• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 3 4 5 6 7 … 11 Dalej »
[wieczór 21.08.1972] Skyfall

[wieczór 21.08.1972] Skyfall
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#21
02.01.2025, 12:24  ✶  

- Większość z nas jej nie ma. A niektórzy dostają drugą szansę. Jeszcze inni nawet trzecią. - Kieranowi nie trzeba było wykładać, co artysta miał na myśli. Pewne rzeczy zostały powiedziane wprost, a inne łączyły się ładną nitką. - Boisz się czasem, Kieranie? - O ile to było jego prawdziwe imię, w co wątpił. Ciekawiło go to, jak słowo laurent leżało w jego ustach. Lubił to imię, było ładne, gładkie, miękkie. Choć jak się okazało - niekoniecznie było jego przeznaczeniem. Podobało mu się, jak zabrzmiało w barwie jego głosu, kiedy pierwszy raz je wypowiedział. Jak zaklęcie, jak czar. Czarował tutaj cały czas, więc chyba nie było w tym niczego złego ani niepoprawnego. I podobało mu się brzmienie słowa kieran. Jego dźwięczność i ostrość. Jeśli to nie było jego prawdziwe imię tylko przybrana maska to zupełnie jak ciuchy, które przywdziewał - było doskonale dobrane.

- Nie byłoby wtedy potrzeby noszenia szaty pruderyjności. - Drgnęły mu lekko kąciki ust ku górze. Zamknął palce dłoni, żeby powstrzymać ją przed sięgnięciem do klatki piersiowej na poziomie serca. Ciągle coś kuło, bolało, przeszkadzało, jakby jakiś ciężar zalegał na klatce piersiowej. Właściwie na ten moment już i tak drżał. Z zimna - a nie było wcale aż tak zimno. To zimno spowodowane było nerwami, więc czy nie na to samo wychodziło? Próbował nie dać się przekonać do tego, że to tylko pogawędka, która nie ma wiele większego celu. Z dziwnymi gestami, w których zbiera się papierosa z ziemi, żeby go wyrzucić do kosza. Był przekonany, że to nie był normalny nawyk tego człowieka. Szczególnie sądząc po jego uśmiechu. - Rad jestem, że mieliśmy się okazję poznać, nawet jeśli w tak niefortunnych warunkach... - Stojąc po przeciwnych stronach barykady, jak sam to ujął mężczyzna stojący obok ławki. - Może gdyby pojawił się sam to byłbym bardzo grzecznym chłopcem. - Uniósł na niego spojrzenie nieco mętnego wręcz teraz spojrzenia. - Mógłbym ci zaufać, żeby tymi wnioskami się dzielić? - Duma była rzeczą okropną - Laurent też ją miał, nawet jeśli tak wiele osób ją zdeptało, a on, cóż - musiał się po tym podnieść. Jak po wszystkim. Na szczęście dla niego - miał wokół osoby, które mu w tym pomagały.

- Dziękuję, Kieranie. To bardzo miła przestroga z twojej strony. - Kieran nie mógł być przypadkową osobą dobraną do zadania. - Ciekawi mnie, czy wybierając cię Dante pomyślał, że możesz się wypalić. - Znał go. Znał Laurenta. Doskonale wiedział, jak Laurent przyciągał ludzi. Jak łatwo było mu wyciągnąć dłoń do kogoś. I jak łatwo tym ludziom było ją chwycić. Więc - jak ta świeca, o której wspominał. Wykorzystany do cna. W tym tkwiła groźba, ale to nie Laurent groził. W tym tkwiła groza, która pokazywała jakim manipulanckim ścierwem potrafił być Dante. - Albo czy pomyślał, że może mu nie wystarczyć czasu na naprawianie jego męskiej dumy, bo prędzej zabiją mnie Śmierciożercy. - Albo wcześniej wykończy go choroba, dla Kierana widoczna gołym okiem. Laurent był jak gałązka bukszpanu drżąca na wietrze, gotowa na złamanie. - Nie martw się, Kieranie. Wygrałem pierwszą partię. Zamierzam wygrać i drugą. - Tylko przy pierwszej partii miał o wiele więcej sił - paradoksalnie. - A kiedy już zastanowisz się nad moim pytaniem - zapraszam. Niekoniecznie w imieniu Dante. - Nabrał znów głębszego wdechu w płuca. Powiedział mu, że tacy jak on niczego nie robią własnymi rękami, ale myślał tylko o tym, że powinien zabić Dantego sam. Żeby nikogo nie narażać. Żeby już nikt nie musiał cierpieć. - Wielu ludzi zasługuje na to, żebym wygrał. Nie muszę tego robić dla siebie. - Mówił cicho, ale nie tak, by nie być dosłyszanym.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Czarodziejska legenda
Only the dead have seen the end of war.
wiek
∞
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Celtycka bogini magii, podziemi, wojny, płodności i zniszczenia. Łączona również z przeznaczeniem i przepowiedniami, zwłaszcza tymi mówiącymi o zagładzie, śmierci i wygranej w bitwie. Przedstawiana jest zwykle w zbroi i rynsztunku. Pojawia się wszędzie, gdzie jest wojna. Krąży nad polem bitwy pod postacią kruka lub wrony. Podżega wojowników do walki i może pomóc w zwycięstwie nad ich wrogami. Morrígan zachęca wojowników do odważnych czynów, wzbudza strach w ich wrogach i jest przedstawiana jako piorąca zakrwawione ubrania tych, którym przeznaczona jest śmierć. Najczęściej jest postrzegana jako bogini bitwy i wojny, a także jako manifestacja bogini ziemi i suwerenności, głównie reprezentująca rolę bogini jako strażniczki terytorium i jego mieszkańców. Morrígan jest często opisywana jako trzy siostry, zwane „trzema Morrígan”. W mitologii członkostwo w triadzie jest przyznawane boginiom Badb, Macha i Morrígan, która może mieć na imię Anand. Uważa się, że wszystkie te imiona były imionami tej samej bogini.

Morrigan
#22
02.01.2025, 13:03  ✶  

– Człowiek, który nie odczuwa strachu, nie potrafi prawidłowo oszacować zagrożenia, jest więc bardziej narażony na niebezpieczeństwo – w trakcie tej rozmowy Laurent wielokrotnie nie odpowiadał wprost i Kieran robił dokładnie to samo, pozwalając odpowiedzi pływać gdzieś pomiędzy wierszami, by Laurent mógł ją zinterpretować wedle własnej ochoty.

– Nie musisz nosić jej dla mnie – ostatecznie… pracował dla Dantego, zapewne więc przynajmniej widział rzeczy dalece wykraczające za pruderyjność. Czy to spotkanie nie miało większego celu? Raczej miało, w końcu Kieran nie wydawał się być osobą, która robi rzeczy bez powodu. Czy wiec mógł bez powodu zaprosić Laurenta na spacer akurat w tę stronę, zatrzymać się nieopodal biblioteki, ot tak wspomniał mu o różdżce? I o reakcji Dantego na to, co zwrócił w torbie, zamiast pieniędzy, które był mu winny? Wszystko wydawało się być dokładnie wykalkulowane, obliczone na to, by poinformować Laurenta o tym i o tamtym, by nie mógł się czuć taki bezpieczny, taki bezkarny…

Skinął do Prewetta, na komentarz, że jest rad, że mogli się poznać.

– Wątpię – może byłby grzeczny na spotkaniu… a potem i tak robiłby te swoje głupie, desperackie ruchy. A może Dante straciłby cierpliwość i zaciągnąłby go siłą do Rose Noir. Tyle niewiadomych… – Pytasz mnie czy powiem mu wszystko co do słowa, co tu dzisiaj padło? – zaufać w jaki sposób?

– To są pytania, na które nie znam odpowiedzi. Zna je jedynie on – wypalić się jak świeca… Śmierciożercy… O tak, Dante z pewnością widział wywiad z Laurentem w gazecie, słowa, które zostały tam wydrukowane, zdjęcia. Może właśnie to popchnęło go do działania, do wysłania Kierana do New Forest – czas. Może Dante doskonale zdawał sobie sprawę z jego upływu?

– W takim razie powodzenia, przyda ci się. Póki co miałeś więcej szczęścia niż rozumu, ale szczęście w końcu opuszcza każdego – najwyraźniej zdanie Kierana było na tym polu jasne: widział w tym pewnego rodzaju zabawę, była to pewnego rodzaju rozrywka do obserwowania i jednocześnie widział w Laurencie ruchy nieprzemyślane, desperackie, a wnioski nie wyciągnięte. – Mhm, zapamiętam – na ostatnie mu nie odpowiedział. Za to zapatrzył się w Laurenta badawczo. – Wydaje mi się, że na ciebie już pora, Cukiereczku. Wracaj do domu – nie brzmiało to ostro, nie było jak rozkaz.

Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#23
02.01.2025, 14:00  ✶  

- Wielu mężczyzna ma z tym problem. Z przyznaniem się do strachu. - Do błędów, do porażek, do wszystkich niepewności, jakie mieli. Panowie i władcy, co wszystko wiedzą najlepiej, robią najlepiej i... cóż, miały coś w sobie przyciągającego - te magnetycznie pewne siebie osobowości. Dla Kierana powiedzenie tego było tak samo proste jak oddychanie. Proste jak oddychanie dla niego. Bo nie dla wszystkich tutaj było to tak samo proste, co ławo wywnioskować po mocno unoszącej się klatce piersiowej Laurenta. Mocno, choć rzadko.

- Doceniam. Ale jestem do niej przyzwyczajony. - I lubił ją. Wychodzenie z tej sfery wyuczonej grzeczności niekoniecznie wiązało się z dyskomfortem, ale jeśli zaczynasz zbyt często wychodzić z roli to łatwo zacząć się gubić. Da się uwierzyć w wersje wydarzeń, w której czułby się aż tak swobodnie przy Kieranie, żeby naprawdę z tego zrezygnować? Na pewno była wersja rzeczywistości, w której zrzucał tę szatę z powodu odcięcia lejców kontroli. - Skoro tak zinterpretowałeś to pytanie, niech tak wybrzmi. - Skinął głową. Wyobraźnię miał bogatą. Był w niej już w tym eleganckim, tonącym w czerwieni pomieszczeniu. W Czarnej Róży, którą ostatnim razem oglądał w koszmarach. W czasach, kiedy to była zabawa, kiedy zachwycał się tymi błyszczącymi oczami Dante wpatrzonego w niego z takim umiłowaniem. Czuł się wtedy wyjątkowo. Pośród wszystkich tych ludzi, przy wili, która nawet nie łapała małego skrawka spojrzenia tego mężczyzny. A potem to wszystko obróciło się w koszmar... i dlaczego? Ze strachu, by selkie nigdy nie wrócił do morza? By kanarek nie uciekł ze złotej klatki? A może tam nigdy nie było żadnej miłości. Teraz już położył dłoń na klatce piersiowej.

- Mhm... - Tak, trochę go przedrzeźnił w tym punkcie, kiedy usłyszał zaproszenie do powrotu do domu. Wrócić do domu. Będzie pusty? Albo tym razem nie? A może powinien pójść do Victorii, albo Florence i Atreusa? Tylko co by im wtedy powiedział, gdyby go zobaczyli w tym żałosnym stanie. Nie, dom teraz nie musiał być pusty, ale może się powinien tego domu bać. Bać się ludzi takich jak Perseus czy Philip, którzy patrzyli na niego dokładne tak samo, jak Dante. Bać się Flynna, który miał tak samo obsesyjne podłoże swoich emocji, jak Dante. Bać się... wszystkich. Tylko najwyraźniej żadna norma nie potrafiła do niego dotrzeć. Albo to on już zapomniał, jak kochać kogoś... normalnego. Tak, musiał zapomnieć, skoro sam poszukiwał tych mocnych, skrajnych doznań. - Do widzenia, Kieranie. - Laurent jednak nie ruszył się z ławki. Zamiast tego znów zamknął oczy.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Czarodziejska legenda
Only the dead have seen the end of war.
wiek
∞
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Celtycka bogini magii, podziemi, wojny, płodności i zniszczenia. Łączona również z przeznaczeniem i przepowiedniami, zwłaszcza tymi mówiącymi o zagładzie, śmierci i wygranej w bitwie. Przedstawiana jest zwykle w zbroi i rynsztunku. Pojawia się wszędzie, gdzie jest wojna. Krąży nad polem bitwy pod postacią kruka lub wrony. Podżega wojowników do walki i może pomóc w zwycięstwie nad ich wrogami. Morrígan zachęca wojowników do odważnych czynów, wzbudza strach w ich wrogach i jest przedstawiana jako piorąca zakrwawione ubrania tych, którym przeznaczona jest śmierć. Najczęściej jest postrzegana jako bogini bitwy i wojny, a także jako manifestacja bogini ziemi i suwerenności, głównie reprezentująca rolę bogini jako strażniczki terytorium i jego mieszkańców. Morrígan jest często opisywana jako trzy siostry, zwane „trzema Morrígan”. W mitologii członkostwo w triadzie jest przyznawane boginiom Badb, Macha i Morrígan, która może mieć na imię Anand. Uważa się, że wszystkie te imiona były imionami tej samej bogini.

Morrigan
#24
02.01.2025, 14:43  ✶  

– Ich strata – odparł bez mrugnięcia okiem, bez cienia uśmiechu, tymi szarymi ślepiami świdrując Laurenta, jakby go oceniał (znowu), albo oceniał to, co mówił, doszukując się drugiego dna pod płaszczykiem słów wypowiedzianych.

– Sparafrazuję, jak zawsze. Chyba, że zapyta o coś konkretnego – nie było więc to opowiadanie wszystkiego słowo w słowo, pozostawało tam wiele miejsca na interpretację i dopowiedzenie – przynajmniej według tego, co Kieran mu teraz powiedział. Czy było to dla Laurenta dobre czy złe, musiał ocenić sam.

Przekrzywił leciutko głowę w kierunku jednego ramienia, gdy Laurent wymruczał swoją odpowiedź. Ponownie nastała pomiędzy nimi cisza, której ciemnowłosy najwyraźniej nie miał zamiaru zakłócać, aż w końcu Laurent się z nim pożegnał, ale wcale się nie ruszył.

– Do zobaczenia, Laurencie – w ten czy inny sposób na pewno się jeszcze spotkają. Czy to była obietnica? Kieran jeszcze przez kilka sekund przypatrywał się Prewettowi, aż w końcu skinął głową i ruszył przed siebie, w kierunku, z którego tutaj przyszli, by ostatecznie zniknąć.


Koniec sesji

To, co zastał Laurent, gdy już postanowił wrócić do New Forest (niezależnie od tego, czy było to od razu po tym spotkaniu, czy następnego dnia), z pewnością nie było, czego by sobie życzył.


Celem była stajnia, w której wieczorem abraksany już ułożyły się do snu. Ktoś zakradł się do niej i podłożył ogień, twój wierny Alexander został zaalarmowany hałasem abraksanów i łuną ognia na tyle szybko, by zdołać go ugasić, nim stajnia spłonęła doszczętnie, nie na tyle jednak, by udało się ją zachować w całości. Abraksany, które tam mieszkały, zdołały jednak uciec, bo otworzył im wejście, gdy z boksami poradziły sobie same. Wyleciały w popłochu, musisz je teraz wszystkie znaleźć i wyłapać (a większość z nich wzbiła się w niebo…), część będzie poparzona i ranna, większość przerażona i obrażona, że nie zapewniłeś im należytej ochrony.

Udało się to wszystkim prócz jednego. Jednego, który musiał zostać rażony jakimś zaklęciem i wykrwawił się w stajni, gdy znalazł go Alexander. Na szczęście nie był to twój wierny Michael.


[rzuty na podstawie których opisano akcję]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Laurent Prewett (5966), Morrigan (4245)


Strony (3): « Wstecz 1 2 3


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa