zaczynał doskonale widzieć, co widział w nim Dante. Przecież to był psychopatyczny koneser. Zbierał ludzi tak, jak dziewczynki zbierały lalki. A Kieran nie tylko miał charakterną urodę - miał też charakter, którego się poszukiwało. - Nie. - Papier nie mógł być błyszczący. - Wybrałbym ciemny granat, by nic nie przyćmiło twoich oczu. - Piękno należało kultywować, wynosić je na wyżyny. To, co najpiękniejsze, powinno być zaś jak najlepiej wyeksponowane. Ruszenie razem z nim było prostsze niż zatrzymanie się. - Tak. - Choć to w ogóle nie było takie oczywiste. I nigdy nie skrzywdził go... w bezpośredni sposób. I dlatego na jego następne słowa sam uśmiechnął się szerzej, czując malutki przejaw rozbawienia w tej tragedii. [ii]Tragikomedii[/i]. - Kochanie... tacy jak ja nigdy nie brudzą swoich dłoni. - Wyciągnął tą wolną przed siebie. Przed nich. Delikatna, smukła, zadbana, z równiutkimi paznokciami - chyba większość kobiet mogłaby mu pozazdrościć. Zaraz ją jednak cofnął do siebie. Było mu zimno. Za zimno jak na tę temperaturę. Z nerwów. Aż żałował, że nie wziął żadnego płaszcza.
Zbliżył się do niego. Do tej różdżki. I kiedy przyjemne ciepło na moment oświetliło jego twarz, a on się odsunął z powrotem na swobodną odległość, dotarła do niego rzecz żałośnie oczywista. Tak straszna, że zrobiło mu się niedobrze z nerwów i zadrżała mu dłoń. Zatrzymał się na moment, zaciągnął dymem. Dobrze, że Kieran akurat zatrzymał się i też nie zamierzał ruszać dalej.
Nie wiedział, czy byłby w stanie funkcjonować dalej, gdyby taki Kieran spalił mu twarz.
- Co jest ciekawe? - Wypuścił w powietrze ten obrzydliwy dym. Spełniało jednak swoją rolę - ta nikotyna. Trochę pomagała wyrównać oddech, bo do tego zmuszała. Pomagała ukoić myśli. Skierował wzrok na bibliotekę.