04.01.2025, 18:58 ✶
Twarz Charlesa była łatwa do odczytania, gdy nie chciał blokować tego, co na niej wymalowały emocje. Wciąż był strapiony, odrobinę zdenerwowany, zdecydowanie niespokojny, lecz wiele zmieniło się, gdy objęły go ramiona Rolpha. Stopniał w tym uścisku, odetchnął, a wraz z wydechem spadło wiele z napięcia, które trzymał w ciele. Na krótki moment przycisnął twarz do ramienia Lestrange'a.
- To tylko nerwy. - Obiecał. - Ten... znajomy nie jest kimś, kto może mi zagrozić.
Nie zdawał sobie sprawy z przynależności, którą ustalił Rolph, ale nie przeszkadzałoby mu to. Sprawa Scylli nieco konfliktowała z tym, co było między nimi, ale taki był naturalny tor rzeczy. Mężczyzna potrzebował kobiety oficjalnie. Nieoficjalnie... mężczyźni również mogli utrzymywać koleżeńskie stosunki.
- To nic takiego. Dość dla mnie robisz. - Mruknął, rozluźniając się jeszcze bardziej. Dotyk Rodolphusa działał lepiej niż jakikolwiek alkohol, jakikolwiek narkotyk. W końcu musiał jednak puścić Rolpha i pozwolić mu usiąść. Przywołał dwie szklanki - te same, które wcześniej przygotowywał dla siebie i Baldwina - i kolejnym gestem posłał butelkę, by rozlała piwo do obu naczyń. Połowa dawki mogła tylko ich odświeżyć, lecz nie wpłynąć na umysły. Trunek wciąż był chłodny, mocno gazowany, zupełnie inny od tak powszechnie pitych w Anglii ale. Te w ogóle Charlesowi nie smakowały.
Przesunął szklankę bliżej Rodolphusa.
- Pokłóciłem się z siostrą, ale on... nie wiem, nie wydaje mi się, żeby był wysłany przez Scarlett. - Stwierdził ostrożnie. - To jest ktoś, kto cieszy się zamętem. Baldwin Malfoy, kojarzysz go? - Zdradził w końcu tożsamość swojego prześladowcy. - Poza tym chciałem cię zapytać... Co sądzisz o rodzinie Greyback? Naprawdę są tak godni pożałowania?
Ciemne spojrzenie Charlesa wyrażało nadzieję, ale na co? Tylko Charlie wiedział, co chciał usłyszeć.
- To tylko nerwy. - Obiecał. - Ten... znajomy nie jest kimś, kto może mi zagrozić.
Nie zdawał sobie sprawy z przynależności, którą ustalił Rolph, ale nie przeszkadzałoby mu to. Sprawa Scylli nieco konfliktowała z tym, co było między nimi, ale taki był naturalny tor rzeczy. Mężczyzna potrzebował kobiety oficjalnie. Nieoficjalnie... mężczyźni również mogli utrzymywać koleżeńskie stosunki.
- To nic takiego. Dość dla mnie robisz. - Mruknął, rozluźniając się jeszcze bardziej. Dotyk Rodolphusa działał lepiej niż jakikolwiek alkohol, jakikolwiek narkotyk. W końcu musiał jednak puścić Rolpha i pozwolić mu usiąść. Przywołał dwie szklanki - te same, które wcześniej przygotowywał dla siebie i Baldwina - i kolejnym gestem posłał butelkę, by rozlała piwo do obu naczyń. Połowa dawki mogła tylko ich odświeżyć, lecz nie wpłynąć na umysły. Trunek wciąż był chłodny, mocno gazowany, zupełnie inny od tak powszechnie pitych w Anglii ale. Te w ogóle Charlesowi nie smakowały.
Przesunął szklankę bliżej Rodolphusa.
- Pokłóciłem się z siostrą, ale on... nie wiem, nie wydaje mi się, żeby był wysłany przez Scarlett. - Stwierdził ostrożnie. - To jest ktoś, kto cieszy się zamętem. Baldwin Malfoy, kojarzysz go? - Zdradził w końcu tożsamość swojego prześladowcy. - Poza tym chciałem cię zapytać... Co sądzisz o rodzinie Greyback? Naprawdę są tak godni pożałowania?
Ciemne spojrzenie Charlesa wyrażało nadzieję, ale na co? Tylko Charlie wiedział, co chciał usłyszeć.